MATKA TEŻ CZŁOWIEK

Dziwny jest ten świat.

Mama Kubusia17 comments727 views

W to sobotnie popołudnie, chcę podzielić się z Wami swoimi przemyśleniami z minionego wieczoru, które spędziły mi sporo snu z powiek. Niektóre kwestie sprawiły, że w moich oczach stanęły łzy, a inne podniosły mi ciśnienie…

W jakich czasach przyszło żyć nam? W jakich czasach będziemy wychowywać nasze dzieci? Z czym będziemy musieli się zmierzyć? Z czym walczyć, a z czym pogodzić, mimo tego, że nie będzie to zgodne z naszymi przekonaniami?

Żyjemy w świecie pełnym okrucieństwa. W świecie, w którym to matka zabija swoje małe dziecko. Dziecko które powinno być jej największą miłością staje się dla niej obiektem zbrodni, nierzadko bardzo okrutnej. W telewizji coraz to głośniej o makabrycznych zbrodniach na dzieciach, których sprawcami są właśnie rodzice. Osoby którym dziecko ufa, które dziecko kocha bezgranicznie i bezwarunkowo stają się jego oprawcami. Pewnie w wielu z Was rodzi się setki pytań – dlaczego? Jak tak można? Kim trzeba być? Wiele razy próbowałam odpowiedzieć sobie na te pytania, niestety nigdy nie znalazłam odpowiedzi. Z niedowierzaniem słucham o tym, że zbrodnie te próbuje się tłumaczyć złym stanem psychicznym. Osobistymi problemami, depresją poporodową, ciężką sytuacją materialną, bądź innymi absurdalnymi powodami… z niedowierzaniem czytam o tym, jak w jednym z krajów wschodniej Azji matka wbija kilkadziesiąt razy nożyczki w ciało swojego małe synka tylko i wyłącznie, dlatego że on ugryzł ją podczas karmienia. Czytam i po prostu nie wierzę. Kubusiowy ugryzł mnie wiele razy, słabiej, mocniej, mniej lub bardziej świadomie – jednak nigdy nie przyszło mi do głowy, aby go za to w jakikolwiek sposób skarcić – to tylko dziecko. Bezbronne, niewinne dziecko, które z naszej strony oczekuje miłości, nie cierpienia. Nigdy chyba nie będzie mi dane zrozumieć tego, czym kieruje się matka, czy ojciec, którzy zabijają z premedytacją własne dziecko. Kogoś, komu sami dali życie…

Żyjemy w świecie, w którym w pogoni za szczęściem lub po prostu z potrzeby – szybko wracamy do pracy po porodzie. Dziecko nierzadko oddajemy do żłobka, czy przedszkola. Instytucji która powinna w sposób jak najlepszy zapewnić dziecku opiekę, poczucie bezpieczeństwa i warunki, do prawidłowego rozwoju. Nierzadko płacimy za to niemałe pieniądze. W zamian za co? Za przywiązywanie dzieci do łóżek? Za pozostawienie ich samym sobie? Za bicie ich po głowie? Poniżanie? Za wpajanie im zasad niezgodnych z naszymi? Za robienie im wody z mózgu? Oczywiście nie chcę tutaj wrzucać wszystkich przedszkoli i żłobków do jednego worka, bo wiadomo, że są instytucje idealnie spełniające nasze oczekiwania, są wychowawcy, którym pełni spokoju o ich bezpieczeństwo powierzamy nasz największy skarb, na czas naszej pracy. Dlaczego jednak czasami dzieje się inaczej? Dlaczego są placówki, w których krzywdzi się dzieci? Zmusza ich do robienia rzeczy, których nie chcą robić? Boże, gdyby ktoś mojego syna przywiązywał do łóżeczka rączkami i nóżkami, gdyby ktoś na niego krzyczał, poniżał go, to chyba naprawdę nie wytrzymałabym i sama wymierzyłabym sprawiedliwość, w sposób który uznałabym za odpowiedni. Dlaczego takie sytuacje w ogóle mają miejsce?

W dzisiejszym świecie chcemy bawić się w Boga. Chcemy decydować o tym, które dziecko powinno żyć, które powinno się urodzić, a którego powinno się tego życia pozbawić… ściśle określamy w formułkach i paragrafach warunki sprzyjające pozbawienia dziecka życia. Ale kim my jesteśmy? Kim do cholery jesteśmy, aby o tym decydować? Bóg daje życie i on też jest jedynym, który ma prawo je odebrać. Stajemy się wygodniccy, w sposób brutalny i obrzydliwy, po prostu nieludzki. Jakie trzeba mieć sumienie, aby dokonać zabiegu aborcji tylko dlatego, że dziecko nie było planowane, albo, dlatego że istnieje prawdopodobieństwom, że urodzi się chore? Czy chore dziecko nie zasługuje na miłość? Czy można je tak po prostu pozbawić życia, wyrzucić ze swojego ciała, niczym papierek do kosza? Kim jesteśmy, aby decydować o tym, kto ma prawdo do życia, a kto nie? No tak zapomniałam, że dziecko w łonie matki nierzadko nie jest jeszcze dzieckiem, a jedynie płodem, czy zarodkiem. Kiedy słyszę takie określenia, podnosi mi się ciśnienie z prędkością światła… skoro Bóg pozwolił na to, aby w naszym ciele pojawiło się kolejne życie, to powinniśmy się z tego cieszyć, a jeśli nie jesteśmy się w stanie z tego cieszyć, to powinniśmy to uszanować. Jest tyle możliwości… można chociażby oddać nowo narodzone dziecko do adopcji – takie dzieci mają największe szanse na znalezienie szczęśliwego, dobrego domu. Na znalezienie nowych rodziców, którzy pokochają je do granic możliwości. Ale po co? Skoro możemy pozbyć się „problemu”?

W otaczającym nas świecie coraz częściej słyszy się przypadkach odebrania dzieci rodzicom z powodów absurdalnych po prostu. Głośną sprawą był przypadek chłopca, który miał zostać zabrany ze swojego domu tylko dlatego, że po prostu był… za gruby. Doszukałam się również artykułów, z których jasno wynikało, że dzieci odbierane były najbliższym również, dlatego że matka przed porodem cierpiała na depresję, więc zdaniem urzędników stanowiła zagrożenie dla dziecka, mimo że po porodzie kochała swoje dziecko i niczego mu nie brakowało. Czy przeszłość może być powodem rozbijania kochającej się rodziny? Niedługo dojdzie do tego, że zapuka do naszych drzwi jakaś przemądrzała pani informująca nas o tym, że zabiera nam nasze ukochane dziecko, bo jest za chude, za mądre, bo źle się uczy, bo jest za niskie, bo pyskuje, bo jest niegrzeczne, bo mamy za dużo pieniędzy, bądź mamy ich za mało, bo za mało czasu spędzamy z dzieckiem, bo dziecko je to, albo tamto – niepotrzebne skreślić… czy to normalne? Czy chcemy się na to godzić? Czy może wreszcie ruszymy tyłki i zrobimy z tym coś, zanim naprawdę ktoś zapuka do naszych drzwi?

O pedofilii też ostatnio głośno, szczególnie tej rzekomo „pozytywnej”. No tak, bo przecież taki pedofil nikomu nie szkodzi, prawda? Jedni wolą kobiety, inni mężczyźni, trzeci nie wolą nikogo, a on prostu lubi dzieci, tak? Przecież on nikomu nie robi krzywdy, a jedynie okazuje swoją miłość, więc o co chodzi? O co tyle szumu? Przemilczę dla dobra własnego słowa, które cisną mi się na usta, odnośnie księdza, który uważa, że to wina dzieci, ponieważ wypowiedź moja byłaby naprawdę bardzo niecenzuralna i obraźliwa. Ale po raz kolejny wiem jedno – jeśli taka sytuacja miałaby miejsce w przypadku mojego syna – sprawiedliwość wymierzyłabym sama. Bo co to za sprawiedliwość w naszym kraju, skoro taki zboczeniec ewentualnie trafi do więzienie, gdzie za nasze podatki będzie sobie siedzieć, obiadek podadzą na tacy, opieka lekarska pierwsza klasa, telewizorek i zero zmartwień – to ma być kara? Podczas gdy dziecko zniszczoną będzie miało psychikę do końca życia?

Wartości też się zmieniły. Kiedyś wartością najwyższą była rodzina, o którą państwo dbało w należyty sposób. A teraz? Teraz rodziną dla małego dziecka będzie dwóch panów. Albo dwie panie, jak kto lubi. Uprzedzając komentarze chcę napisać, że owszem – jestem tolerancyjna, homoseksualiści nie przeszkadzają mi kompletnie – każdy ma prawo do szczęścia, jeśli swoim sposobem na szczęście nie krzywdzi innych ludzi. Co za tym idzie, jeśli dwóch panów, bądź dwie pani chcą być razem, kochają się, a nie robią tym nikomu krzywdy – to jestem za. Jestem jednak na ogromne, twarde i wielkie „nie” dla adopcji dzieci przez pary homoseksualne i mówię to otwarcie. Dziecko powinno mieć mamę, tatę, a nie dwie mamy, bądź dwóch tatusiów. Nie mieści mi się to w głowie, a naprawdę wiele rzeczy już widziałam i słyszałam.

Dziwny jest ten świat i coraz z nim gorzej… gorzej z nami, ludźmi… zostawiamy dzieci w zamkniętych samochodach… okradamy siebie nawzajem, zabijamy swoje dzieci… porywamy sobie wzajemnie najbliższych… usuwamy ciążę z byle powodu, ot tak, bo będzie nam wygodniej bez dziecka… dzieciom już w wieku przedszkolnym chcemy mówić o wychowaniu seksualnym, chcemy uczyć je czerpania przyjemności z dotykania własnego ciała.CHORE.

Patrzę tak często na śpiącego Kubusia i zastanawiam się, jak go przed tym wszystkim uchronić? Co zrobić, aby moje ukochane dziecko nie cierpiało przez ten świat? By jego dziecinna naiwność i niewinność nie zostały przez kogoś brutalnie wykorzystane? Co z tego, że w domu nauczę go właściwych zasad moralności, opowiem mu o tym, co jest ważne i co naprawdę liczy się w życiu, skoro później pójdzie do szkoły, gdzie zrobią mu pranie z mózgu?

Czy w takim świecie chcemy żyć?
Cy takiego świata pragniemy dla naszych najbliższych?
I najważniejsze: czy będziemy biernie przyglądać się temu co się dzieje, czy może wreszcie coś z tym zrobimy, bo jeśli do cholery nie my – to KTO?

Możesz powiedzieć, że sprawa Ciebie nie dotyczy, bo nie stanęłaś przed kwestią ewentualnej aborcji, bo pedofil nie skrzywdził Ci dziecka i Ty też nie robisz mu nic złego. Nieprawda! To także Twoja sprawa, bo to wszystko dzieje się wokół Ciebie, być może za ścianą Twojego pokoju rozgrywa się tragedia, o której nie wiesz? To także Twoja sprawa, bo żyjesz w tym społeczeństwem, funkcjonujesz w nim. To Twoja sprawa, bo w ten świat wkroczy niebawem Twoje małe dziecko.

Odpowiedz, więc sama: czy chcesz, aby właśnie w taki świat wkroczył Twój największy skarb?

  • Wiadomo,że nie chcę…ale co zrobić? Nie zrobimy nic. Możemy jedynie z całych sił chronić nasze dziecko.

    • sama siedze i myślę – co zrobić ? …nasza ochrona może nie wystarczyć .. :(

    • Anonymous

      Co zrobić? Tak wychować dzieci, by ten świat był inny – to oni go stworzą…

  • Anonymous

    a co Ci przeszkadza w tym, że geje mieliby dzieci?

    • przykład dawany dzieciom i odbieranie tych dzieci w społeczeństwie .

  • Anonymous

    a ja podpisujęsię rękoma i nogami pod tym postem!!!!!

  • Też jestem za normalnymi rodzicami, nie homo. Polska za dużo by chciała, my nie jesteśmy amerykanami! Jesteśmy krajem z tradycjami i jak powinno być – z zasadami. Ja tam też nic do nich nie mam. Jednak nie podoba mi się wizja dwóch matek – a tym bardziej dwóch ojców.

    • dokładnie ..wszystko ma swoje granice . ;) tolerancja również .

  • Anonymous

    a ja nie rozumiem, jak można być tak nie tolerancyjnym? chcecie, żeby wszyscy byli dobrze trakowani i mogli być szczęśliwi, to dlaczego nie chcecie, aby homoseksualiści mogli mieć dzieci? cóż za ignorancja, Boże….

    • szczęście nie powinno być budowane na czyjeś krzywdzie .

  • Anonymous

    ooooo, a ja widzę tutaj bardzo pozytywne zmiany w wyglądzie bloga. robi się tutaj jeszcze ładniej niż wcześniej, a te Kubusia zdjęcia czarno-białe po prawej stronie po prostu wymiatają!! :)

    a co do tematu- zgadzam się z Tobą w 100%. homoseksualiści nie powinni mieć dzieci, bo..szkoda tych dzieci. od małego miałyby “zły” przykład, byłyby wyśmiewane w szkole, załóżmy dzień matki-która mama by przyszła, a na dniu ojca, która mama udawałaby tatusia? i odwronie? czysta paranoja.

    • bardzo dziękuję za miłe słowa . ;)
      a co do tematu głównego – mam takie samo zdanie ;)

  • Anonymous

    Podoba mi się Twoja postawa, bardzo. Masz jasne zdanie w niekórych kwestiach i jak widać nie boisz się go wyrażać,a to się chwali. Zastanawiam się jednak, jaki masz stosunek do invitro?

    • ;) wiesz co ,w sprawie invitro mam podzielone zdanie .z jednej strony jestem na tak ,bo dla niektórych rodziców jest to rzeczywiście jedyna szansa na dziecko ,jednak z drugiej strony świat zaczyna bawić się w eugenikę i to mi sie bardzo nie podoba ..

  • Anonymous

    Czy zauważyłaś, jakiego rozpędu nabral Twój blog? :)) Możesz być chyba zadowolona, cooo? :) Gratuluję.

    Ps. Fajnie się czyta Twojego bloga, a jeszcze milej ogląda. :)

    • zauważyłam i to bardzo miłe ,jednak chwilami mnie to przeraża ,bo kompletnie się tego nie spodziewałam . ;)