LIFESTYLE

Siema Gniezno!

Mama Kubusia6 comments873 views

Miały być dwie mamy, trójka dzieci. Są trzy mamy, czwórka dzieci.  Miał być Gdańsk, jest Gniezno- bądź co bądź, też na G.

Wypad do Gdańska planowałyśmy z Monika już od kilku miesięcy. Z każdym dniem co raz bardziej podekscytowane, odliczałyśmy noce dzielące nas od wyjazdu. Los miał dla nas jednak niespodziankę i cały nasz plan puścił z dymem. Chociaż, skłamałabym mówiąc, że cała nasza wizja okazała się niewypałem. Postanowiłyśmy odpuścić Gdańsk, z powodu lokalzacji i warunków mieszkalnych, w których miałyśmy przebywać. Uznałyśmy, że nie jest to miejsce odpowiednie dla małych dzieci. Po małej naradzie, zabrałam ze sobą Magdę, ona swojego synka Wojtka i w czwórkę udałyśmy się do Gniezna, by odwiedzić Monikę i chłopców. Dojechaliśmy wczoraj.

Podróż nie była najgorsza, ale do tych z kategori “super udane” również jej nie zaliczymy. Pociąg z Władysławowa do Gdyni okazał się jedną wielką porażką, przyjechał załadowany, krótki i naprawdę do dziś nie wiem w jaki sposób pomieścił wszystkich wsiadających. Oczywiście na miejscach siedzących spoczywała jakże zmęczona życiem młodzież, podczas gdy ja ledwo trzymałam Kubę na rękach modląc się o stację końcową. Nie mając już siły usiadłam na podłodze i posadziłam go sobie na kolana. A ludzie dookoła? Who cares?! Dopiero po kilkunastu długich minutach, gdy zwolniło się miejsce na jednej ze stacj, młody chłopak zaproponował mi, bym usiadła, co bardzo nie spodobało się jego (chyba) dziewczynie siedzącej obok, tym bardziej, że ten młody mężczyzna mimochodem posyłał nam obojgu słodkie uśmiechy.
Pociąg z Gdyni do Gniezna o niebo lepszy, zresztą cała nasza czwórka miała rezercję, więc siedzienie w przedziale nie podlegało nawet dyskusji. Z bagażami mega ciężko i gdyby Magda nie okazała się superman’em, na pewno nie dałybyśmy rady. Tfu, tfu-superman’em być nie może, chyba, że takim bez penisa. Wtedy ok. Może pozostańmy więc przy super woman?
Chłopcy byli dzielni, na tyle na ile mogli. Generalnie podróż upłynęła nam w dość pozytywnej atmosferze, po za chwilami, gdy maluchy miały dość. Zresztą, nie tylko oni, bo i my marzyłyśmy już o wyjściu z pociągu.
Odebrała nas Monika, oczywiśce w towarzystwie swoich chłopców. Taksówka, dojazd, szybki obiad, rozpakowanie walizek, zakupy, kolacja, sen i… Ploteczki. O tak, tego z pewnością nie brakowało nam minionego wieczoru. Oberwało się chyba wszystkim, a nam samym najbardziej! Wkońcu dystans do siebie to połowa sukcesu. Bogu dzięki, że żadnych taśm z tego nie ma, ani że na żywo nie było nas chociażby na YouTube.

A piątek? Generalnie pozytywnie, chłopcy zajęci zabawą jakby znali się od lat. A mój Kuba po raz kolejny mnie zaskakuje. Spokojniejszy jest tutaj, dużo grzeczniejszy, ale i bardziej wrażliwy. Nie przyzwyczajony do przebywania w gronie dzieci dwadzieścia cztery godziny na dobę, dużo częściej przychodzi po prostu się przytulić, czego efekt widzieliście dziś na naszym Insta(klik).
Ja nie wiedzieć czemu miałam dziś gorszy dzień i nic nie było w stanie poprawić mojego humoru. Rozżalenie, rozdrażnienie i zmęczenie. Nie mogłam się jakoś wyspać pierwszej nocy, ale oboje z Kubą nadrobiliśmy to minionego popołudnia, nawet z nawiązką.

Z wózka zrezygnowałyśmy, mimo tego, że odebrałyśmy już ten od Kingi. Dlaczego? Początkowo wszystko w porządku, Kuba usiadł, Kingi mąż dopasował mu pasy i ruszyliśmy w drogę. Po jakimś czasie Kuba wpadł z szał, zaczął krzyczeć, chciał wyjść z wózka. Nie podobało mu się też podnoszenie go razem z wózkiem na każdym krawężniku i przy każdym zakręcie. Po południu spróbowaliśmy raz jeszcze z podobnym efektem… Przyzwyczajenie do naszego trójkołowca i moje słabe mięśnie wzięły górę. Będziemy spacerować.
Wracając do moich mięśni… Mam ochotę umrzeć, naprawdę. Bolą mnie biodra, przedramiona, nie mogę nawet ścisnąć dłoni, gdyż od razu czuję niedowład. Przeciążyłam się za bardzo i mam nadzieję, że szybko mi przejdzie, gdyż szczególnie prawą ręką ciężko mi nawet poruszać pionowo, o całkowitym prostowaniu jej nie wspominając…

Wracamy do domu w środę, lub w czwartek, a wszystko uzależnione jest od tego, kiedy skończy się remont u mnie w domu. Tak, tak, wkroczyła do nas ekipa remontowa, w ramach zadośćuczynienia ze strony sąsiadów, za powódź z sufitu, która miała miejsce w pewną lipcową noc, za sprawą ich wakacyjnych lokatorów. Sytuacja miała miejsce kilkanaście dni po tym jak zrobiłam sobe remont…

Typowych planów nie mamy, przeżyjemy ten czas na ekstremalnym spontanie. W okolicach starego rynku, starego miasta- czy jakkolwiek nazywana jest ta powierzchnia- byłyśmy do tej pory raz, odbierając wózek, ale nawet po tych kilkunastu minutach zdążyłam poczuć się zaczarowana architekturą. Magda zresztą również, więc na pewno tam jeszcze wrócimy.

Pogoda dopisuje, więc jesteśmy dobrej myśli.
Musicie wybaczyć nam naszą absencję w social mediach, ale jak pisałam, online jesteśmy wyłącznie na Insta.

P1090883

  • Ewelina A

    A ja zapraszam do katedry gnieźnieńskiej ! Szczególnie do pilnego oglądania rzeźbionych drzwi ,które przed wielu laty wykonał na zamówienie mój wój Studziński ;)o tak dumna jestem! Co do PKP – cudów spodziewać się nie można – ja jutro skargę pisze! Pozdrowienia z Margonina ślemy z córeczka i życzymy udanego pobytu mimo kiepskiego startu! ;)

  • Kochana życzę być wypoczęła, a jak wrócisz ujrzysz Wasz kochany pokoik ^_^ odremontowany na full wypasie :D

  • Joanna Zastocka

    Udanego wypoczynku :-)

  • Moja alergia na pkp rozwinęła się w maju, była na tyle silna, że ujście znalazła w dwóch wpisach.

  • Życzę udanego wypoczynku : )!!

  • Zazdroszczę bardzo towarzystwa :-)
    Znając Monikę stanęła na wysokości zadania!
    Bawcie się dobrze :-)