MACIERZYŃSTWO

Pierwsze dni z dzieckiem, czyli nie taki diabeł straszny.

Mama Kubusia31 comments208 views
Narodziny dziecka to ogromna rewolucja w życiu każdego człowieka. Z tym momentem staje się odpowiedzialny za maleńką istotę i to od niego zależy jakie wartości mu przekaże. Czy będą to miłość, czy jak czasem się zdarza nienawiść i przemoc. Ale dziś nie o tym, skupić się zamierzam bowiem na tym, czego sama bałam się w pierwszych dniach życia Kuby i co spędzało mi sen z powiek.

Pierwsza zmiana pieluszki

Pierwszą pieluszkę w życiu Kubusia ubrały mu panie pielęgniarki, które zaraz po urodzeniu osuszyły go, zważyły i zmierzyły. Nadeszła jednak chwila, kiedy musiałam zrobić to ja, sama, po raz pierwszy w życiu. Kompletnie nie wiedziałam jak się za to zabrać, byłam po prostu przerażona. Na moje szczęście dziewczyna, która leżała z nami na sali chętni udzieliła mi pierwszej, pieluszkowej pomocy. Dokładnie pokazała mi co i jak, a następną pieluszkę z dumą zmieniłam już Kubusiowi sama, chociaż jeszcze troszkę trzęsły mi się ręce. Śmiać się z tego chce z perspektywy czasu, szczególnie teraz, kiedy zmianę pieluszki opanowałam do perfekcji i jestem w stanie zrobić to jedną ręką, w różnych pozycjach ułożenia Kuby. Ale wtedy… pamiętam tą swoją chwilową bezradność pamiętam, że przez moment nawet chciało mi się płakać. Pielęgniarka powiadomiła mnie tyle, że „dziecku trzeba zmienić pieluszkę” i wrzuciła mnie na głęboką wodę. Wtedy było to straszne, dziś wspominam to z uśmiechem na twarzy.

Pierwsza zmiana ubranka

Ale mi się wtedy ręce trzęsły! Kuba był strasznie chudziutki, ważył niespełna 2,7 kg, gdyż waga po porodzie bardzo szybko zaczęła mu spadać. Po jego pierwszej, szpitalnej kąpieli przyszła pora na ubranie dziecka. Oczywiście tutaj też zostałam wrzucona na głęboką wodę. Panicznie bałam się, że zrobię Kubusiowi krzywdę, był przecież taki chudziutki i kruchy. Bałam się, że wygnę mu rączkę, czy nóżkę w złą stronę i tym samym zrobię mu krzywdę. Nie było jednak tak źle jak myślałam, oboje wyszliśmy z tego bez szwanku.

Pierwsza kąpiel w domu

W szpitalu Kubusia kąpały panie pielęgniarki, moim, więc zadaniem było tylko osuszenie go i ubranie. W domu jednak pielęgniarek już nie było. Byłam ja, moi rodzice, mój brat. Mój tata początkowo oferował się, że pomoże w kąpieli Kuby. Mama bała się, ze względu na to, że był tak maleńki. Zdecydowałam jednak, że Kubę będę kąpała sama, bo to moje dziecko i muszę sobie poradzić. No to siup, mój tata nalał wody do wanienki, ja owinęłam Kubusia w tetrową pieluszkę i powoli wsadziłam go do wody. Obchodziłam się z nim jak ze szklanym jajkiem. Ha, a jaka byłam dumna, że dałam radę sama! Miło wspominam te pierwsze kąpiele, chociaż Kubuś początkowo bardzo ich nie lubił : krzyczał i płakał, tak samo było przy zmianie pieluszki, po prostu nie lubił być goły. Kiedy przytył troszkę, wszystko się unormowało. Teraz? Kąpiel jest chyba dla niego jedną z ulubionych form spędzania czasu, szczególnie chlapanie wodą po całej łazience.

Karmienie

Już w ciąży nastawiałam się na karmienie piersią, nie miałam wyjścia, zwyczajnie nie byłoby mnie stać na MM. Mleko pojawiło się u mnie już na początku drugiej doby, płynęło litrami, bardzo mnie to cieszyło, Kubusia pewnie też, bo długo ssał zadowolony. Pojawiły się jednak szybko dwa problemy. Pierwszym był fakt, że Kubuś nie chciał ssać prawej piersi. Położna laktacyjna tłumaczyła to tym, że przy lewej może czuć bicie mojego serca, przez co czuł się bezpieczny. Pokazała mi pozycje, w których mogę próbować karmić Kubusia prawą piersią i wreszcie się udało. Drugim problemem było zasypianie Kubusia przy piersi. Chwilę possał i zaraz spał. Nie pomogło głaskanie po policzku, wybudzanie go – zawsze było tak samo. To dlatego jego waga spadła w drugiej dobie do 2,4 kg, przez co zmuszeni byliśmy zostać w szpitalu dzień dłużej. To dało mi ogromnego kopa i postanowiłam walczyć. Oczywiście ciągle zastanawiałam się, czy wypił odpowiednią ilość mleka, czy się najadł… walka była i długa, i ciężka, ale wygrałam. Oboje ją wygraliśmy i dzięki temu Kubuś ssie pierś do dziś dnia.

Śmierć łóżeczkowa

Bałam się, chociaż nikomu o tym nie mówiłam. W nocy budziłam się szybciej niż Kubuś, co chwila latałam do łóżeczka, by sprawdzić, czy mój synek oddycha. Bałam się, że jakimś cudem może zasnąć i się nie obudzić. Ciągłe wstawanie było dla mnie o tyle męczące, że pewnej nocy, której śnił mi się koszmar o Kubie wiszącym w poprzek łóżeczka postanowiłam zabrać go do siebie, spaliśmy razem. Nie bałam się, że go zgniotę, czy uduszę. Po prostu czułam i pewna byłam, że nie zrobię mu krzywdy. Śpimy razem do dziś.

Pierwszy spacer

Z niecierpliwością czekałam na dzień, w którym zabiorę Kubusia na jego pierwszy spacer, nasz pierwszy wspólny. Tego dnia towarzyszyli mi oczywiście Madzia i Wojtuś. Do dziś pamiętam, z jaką wewnętrzną dumą pchałam wózek, miałam wrażenie, że cały świat skupiony jest właśnie na mnie. Miałam ochotę krzyczeć : „spójrzcie, tu w wózku leży mój synek, MÓJ!” :) bałam się, że podczas spaceru Kubuś zacznie płakać i nie będę w stanie go uspokoić, a ludzie dookoła będą na mnie patrzeć jak na idiotkę. Było jednak zupełnie inaczej, Kubuś przespał całą wyprawę i potem spał jeszcze prawie trzy godziny w domu.

Okazywanie miłości

Chcąc nie chcąc wewnętrzną, moją rozterką ogromną było okazywanie Kubie miłości. Zastanawiałam się, czy będę potrafiła w wystarczający sposób zapewnić go, że go kocham. Czy będę potrafiła mu to pokazać, czy dam mu to dobrze odczuć. Chwilami miałam kryzys i zastanawiałam się, czy Kubuś kocha mnie, czy może jestem mu potrzebna tylko ze względu na płynące ze mnie mleko? Często o tym myślałam, zdarzyło mi się płakać. Z perspektywy czasu wiem, że było to bezpodstawne i głupie, jednak wtedy był to dla mnie spory problem. Teraz? Wiem, że Kubuś mnie kocha wiem, że ja też daję mu to odczuć. Na nic nie zamieniłabym tego uczucia.
A Wy ? Czego baliście się podczas Waszych pierwszych dni z maluszkiem?
  • U nas pierwszą pieluszkę ubrała oczywiscie położna, a potem tatuś. Muszę się przyznać że w szpitalu z pierwszym synem, nie wiedziałam jeszcze ze w kazdej pieluszce jest kupa, nie tylko siku i zapominałam ze trzeba czesto przebierac. Żeby synek nie miał czerwonej pupy, przebierałam go zawsze kiedy robiły to mamusie z lozka obok. One miały juz jedno dziecko w domu i miały o tym pojecie, wiec korzystałam z ich doswiadczenia:)

    • haha ,też tak robiłam :D ! podpatrywanie jest super :D

  • Ja o dziwo nie miałam żadnych obaw- zaufałam instynktowi macierzyńskiemu i bezbłędnie mnie poprowadził mimo że miałam zaledwie 21lat w momencie narodzin Córki

    • oo ,to niewiele młodsza byłaś ode mnie ,ja urodziłam Kubusia mając 23 :)

    • Ja mając 23 byłam na końcówce ciąży z Synem :p

    • A teraz Córka szkołę zaczęła,Syn p-kole a my z mężem od nowego roku chcemy się postarać o trzecie :D

    • ooooo ,to powodzenia życzę :)

  • Przy pierwszym dziecku w zasadzie bałam sie tego samego co Ty. Nigdy nie miałam do czynienia z noworodkiem. Bałam sie go po prostu i wszystkiego co z nim związane. Kochałam, cieszyłam się że już był po drugiej stronie brzucha, ale z drugiej chyba bezpieczniej czułam się z nim w środku.
    Karmienie piersią Bobika było koszmarem. Nikt mi nie pomagał. Dobrze nie tłumaczył. I odstawilam go w 3tyg.
    Z Tomem bałam sie bardziej o to czy będzie mleko. Czy go wykarmie. Jak zareaguje Bobik. Karmiłam do końca 4mca. Pomimo ze chciałam karmic jak najdłużej to jestem zadowolona chociaż z tego co mi było dane.

    • oj ,szkoda ,że tak krótko ,ale tak jak napisałaś – dobrze ,że chociaż tyle było Ci dane :) pozdrawiam ;)

  • Pieluszki poszły mi jakoś instynktownie, wiedziałam bez problemu co i jak a i Alek współpracował grzecznie.
    Pierwsze przebieranie… Makabra! W szpitalu robiły to za mnie położne… A w domu? Szok, ale daliśmy radę (też się bałam bo Alek po wyjściu ze szpitala miał 2,600).
    Co do kąpieli… jeszcze sama jej nigdy nie ogarniałam. Zawsze mąż, ale w sumie – czemu by nie ;)
    Karmienie – u nas MM, mały się zbuntował i nie chciał pić z piersi. A też były takie akcje jak u Was, tylko u mnie z lewej pić nie chciał – nie i koniec kropka.
    A po za tym… wszystko inne przyszło samo, jakoś takie się proste i naturalne wydawało :)

    • oo ,to też był maluśki :) Kubuś miał równo 2,5 jak wychodziliśmy ze szpitala . ;)

  • Ja z pierwszą to już miałam doświadczenie z bobasami ,bo to albo kuzynek dzieci pilnowałam,albo ciotek… więc pojęcie o tym miałam.
    Natomiast bałam się śmierci łóżeczkowej :D

    Przy drugiej miałam paniczny strach przed śmiercią łóżeczkową i jak Ty chodziłam spawdzać. Dałam sobie siana w 3 miesiącu. Bałam się też,że nie bede mogla karmic malej tak jak Wiki,niestety moje obawy wlasnie sie sprawdzily. Nie jestem poprostu stworzona do karmienia piersia. I tyle. Musze sie z tym pogodzić,

    • nie przejmuj się kochana ,jedne mogą ,drugie nie :)

  • Ja bałam się w zasadzie wszystkiego;) Do tej pory jakieś obawy się pojawiają, ale pieluchy, ubieranie czy karmienie piersią nie mają już dla mnie tajemnic;) Co do śmierci łóżeczkowej. Fifi spał od początku z nami i jak jeden jedyny raz przespał noc, to razem z M. obudziliśmy się przerażeni, popatrzyliśmy na nieruchomego Filipka między nami i chyba każde przeżyło swój mały zawał. A okazało się, że nasze dziecię po prostu słodko śpi;)

    • haha ,też miałam takie chwile – Kubuś powinien dawno wstać ,a tu niiiic i tylko moje niepotrzebne nerwy ;)

  • MW

    ja od skonczenia szkoly bylam niania tak wiec nei balam sie niczego doswiadczenie bylo ze mnia :) wszyscy mowili ze bede idealna mama ale ja uwazam ze tak nie jest… rowniez balam sie smierci lozeczkowej tym bardziej ze dzieci rodzicow znajomi ktorymi sie wtedy opiekowalam wlasnie to sie przytrafilo a bylam wslanie w ciazy. i tak jak Ty corcia spala z nami.

    • łooo ,to praktykę miałaś niezłą :)
      ale wiadomo ,że do „obcych” dzieci podchodzi się inaczej ,niż do swoich .

  • Ja poprosiłam położną żeby mi pokazała, jak założyć pieluszkę. Po czym prawie ją pobiłam, bo zaczęła Tymona… podnosić za nóżki. Bałam się, ze mu nadwyręży stawy biodrowe…

    A kąpiel pierwszą zaliczyłam, jak Tymek miał miesiąc. Wcześniej zawsze kąpał go mąż ;)

    • ja tak spanikowałam ,że nie pomyślałam ,by poprosić o pomoc ! :D

  • Miałam tą samą sytuację, pielęgniarka powiedziała zwyczajnie : trzeba małą przebrać, a ja przerazona , tylko jak to zrobić, ale zdążyłam ją zatrzymać i tłumacząc ze nigdy wcześniej tego nie robiłam poprosic o pomoc, jeszcze parę dni i będę obchodzić 9 rocznicę tej chwili :-) pozdrawiam Cię serdecznie

    • szybko ten czas leci ,cooo ?
      pozdrawiam również ! :)

  • Chyba niczego się nie bałam w pierwszych chwilach.
    Byłam w takim szoku, że nie wiedziałam co się wokoło mnie dzieje – właściwie nie myślałam racjonalnie.
    Na drugi dzień bałam się … TAM wejsć.
    TAM czyli na Intensywną Terapię, gdzie jeden rodzic płakała, drugi płakał, a trzeci krzyczał z rozpaczy, gdzie urządzenia pikały, dzieci umierały, a moje … walczyło o życie.

    Potem bałam się go po miesiącu przebrać – miał około 1600g, a tu zostałam sama, Ja, On i pielucha!
    Przebierałam mu JEDNĄ pieluchę 20 minut – i to nie żart, bo patrzyłam na zegarek. :D
    Po wyjściu do domu miał 2100g i jakieś 45cm, a ja zaczęłam go kąpać sam jak miał z 3,5 kilo. I to jeszcze dlatego, że zostałam sam na sam (wcześniej zamieszkała ze mną mama).
    Mogłam go przewijać, przebierać, nosić – ale nie kąpać. :D Bałam się jak diabli kąpania.

    • ej smutno mi się zrobiło po przeczytaniu Twojego komentarza ..

  • Aaaa i jeszcze bałam się, że monitor oddechu się włączy!
    To był tak paniczny strach, że jak kiedyś tata wyciągnął Jasia z łożeczka i zapomniał wyłączyć monitora i zaczął dzwonić, to ciemno mi się zrobiło przed oczami! :o
    W ciągu sekundy znalazłam się w salonie i usłyszałam:
    – Sorry. Zapomniałem.

    Za takiego coś to się udusić chce!

    • Boże ,chyba bym dostała zawału …aż mnie ciarki przeszły :/

  • U Nas też instynkt świetnie zadziałał ;) ale obaw i strach o to, aby nic nie zrobić maleństwu, był ogromny i też wstawałam w nocy sprawdzać czy oddycha:)

    Pozdrawiamy i zapraszamy
    http://mamailusia.blogspot.com/

    • no tak , u mnie instynkt też był ,ale czego się bałam ,tego się bałam ;)

  • Pierwszego synka urodziłam mając 21 lat i powiem Ci, że chyba bardziej stresowałam się samym porodem (jestem okropną panikarą) niż późniejszym zajmowaniem się maleńkim członkiem rodziny :) Może też dlatego, że synek ważył 4kg :D jednak po przyjściu na świat drugiego synka, faktycznie bałam się go wziąć na ręce czy też przebrać właśnie przez to, że ważył zaledwie 2,600, takie malutkie chudziutkie rączki i nóżki, skórka wisząca… ale teraz pięknie przybrał na wadze co zresztą widać na zdjęciach na blogu : )

    • o porodzie nic nie mów ,bo nadal jak sobie przypomnę …brrr ;)

  • och pamiętam jak ja się bałam śmierci łóżeczkowej….na szczęście nas to ominęło :) reszta to pikuś. Każda matka się z tym zmierzyć musi i po prostu trzeba zaufać sobie i swojemu instynktowi, a będzie dobrze ;)

  • Ja bałam się praktycznie wszystkiego co Ty. Najbardziej właśnie bałam się śmierci łóżeczkowej, i do tej pory się boję bo mój mały dopiero niedługo skończy 2 miesiące. Mam już jedno dziecko dziewczynkę, przy niej również miałam takie obawy. W marcu skończy 2 latka więc jest już dużym dzieckiem :)