MACIERZYŃSTWO

Good Job Mom!

Mama Kubusia12 comments315 views
Są takie chwile, kiedy nie widzisz sensu w niczym co robisz. Kiedy wstajesz, bo musisz, gdyż budzi Cię dziecko, ale gdybyś tylko mogła- przespałabyś cały dzień, całą noc i jeszcze kolejny dzień. Takie dni, kiedy nie chce Ci się nic i najchętniej schowałabyś się pod dużym kocem, pod którym nikt Cię nie znajdzie. Doskwiera Ci wtedy najgorszy ból. Taki w sercu. Bo wiesz, że nie wszystko jest tak jak być powinno. Powracają problemy z przed lat i chwilami znów czujesz się, jak mała, nieszczęśliwa dziewczynka. Jednak jesteś już dużą dziewczynką.

Uwielbiam na coś czekać, lubię mieć w życiu jakiś punkt zaczepienia. Taką chwilę, na którą czekam. Przykładowo: najpierw czekam na Boże Narodzenie, potem na Sylwestra, w lutym są urodziny mamy, potem Wielkanoc. I taka egzystencja z dnia na dzień „byleby dotrwać”. Chociaż u mnie przypomina to bardziej coś na kształt ubarwiania życia od dnia do dnia. Po prostu lubię daty, tyle.
Pisząc ten post obserwuję swoje dłonie. Chude, z wieloma żyłami na wierzchu, które przyprawiają mnie o dreszcze. Gdy zatrzymam na chwilę dłoń widzę pulsującą w nich krew. Czuję, jakie są ciężkie i wiem, dlaczego tak jest. W tych dłoniach trzymam nie tylko swój los, ale i los małego, bezbronnego człowieka, którego muszę dobrze wychować. Tym kimś jest mój ukochany syn. Nasz wspólny los spoczywa na moich dłoniach i tylko ode mnie zależy jak wyglądać będzie nasza przyszłość. Wszystko w moich rękach.
Dlaczego o tym mówię?
Czytam wszystkie komentarze jakie pozostawiacie pod moimi postami i z reguły, prędzej czy później- na wszystkie odpowiadam. Czytam z uwagą i odpisuję na wszystkie wiadomości, które piszecie. Nie ukrywam, że spora część z nich, to wiadomości od mam samodzielnie wychowujących swoje dzieci, lub mam stojących na rozdrożu, proszących o rady, których mimo wszystko staram się nie udzielać. Każda sytuacja jest inna, każdy człowiek jest inny. Nic nie jest tylko czarne, albo białe.
Był późny wieczór, a ja zmęczona natłokiem problemów, mimo późnej pory postanowiłam włączyć komputer. Sprawdzam portale społecznościowe, sprawdzam pocztę. Otwieram powiadomienie o nowym komentarzu, zostawionym pod listem do samotnej matki. Wierzcie lub nie, ale gdy czytałam ten komentarz łzy same napłynęły mi do oczu. Poczułam dumę i ogromną satysfakcję. Nieopisaną radość. W momencie, w którym ja stanęłam w miejscu ze swoimi problemami, ktoś informuje mnie o tym, że to właśnie dzięki mnie zrobił ogromny krok w przód. Zmobilizował się i nie poddał. Wiecie jakie to uczucie? Wyobraźcie sobie, że udało Wam się uchronić świat przed jego końcem. To naprawdę porównywalne, bowiem świat tej kobiety i jej dziecka jest dla niej wszystkim. Ale to właśnie z tych małych światów, małych szczęść i większych nieszczęść składa się całe nasze istnienie. Małe historie tworzące wspólną całość.
Od tego wieczoru minęło zaledwie kilkanaście godzin. W tym czasie moja skrzynka zapełniła się kilkoma wiadomościami od samodzielnych mam. Z gratulacjami, podziękowaniami. Z przykrymi opowieściami, ale i wielką nadzieją. Wiem, że nie przestanę pisać. Będę z Wami tak długo, jak tylko będę mogła. Nawet jeśli blog kiedyś straci na popularności, to i tak będę pisać. Teraz już wiem, jak olbrzymią moc mają słowa. Wiem, jak wiele mogą zdziałać. Dla kogoś może być to tylko kilkaset liter wbitych w klawiaturę, a dla innej osoby jest to wezwanie do działania. To strasznie budujące. Świadomość, że to właśnie dzięki Tobie, dzięki Twoim słowom- ktoś nie poddaje się i zmienia swoje życie. Przytoczony tutaj screen nie jest jedynym przypadkiem. Otrzymałam już wiele podobnych wiadomości, jednak to właśnie ta wstrząsnęła mną najbardziej. Może dlatego, że czytając ją sama potrzebowałam motywacji i przysłowiowego kopa w dupę? Nie wiem. Ale wiem, że już mi lepiej.
Wiem coś jeszcze. Mój syn jest dla mnie wszystkim. Nigdy, nikomu nie pozwolę go skrzywdzić. Mimo, że poświęciłam dla niego wszystko, jestem gotowa zrobić jeszcze więcej i więcej i więcej i więcej. Mogę zrobić wszystko, dla niego. Nie dla siebie, nie dla podłechtania swego ego. Wiem, że muszę być silna i twarda. I taka jestem. Patrzę na niego jak śpi i głaszczę go po twarzy.
Synku, nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham…
  • Anonymous

    Jesteś chyba pierwszą, blogującą, samotną mamą, która daje innym mamom takiego kopa i popycha je do przodu! To musi być cudowne uczucie, prawda? :) Gratuluję! Nie przestawaj pisać, nigdy.

  • Anonymous

    Czytając ten tekst łzy napłynely mi do oczu………..piękne słowa.choć ja nie jestem samotną mama też tymi słowami dalaś mi kopaaa….dlaczego…??? …..dlatego że jesteśmy z dala od rodziny…mąż całe dnie w pracy…jak jest już to tak jakby Go nie było bo zmęczony….teraz też jest w pracy i czasem brakuje mi sił…by wszystko było perfekcyjnie,bo jeśli coś zaplanuje musze to wykonać. Brakuje mi rodziny….ludzi…..zwykłej rozmowy przy kawie z koleżanka i oczywiście z synkiem którego Kocham całym sercem i nie ruszam się bez Niego! Twoje słowa,siła którą masz daje duużo! Tak samo jak i Ty mój synek jest dla mnie WSZYSTKIM!!!!!! Pozdrawiam.mama Kubusia;)

    • Anonymous

      *tak samo jak i Ty NAPISAŁAŚ(uciekł mi wyraz) mój synek jest dla mnie WSZYSTKIM!!!

    • Czesto czuje tak samo :/

    • Wytrwałości i cierpliwości, Wam obu! :*

  • Karolina! Uwielbiam Twojego bloga, Twój styl pisania, często wchodzę, choć nie zawsze komentuję. Nie mam dzieci, więc czasami trudno mi ocenić coś z tej perspektywy, co u Ciebie przeczytam, ale dziś chciałam Ci powiedzieć, że bardzo się cieszę, że dostajesz takie wiadomości, że ktoś docenia Twój trud i czas poświęcony na ten blog! Zasługujesz naprawdę na ogromny szacunek!
    Pozdrawiam serdecznie i życzę Ci wszystkiego dobrego!:))

  • wspaniały tekst, w tej chwili zmieniłaś moje postrzeganie na kilka spraw :)

  • Anonymous

    Widziałam Cię ostatnio na mieście jak szłaś z Kubusiem a on w plecaczku z pszczółką. Chciałam Ci powiedzieć, że bardzo fajnie go ubierasz, nie ma w naszym mieście drugiego takiego malucha. :)