MATKA TEŻ CZŁOWIEK

„Co ludzie powiedzą”?

Mama Kubusia69 comments348 views
Wiele razy trzymamy język za zębami, nawet wtedy, gdy nasze nerwy są trudne w utrzymania na wodzy, a ciśnienie przekroczyło wszelką skalę. Nie rzadziej tłumimy w sobie to, co naprawdę czujemy, nawet wtedy, go powoli zaczynamy się dusić. Często boimy się przyznać do niektórych rzeczy, bo… Co ludzie powiedzą?

Matka, to jeden z najtrudniejszych i najbardziej odpowiedzialnych zawodów świata, mimo tego, że, aby go wykonywać nie trzeba żadnych szkół kończyć, nie ma też żadnych praktyk przygotowujących nas do tego zadania. Jesteśmy kelnerkami, lekarzami, nianiami, stylistkami, fryzjerkami, pielęgniarkami, organizatorkami przyjęć, osobistymi asystentkami, księgowymi, bankomatami, pocieszycielkami, kucharkami, sprzątaczkami, sługami, budzikami. Pracujemy dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Nie mamy urlopów, ani wolnych dni na czas choroby. Naszą zapłatą za trud włożony, w pracę którą mimo wszystko kochamy – jest uśmiech naszego dziecka, który jest najlepszą rekompensatą za wszystkie nieprzespane noce, pobrudzone koszulki, czy wylane łzy.
Istnieje jednak dziwne przekonanie, że matka, kobieta która nie pracuje zawodowo, a zajmuje się domem i dzieckiem – nie ma prawa być zmęczona, nie ma prawa narzekać. Powinna zawsze pięknie wyglądać, być miłą dla wszystkich. Zmęczenie? Ale czym taka matka ma się zmęczyć, przecież w domu siedzi z dzieckiem? Często nawet takiego zdania są partnerzy matek, którzy naprawdę nie rozumieją zmęczenia kobiety, bo przecież to oni ciężko pracują na chleb, kobieta ma tylko posprzątać, obiad ugotować i dzieckiem się zająć, czy to takie trudne? Niektórych matek nikt nie pyta, czy są zmęczone, czy mają na coś ochotę, nie pytane są nawet o to, czy są szczęśliwe. Niektórych matek nikt nie chwali, bo przecież to, co robią, jest takie oczywiste… Nikt nie pyta ich o zdanie.
Część matek chcąc spełnić oczekiwania społeczeństwa, a nierzadko i swoich najbliższych – milczy. Nie mówi o tym, że boli je głowa, o tym, że są zmęczone, że chciałyby odpocząć… o tym, że po prostu chciałyby mieć chwilę dla siebie nie tylko wtedy, kiedy ich dziecko zaśnie. Że chciały mieć taką chwilę relaksu, nie tylko podczas seksu z partnerem. Nie mówią o tym, że chciałyby chwilę pobyć same, sam na sam ze sobą i ze swoimi myślami. Nie powie, że ma dość zabawy piłkami, klockami, lalkami, samochodzikami i innymi zabawkami, że ma dość zmieniania pieluch, bo przecież… Co ludzie powiedzą?
Matka, dla swojego dziecka gotowa jest zrobić wszystko. Jestem pewna, że prawie każda bez zastanowienia oddałaby swoje życie, jeśli to miałoby uchronić jej dziecko przed czymś niepożądanym. Jestem pewna, że matka uwielbia i docenia każdą chwilę spędzoną z dzieckiem, nawet wtedy, kiedy ma dość klocków, kiedy jest zmęczona, kiedy chce jej się płakać. Dla matki dziecko zawsze jest na pierwszym planie. Stawia jego dobro i potrzeby nad swoimi. Matka płacze już na samą myśl o ewentualnej krzywdzie jej dziecka, na myśl o jego utracie zaczyna pękać jej serce. Matka przygotowuje posiłki, matka sprząta, matka pierze, matka szykuje czyste ubranko, matka karmi. Matka czuwa, kiedy dziecko jest chore, modli się, gdy ma wysoką gorączkę, gdy wymiotuje lub ma biegunkę. To wszystko jest takie proste, logiczne, oczywiste.
Dlaczego oczywistym, więc nie jest przykładowe zmęczenie matki? Matka, kobieta, to też człowiek. Zakładając, że taka matka nie wytrzyma. Powie o tym głośno. O tym, że jest zmęczona, że jest śpiąca, że chce mieć chwilę dla siebie, że chciałaby się na chwilę „uwolnić” od dziecka, mimo że jest dla niej najważniejsze.OK, przyznała się, powiedziała. Ale jak zareaguje na takie słowa część naszego cudownie tolerancyjnego i jakże obiektywnego społeczeństwa? Czy nie nazwą jej wyrodną matką, bo przecież nie dość, że w domu siedzi, to jeszcze jej źle? Od dziecka się chce wyrwać, matka niedobra? Jak ona może w ogóle?! okropna matka… wygodna, dziecko swoje chce zostawić i wyjść się zabawić… a dziecko niech siedzi, niech tęskni… co za kobieta…
Niektórych podejścia nie da się zmienić. Mają tak głęboko zakorzenione poglądy, że nawet huragan ich nie ruszy. Trudno. Podejście jednak powinno się zmienić. Jeśli nie tych ludzi, to nasze. Matek. Matko! Nie bój się, się przyznać, ani przed samą sobą, ani przed swoim partnerem, ani tym bardziej przed teściową, do tego, że jesteś zmęczona! Do tego, że pragniesz jeszcze czegoś od życia! Te pragnienia, potrzeby – nie czynią z siebie złej matki! Jesteś matką, ale jesteś też kobietą, jesteś człowiekiem. A dziecko potrzebuje matki wypoczętej, szczęśliwej, pełnej energii. Nie bój się przyznać przed partnerem, że czasem zamiast seksu wolisz po prostu położyć się spać, to nic złego. Kobieta również nie zawsze musi mieć ochotę, jest człowiekiem, nie robotem.
I przede wszystkim, matko, nie przejmuj się tym, co ludzie powiedzą. To Twoje życie, Twoje dziecko, Twój partner, Twój dom. Po co o tym piszę? Bo najczęściej jest tak, że o najbardziej oczywistym, najczęściej się zapomina. A Ty, Matko, do czego boisz się przyznać?
  • Marika

    Ooooooooooooooo kurde…. MEGA tekst… Właśnie takiego kopa mi trzeba było, dzięki, jesteś wielka! :)

  • fakt :)

  • Ja nie mam żadnego problemu z tym, żeby wypowiedzieć te słowa na głos. Mój mąż i reszta otoczenia są pod tym względem raczej wyrozumiali i rozumieją, że fakt iż potrzebuję czasem pobyć chwilę bez synka, nie czyni ze mnie złej matki.
    Pozdrawiam :)

    • w takim razie otaczasz się świetnymi ludźmi :) :)
      pozdrawiam .

  • Właśnie często tak jest, mój narzeczony też tak mówi że czym ja mogę być zmęczona iże dziecko to nie praca tylko mój obowiązek, ja wiem, ale to też jest męczące, ja tam ciągle chodzę i marudzę jak jestem zmęczona :D Pozdrawiam :)

    • Dziecko to również „obowiązek” ojca. Możliwe, że jestem po prostu zołzą, ale mój mąż bałby mi się powiedzieć, że nie powinnam być zmęczona, bo nie mam czym. Zjadłabym gościa razem z butami;)

    • uf ,dobrze faceta czasem nie mieć ..bo ja bym chyba nie tyle zjadła ,co spakowała mu walizki ,haha . :D

    • Żaneta, mój po pierwszym takim tekście był zostawiony z dziećmi sam. i z listą rzeczy, które są codziennie do zrobienia.
      odechciało mu się tekstów w stylu ‚siedzenie z dziećmi w domu to przyjemność, więc nie męczy’. ot i masz mężu, cały dzień podwójnej przyjemności – takam dobra :)

    • Ale co zrobić, skoro wiele kobiet uważa, że tak jest? Że kobieta ma rodzić w cierpieniu, cierpieć w milczeniu i poświęcić się bezgranicznie.

    • a może zmienić JEJ myślenie ?

  • szczera prawda dobrze opisane ale wiekszosc kobiet o tym nie mowi.Mam nadzieje ze tym postem otworzysz im oczy na to ze jako matki tez sa wazne

    • nawet jeśli oczy otworzy jedna ,to i tak będzie już sukces :) ! pozdrawiam .

  • MzP

    Nic ująć i chyba nic dodać, poza drobną wstawką o matce samotnej ;) I nie mam tu na myśli matki bez partnera, a bez partnera i jakiegokolwiek wsparcia z zewnątrz. Wówczas dopiero poznaje się, co to zmęczenie, brak czasu i absolutny brak chwili dla siebie sam na sam ze sobą (bo spać padasz razem z dzieckiem i jesteś przez nie budzona), brak możliwości poznania kogoś, więc i brak seksu, czy choćby zdecydowanie mniej istotny, permanentny brak możliwości wypicia alkoholu, niemożność odreagowania stresów, czy normalnego popłakania się (przy dziecku sie powstrzymuje), dużo cięższe brzemię wyłącznej odpowiedzialności za drugiego człowieka i za to, na kogo wyrośnie…i można tak wymieniać, a macierzyństwo i tak pozostanie najcudowniejszą rolą, stanem i sytuacją, w jakiej można się znaleźć, tego nie oddałabym za NIC.

    • kochana ,ja celowo nie napisałam o matce samotnej ,co by mi znów nikt nie zarzucił ,że próbuję z siebie ofiarę zrobić .ale rękoma i nogami podpisuję się po tym ,co napisałaś . :)

  • Dobry post! To jest powód, dla którego wszystkie siedzimy w nurcie „macierzyństwo bez lukru”. Jak świat światem, dzieci są absorbujące, kochane, cudowne i cholernie męczące. Przyznanie, że czasem mamy dość jest jedynym sposobem, aby nie zwariować i nie zasilić grona matek Polek o których napisałam kiedyś zgrabny tekst:)

  • świetny post jak zwykle! a od wtorku mój M będzie siedział z dzieciakiem a ja do pracy… tacierzyński ma!

    • powodzenia kochana ! i jak najmniej stresu ! :)

  • ama

    dlaczego z ojcem Nastusi nie mamy slubu? bo nie obchodzilo nas co ludzie powiedza! najwazniejsze dla nas jest to zebysmy my byli szcesliwi, zaden papier nam w tym nie pomoze! moj facet rozumie docenia moje siedzenie w domu z dziedzkiem. Kochanie dziekuje Ci za to! BUZKA

    • i prawidłowo ,bo to WY w trójkę macie być szczęśliwi ,a nie cała reszta dookoła . :)

  • super tekst. rewelacja.

    Ja tam w sumie nie ukrywam zmęczenia ani przed mężem ani tym bardziej przed tesciową ;) Nie próbuje być idealna i nie wstydze się, że często mam nie posprzątane w chacie bo nie mam czasu (albo ochoty) sprzątać, czasem chodzę w niewyprasowanych rzeczach bo prasować też nie mam czasu (albo i ochoty) i tego nie ukrywam. Czasem Robert chodzi w dwóch różnych skarpetkach bo nie nie umiem znaleźć dwóch takich samych. Częto góra prania przewyższa wysokość kabiny prysznicowej…ale co z tego ;) są ważniejsze rzeczy na świecie niż sprzatanie, pranie itp.Może ktoś sobie pomyśli, co ze mnie za matka, że nawet posprzątać nie umie…a niech myśli sobie ja tam wole się z dzieckiem pobawić albo sobie najzwyczajniej w świecie odpocząć. Sprzątanie nie zając…najdzie mnie ochota to posprzątam ;)

    • haha ,dokładnie – lepiej mieć szczęśliwe dziecko ,niż posprzątany dom ! :) widzę ,że mamy baaardzo podobne podejście ! :)

    • OOO mam to samo, gdy Polka już pójdzie spać, jest cicho w domu, tak spokojnie, to wolę sobie posiedzieć na kanapie z książką w ręku czy z lapkiem i odpocząć, a nie rwać się do góry naczyń w zlewie. A kiedy nie śpi to często zwyczajnie się nie da, bo co chwila zaczepia :) Co tam sprzątanie :P

    • dokładnie ,chwile kiedy dziecko pójdzie już spać są bezcenne :)

  • Ja nie ukrywam zmęczenia, ale czy ktoś się tym przejmuje, to nie powiedziałabym. Oprócz męża nie mam nikogo do pomocy. Teściowie są chętni tylko jak im wygodnie. A jak się poskarżę, że jestem niewyspana, że Filip jest marudny, że nie mam siły, to zawsze usłyszę, że tamta czy inna ma gorzej. Ja nie mam prawa narzekać.

    • i to jest STRASZNE ,niektórzy myślą ,że opieka nad dzieckiem to cukier i lukier ..a matka powinna uśmiechać się i być miła ,nawet kiedy dziecko krzyczy i marudzi …

  • no mój mąż też tak czasami , mówi że czym mam być niby zmęczona, opiekowaniem się dzieckiem ? ale on tego nie rozumie, bo nie opiekuje się mała 24/24 ;( ale cóż tacy są faceci :).

  • Sama prawda. Ja ciągle chodzę zmęczona, teraz tym bardziej, że pracuję, a nocne pobudki Polki nie pomagają odpocząć. Ale często mówię, że jestem zmęczona, część rozumie, część nie. Mąż zawsze mniej czy więcej pomagał, teraz więcej, bo gdy ja jestem w pracy on siedzi z Małą, opieką się wymieniamy, oboje pracujemy, no ja jeszcze w domu pracuję zdalnie i mam na głowie większość obowiązków domowych, ale narzekać nie mogę. Często też wychodzimy do kina czy ze znajomymi. Kurczę też jesteśmy ludźmi i nie chcemy krążyć tylko praca-dom-praca-dom. Większość na szczęście rozumie, a i babcie chętnie lub mniej chętnie, ale zaopiekują się Polką :)

  • Wiesz, mnie najbardziej w tej kwestii wkurza teściowa. Ja mam 2 dzieci – co prawda różnica między nimi to 8 lat ale ze starszym inne czasochłonne zajęcia są np lekcje. Ona miała tylko jednego – do 3 roku jego życia nie pracowała. Tak synka( mojego męża) nauczyła, że wszystko za niego robiła. Teraz jak jej mowie że po całym dniu pracy i zajęć z dziećmi jestem zmęczona, to ona mi mówi czym?? Przecież w pracy siedzisz na dupie i przekładasz rzeczy ( kasjerką jestem) a dla kobiety obowiązki domowe to przyjemność – a mężczyzna jest od chodzenia do pracy i robienia do rego wrażenia. To mnie normalnie krew zalewa. Kiedyś jej powiedziałam niech sobie w fotelu siądzie i przez 8 godzin przekłada butelke z ręki do ręki a potem niech powyrzuca wszystko z szafek, pochowa spowrotem, powyrzuca jeszcze raz, w międzyczasie ugotuje obiad i pojdzie z 10 kilowym workiem ziemniaków na zakupy, wróci , z ziemniakami na rękach posprząta mieszkanie , położy ziemniaki spać bujając je na ręjach pół godziny w różnych pozycjach a potem niech usiądzie na chwilę i się zastanowi czy ja nie mam prawa byç zmęczona. To mi tylko odpowiedziała, że nie radzę sobie w życiu i to nie jej wina i się obraziła. Już pół roku do mnie nie gada więc chyba zrozumiała :-)

  • Jak jestem zmęczona to mówię o tym otwarcie i nie interere mnie to, że wszyscy nagle udają że słuch stracili. Jak dziecko marudzi, a ja jestem zmęczona to się nie ruszam i tata ma za zadanie zająć się dzieckiem. Moja siostra mówi, że jestem SS-manem , ale nie dam się zajechać, bo ludzie źle będą o mnie mówić. Jestem zapuszczona i nie mam czasu dla siebie, jednak staram się walczyć o chwile tylko dla mnie.

  • Anonymous

    Myślę, że to co napisałaś już jest trochę nieaktualne. Społeczeństwo się zmienia, matki też się zmieniają. Owszem, zawsze od reguły są odstępstwa, ale tak jest w każdej dziedzinie. Te matki które nie mówią o sobie po prostu uważają, że tak ma być, że dziecko przede wszystkim, a one się nie liczą. Same sobie to wmawiają. Nie jest już tak, że nie mówią, bo się boją opinii, te czasy już chyba minęły. Emancypacja kobiet była już ho ho temu :)

    Osobiście żadnej takiej współczesnej matki, która pasowałaby do Twojego opisu, nie znam. Moja mama wpisuje się w ten schemat, ale kiedyś to była inna bajka. Teraz jest inaczej :) dużo się o tym mówi więc tylko powieliłaś temat, który tak na dobrą sprawę staje się nieaktualny :) Aktualny może jedynie być dla kobiet, które i tak tego nie przeczytają.
    Pozdrawiam, Zuza

    • Marika

      Widocznie nie czytasz komentarzy, bo jak widać dla wielu ten temat jest aktualny i tutaj i w komentarzach pod facebookowym postem.

    • Dokładnie.

    • otóż to :) jak widać sprawa nie jest nieaktualna :)

  • Ja ostatnio się z mężem kłuciłam o to. Ale pokazałam mu jak to jest gdy SIEDZĘ domu. I tak-czasem mam tego wszystkiego dość,zwyczajnie dość. Chcę gdzieś wyjść,sama,bez dzieci. Odpocząć.

  • też nie mam z tym problemów, czasami nawet krzyczę, żeby dotarło, ale ja mam trochę farta, bo mąż wyrozumiały, babcie na wyciągnięcie ręki…

    • w takim razie kochana świetnie trafiłaś :)

  • Karola a Ty chyba możesz liczyć na pomoc i zrozumienie Mamy?

    • no można powiedzieć ,że tak .ale ja to i tak nigdy ,nigdzie nie wychodzę .

  • No to fakt. Nam Matkom nie wypada….

  • głośno mówię,o tym,że padam na pysk, że nie wyrabiam momentami, że potrzebuje czasu dla siebie i go egzekwuję :), potrafię powiedzieć,że za coś nie lubię któregoś ze swoich dzieci-reakcja rodziny,otoczenia?
    nieczuła egoistka
    mam to gdzieś, bycie matką to nie kara, ani teatrzyk

  • Anonymous

    Mi się wydaje, że problem jest gdzieś po środku. Moja znajoma od wiecznego siedzenia z dziećmi zaczęła powoli popadać w stan depresyjny. Nigdzie nie wychodziła, przestała o siebie dbać, przytyła, wiecznie w wyciągniętym dresie i tłustych włosach. Ale ja się jej nie dziwię, bo dziećmi nie za bardzo rzeczywiście miał się kto zająć, mąż za granicą, a jej przestawało na towarzystwie zależeć. Na szczęście dzieci trochę podrosły, poszły do przedszkola, a ona wzięła los w ręce. Znalazła dorywczą pracę, zaczęła o siebie dbać, przede wszystkim przebywać między ludźmi i jest o wiele bardziej wypoczęta.I takie sytuacje ciężkie bez wyjścia – rozumiem.
    ALE nie rozumiem sytuacji, gdzie nagle pojawia się dziecko i zaczyna się jakiś cyrk. Kobieta często nawet nie dopuszcza nikogo innego do dziecka (w tym ojca dziecka), bo ona wszystko zrobi najlepiej, na wszystkim się zna i jest dziecko dziecko dziecko i poza dzieckiem długo nic. A potem historia, która tak lubi się powtarzać : mąż odsunięty daje za wygraną i szuka pocieszenia gdzie indziej…

    Tylko nie mam pojęcia, czy ta grupa matek tak po prostu ma, że jest super-niezastąpioną-matką-polką czy po prostu rzeczywiście boi się społeczeństwa i pokazania, że nie jest robotem ?

    • hmmmm …chyba coś w tym jest ,jednak odpowiedzi na Twoje pytanie niestety nie znam . :)

  • Kocham Cię za ten wpis! :* Mój mąż niby wszystko rozumie, niby chce abym zajmowała się naszym synkiem, niby wie, że maluch jest absorbujący, ale ja zmęczona? Jak to? Przecież siedzę tylko w domu! Ile razy już się o to kłóciliśmy, ale cóż, czasami widzę, że nie ma co się tłumaczyć, tylko robić swoje :)

    • to „siedzę TYLKO w domu” mnie rozwala …. :D

  • Staram się nie przejmować otoczeniem… Zazwyczaj mi to wychodzi :D

  • Ja już dawno nauczyłam się sobie odpuszczać. Nie poprasuję dziś, to zrobię to za dwa dni, nie zdążyłam ugotować czegoś dla młodego, to będzie słoiczek. Naprawdę wątpię, by nasze dzieci miały do nas za parę lat pretensję, że ich ubranka nie miały kancików, a zabawki nie były dezynfekowane raz dziennie specjalnym płynem. Będą za to pamiętać miłość i czas, jaki im poświeciłyśmy. A o pomoc w obowiązkach domowych nigdy nie jest wstyd prosić. Bardzo fajny temat poruszyłaś :-).

  • Mnie nie interesuje co ludzie mówią. Mój mąż poczuł jak to jest w domu z dzieckiem ponieważ pilnował ją gdy miała od 8 do 15 miesięcy. Mówi, że to był najcięższy kawałek chleba. Zmęczenie zależy też od dziecka. Im większe tym mamy więcej czasu dla siebie.

    • oj zależy :D Kuba z dnia na dzień jest co raz bardziej absorbujący !

  • Przepraszam,że ja tak nie w temacie ;)
    Zamykam swojego bloga tylko dla zaproszonych osób, jeśli masz takie życzenie proszę o wysłanie e-maila na karolina_zajac_ptasinska@onet.pl

    • a który to Twój blog ,bo ja chyba nie w temacie jestem ?

  • bardzo mi się ten wpis podoba!
    niemniej jednak – wiele jest takich matek, które próbują być ideałem, przynajmniej w oczach innych – i to właśnie one potrafią najbardziej dosrać takim, które mają odwagę powiedzieć, że macierzyństwo to nie tylko lukier i sielanka. przykre, bo właśnie one powinny najlepiej to zrozumieć.

  • Uszczęśliwianie wszystkich dookoła,a nie siebie spowoduje,że sami będziemy bardzo nieszczęśliwi.
    Nie wyobrażam sobie życia bez mojego M. i ogromnie ciesze się,że jest moim mężem. Jednak sporo mnie kosztowało sprzeciwienie się zdaniu mojej mamy, która uważała,że M. nie jest dobrym kandydatem na męża dla mnie. Warto postawić na swoim i uczyć sie na swoich ewentualnych błędach.

  • Jakbym czytała o sobie. Ja już pod koniec ciąży źle się czułam, w końcu nosiłam 4,5 kilogramowe „maleństwo” ;) ale czy kogoś to obchodziło? „ciąża to nie choroba” słyszałam od teściowej. „ja pracowałam do ostatniego miesiąca!”. Ale czy każda kobieta ciążę przechodzi tak samo? Oczywiście, że nie. Jedna czuje się wspaniale do końca, inna już w połowie ma dosyć. Ja niestety byłam tym drugim przypadkiem. Również teraz gdy jestem zmęczona nieprzespaną nocą słyszę w kółko „niestety, takie uroki dziecka”. Zero wsparcia, słowa otuchy. Dobrze, że mój chłopak mi pomaga, bo chyba bym ześwirowała.

    • no właśnie ,niektórzy myślą ,że skoro „oni tak mieli” ,to „inni też tak mają” ,nie biorą kompletnie pod uwagę różnorodności odczuć …