SINGLE PARENTING

Droga samotna mamo…

Mama Kubusia65 comments950 views
Post powstał z potrzeby serca i w odpowiedzi na wszystkie wiadomości, które dostaję od mam samodzielnie wychowujących swoje dzieci…

 Droga samotna mamo…
Jest wieczór, Twoje dziecko już śpi. Wiem, Ty też jesteś zmęczona i zastanawiasz się właśnie, czy położyć się spać, posiedzieć chwilkę przy laptopie, czy posprzątać mieszkanie i zabawki. Przecież nikt za Ciebie tego zrobi, a miło byłoby po przebudzeniu nie wdepnąć w pokruszone ciasteczko…
Zatrzymaj się na chwilę, nie myśl o niczym. Uświadom sobie- jaką jesteś szczęściarą. Masz cudowne dziecko, dla którego zmieniłaś cały swój świat. To Ty jesteś dla niego najważniejsza i dzięki Tobie codziennie uczy się czegoś nowego. To Ty byłaś przy dziecku, kiedy uśmiechnęło się po raz pierwszy, kiedy pojawił się pierwszy ząbek. Ze łzami w oczach tuliłaś je nocą, gdy dokuczały mu kolki. Byłaś, gdy usiadło pierwszy raz i stawiało pierwsze kroki. Byłaś zawsze. Czy wiesz ile wygrałaś? Tych chwil nic nie jest w stanie zastąpić.
Wiem, że jest Ci ciężko- wszystko jest na Twojej głowie i musisz martwić się o każdy kolejny dzień. Alimenty otrzymujesz strasznie nie regularnie (o ile w ogóle…) i nigdy nie wiesz, czy starczy Ci pieniędzy. Kombinujesz z dnia na dzień starając się zapewnić swojemu dziecko wszystko, czego aktualnie potrzebuje. Nie chcesz, by brakowało mu czegokolwiek. To zrozumiałe. Irytuje Cię fakt, że szanowny pan tata ma wszystko gdzieś i chwilami masz ochotę rzucić się na niego z pięściami. Nie zrobisz tego, przecież nie utrzymujecie kontaktu. Nie odwiedza dziecka, nie dzwoni, nie pyta jak się czuje.  Nie odpisuje na Twoje smsy. I tak już od kilku miesięcy. Nie możesz tego zrozumieć i pewnie nigdy nie będziesz w stanie tego pojąć. Ja też nie. Czasem usłyszysz jakąś nowinkę z życia pana taty i masz ochotę obciąć mu jaja. Dosłownie. Stać go na wszystko, a na utrzymanie dziecka nie płaci. Jak można? Nie wiem, również szukam odpowiedzi.
Wiesz, przyjdzie taki moment, może za pięć, może za dziesięć lat, kiedy szanowny pan dawca zrozumie swój błąd i zacznie żałować tego, że porzucił dziecko. Ty i ono będziecie mieli już swój poukładany świat. I pewnie boisz się, że on będzie chciał to zniszczyć. Biologiczny ojciec nie kupi jego miłości zabawką z Tesco. Nie bój się, kochana, nie bój. To Ty jesteś najważniejsza dla swojego dziecka. Dzieci są mądrzejsze niż nam się wydaje. Widzą wszystko, a rozumieją jeszcze więcej. Dziecko na pewno się od Ciebie nie odwróci. To Ciebie kocha najbardziej. Tego nie da się zniszczyć. Pan dawca zapewne będzie dla niego zupełnie obcą osobą, której być może będzie się bał, widząc ile nerwów przysparza Tobie każda wizyta. I chociaż będziesz musiała umożliwić dziecku poznanie biologicznego ojca- oczywiście, jeśli dziecko tego zechce- nie bój się, nie pokocha go bardziej niż Ciebie.
Wiem, że czasami masz ochotę uciec przytłoczona wszystkim. Czasami masz wrażenie, że wszystko umyka Ci między palcami, że dłużej już nie dasz rady. Siadasz, płaczesz, załamujesz ręce. Naprawdę nie ma w tym nic złego. Każdy ma gorsze chwile, ja też. Uwierz mi. Pewnie dookoła wszyscy Ci powtarzają, że znajdziesz sobie nowego partnera i mimo, że naprawdę nie masz na to ochoty- nikt nie potrafi tego zrozumieć. Zostaw to, nie przejmuj się. Wpuszczaj jednym uchem, a wypuść drugim. To Twoje życie, Ty wiesz co najlepsze dla Ciebie i dziecka. Nie musisz się z nikim wiązać, aby być szczęśliwą. Uwierz, że dziecko da Ci wiele powodów do radości. Kiedy masz gorszy dzień, zatrzymaj się na chwilę, usiądź i popatrz na swoje dziecko. Popatrz, jak wiele już potrafi. Wszystko dzięki Tobie. Sama go nauczyłaś. Możesz być z siebie dumna.
Kochana, samodzielnie wychowująca swojego skarba mamo… Nie bój się walczyć o pieniądze od ojca dziecka. Przecież to nie pieniądze dla Ciebie, a dla niego. Przecież nie kupisz sobie za to kosmetyków, tylko pieluchy i ubrania dla swojej pociechy. Obowiązek spoczywa na obojgu rodziców, bez względu na to, czy są parą, czy nie. Pamiętaj o tym. Wiem, że początkowo mogą targać Tobą różne rozterki. Przepędź je szybko. Wszystko co robisz- robisz dla dobra swojego dziecka. Przecież pieniądze nie leżą na ulicy, a ojciec ma obowiązek łożyć na dziecko. Jeśli mimo wszystko, szanowny pan tata nie płaci- nie bój się pójść do komornika. Wiem, to kolejny stres. Ale przecież nie robisz tego dla siebie. Z czegoś musisz utrzymać malucha. Idź, działaj. Ja zadziałałam dziś, bardzo żałuję, że tak późno. Gdy opuściłam siedzibę komornika poczułam wielką ulgę. W końcu. I pamiętaj, nawet jeśli ktoś powie Ci, że robisz to po złości, czy w ramach ewentualnej zemsty na biologicznym ojcu dziecka- to Ty wiesz najlepiej, co naprawdę Tobą kierowało. I wiesz, że to nie zemsta, nie złość- a dobro Twojego dziecka.
Myślisz, że nigdy nie przestaniesz go kochać? Mylisz się. Kiedyś też tak myślałam, byłam pewna, że nigdy nie wyrzucę z serca ojca Kuby. Kiedy odeszłam i urodził się Kuba- miałam bardzo ciężki okres. Mogłabym płakać przez cały czas. Gdy Kuba uśmiechał się pierwszy raz, wziął coś do ręki- nie mogłam zrozumieć dlaczego go z nami nie ma. Ochoty nie miałam na nic, jednak Kuba tak bardzo wypełniał moje dni, że nie miałam czasu gdybać. Wracałam pamięcią do chwil, w których jeszcze było fajnie. Potem te wspomnienia przesłoniły wszystkie gorzkie chwile, a było ich zdecydowanie więcej. Z czasem uświadomiłam sobie, że odchodząc podjęłam najlepszą decyzję. Nie żałuję jej do dziś i patrząc na to, co się dzieje wiem, że nie będę jej żałować. Kiedy Kuba podrośnie, wszystko mu wytłumaczę. Usiądę z nim i spokojnie porozmawiamy. Powiem tak, by zrozumiał. Ty też tak zrobisz. Z czasem przestaniesz kochać i spadnie Ci kamień z serca. Uwierz mi, wiem co mówię. Za jakiś czas pukniesz się w głowę i zaczniesz się zastanawiać jak w ogóle mogłaś być z kimś takim. Nie będziesz mogła zrozumieć tego jaka byłaś naiwna i jak bardzo dałaś się oszukać. Potem minie jeszcze trochę czasu i zrozumiesz, że mimo wszystko naprawdę było warto. Masz cudowne dziecko.
Droga samotna mamo. Nie jesteś samotna. Nawet jeśli nie masz wokół siebie przyjaciół, czy rodziny. Mama nigdy nie jest sama. Masz obok siebie największy skarb tego świata. Kogoś, kto zawsze będzie Cię kochał, kto nigdy się od Ciebie nie odwróci. Kogoś, kto za kilkanaście lat zapewne podziękuje Ci za wszystko. Za to, że się nie poddałaś. Za to, że po prostu byłaś. Za to, że nie stchórzyłaś.
Droga mamo. Weź się w garść. Nie odkładaj tego na później. Nie płacz już, nie warto. Wiem, jest ciężko, ale to od Ciebie zależy- jak będzie dalej. To Ty kierujesz swoim losem, jutro w dużej mierze zależy od Ciebie. Nie musisz mieć pełnego portfela, by czuć się spełnioną. Masz coś o wiele cenniejszego. Wiem, miłością nie da się wyżyć. Niestety, gdyby tak było wielu z nas byłoby bogaczami. Gdyby tak było- z pewnością mielibyśmy już z Kubą dom, a Kuba własny pokój, o którym dla niego marzę. Nie poddawaj się.
Musisz uwierzyć w siebie i w to, że naprawdę możesz być szczęśliwa. Spójrz na mnie. Ja mam już ten etap za sobą. Obudziłam się pewnego dnia i zrozumiałam, że nie mogę tak dalej funkcjonować. Zrozumiałam, że wszystko zależy ode mnie. Postanowiłam czynić otaczający nas świat lepszym. Nie dla siebie, a dla Kuby. Przecież o niego tu chodzi, nie o mnie. Szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko, pamiętaj. Czy chcesz by dziecko zapamiętało swoje dzieciństwo, przez pryzmat zapłakanej matki?
U nas też nie jest różowo i do tego stanu nam daleko. Czasami też mam ochotę uciec, mam ochotę płakać. Niestety nie potrafię już płakać, wyczerpałam już limit łez. Jednak jeśli potrafisz- płacz. To naprawdę pomaga. Żałuję, że nie mogę już tego zrobić, nie potrafię, po prostu. Wiem, że masz dość, podczas gdy ojciec dziecka nawet o nim nie myśli. Ja też nie mogę tego zrozumieć i chyba nawet już nie chcę. Pamiętaj- karma wraca.
Kochana wiem, że nie prosisz życia o wiele. Chciałabyś tylko zapewnić normalne życie sobie i dziecku, bez ogromnej trwogi o pieniądze, o jutro. Ja też się o to martwię i czasem naprawdę mam dość. To normalne.
Olej to co mówią inni. Niech twierdzą, że “przegrałaś życie” i “skończyłaś sama z dzieckiem”. Olej to. Nawet nie komentuj. Nie warto. Po prostu się uśmiechnij. Przecież Ty wiesz, że to nieprawda. To wystarczy. I nigdy nie wstydź się miłości do dziecka. Nigdy.  Idź ulicą z podniesioną głową, nie chowaj jej w dół. Przecież w wózku wieziesz swój skarb.
Kiedy dziecko zaśnie w Twoim domu zapada cisza. Słychać tylko wiatraczek komputera, który włączyłaś. Nie masz z kim porozmawiać, do kogo się uśmiechnąć. Ale to nieważne. Poranny buziak od dziecka wynagrodzi Ci wszystkie wieczorne smutki. Obiecuję. Wiesz jak budzi mnie Kuba? Dostaję buziaka w usta, lub w nos i słyszę radosne: “mamo! mamo!”. Czy można wymarzyć sobie lepszą pobudkę?
Droga mamo, pytasz mnie często, jak widzę siebie za kilka lat. Nigdy nie wiem, co Ci wtedy powiedzieć. Nie wiem co będzie. Nie wiem gdzie będziemy. Życie to jedna wielka niewiadoma. Jednego jednak mogę być pewna- będziemy razem. Wiesz, jak wychowujesz dziecko sama, to to taka trochę inna miłość. Więź jest bliższa, głębsza. Oczywiście z Twojej perspektywy. Oczywiście każda mama kocha swoje dziecko bezgranicznie i jest gotowa wskoczyć za nim w ogień. Ale Ty, samotna mamo- na swój sposób kochasz bardziej, bo wiesz, że macie tylko siebie. Właściwie aż siebie. To naprawdę wiele.
Kochana samotna mamo. Usiądź teraz na łóżku, obok swojego dziecka. Połóż sobie na ręce jego dłoń. Czujesz to ciepło? Trzymasz w rękach swój największy skarb. Nie pozwól nikomu go skrzywdzić, nieważne, co mówią inni…
blog grafika — kopia — kopia — kopia
  • Te słowa uświadamiają, nie tylko samotne mamy. Czytałam ten wpis i sobie pomyślałam “a Ty czasem tak narzekasz, a problemu tak naprawdę nie ma”. Mamuśki są ogromnie dzielne :)

    • Mamuśki są dzielne, wszystkie! A wiesz dlaczego? Bo mają dla kogo! :)

  • “Wiesz, jak wychowujesz dziecko sama, to to taka trochę inna miłość. Wieź jest bliższa, głębsza. Wiesz, że macie tylko siebie.”
    Z całym szacunkiem, nie zgodzę się z tym że moja więź z moją córką jest mniej bliższa i płytsza, niż więzi samotnych mam z ich maluchami. Każda mama kocha swoje dziecko najmocniej, nieważne czy wychowuje je sama, czy z mężem/partnerem

    • Echhh, wiedziałam, że znajdzie się ktoś, kto odbierze te słowa nie tak, jak należy. Trudno. ;)

    • Wiesz Mamo Kubusia, akurat tutaj też się nie zgodzę ;) Każda matka kocha swoje dziecko miłością bezgraniczną, największą na jaką ją stać i jest ze swoim dzieckiem tak blisko, jak tylko się da ;) Ale wiem o co chodzi, wiem że po prostu Ty tak to odczuwasz…

    • Kochana, aż chyba tekst edytuję i poprawię. :)

    • Zrobiłam to, co by niedomówień nie było! ;)

    • Hmm.. a ja to widzę z innej strony – każda matka, w jakiś przedziwny sposób, tak głęboko wewnątrz, jest “samotna”. Bo w każdej z nas jest chyba taka część, która jest tylko i wyłącznie dla matki i dziecka. Bo wiele jest elementów naszego życia, w których nawet najbardziej zaangażowany tata nie może uczestniczyć. Nie wszystko co odczuwamy, da się podzielić. Nie wszystkiego tata doświadcza. A to, czego doświadcza – odczuwa przecież inaczej :) Jest zawsze ten margines… I nawet jeśli mamy wspaniałego mężczyznę przy boku, czasem są momenty, gdy czujemy, że jesteśmy tylko “my”. Mama i dziecko. I wtedy właśnie miłość zalewa nas po brzegi… Gdzieś tam my rzeczywiście mamy “tylko siebie”. Bo to jedyna miłość, której wiecznie, niezależnie od przeciwności, złośliwości losu i wszystkiego – nie zabraknie. Jest nielimitowana, niezachwiana, i umie tylko rosnąć…
      Choć życzę wszystkim, by ta miłość partnerska była tak trwała i tak mocna :)

      a Wam gratuluję siły i trzymam kciuki, by los Was podopieszczał dla równowagi, o! :)

    • No pewnie że nie-samotne Mamy nie zrozumieją albo nie zgodzą się z Twoim punktem widzenia. Bo nie są w Twojej skórze :-) Moja Koleżanka mawia ‘Moja racja jest najmojsza!’ :-) I wiem że Ty wiesz o co chodzi :-)

    • rozumiem doskonale co Mama Kubusia miała na myśli, i w zupełności przyznaje jej rację. Owszem zdarza się, że my matki mające mężów/ partnerów u boku też jestesmy same z dziećmi- ale nie cały czas. Mamy tego męża u boku, który jest i poświęca dziecku czas. A w życiu Mamy Kubusia nie ma takiego kogoś. Dlatego ich samotność jest głębsza.

  • Piękny tekst… Przyznam, że niektóre wpisy na Twoim blogu mi się nie podobały, były zbyt osobiste (jak np. ten o próbie samobójczej), ale nie komentowałam, bo po co. Każdy przecież lubi co innego, a jaki jest sens sprawiać komuś przykrość i krytykować, bo to nie w moim stylu??? Ale ten wpis – za ten wpis po prostu muszę Ci podziękować. Nie jestem samotną matką, mam kochającego Męża, moja córcia ma kochającego Tatusia, ale mimo wszystko wzruszyłam się, poczułam się silniejsza, ważniejsza, pewniejsza siebie… Dziękuję ;)

  • Pięknie to napisałaś.
    Ja nigdy nie nazwałam Ojca mojego dziecka dawcą (bo mnie mógł by nazwać biorcą – a lepiej jest dawać niż brać ;) ),mimo iż rozstaliśmy się z jego winy. Nigdy też nie wyrażałam się o nim źle,bo to ojciec mojego dziecka. Wie,że jest dzieckiem chcianym,zrodzonym z miłości – a nie ,że jego ojciec był pomyłką w moim życiu.Po prostu się popsuło,widocznie tak miało być :)
    I ciesze się na ten wpis,bo zmiana Twojego podejścia napawa dużym optymizmem,a wiesz,że Ci bardzo kibicuję :)

    • Kochana, sama wiesz, że ja publicznie nigdy niczego złego o ojcu Kuby nie napisałam i tego nie zrobię. Jeszcze by to kiedyś przeciw mnie wykorzystał, a tego bym nie chciała. :)

      Ps. Wiem, ale wiesz co mogłabyś powiedzieć? “A nie mówiłam?” :)

    • Mogę ? :)
      A nie mówiłam ?! Karola od początku w Ciebie wierzyłam,potrzeba Ci było czasu i kopa w tyłek,którego sama sobie dałaś.Cieszę się ,że uwierzyłaś w siebie,bo to co robisz,robisz z wdziękiem !

    • Chciałabym coś napisać, aczkolwiek nie za bardzo mam teraz jak – pierwszy raz tu jestem, aczkolwiek wpadać często będę. Trzymaj się ciepło :)))

    • Dzięki Magdalenko :*

      Asiu- zapraszam i pozdrawiam! :)

  • PIĘKNIE NAPISANE I podziwiam szczerze samotne matki za siłę jaką w sobie mają. Ja mam męża którego kocham który uwielbia córeczkę i się nią zajmować a czasem mi jest tak ciężko.

    • Każdemu może być ciężko, bez względu na to, czy dziecko wychowuje sam, czy nie. ;)

  • Jejku z czego Ty bierzesz tyle energii?? Ja mam dwojke i energia skonczyla mi sie juz dawno temu. Czasami mam ochote uciec, szczegolnie wtedy kiedy sie kloca i rozrabiaja tak ze nic nie pomaga. Super sie Ciebie czyta. Pozdrawiam

    • Czasami też nie mam energii, czasami też mam dość, kiedy Kuba kolejny dzień z rzędu buntuje się i krzyczy- tak jak ostatnio. Przecież wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. ;) Pozdrawiam i dziękuję.

  • jedne z najdojrzalszych wpisów-gratuluję rozwoju emocjonalnego, my matki samotne/będące czas jakiś samotnymi rozumieją bardziej, mocniej czują to co przedstawiasz

  • Anonymous

    aż się popłakałam…. ja mam swoje dwa bąbelki i czekam tylko do końca roku przedszkolnego i wyprowadzam się od męża… też za chwilę będę sama z problemami tego świata…. Mimo jego zdrady wybaczyłam zamieszkaliśmy razem ale on nie robi nic by Mnie do siebie przekonać, jest jak obcy człowiek… trudno tak żyć razem a jednak osobno…. ludzie mówią że dla “dobra dzieci” powinniśmy być razem…. zgodzę się że fajnie by było by mieli pełną rodzinę ale taką pełną gdzie jest miłość mamy i taty, przyjaźń, szacunek…. nie chce by widzieli to co widzą czyli wdupizm ich ojca względem mnie… nie taki model rodziny chciała bym im wpoić… Nie chcę by mój Kubuś ocierał mi łzy i pocieszał….

  • Bardzo piękny, dojrzały wpis. :) sądząc po komciach widzę, że przeszłaś jakąś rewolucję. Muszę chyba sobie poczytać Twojego bloga od początku :)

    • No Pani Gessler mnie odwiedziła i miałam rewolucje, hehehe. ;)

  • Czytam to, o czym piszesz i ogarnia mnie coraz większe niezrozumienie dla działań byłej żony mojego męża… Kiedy Ty walczysz o każdy dzień, ona dostaje równiutko co miesiąc pieniądze. Kiedy Ty cierpisz, bo ojciec odwrócił się od syna, ona utrudnia każdy kontakt.

    Nigdy nie zrozumiem.

    A Tobie współczuje przeżyć, zaś gratuluje siły.

    • Kochana, ja już nie cierpię. Jego mam w dupie, za przeproszeniem. Żal mi tylko Kuby, że ma takiego ojca. :)

    • Właśnie o ten rodzaj cierpienia mi chodziło. Nie o Twój żal, tylko o Twoją troskę o Kubę :)

    • Uff, bo już się bałam. :D

  • Trafiłam tu dzięki Strzydze, przeczytałam oba wpisy i Twój Mamo Kuby I Strzygi. Mimo, że wiem, że obie sytuację są różne to nie potrafiłabym powiedzieć, że nie zgadzam się, z którymś z nich. Mam kochającą Córkę i Męża, nie wiem jak to jest być samotną Matką, ale wiem, że Dziecko w takich sytuacjach jest kochane po tysiąckroć. I najpiękniejsze jest to jak po prostu przyjdzie i się do Ciebie przytuli. Jestem pełna podziwu i życzę wytrwałości i cierpliwości, bo bezgraniczną miłość każda samotna Mama posiada do końca świata od swojej Pociechy.

  • Póki się nie jest Mamą, nie wie się jakim poświęceniem jest macierzyństwo- bez względu na statut związku czy pełność Rodziny. Póki się nie jest Mamą, nie wie się, że to taka beczka miodu zaprawiona łyżką dziegciu. Póki się nie jest Mamą, nie docenia się drobnostek. Póki się nie jest Mamą, nie rozumie się tylu spraw. A kiedy dostępujesz zaszczytu stania się czyimś Rodzicem… zmienia się wszystko :-)

  • Gratuluje piekny tekst

  • Mamo Kubusia, niedawno trafilam do Ciebie, tekst wspaniały. Tylko matka zrozumie matkę. Zabieram się za Twoje wpisy i nadrabiam zaległości. Powiedz, nie miałaś wyrzutów sumienia odchodząc od Pana Taty?

  • Piekny tekst,ale…nie kazda samodzielnie wychowujaca mama ma taka sytuacje ze ojciec dziecka bo go gdzies,nie placi alimentow, nie pomaga pomimo,ze nie sa razem. Ludzie sie rozstaja i zawsze sie patrzy na ta strone,ze kobieta zostaje sama z dzieckiem,jasne,ze to jest straszne i przykre,ale ojciec w tej sytuacji tez cierpi bo musi np wyprowadzic sie od dziecka,ale wielu jest takich co wciaz pomaga i kocha dziecko,a mimo to ta matka nadal jest uwazana za samotna…szkoda,ze tu jest przedstawiony tylko jeden punkt widzenia…jakby wszystko bylo czarne albo biale ;);) ale jestes bardzo dzielna i najwazniejsze,ze macie siebie;)

    • Wiesz, nie przedstawię innego punktu widzenia, bo nie będę pisała o czymś, o czym nie mam pojęcia. ;)

    • No tak rozumiem ;) chodzi mi o to ze brzmi to jakby to byla oczywistosc, ze tak jest zawsze i koniec.
      Ale podziwiam Cie bo ja nie bedac samotna matka chwilami nie mam sil ;)

    • Swojego dopalacza masz obok siebie! :)

  • Byłam samotną matką przez 12 lat, potem los sprawił, że stanął na mojej drodze najukochańszy człowiek na swiecie i teraz mamy dwie córeczki. Obie kocham najmocniej na świecie, ale zgodzę się z Tobą, że więź łącząca samotną matkę z dzieckiem jest poprostu “inna” niż ta z dzieckiem wychowywanym w pełnej rodzinie. Tu nie chodzi o mniej czy więcej miłości, tylko o inne relacje. Wiem to z doświadczenia, bo teraz moja pierwsza córka ma 15 lat, a malutka 10 miesięcy i obie kocham tak, że jestem w stanie poświęcić za nie swoje życie :) … piękny tekst, bardzo mnie wzruszył i przypomniał stare, trudne czasy. Niech więc będę przykładem na to, że do samotnych mam kiedyś też uśmiecha się szczęście :)

    • Jak się chce, to się uśmiecha! :) Gratuluję. :)

  • Wychowywałam córkę sama przez 3 lata . Na porodówce , była ze mną moja przyjaciółka bo ojciec dziecka miał nas …. . Teraz mam męża , dzieci , a moja córka najwspanialszego tatę pod słońcem i wie , że to nie jest jej biologiczny ojciec . Bardzo mądry wpis , jesteś świetną kobietą , a Twój syn ma najwspanialszą mamę pod słońcem !

    • Ja na porodówce byłam sama. ;) Bardzo dziękuję za miłe słowa! :)

  • Anonymous

    Karola, a alimenty ustalone sądownie? jeśli nie będzie płacił to wlezie na niego komornik i tyle. jeśli pracuje legalnie, to możesz dostać ładne pieniądze!

  • Anonymous

    a, dobra, już doczytałam, że byłaś u komornika. ;) BARDZO BARDZO DOBRZE!

    • A dziękuję. Tyle, że PT z Bożej łaski nei pracuje legalnie. ;)

    • Anonymous

      chcialabym z miejsca zatluc takich “facetow”… wiem, ze co do alimentow jest tez taka mozliwosc, zeee jesli bylabys w stanie udowodnic, ze poziom jego zycia jest wysoki, albo, ze znaczaco rozni sie od Twojego, a z tego co mowisz, to typ placic nie chce, a kupuje sobie jakies bajery – podejrzewam, ze wiesz to, bo sie gdzies nimi chwali – to to wlasnie bylby dobry punkt zaczepienia. przynajmniej tak mi mowil komornik i adwokat, kiedy zona mojego brata podala go o alimenty (niestety, w tym wypadku niezasluzenie, bo brat jej placil niebotycznie wielkie kwoty, nie pracujac legalnie, bedac nadal jej mezem, bedac uwielbianym przez synow, ale ona chciala jeszcze wiecej, bo nie umie gospodarowac pieniedzmi; dostawala od niego 6 tysiecy zlotych miesiecznie, z czego 1200 zl to byly cale oplaty… nie wiem czemu Ci sie zale, mimo uplywu czasu cala sprawa strasznie mnie boli i chce unicestwic swoja NADAL bratowa… ;p)
      mam nadzieje, ze uda Ci sie wywalczyc pieniadze, plakac mi sie chce na mysl o samotnych matkach, bo wiem jakie to trudne, moja mama samotnie wychowala 3 dzieci – z pieniedzmi ZAWSZE, ale to zawsze byl problem, alimentow dostawalysmy z siostra zalosne 90 zl, ale z czasem mama zawojowala w sadzie i dostalysmy maksymala kwote wyplacana przez fundusz alimentacyjny [ojciec wiecznie w wiezieniu, recydywista] 500 zl. mimo, ze mam juz 23 lata, dzieki temu ze sie ucze nigdy nie stracilam tych alimentow i bede je dostawala do 26 roku zycia jesli bede sie nadal uczyla. czekaj wiec az PT trafi za kraty, chocby na chwile i skladaj o alimenty z FA! Kubus bedzie mial je przez wiele lat, nawet kiedy PT wyjdzie z paki!

  • Anonymous

    Wiedz o tym ze zawsze ale to zawsze bedziesz pilaczona z PT waszym dzieckiem.

  • Mamo Kubusia!
    Gratuluję listu. Ujął mnie bardzo. Wprawdzie mam męża, ale pełno znajomych mam boryka się z takimi problemami. Napisałaś wszystko tak prosto z serca, że aż się wzruszyłam.
    Powodzenia i odwagi :)

  • Anonymous

    Długo się zbierałam, żeby cokolwiek napisać, a bardzo chciałam już pierwszego dnia po przeczytaniu Twojego bloga. Pamiętam, że trafiłam tutaj całkiem przypadkiem i jak zaczęłam czytać to od początku do samego końca ….nie powiem zajęło mi to prawie całą noc, ale nie żałuję! Twoje słowa bardzo dużo mi uświadomiły, że mimo, że jestem też sama z synkiem mogę być dla niego dobrą mamą. A niestety do tej pory tak nie uważałam. Bardzo długo obwiniał się o “los” mojego dziecka, bardzo długo łudziłam się, że ojciec jego zechce nas odwiedzać, ale bezskutecznie. To dzięki Twoim słowom wczoraj w końcu udałam się do prawnika. Jeszcze kilka dni temu sądziłam, że nie nadaję się na matkę, bo czasami tracę cierpliwość, bo mam ochotę krzyknąć, bo mam ochotę zostawić mojego synka i wyjść z domu, bo czasami zdarzy mi się pomyśleć, że chciałabym wrócić do dawnego życia. No ale przecież jesteśmy tylko ludzmi. Masz rację dziecko zmienia kobietę, zmienia jej życie. Bardzo chciałabym wstawać co rano z uśmiechem od ucha do ucha i mówić na głos, że jestem SZCZĘŚLIWA! Pozwolę sobie co jakiś czas zostawiać komentarz tutaj, bo nie wiem dlaczego ale uważam, że samotna mama najlepiej zrozumie drugą samotną mamę. Też mieszkam z rodzicami i też dzielę pokój z moim synkiem :) Pozdrawiam ciepło

    • Wiesz co, popłakałam się naprawdę czytając Twoje słowa i bardzo dziękuję Ci za ten komentarz. Właściwie nie wiem co Ci napisać, ale bardzo cieszę się z tego, że mogłam Ci pomóc. Naprawdę! Kochana, nigdy się nie poddawaj, nigdy nie wątp w siebie! Masz przy sobie najcudowniejszy skarb, jakim jest Twoje dziecko i to właśnie dla niego musimy się trzymać! Życzę Ci wszystkiego dobrego i powodzenia w sprawach u prawnika! Trzymam kciuki i pozdrawiam równie ciepło!!! :)

  • Anonymous

    sama prawda!

    :) jakbym ja to pisala, idealne, streszczenie naszych ostatnich 2 lat… Trafilam przypadkiem, zaluje, ze dopiero teraz, wczesniej bylo gorzej, bylo zle… teraz juz świeci dla nas slońce w koncu sie odbiłam, na nas wszystkie przyjdzie pora, wyrzucicie te wspomnienia, potrzeba czasu by sie podniesc, a maluch to najlepsze lekarstwo! choc czesto przypomina jego… usmiech, oczy… to nic, jest moj wyjatkowy, niepowtarzalny, najlepszy!- najwiekszy skarb, ktory sprawia, ze niczego nie zaluje:)

    • ;)

      Ja też niczego nie żałuję, właśnie ze względu na Kubę! <3

  • WZRUSZYŁAM SIĘ NA MAXA!
    Jesteśmy Wielkie!
    Piąteczka! ;)

  • Pingback: Moje dziecko też nie ma taty. | MAMA KUBUSIA()

  • Mama Maciejka

    Na wstępie dziękuję! Zmieniłaś mój punkt widzenia na naszą sytuację. Nie raz brakowało sił i nie raz wszystko bolało, nie wiedziałam co robić. DZIĘKUJĘ! Teraz będę walczyć, dla siebie, dla syna, dla NAS! Dziękuję !

  • Pingback: Good Job Mom! | Mama KubusiaMama Kubusia()