MACIERZYŃSTWOSINGLE PARENTING

Nigdy nie chciałam mieć dzieci…

Mama Kubusia43 comments1396 views

Pieluchy, smród, kupki, krzyk i pełno śliny- tak przez całę życie wyobrażałam sobie macierzyństwo. Nie mogłam nawet patrzeć na dzieci, bo zaraz otwierał mi się nóż w kieszeni. Tak było jeszcze trzy lata temu.

Dzieci nienawidziłam od zawsze. Pamiętam swoje dzieciństwo u boku młodszego brata. Pamiętam jak gryzłam i szczypałam jego dłonie. Pamiętam jak krzyczeli na mnie rodzice. Pamiętam jak płakał mój brat. Kompletnie mną to nie wzruszało. Nienawidziłam małych dzieci, chociaż sama byłam kiedyś jednym z nich. Wiedziałam, że nigdy nie będę miała dzieci. Nie chciałam tego. Opcja ciąży była moją największą paranoją, mimo braku pożycia seksualnego do późnych lat.  Uważałam, że dziecko byłoby najgorszym co mogłoby mnie spotkać w życiu. Sądziłam, że będę skończona, poniosę klęskę.

Czasem żartowałam ze znajomymi, że jeśli będę miała syna, to z pewnością będzie grał w kosza, lub jeździł na desce. Mówiłam, że będzie nosił luźne ciuchy i za duże czapki. Kłamałam. Wcale nie chciałam mieć syna, nie chciałam mieć w ogóle dziecka. Dom, małżeństwo, rodzina- totalna abstrakcja. Nie wyobrażałam sobie siebie w roli matki i żony. Nigdy nie chciałam brać na siebie odpowiedzialności za drugiego człowieka.

Dokładnie pamiętam dzień, w którym zobaczyłam na teście dwie kreski. Właściwie na dwóch testach, bo nie wierząc pierwszemu po kilkunastu minutach wykonałam drugi. Mroźny, lutowy poranek. Pamiętam jak w szoku upadłam na podłogę i zaczęłam bić w nią pięściami. Byłam przerażona, zszokowana. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że naprawdę jestem w ciąży. Nie chciałam tego. To był trzeci tydzień ciąży. ie wiem co byłoby, gdyby aborcja była tania i legalna. Pamiętam jak powiedziałam o tym ojcu Kuby. Zachował spokój, pocieszał mnie, że sobie poradzimy i jakoś to będzie. Już wtedy mu nie wierzyłam. Ciąża była dla mnie walką między miłością do ojca Kuby, a uczuciem jakie rodziło się we mnie względem poczętego dziecka. Początkowo nie zmieniłam nic, po za piciem alkoholu. Nadal mało jadłam, piłam kawę. Stały stres, kłamstwa, łzy i manipulacja. Byłam wrakiem człowieka, który nosił w sobie dziecko.
Moje podejście zmieniło się dopiero z dniem pierwszego USG. Do tej chwili łudziłam się, że testy były omylne, mimo, że doskwierały mi już objawy początkowej ciąży. Wtedy zrozumiałam, że naprawde noszę w sobie dziecko, że naprawdę będę mamą. Z czasem zmieniły się moje priorytety.
Pamiętam dzień, w którym poczułam pierwsze ruchy Kuby. Zmienił wszystko. Majowy poranek, byłam w domu rodziców. Przyjeżdżałam tutaj co miesiąc ze względu na wizyty u lekarza. Już wtedy chciałam zostawić ojca Kuby. Brakowało mi jednak odwagi. Potrzebowałam kopniaka, wstrząśnięcia. Wszystko to, co się działo nie było odpowiednią motywacją.
Pamiętam sierpniowe popołudnie-do terminu porodu ponad dwa miesiące. Pamiętam skurcze brzucha, strach, brak ruchów dziecka. Pamiętam niewzruszenie i obojętność ojca Kuby, który po kilku przykrych słowach zawiózł mnie do szpitala. Przecież paliwo drogie, na pewno wymyślam. Na miejscu lekarka zdiagnozowała możliwość przedwczesnego porodu, podano mi leki. Wtedy martwiłam się tylko ja, moi rodzice i moja miejscowa przyjaciółka Kasia. Mimo ogromnego wsparcia mamy wiedziałam, że tak naprawdę jestem sama. I chociaż początkowo było to dla mnie końcem świata, koniec końców sama podjęłam decyzję o samodzielnym macierzyństwie. Dwa dni po wizycie w szpitalu byłam już w domu rodziców, którzy wspierali mnie w podjęciu tej decyzji.

Pamiętam szpital. Byłam sama. Na poród pojechała ze mną położna z patologi ciąży. Wiele jej zawdzięczam. Stale do mnie mówiła, głaskała mnie po głowie, dodawała sił, podawała mi wodę. Pamiętam niemoc, ból, półtorej-godzinne szycie. Ze łzami w oczach wspominam chwilę, w której ujrzałam Kubę po raz pierwszy. Bezapelacyjnie najpiękniejszy moment w moim życiu. 2770 g prawdziwej miłości, mojej miłości.
Pamiętam jak dumnie pchałam wózek podczas pierwszego, wspólnego spaceru. Miałam wrażenie, że patrzy na nas cały świat. Chciałam krzyczeć: „Patrzcie! To mój syn! Mój syn!„.
Pamiętam długie, zarywane przez męczące Kubę kolki noce. Pamiętam nasz wspólny płacz w bezsilności. Pamiętam jak martwiłam się o każdy kolejny dzień, o to, czy sobie poradzimy.
Pamiętam pierwszy uśmiech, uścisk jego maleńkiej dłoni. Pierwsza zabawa grzechotką, głośny śmiech. Dzień, w którym usiadł po raz pierwszy. Godziny, w których uczył się stawiać pierwsze kroki.

Macierzyństwo zawsze kojarzyło mi się ze smrodem dziecięcej kupki,  jego krzykiem i pieluchami. I rzeczywiście tak pachniały pierwsze chwile. Wracam jednak do tego zapachu z ogromnym sentymentem. Wtedy patrzałam na to z innej perspektywy. Nie czułam smrodu kupki, ja przebierałam swoje dziecko, by miało sucho i by nie odparzył mu się tyłek. Nie stękałam, gdy ulał na mnie mleko- przecież to mleko płynęło ze mnie, nie było powodu, by się brzydzić. Nawet, gdy obsiusiał mnie przy zmianie pieluszki nie widziałam w tym niczego strasznego. Przecież siusiał tym, co wypił.
Był to czas, w którym poznawaliśmy siebie wzajemnie. Czas, w którym mimo wsparcia rodziców uświadomiłam sobie, że tak naprawdę jesteśmy sami. We dwoje. Początkowo mnie to przerażało, z czasem doszło do mnie, że to najlepsze co zrobiłam w życiu.

Nigdy nie chciałam mieć dzieci. Nigdy.
Dziś jestem mamą prawie dwudziesto dwu miesięcznego chłopca o imieniu Kuba. Chłopca, który wywrócił moje życie do góry nogami, przewartościował je. Jestem mamą dziecka, które uświadomiło mi, co tak naprawdę jest ważne. Dziecka, które nauczyło mnie kochać i w tak krótkim czasie okazało mi tyle miłości, co nikt inny. Jestem mamą dziecka, które kocha mnie bezgraniczne, ze wszystkimi wadami, nawet bez makijażu. Jestem mamą chłopca, którego kocham jeszcze mocniej, niż on mnie. Chłopca, za którego oddałabym życie bez chwili zawahania. I to właśnie dla niego zmieniam otaczającą nas rzeczywistość. Zmieniłam siebie, a teraz zmieniam świat, w którym żyjemy. Z nim realizuję swoje marzenia.  I naprawdę jestem szczęśliwa, chociaż nie zawsze jest tak pozytywnie.  Czuję się spełniona w tej roli.

Kuba, dziękuję. Kocham Cię.

I pomyśleć, że nigdy nie chciałam mieć dzieci…

08.10.2012

734325_340440202726625_794632460_n

1000876_392078017562843_1235194909_n (1)

  • Kinga

    Ooo to Kubuś też był Malutki:)
    Znaczy się nie tak jak mój Adrian 1900g wcześniaczek 33 tydz.
    Dobrze że nie było możliwości aborcji dobrze że nie zrobiłaś czegoś czego mogła byś żałować!
    Masz Cudownego Syna! Macie siebie i to jest NAJWAŻNIEJSZE!!!

  • evka

    Odważną z Ciebie babka ! My kobiety jesteśmy silne damy radę same sobie świetnie ; a dzieci to skarb , też miałam ciężki początek straszliwy poród i kolki do 4 miesiąca , ale przeszło teraz mam dwóch synów :) życzę szczescia

  • Ja wersję, ze nie chcę miałam jakoś do 17-18 urodzin. Przeszło mi jak się dowiedziałam że szansę na ciążę są minimalne. Teraz sobie życia nie wyobrażam bez Demolki.
    Brawa za szczerość!

  • to ja w takim razie zapraszam na notke u siebie, chętnie poznam Twoje zdanie w temacie, w sumie ciutkę podobnym- dotyczącym posiadania dzieci
    http://dwarazymama.blogspot.com/2014/07/czy-wszystkie-dzieci-nasze-sa.html

  • Ewelina A

    Bo dziecko to chodzący istny cud ;)

  • Ja tam uwielbiam dzieciaki, szczególnie moich dwoje 1, 5 rocznych chrzesniakow ;) jednak mamą być nie zamierzam, chociaż kiedyś byłam pewna, ze bede żoną i matką, to z wiekiem zmienily się moje priorytety ;) mimo wszystko bardzo szanuje wszystkie mamy, macie w sobie duzo siły!

  • Marika

    Twój blog jest moim zdaniem jednym z najlepszych blogów, na jakie się natknęłam. Po raz kolejny utwierdziłaś mnie w tym przekonaniu.
    Wszystkie dobrego kochani! :)

  • Piękna historia. O wspaniałej mamie ! Powodzenia

  • też nigdy nie chciałam mieć dzieci, chociaż może „nie chciałam” to za mocne określenie, ale na pewno nie widziałam się w roli matki, teraz jestem z trzecim smrodem w ciąży :))) także tak…. :)

  • Hehe, ja miałam dokładnie tak samo. Franek też zupełnie zmienił mój światopogląd w kwestii posiadania dziecka. Dwie sprawy jednak się nie zmieniły. Więcej dzieci nie chcę – jedno mi wystarczy. Nadal irytują mnie cudze dzieci :P Oczywiście nie wszystkie.

  • malika

    piękny, poruszający wpis. powiem Ci, że czasem zastanawiam się, jaką ja będę matką bo to, że chcę mieć dzieci jest od zawsze dla mnie jasne. ale czasem, kiedy mam gorszy dzień denerwuje mnie dziecko płaczące w autobusie czy tramwaju, takie które kopie matkę po nogach bo ta nie chce mu kupić lizaka. rzadko bo rzadko ale jednak czasem mnie to mocno irytuje. w tych momentach irytują mnie i dzieci i ich rodzice. zastanawiam się, czy w momencie, kiedy to moje dziecko będzie krzyczeć w niebogłosy na środku miasta, moje myśli będą takie same jak w tym momencie. i dlatego właśnie czasem rodzi się we mnie pytanie, czy będę umiała takie rzeczy przyjąć ze stoickim spokojem i czy będę umiała te pewne rzeczy wytłumaczyć mojemu dziecku tak, żeby zrozumiało, czy będę umiała mu pokazać, co w życiu jest naprawdę ważne i czy będę umiała wychować moje dziecko na dobrą, porządną osobę.
    nie wiem, czy nie poplątałam za bardzo, ale pewnie będziesz wiedziała, o co mi chodzi :)

    • Kochana, mnie do tej pory denerwuje dziecko płaczące w autobusie, czy robiące aferę w sklepie. Czasem mam wrażenie, że zaraz otworzy mi się przysłowiowy nóż w kieszeni. Jednak kiedy Twoje dziecko zachowuje się niepoprawnie to zupełnie co innego i towarzyszą Ci naprawdę inne uczucia. Wiem co mówię. ;)

  • Klaudia

    Karolinko, to jeden z lepszym postów, jakie tutaj przeczytałam. Bardzo dojrzały, przepełniony ogromną miłością do małego Kuby. Fajnie się czyta takie pozytywne historie, bo moim zdaniem mimo wszystko Twoja właśnie jest taka. Mimo tego, że całą ciążę miałaś pod górkę, bez wsparcia PT- dałaś radę Mało tego. Przecież mogłabyś usiąść, płakać,użalać się nad sobą-a jest zupełnie inaczej. Za to mam do Ciebie ogromny szacunek.

    Ps. Kubuś rzeczywiście był maleńki! :) Świetne zdjęcia.

  • Bo to, jak cudnie być mamą, wiedzą tylko… mamy;) Wszystkim innym wydaje się, że to kula u nogi i koniec. A my wiemy, że owszem koniec, ale tej mizerniejszej części życia;)

  • Magda Szczepańska

    OJ Katrola….znowu mnei wzruszyłaś….:)

  • Aga

    magia macierzynstwa:)

  • Igulinka

    :) jakbym czytala o sobie. no moze po za „ojcem”…

  • piękny i wzruszający wpis :)

  • Marlena Pietkiewicz

    Macierzyństwo choć nie jest bajką, to jest ogromnym szczęściem, które wiąże się z mnóstwem wyrzeczeń. Ale nie ma nic piękniejszego niż ta bezwarunkowa miłość matki i dziecka. W Twojej historii na szczęście ta miłość i instynkt macierzyński pojawiły się w odpowiednim momencie i pomimo młodegu wieku jest w Tobie dużo dojrzałości i odwagi. Oby nigdy Cię nie opuściły.

  • Ja miałam inaczej, bo dzieci uwielbiałam od zawsze :D
    Piękne jest to co napisałaś, piękna jest ta Twoja przemiana!

  • Ali

    Jestem z Ciebie bardzo dumna !!

  • Pomimo szturchańca jakim mam ochotę czasem cię obdarzyć własnie za takie teksty cię kocham.

  • Pingback: CZY WARTO TKWIĆ W ZWIĄZKU (I BYĆ NIESZCZĘŚLIWĄ) WYŁĄCZNIE ZE WZGLĘDU NA DZIECKO? – MAMA KUBUSIA()