MATKA TEŻ CZŁOWIEK

Gonię.

Mama Kubusia3 comments659 views

Od jakiegoś czasu brakuje mi czasu, na wszystko.

Wszystko robię w biegu. Pobudka, chwila słodkiego nicnierobienia, sprzątanie, śniadanie, spacer, obiad, drzemka, spacer, zabawa, kolacja, sen. Wiele niedokończonych spraw, kila piętrzących się problemów, które chwilami sztucznie zdają się mnie przerastać. Brakowało mi godzin w dobie, szczególnie nocą. Brakowało mi czasu, który ucieka tak niemiłlosiernie szybko, nie pytając o to, co jeszcze zaplanowałam.

Odczuwałam niedosyt, ogromny. Niedosyt, który napawał mnie negatywnymi, przykrymi uczuciami. Chciałam więcej, szybciej, mocniej. Stałam się niewolnikiem czasu. Zatracałam się w pogoni za nieznanym, kosztem wszystkiego. Postanowiłam zwolnić, nie miałam wyjścia. Musiałam.

Od jakiegoś czasu znajduję czas na muzykę.  Wstyd przyznać, ale od dawna nie słuchałam niczego po za piosenkami Bubiego. Teraz zamiast siedzieć nocami w ciszy zakładam słuchawki. Wsłuchuję się w słowa. Wróciłam do Buki, OSTRego, Eminema. Dzięki komuś odkryłam Bisza, który zawrócił mi w głowie swoimi tekstami. I  cieszy mnie to niezmiernie, cudowne uczucie. Zaczęłam też ponownie Kubie włączać “swoją” muzykę. Wyobrażacie sobie jak żarliwie zareagował na teledysk “Banicji“, którym spaliło się pianino? Później już tylko tańczył i wyłączał mi odkurzacz, który zagłuszał mu piosenkę. Od niedawna to jego ulubiony kawałek.

Planuję obejrzeć jakiś film, ale tutaj gorzej z czasem. Włączając muzykę mogę spokojnie się wsłuchać i zarazem pisać kolejny tekst, mam podzielność uwagi. By robić swoje i jednocześnie oglądać film potrzebowałabym ponownie drugiego monitora przy komputerze stacjonarnym brata.
Znajduję chwilę dla siebie. Mam czas, by nałożyć sobie na twarz śmieszną maseczkę z kawy i oleju, nawet w ciągu dnia, często w towarzystwie Kuby, który z przerażeniem w oczach kwituje krótko: “Mama, bee”.  Mała rzecz, a cieszy. Mam czas, by pomalować poznokcie, pograć w jakąś głupią grę.

Mam czas na to, by wyjść wieczorem z domu, posiedzieć na plaży.

Mam czas na to, by pobawić się z synem klockami, pograć z nim w piłkę, wyjść na plac zabaw.

Na siłę doszukiwałam się problemów, których nie było. Wydawało mi się, że coś mnie goni i jest co raz bliżej, a ja muszę uciekać. Owszem, problemy były, są i będą, nie są one jednak tak monstrualne jak zdawały się być. Wszystko jest do przeskoczenia, a z każdej sytuacji jest wyjście.

Częściej się ostatnio uśmiecham, nawet sama do siebie. Dawno nie byłam tak bardzo naładowana pozytywnymi emocjami, brakowało mi tego.

W czwartek przed południem razem z Magdą i Wojtkiem wyjeżdżamy do Moniki. Nie mogę się już doczekać, mimo tego, że wizja samego pakowania jest przerażająca. Niby siedem dni, a i tak połowę domu trzeba ze sobą zabrać. Tą wątpliwą przyjemność zostawiam sobie na środę i planuję się posiłkową listą, którą stworzę jutrzejszego ranka.

Tymczasem wracam do pracy, na wakacje trzeba zarobić.

  • Ja też ostatnio doszłam do tego, ze czas mnie nie goni, jak nie zrobię dziś zrobię jutro albo pojutrze!:) trochę oddechu w tym ciągłym biegu mi się przydało!:)
    Udanych wakacji Kochani :*:)

  • Marika

    Kochani, życzę Wam udanego wypoczynku.
    Dobrze, że odnalazłaś w sobie siły i pozytywną energię.
    Buziaki, ściskam Was! :)

  • Kasia

    A gdzie Monika mieszka? Daleko do niej macie? :)