MATKA TEŻ CZŁOWIEK

(Nie)Towarzyska Mama ..

Mama Kubusia23 comments304 views

Odkąd pamiętam znajomych miałam wielu, przewijali się przez moje życie nieustannie, czasem było ich więcej, czasem mniej, jednak nigdy nie zdarzyło mi się narzekać na nudę, czy brak towarzystwa… Mogłam przebierać sobie wśród znajomych i wybierać, z kim danego dnia mam ochotę się spotkać. Nawet, kiedy wyprowadziłam się z rodzinnego domu, kontakty cały czas podtrzymywane były i gdy wracałam na jakiś weekend, czy święta – czekało na mnie stałe grono znajomych.


Dziwnego zjawiska doświadczyłam jednak zachodząc w ciążę. Z czasem przestano mnie zapraszać na imprezy, czy proponować wspólne wyjścia… bo wiadomo, kobieta w ciąży nie jest już taką indywidualistką, jak wcześniej… nocnej rundki po klubach nie zaliczy, do rana na ławce z piwem nie posiedzi… jednak mimo to, wciąż miałam grono osób, z którymi kontakt utrzymywałam cały czas, zarówno realnie, jak i wirtualnie, przez internet. Jednak im bliżej porodu, tym bardziej znajomi… znikali. Dosłownie, ślad po nich ginął, masowo, jeden z drugim… odwracali się i nie potrafili mijając mnie ulica wykrztusić z siebie nawet zwykłego „cześć”… odwracali wzrok i udawali, że mnie nie widzą. Mnie, kobiety wtedy 23-letniej, ze sporym już brzuszkiem. Bo przecież nie byłam już taka fajna jak przed ciążą, a moje życie nie było już dla nich takie interesujące. Bo co dla młodych, ciekawych świata ludzi atrakcyjnego może być w kobiecie w ciąży? O czym niby mieliby z nią rozmawiać? O rosnącym w jej brzuchu dziecku? O wyprawce dla małego synka? A może o dolegliwościach jakie jej w tym czasie doskwierają?
Paradoksem stał się wtedy dla mnie fakt, że im więcej znajomych realnie traciłam niemalże z każdym dniem, tym większe zainteresowanie moja ciąża wywoływała na portalach społecznościowych. Wszyscy, wydawać by się mogło z ogromnym zainteresowaniem, wraz ze mną czekali na narodziny małego Kuby, a, kiedy to już się stało, otrzymałam mnóstwo jakże „szczerych” gratulacji… Liczne komentarze i kliknięcia „lubię to” pod zdjęciami narodzonego synka miały utrzymywać mnie w przekonaniu, że oni naprawdę „szczerze” to lubią i „szczerze” się tym interesują. Ich „szczerość” dotarła do mnie, kiedy mijając mnie na ulicy – przechodzili obojętnie.

Z tego ogromnego grona znajomych, które mnie otaczało, pozostała mi jedna, dobra, prawdziwa przyjaciółka, znamy się jeszcze z czasów podstawówki, nawet i zerówki. Miałam w niej największe wsparcie podczas ciąży, która wcale sielanką z wielu względów nie była. Ona pozostała. Wiem, że mogę liczyć na nią o każdej porze dnia i nocy, niezależnie od sytuacji – jeśli tylko będzie w stanie – pomoże mi na pewno, mojemu synowi również. Oczywiście na to samo liczyć może również z mojej strony. Została ona chrzestną mojego ukochanego synka, za co jestem jej niezmiernie wdzięczna. (I z tego miejsca pozdrawiam Cię Madziu gorąco w tą deszczową noc, Twojego synka Wojtusia również! :*) Czy jest dobrze, czy źle – Magda zawsze jest przy mnie i mam nadzieję, że nie zmieni się to aż do końca moich dni.

A reszta? Napisze od czasu do czasu, pozornie ot tak, że niby się interesują jak to życie mi się wiedzie. A smutna prawda jest taka, że piszą tylko po to, aby wydobyć ode mnie chociaż najmniej znaczącą informację dotyczącą mojego życia osobistego, co by mieć później przy piwku o czym porozmawiać, co skomentować, czy też z czego się pośmiać. Doskonale bowiem zdaję sobie sprawę z tego, że niektórzy prowadzą życie na tyle nudne i bez głębszych wartości, że czujnie próbują śledzić to, co dzieje się u mnie. Pozornie smucący się wraz ze mną załóżmy przy chorobie Kubusiowego, a tak naprawdę cieszący się z tego, że coś idzie nie tak, jak iść powinno.

Kolejnym paradoksem są znajomi, którzy znajomość z różnych powodów, bądź najczęściej ich braku zerwali, a teraz – po wielu miesiącach, czasami latach – wracają, nagle, niespodziewanie… dlaczego? Bo sami założyli rodziny? Bo kobieta w ciąży jest i wsparcia szuka? A może dziecię urodziła i potrzebuje towarzystwa na spacer? Bo pozmieniały im się priorytety i dotychczasowe towarzystwo nie spełnia ich oczekiwań? Bo też czują się osamotnieni? Tego do końca nie wiem i wiedzieć nie chcę. Nie potrzebuję w swoim życiu tłumu gapiów cieszących się z mojej porażki, czy denerwujących z powodu sukcesu. Mam kogoś, na kogo zawsze mogę liczyć. Nieważne, że jest to tak naprawdę jedna, najbliższa mi osoba. Ważne, że jest. Zawsze. I że zawsze mogę zapukać do jej drzwi, cokolwiek by się nie działo.

Większość kobiet boi się do tego przyznać, ale w większości ich znajomości już w czasie ciąży i po urodzeniu dziecka wykruszyły się tak samo, jak w moim przypadku. Niektórzy boją się o tym głośno powiedzieć, chociaż nie wiem dlaczego. Wiadomo – wraz z narodzinami dziecka u kobiety zmieniają się priorytety. Moda i bywanie na imprezach, w najlepszym towarzystwie nie są już najważniejsze. Najważniejsze staje się to, co najważniejszym być powinno – dziecko i nie ma w tym nic złego.

Może to trochę nieładnie z mojej strony, ale na koniec pragnę serdecznie pozdrowić, wiecie sami, którym palcem – wszystkich tych, którzy byli, odeszli bez powodu, a teraz czyhają na moje potknięcie – Wasze niedoczekanie. Oraz raz jeszcze podziękować Magdzie za jej obecność i ogromny wkład w życie moje i Kubusiowego.

I jak to napisała Wózkowa Mama…
Mato, a gdzie Twoi znajomi?

  • Anonymous

    Pięknie, szczerze i odważnie napisane.. Skłoniłaś mnie tym postem do głębszej refleksji i rzeczywiście, u mnie wyglądało to bardzo podobnie. Wczoraj wszyscy-dzisiaj nikt .. Przykra prawda, ale w oczach naszego społeczeństwa, tak jak napisałaś-nie jest już atrakcyjnym towarzystwem dla młodych, imprezujących ludzi.. Bo przecież do głowy takim nie przyjdzie, że matka dziecko wieczorem z jego babcią mogłaby zostawić i mleko ściągnąć, co by piwa mogła się napić.. Achh, szkoda słów czasami.. Myślę, że wyczerpałaś ten temat idealnie. :)

  • Anonymous

    „czysta brudna prawda”–skąd ja to znam?? :D

  • Anonymous

    myslalam, ze tylko ja mam ten problem….i ze tylko mnie wszyscy zostawili odkad urodzilam coreczke… :(:(:(:(

  • Anonymous

    Urodziłam Córkę mając 21-lat- większość koleżanek nie była jeszcze mamami ale nie odczułam nic podobnego do Twoich doświadczeń ,wręcz przeciwnie powiększyło się grono moich znajomych o inne mamy,te ze szkoły,placu zabaw itp… To co napisałaś pokazuje jak niedojrzałymi osobami byłaś otoczona przykre to ale i ma swoje plusy- przynajmniej masz świadomość kto ile jest wart i kto był prawdziwym przyjacielem :)

    • ja spotkałam się tylko z mamami ,które doświadczyły podobnej sytuacji do tej ,o której napisałam .. ;) ale cieszę się ,że u Ciebie było inaczej . )
      może i przykre ,ale wzmacnia ;) i pozwala docenić tych naprawdę prawdziwych ;)

  • Anonymous

    Kobiety chyba boją się komentować ten post….

    • myślę ,że bardziej boją się przyznać się same przed sobą do sytuacji ;)

  • U mnie dokladnie tak samo, nagle znajomi znikneli… To prawda ze chyba nie zdaja sobie sprawy ze miec dziecko to wcale nie znaczy ze jest sie uwiezionym 24/7

    • no nie oznacza ..ale takie mamy społeczeństwo ,w większości wychodzące z założenia ,że matka ,matka polka -powinna spędzać z dzieckiem 24godziny/dobę 7dni/w tygodniu (u mnie właśnie tak to wygląda … :P) ,nie powinna karmić piersią dłużej niżeli do pół roku ,a jeśli karmi dziecko starsze niż 12miesięcy ,to już jest ogromnym dziwolągiem !!
      smutne ,ale prawdziwe …

    • Anonymous

      Taka prawda, mamy tak zacofane społeczeństwo, że…sto lat za murzynami-nie obrażając murzynów, bo i oni mądrzejsi…..

  • Dokładnie, święte słowa. Niestety w moim przypadku też tak było. Nigdy nie miałam za dużo znajomych, ale było te kilka osób, które wydawałoby się będą ze mną już zawsze. Jednak jak wyszłam za mąż kontakty zaczęły stopniowo zanikać, a po zajściu w ciążę już w ogóle…. Nawet z początku sama próbowałam przywrócić te znajomości, bo nie ukrywając, były to ważne dla mnie osoby (2 znałam od początku podstawówki), ale jak ktoś mnie ewidentnie olewa, to nie będę się nikogo prosić. Smutno mi trochę, bo teraz nie mam zupełnie nikogo, tylko 1 koleżankę, ale z nią też różnie bywa i nawet nie mam z kim pogadać :(

    • przykro mi kochana ,naprawdę ..jakbyś chciała pogadać – pisz ! :)

    • No niestety… ale widzę, że w większości gdy zakłada się rodzinę, wykruszają się znajomi. Dziękuję ;*
      A jeszcze jakbyś mogła mi napisać ile dałaś (jeśli pamiętasz) za tą Waszą baseballówkę? Bo nie wiem czy mi się opłaci zamawiać przez allegro…

    • :)

      kochana ,my płaciliśmy około 30 zł ,ale to tylko w pepco taka tania .te na allegro są grubsze (szczególnie firmy George i F&F ,mamy też taką firmy George i jest cieplejsza) ,więc nawet 40zł zapłacić za taką ,to myślę ,że spoko ;)

    • Ja mam w miasteczku pepco, muszę zobaczyć czy są jeszcze, ale skoro dawno je rzucili, to choćby były, to poprzebierane rozmiary :(
      znalazłam na allegro z Minoti i wychodzi za nią 53zł z przesyłką….

    • jeśli NOWA ,to myślę ,że 53 zł z przesyłką ,to całkiem fajna cena :)

  • Ja od kiedy urodziłam pierwsze dziecko straciłam znajomych. Też już podczas ciąży. Później przeprowadziłam się do Warszawy z „czystą kartą”, poznałam ludzi, znajomych mojej drugiej połówki. W drugiej ciąży sama się odwróciłam od wszystkich. Nie lubiłam gdy ktoś do nas przychodził, z każdym miesiącem było coraz gorzej. Nie wiem, może bałam się ponownego odrzucenia? Ale po porodzie wszystko zmieniło się diametralnie, wręcz chciałam by ktoś mnie odwiedził. Wtedy zobaczyłam, że przyjaciele mojego chłopaka chociaż znali mnie stosunkowo niedługo – bo trochę ponad rok – byli bardzo życzliwi, mili, i to na prawdę było szczere. Przyjeżdżali do nas do szpitala i przywozili a to wodę i bułeczki, a to owoce i ubranka dla małego. Chociaż sami nie mają dzieci – nie odtrącili mnie :)

  • Znakomita strona ! Pozdrowionka :)

  • Nareszcie coś konkretnego. Dzięki.

  • Pingback: (Nie)towarzyskie dziecko? | Mama KubusiaMama Kubusia()