MATKA TEŻ CZŁOWIEK

Gdyby miało nie być jutra…

Mama Kubusia13 comments1020 views

Ostatnio nie mam czasu na nic, nie mogę nawet spokojnie podrapać się po nosie. O włączaniu komputera w ciągu dnia nawet nie marzę. Robię to późnym wieczorem, albo wcale. W ciągu dnia dziękuję Bogu za Wifi w telefonie. Marzę o tym, by Kubusiowa choroba dobiegła końca. Dziś swoim zachowaniem przegiął wszystkie możliwe normy. Od rana krzyk i pisk, nie pasowało mu kompletnie nic, najlepiej ciągle wisiałby na piersi. Marzyłam o wieczorze, o chwili, w której zaśnie. Doczekałam się.

Ukraina jest teraz wszędzie na tapecie. W gazetach, telewizji i innych mediach. Zresztą, co się dziwić? Być może stoimy właśnie u progu kolejnej, światowej wojny? Wojny, którą znamy tylko z opowieści dziadków, czy lekcji historii. Wojny, w której udziału nie braliśmy i mam ogromną nadzieję, że jej nie doświadczymy.

Wczoraj długo nie mogłam zasnąć. Po rozmowie z Gosią miałam w głowie mętlik, ogarnął mnie strach. Bałam się o jutro, o to, co przyniesie nowy dzień. Bałam się tak szczerze, wewnętrznie, prawdziwie. Wyobrażałam sobie całą masę różnych sytuacji, które mogłyby zaistnieć, gdyby rzeczywiście wybuchła wojna. Wyobrażałam sobie głód, skrajne ubóstwo, śmierć swoją, Kuby, bliskich. Wyobrażałam sobie bezsilność i lęk. Wyobrażałam sobie strach, niemoc, taką ogromną bezsilność. Słyszałam w głowie płacz ludzi dookoła, jęki rozpaczy. Słyszałam warkot czołgów, silniki samolotów. Strzały. Całą masę przerażających rzeczy, których nigdy nie chciałabym doświadczyć.

Przyznam Wam szczerze, że wizja wojny jest jedną z rzeczy, których boję się panicznie. Ano wyobraźcie sobie. Kładziemy się dzisiaj spać, jak każdego wieczoru. Wszystko jest takie normalne. Jedna noc zmienia wszystko i rano budzimy się już w świecie wojny. Ogłaszają jej stan, a na ulicę wjeżdżają czołgi. Wprowadzają godzinę policyjną. Ludzie zaczynają masowo wykupywać produkty ze sklepów, by zrobić zapasy. Nikt nie wie przecież, ile potrwa. Ale co robić w takiej sytuacji? O zachowaniu spokoju raczej ciężko byłoby mówić, przynajmniej mi, jestem panikarą. Hmm, może uciec? Ale dokąd? Czy podczas ogólnoświatowej wojny jest jakieś bezpieczne miejsce, w którym można by się ukryć? Wydaje mi się, że nie. Jeśli ktoś miałby nas znaleźć- zrobi to wszędzie, nawet jeśli schowamy się kilka metrów pod ziemią. Skąd wziąć pieniądze, aby zrobić spory zapas jedzenia? Wszystko kosztuje teraz strasznie dużo. Hmm, ale załóżmy, że jakimś cudem mamy spore zapasy jedzenia i picia. Mamy zapas wszystkiego co nam będzie potrzebne, by przetrwać. Wszystko, czego używamy na co dzień. I co teraz? Do pracy nikt nie pójdzie, bo przecież wojna. Ok, czyli wszyscy w domu. I co dalej? Czekać? Tylko na co? Na śmierć? Na koniec? Częściowo jestem w stanie wyobrazić sobie to uczucie gorzkiej bezradności i ogromnego strachu. Byłabym głupia, gdybym napisała, że nie bałabym się o siebie. W takich chwilach każdy byłby trochę egoistą, każdy chciałby żyć. Pewna jednak jestem, że moim priorytetem byłoby bezpieczeństwo Kuby, a zaraz po nim moje. Dlaczego czułabym się taka “ważna”? A bo ten mały chłopiec cholernie mnie potrzebuje i zdaję sobie z tego sprawę. Wiele muszę go jeszcze nauczyć, on mnie jeszcze więcej. Przyjęłam jeszcze za mało lekcji cierpliwości i miłości. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie sytuacji, w której zmuszona byłabym patrzeć na jego śmierć. Pękłoby mi serce.

Smutna prawda jest taka, że prędzej czy później przyjdzie nam odejść i tego momentu cholernie się boję. Wierzę w Boga, ale czym tak naprawdę jest niebo, czym piekło, czym jest ten czyściec? Cholernie boję się momentu samej śmierci. Zastanawiam się jak bardzo to boli i czy umierający zdaje sobie sprawę ze swojego położenia. Przeraża mnie fakt, że żyjemy tutaj, staramy się by było nam jak najlepiej, a tak naprawdę w ciągu kilku sekund możemy to stracić, a nawet nie wiemy kiedy ten dzień nadejdzie. Może gdybyśmy znali dzień swojej śmierci byłoby nam łatwiej? Może niektórych bardziej zmobilizowałoby to do działania? Ale czy nie wpadlibyśmy w obłęd na kilka dni przed planowaną śmiercią? Siedzieć i czekać na śmierć… To musi być niewyobrażalnie bolesne. Jest jednak jedno słowo, które sprawia, że dostaję gęsiej skórki: WIECZNOŚĆ. Czym jest nieskończoność? Czy ludzki umysł jest w stanie w ogóle to pojąć? Dlaczego nie możemy przeżywać wieczności tutaj, na ziemi? Z drugiej strony po co starać się o cokolwiek, skoro i tak nie zabierzemy tego ze sobą na drugą stronę?

Czasem dopadają mnie takie egzystencjalne tematy. Nienawidzę tego, bo większość rzeczy widzę wtedy w czarnych barwach. Nie widzę sensu w robieniu niczego, więc po prostu nie robię nic. Cały dzień. Taka była miniona niedziela. Dodatkowo przepełniona piskami i krzykami niezadowolonego Kuby, do którego nie miałam dziś wiele cierpliwości. Miałam plany, przełożyłam je na “kiedyś tam”. To był naprawdę kiepski dzień. Sporo też w tym mojej winy i wiem, że gdybym chciała, mogłabym uczynić go lepszym. Ale nie zrobiłam tego, nie chciało mi się.

I wiecie co, żałuję. Bo czy chciałabym, aby tak wyglądał mój ostatni dzień życia, gdyby miało nie być jutra? Gdybym miała pewność, że jutra nie będzie wstałabym teraz z łóżka i poszłabym pożegnać się z rodzicami do pokoju obok. Następnie pożegnałabym brata. Zapewne podziękowałabym Wam wszystkim za obecność tutaj. Po czym położyłabym się do łóżka i mocno przytuliłabym do siebie Kubę. Pewnie zaczęłabym płakać z niemocy i strachu, aż wreszcie zasnęłabym w bezsilności. Ale właśnie tak wyobrażam sobie mój koniec świata. Chciałabym umrzeć w miłości, opleciona na twarzy tymi małymi paluszkami.

A Ty? Co zrobiłabyś, gdyby miało nie być jutra?

  • Dokładnie … mnie też przeraża fakt tego iż każdy dzień może być ostatnim..
    Dlatego nie warto odkładać swoich marzeń na później i zacząć żyć każdą chwilą ;)
    http://aleksandrajemielita.blogspot.com/

  • Dla mnie starość i śmierć przede wszystkim to bardzo trudne tematy. Boję sie tego najbardziej…Nagle znikniemy i co? Co dalej. Nie wierzę niestety, że czeka na nas niebo czy też piekło, a może łatwiej byłoby mi pogodzić się ze śmiercią wiedząc, że jest coś PO. Gdyby miało nie być jutro nie wiem czy zdobyłabym się na huczne świętowanie w przed dzień…Zbyt ciężko byłoby mi odejść by móc skupiać myśli na czymkolwiek innym.

  • Co bym zrobiła ?
    Pożegnała się z bliskimi. I razem z mężem i córkami,położylibyśmy się w jednym łóżku przytuleni. Płakałabym, gorzko.

  • najbardziej obawiam się, i nie tylko teraz, ale zawsze się tego obawiałam, że jeśli już coś ma się wydarzyć, wojna, kataklizmy, cokolwiek, to my (ja, mąż i dzieci) nie będziemy w tym momencie razem. a później już tylko chaos i problem z odnalezieniem się.

  • Ja wczoraj też o tym myślałam, ponieważ mnie uświadomił mżą że u nas może być wojna.
    Tak zaczęłam się bać, nie mam pojęcia co zrobię jak na prawdę w Polsce wybuchnie wojna nawet nie mogę sobie tego wyobrazić :(
    też panicznie się tego boje…

  • Oj jak często i do mnie taki myśli przychodzą. Co będzie dalej i najbardziej się boję tego że po śmierci nie będę mogła przytulić córki poczuć Jej ciepła zapachu a Ona nie będzie mogła wtulić się w mamę. I jeśli życie po śmierci istnieje będę widzieć że potrzebuję mojej opieki pomocy przytulenia aja nie będę Jej mogła tego dać. Może to właśnie jest czyściec albo piekło.. tęsknota za bliskością tych których kochamy najbardziej…

  • mnie takie tematy dopadają średnio raz na dzień a nawet więcej …… :((

  • Jejku, teraz i ja będę się nad tym zastanawiać. Z jednej strony zmotywowałaś mnie, żeby przeżywać każdy dzień tak, jakby miało nie być jutra. Z drugiej strony boję się teraz, że tego jutra może nie być… A nie chcę tego, cholernie się boję i cholernie nie chcę. Moja Oleńka ma dopiero 6 miesięcy, jeszcze nie poznała życia, ja jej jeszcze dobrze nie poznałam… Pierdzielę te wojny, tą walkę o władzę. Nienawidzę tych wszystkich chciwym prezydentów, premierów i innych dziadów. Chcę żyć, a oni próbują nam to życie odebrać… :( Uciec??? Właśnie! Ale dokąd… Wszystko dzieje się tuż obok nas, to już teraz jest dla mnie ogromna tragedia. Nie wyobrażam sobie wojny, nie chcę o niej myśleć, nie chcę jej widzieć… :(

  • Pękłoby mi serce patrząc na mojego syna i męża!
    Umarłabym z bólu wiedząc, ze coś moze im się stać!

    http://wymarzona-rodzinka.blogspot.com/

  • Ja zaczęłam się nad tym zastanawiać, jak zmarła moja mama. Zdałam sobie sprawę, że wszystko się kiedyś kończy. A jak pojawił się Filip myśli te stały się moją obsesją.

  • nie zastanawialam sie na tym…
    boje sie i nie mysle o tych sprawach…

  • o rety. ja też miewam takie filozoficzne myślenie – czasami i to “czasami” w zupełności mi wystarcza. ostatnio myślałam dokładnie o tym samym, co Ty – wojna. jak wygląda, co przynosi, jak straszna to rzecz, jak wiele krzywdy wyrządza i jaki strach ze sobą niesie…nie umiem tego wszystkiego ogarnąć. no jakoś nie umiem, ale na pewno nie chcę się o tym przekonać. wolę, aby pozostało to w sferze myśli. też wierzę w Boga – dzięki Bogu, ale wcale nie jest dużo łatwiej – może jednak za mało wierzę…za słabo…nie wiem