MATKA TEŻ CZŁOWIEKPSYCHOLOGIA

Jak motyl.

Mama Kubusia25 comments540 views

Znalazłam dziś jedyny pamiętnik, który udało mi się zachować. Zaczęłam go pisać w 2006 roku, ostatni wpis jest z kwietnia 2010 roku. To zapiski przepełnione łzami, krwią i bólem. Całkiem zapomniałam o ich istnieniu, ale dziś wspomnienia odżyły i chcę się nimi z Wami podzielić. Ku przestrodze. Nie dajcie się złapać w pułapkę.

Czy wiedzieliście, że na anoreksję choruje co trzydziesta polka w wieku od piętnastu do dwudziestu jeden lat?

1. Jeśli nie jesteś chuda, to znaczy, że nie jesteś atrakcyjna.
2. Bycie chudą jest ważniejsze od bycia zdrową.
3. Będziesz się głodziła i robiła wszystko co w Twojej mocy, by wyglądać chudziej.
4. Nie będziesz jadła bez poczucia winy.
5. Nie będziesz jadła niczego bez ukarania siebie za to.
6. Będziesz liczyła każdą kalorię i ograniczała ich ilość.
7. Najważniejsze jest to, co mówi waga.
8. To proste: chudnięcie jest dobre, przybieranie na wadze- złe.
9. Nigdy nie jesteś za chuda.
10. Bycie chudzą i niejedzenie są dowodami prawdziwej silnej woli.

To jeden z dekalogów, które znajdują się na pierwszych stronach zeszytu. Jest ich całe mnóstwo, wszystko o anoreksji. Wydrukowane, przyklejone starannie taśmą klejącą. Niebieskim zakreślaczem pozaznaczane najważniejsze ich punkty. Regulaminy, których starałam się przestrzegać z całych sił. Początkowo z przymrużeniem oka, dla kaprysu, gdyż nigdy nie miałam problemów z nadwagą. Owszem, był okres, gdy ważyłam średnio pięćdziesiąt pięć, pięćdziesiąt sześć kilogramów, jednak waga nigdy nie odnotowała wyższej wartości. Z czasem jednak te wszystkie chore dekalogi zaczęły rządzić moim życiem. Były ważniejsze od wszystkiego. Uroiłam sobie w głowie, że wystające kości i sucha skóra są moim marzeniem. Wtedy wydawało mi się, że to najlepsze co może mnie w życiu spotkać. Myślałam, że będę ładniejsza, bardziej lubiana- chociaż na towarzystwo naprawdę nigdy nie mogłam narzekać. Dziś spoglądam na karki pamiętnika z przerażeniem i łzami w oczach. Najpierw drukowane kartki, dotyczące tego jakie są objawy anoreksji, a potem… Mimo upływu lat nadal pamiętam dokładnie momenty, w których siadałam i pisałam. Pamiętam jak drukowałam dekalogi i inne wariactwa przed powrotem rodziców z pracy.

Let me die, or make me perfect.

Tak zatytułowałam swój pamiętnik. Zaraz po przerażających przykazaniach anorektyczek, znajdują się w nim różne sposoby na ukrycie spadającej wagi przed rodzicami, znajomymi, czy nauczycielami. Setki wydrukowanych informacji odnośnie samej anoreksji, jeszcze więcej zdjęć przeraźliwie wychudzonych modelek, które swego czasu były dla mnie tak idealne. Teksty dołujących i motywujących zarazem piosenek, wydrukowane fioletowym tuszem zajmują kolejnych kilka stron. Tabele kaloryczne, porady dla odchudzających się.
Przeglądając pamiętnik wreszcie trafiam na rozpaczliwy wpis.

„6 lipca 2006 roku, 
Mam już dość tego ciągłego odmawiania sobie jedzenia, tej walki o perfekcję… Po prostu nie mam już na to siły. Ciągle kręci mi się głowie, boli mnie głowa, boli mnie brzuch, wiecznie jest mi słabo i niedobrze. A mimo to, mimo wiecznie podkrążonych oczu, mimo tej bezsenności, wciąż jestem gruba jak świnia. To straszne. I te wypadające włosy…
Nie będziesz jeść?- Będzie ok. Będziesz jeść? Spotka Cię za to kara i to surowa. Nie ma zmiłuj się.
Zmuszę swój organizm do chudnięcia, jedzenie jest obrzydliwe. Pragnę wyglądu anorektyczki. Psychicznie dawno już chyba zachorowałam. Ale moje ciało? Jak coś postanowię to tak jest i nie ma, że nie. I teraz też postanawiam- będę miała anoreksję. Muszę i chcę. Nie dla innych, dla siebie. Jutro kupię kolejną paczkę Tussi i zieloną herbatę. Będę ją pić, litrami, wiadrami- aż zniknę, jak motyl. Ulecę do nieba i będę lekka tak jak piórko. Wolę być chuda, niż zdrowa.
Boże, pomóż mi!!!”

Młoda, naiwna, po prostu głupia i nie zdająca sobie sprawy z konsekwencji dziewczyna, która zapragnęła być przerażająco chuda. Taka byłam. Kilka kartek później, trafiam na kolejny wpis. Pojawił się po niecałym miesiącu. Ważyłam 52,5 kg. Pisałam o postanowieniach na nowy rok szkolny. O wprowadzeniu rygorystycznej diety, o braku litości dla samej siebie. Pisałam o tym jak łatwo łapię przeziębienia i jak bardzo źle się czuję. O wypadających włosach, suchej skórze. Potem kilka przepisów na jakieś żarcie, parę stron z rozplanowanymi ćwiczeniami. Na kolejnej kartce znajduję wydrukowany tekst, cały pozakreślany na różowo. SuperChick- „Courage”, ówczesny hymn anorektyczek, którego słuchałam całymi dniami. Śpiewałam słowo po słowie zalana łzami. Nigdy tego nie zapomnę. Tego po prostu nie da się zapomnieć. Szczególnie zaznaczyłam słowa: „I don’t know the first time I felt unbeautiful, the day I choose not to eat. What I do know is how I changed my life forever, I know, I should know better. There are days when I’m ok, and for a moment… For a moment I find hope. But there are days when I’m not okay and I need Your help. So I’m letting go…„.

 

26 sierpnia 2006 roku pisałam o tym, że zasłabłam idąc ulicą. O tym, że ciągle kręci mi się w głowie i boli mnie serce. O tym, że idę do lekarza, że mama na mnie krzyczy i mówi, że nie potrzebuję lekarstw, a jedzenia. Piszę o tym jak kupuję kolejne paczki Tussi i zajadam się nimi masowo. O burczeniu w jelitach i przeraźliwej pustce w środku.

Na początku listopada 2006 pisałam  o tym, że ze względu na samopoczucie poddałam się i zaczęłam normalniej jeść. Pisałam o swoim krótkim pobycie w szpitalu.
Byłam nawet w szpitalu, bo zemdlałam 14 i 16 października. 2 listopada zemdlałam w wannie, w piątek miałam silny krwotok z nosa, a wczoraj przez dziesięć minut ciągle wymiotowałam, chwilami krwią. Ważę 51 kg. Tęsknię za głodówkami. W szpitalu do niczego się nie przyznałam. Do jutra spróbuję nie jeść, kiedyś dałam radę, to i teraz się uda.
Dalej pisałam o podejrzeniu padaczki na tle nerwowym, o badaniach, które wykluczyły diagnozę doktorki ze szpitala. Kilka dni później wpis o tym, jak zaczęłam zmuszać się do wymiotów i jak bardzo brzydzę się samej siebie. Kilka dni później pisałam o szczęściu jakiego doznałam wstając z łóżka, obudziłam się wtedy chudsza. Zauważyłam chudsze ręce, kostki i brzuch. Narzekałam, że zmalały mi  piersi. Pisałam o tym, jaką radość sprawiał mi fakt, że ludzie zauważyli moją przemianę. Słowo „schudłaś” było wtedy najpiękniejszym słowem na świecie. Pisałam o tym, jak bardzo motywują mnie takie słowa i jak czuję się doceniana. Pod koniec roku, sama przed sobą, po raz pierwszy, w swoim pamiętniku przyznałam się do swojej choroby. Między kartkami znalazłam wizytówkę Hotelu Szydłowskiego, który mieści się w Gdańsku Wrzeszczu. Nie wiem skąd się tam wzięła.

13 marca 2007.
Dawno nie pisałam. Przytyłam, ważę 53 kg. Cała się trzęsę, mam dosyć. Wszystkie moje starania poszły na marne. Nie potrafię żyć normalnie, jeść.Po roku mam już tak zryty mózg, tak zmienione ideały. Tak bardzo boję się przytyć chociaż kg, Boże… Najchętniej pocięłabym się na kawałki. Czuję się jak bezwartościowe gówno. Nie mam kontroli nad sobą, znów nie kontroluję swojej wagi. Nie chcę tak żyć! To ponad moje siły!”.

8 października 2007, poniedziałek.
Dawno nie pisałam. Ważę 49,8 kg. W szkole wicedyrektorki czepiają się mnie o wygląd, pieprzę to. Wszystkie bluzki jakie noszę mają rozmiar S, czasem nawet XS. Ze spodniami trochę gorzej, bo S, czasem M się trafi. Nadal jestem gruba, widzę to w lustrze i nie mogę tego znieść. BMI: 19,26. Muszę zjechać trochę z wagi, chociaż do 48,6 kg, wtedy powinnam mieć niedowagę, to ile te kalkulatory są prawdziwe. Wszyscy mi mówią, że schudłam. Kocham ten stan.”

16 luty 2009 roku, wtorek.
Nie pisałam ponad rok, nieźle. Mieszkam w Gdańsku, jest nieźle. Co się zmieniło? Sporo nowych blizn, wiecznie podkrążone oczy. Całkiem ładnie to wygląda. Heorin Look. W styczniu tego roku pobiłam swój rekord, nie jadłam przez szesnaście dni. Piłam wodę, piwo i paliłam papierosy. Nie było najgorzej, dużo spałam. Po za moim przyjacielem Bartkiem nie mam nikogo bliskiego, spieprzyłam sobie życie. On stara mi się pomóc, chociaż jest bezsilny. Za kilka dni nasza przygoda się kończy i wracamy do domów. Postanowiłam, że po powrocie do domu znów przestanę jeść. Tylko pepsi, kawa, alkohol i papierosy. Czasem Tussi, gdy nie będę dawała rady.

26 luty 2009, piątek.
W siatce mam mnóstwo kawałków ostrego szkła z ramki ze zdjęciem. Wystarczyłoby tylko kilka ruchów, by odejść.”

Dalszą historię znacie. Próby samobójcze, samookaleczenia. Pisałam o tym jakiś czas temu. Wspominałam jak bardzo duży wpływ miało to na to, kim jestem teraz. W zeszycie jest jeszcze sporo wpisów z tego okresu. Pełnych krwi, przekleństw, cierpienia i łez. Pełnych bólu i braku zrozumienia. Ostatni wpis, z 8 kwietnia 2010 roku jest już bardziej pozytywny.

Tym, którzy nie czytali wpisu „Suicide is painless” (klik), nadmienię, że moje problemy odeszły wraz z narodzinami Kuby. Wywrócił moje życie do góry nogami, zmienił je, zmienił również mnie i za to będę mu wdzięczna do końca życia. To taki dług, którego nigdy nie spłacę.

4 września 2014 roku, czwartek, godzina 00;57.
Dziś jestem szczęśliwa. Mam cudownego syna, który niebawem skończy dwa lata. Czerpię satysfakcję z tego co robię i każdego dnia daję z siebie dwieście procent. Koszmar młodości jest tylko wspomnieniem, który uświadamia mi, że warto było tyle przecierpieć, by dojść do tego, co mam teraz. Ból uszlachetnia. Przestałam przejmować się swoją wagą, które obecnie wskazuje niecałe 44 kg. Teraz nie ma to już dla mnie znaczenia. Teraz wiem, że muszę być zdrowa, by wychować syna na wspaniałego człowieka. Nie może zabraknąć mi sił.

Wpis powstał ku przestrodze. Nietrudno niewielkimi marzeniami, nastoletnimi kaprysami zniszczyć sobie życie. Te decyzje kształtują całą naszą przyszłość.

Jestem żywym dowodem na to, jak otaczające nas piekło, można zamienić w raj na ziemi.

Od tego, co zrobisz teraz zależy Twoje jutro.
Nie spieprz tego.

  • Anonimowy

    Rozbroiłaś mnie tym wpisem, aż nie wiem co napisać.
    Jesteś niezwykle silną kobietą, nie zmieniaj się nigdy.
    S.

  • Mania

    Podziw podziw podziw
    dla mnie jestes wielka. Tez swoje przeszlam w zyciu akurat nie z odchudzaniem ale przeszlam….. Ciebie podziwiam za to ze mimo potyczek losu mlodego wieku wstalas na rowne nogi
    i masz tyle sil do zycia.oby tak dalej.
    Kuba masz swietna mame pamietaj too :*

  • :( poplakalam sie:( jestes wielka!!! Silna kobietka z ciebie!!! Wielki szacunek:)

  • kicia779

    Kochana ….śledzę twe losy od dawna…widzę jak sie zmieniasz …Jak Kuba Cie zmienił…Jak dzięki niemu zmienił sie Twój świat…podziwiam Cię za to że,tak jak ja, nie spieprzyłaś swego życia ….trzymam za Ciebie kciuki….Modle sie za Was

  • Jesteś dzielną kobietą,zaglądam tu często i widzę jak bardzo się zmieniasz.
    To co w życiu przeszłaś było okrutne.ale też dzięki temu jesteś teraz bardzo silną,samodzielną kobietą,myślę,że takie doświadczenia bardzo umacniają człowieka choć nie powinno ich w ogóle być :(
    Wielki szacunek dla Ciebie,że wyszłaś z tego za przeproszeniem gu***,jesteś wspaniałą mamą,wspaniałego synka,ale to już wiesz ;)

  • Marika

    Karolka, po raz kolejny bardzo mnie wzruszyłaś. Cieszę się, że znalazłaś sens w życiu.

  • Zuzula

    Od dłuższego czasu już widać w Tobie ogromną przemianę i z niecierpliwością czekam na to, czym jeszcze nas zaskoczysz. Jesteś silną kobietą i wspaniałą mamą.

  • Anka

    Świetny tekst, gratuluję dojrzałości. :)

  • Wychudzona…

    Twój tekst dotyczy również mnie, tyle, że ja tkwię dopiero gdzieś w połowie tej historii. Mam nadzieję, że i mi kiedyś uda wyrwać się z silnych szponów choroby, że spotkam kogoś, kto nada mojemu życia sens. Gratuluję i życzę wszystkiego dobrego.

  • Kamila

    Podziwiam za odwagę, by o tym pisać. Nie każdy ma tyle jaj, by opisać tak przerażającą historię, a do tego wyjść z niej z ogromnym uśmiechem na twarzy.

  • Marta

    „Teraz wiem, że muszę być zdrowa, by wychować syna na wspaniałego człowieka. Nie może zabraknąć mi sił.” I tego się trzymaj!!!

  • Łezka

    Wpis przeczytałam z zapartym tchem, potem ten „suicide is painless” i właściwie nie wiem co napisać… Gratuluję siły, nie każdy ma jej w sobie tyle. :*

  • Kasia

    Nie myślałaś o tym, żeby wydać książkę? :)

  • Lola

    Słońce tak bardzo cię rozumiem. Wiem co czujesz, co czułaś kiedyś. Czytając Twój wpis, poczułam jak bym czytała swój pamiętnik. Łzy same napływają do oczu. Jesteś WIELKA! Ja kolejny rok nie daję rady. Kolejny rok walki z wiatrakami, ukrywania blizn, sztucznego uśmiechu, udawania. Ale nadal wierzę w to, że kiedyś ktoś odmieni moje życie, i w to, że zaakceptuję siebie taką jaką jestem. Ściskam Cię kochana bardzo mocno :*

  • Też jestem po przejściach i o nich wiedzą tylko moje pamiętniki, mój mąż wie tylko niewielką część.
    Może z czasem pozna wszystko.
    Szczerze powiedziawszy…gdyby nie przejścia..nie byłabym teraz tym człowiekiem ,którym jestem…a zarazem mogłoby mnie tu nie być.

  • gratuluję odwagi. Cudowne jest to, że syn dał Ci siłę i wiarę w siebie. Pozdrawiam, Magda

  • Smoczyca85

    Karola, jestem pod wrażeniem. Czekam na więcej takich tekstów! Buziaki. :)

  • Bardzo poruszył mnie Twój wpis, chociaż nigdy nie miałam do czynienia z anoreksją… Cieszę się, że udało Ci się wyjść z tego bagna i mam wielką nadzieję, że chociaż jedna osoba się opamięta trafiąc tutaj. Pozdrawiam ciepło!

  • Dominika Goralska

    O cholera az nie wiem co napisać. Miałam podobne problemy z odchudzaniem na szczescie mama wkroczyła i zrobiła porządek. Żyłam na wodzie mineralnej i jablkach. Śmieszne było jak mama zabrała mnie do lekarza a on mi przepisał tabletki ziołowe na poprawę apetytu – śmiech na sali.
    Nie pisałam nigdy pamiętników bo bałam sie ze ktos znajdzie przeczyta i bedą mieli ze mnie pośmiewisko.
    O podcinaniu tez cos wiem ale nie bede sie rozwijać.
    Gratulacje Kochana za silna wole i za to ze Ci sie udało – wkoncu masz dla kogo zyc!!!

  • Daria

    Czy nie uważasz, że 44kg to ZA MAŁO? masz nadal straszną niedowagę, słaniałaś się na nogach mając 51kg, mając 49 ledwo żyłaś, a teraz masz 44 i myślisz, że jest ok? Nie wyglądasz zdrowo i na pewno zdrowa nie jesteś, Twój wskaźnik BMI wskazuje niedowagę i to znaczną. To, że już nie czujesz się chora,że jesteś szczęśliwa – to dobrze, ale to nie znaczy, że już chora nie jesteś. Dziewczyno PRZYTYJ dla siebie, dla dziecka! Nie funduje ci tutaj dawki hejtu, tylko troski!

    • Nie, nie uważam. ;)
      Regularnie mam wykonywane badania i utrzymują się na niemalże celującym poziomie. Po prostu Kuba sporo ściąga ze mnie z mlekiem. ;)
      +już nie 44, a niecałe 45 kg. ;)

  • Pingback: Pregoreksja- zaburzenia odżywiania w ciąży. | MAMA KUBUSIA()

  • marta

    mala kobieta, a zarazem wielka. podziwiam :)

  • Pingback: 2010 – najgorsza wiosna w moim życiu. – MAMA KUBUSIA()

  • Pingback: Kim ja właściwie jestem? – MAMA KUBUSIA()