MATKA TEŻ CZŁOWIEK

Nie daję na ulicy.

Mama Kubusia4 comments320 views

Pod sklepem też nie i nie ma w tej kwestii najmniejszych wyjątków.

Kiedy byłam małą dziewczynką, strasznie wzruszało mnie nieszczęście innych. Byłam gotowa dawać biednym wszystko co mam, a że miałam niewiele- niewiele też dać mogłam. Łzy stawały mi do oczu, kiedy widziałam gdzieś bezdomnego, nie alkoholika. Kiedy zaczepiła mnie pod sklepem jakaś kobieta prosząca o jedzenie, lub pieniądze- całe popołudnie myślałam o tym, że pewnie jest głodna.

Pamiętam dzień, w którym mama wysłała mnie na zakupy. W jednej ręce ściskałam kartkę z ich listą, w drugiej zaś zwinięty papierowy banknot- pięćdziesiąt złotych. Nie wiem ile mogłam mieć lat, wybierałam się do sklepu dosłownie pod blok, ale jak na tamte czasy była to całkiem spora suma. Schodząc ze schodów, na pierwszym piętrze mijałam cygankę. Stara, gruba, w długiej spódnicy. Miała ze sobą córkę, podejrzewam, że była w wieku podobnym do mojego, szła w górę dużo wolniej niż wspomniana kobieta. Oczywiście cyganka nie byłaby sobą, gdy nie poprosiła mnie o pieniądze. A że mama nauczyła mnie, by z obcymi nie rozmawiać- nie zatrzymując się szłam przed siebie w dół. I wiecie co wtedy się stało? Ta wstrętna gówniara chwyciła mnie za ramię, a swoje cygańskie zęby zacisnęła na dłoni, w której ściskałam pieniądze mamy. Pamiętam, że upadłam na schody, ale ręki nie otworzyłam. Przerażona cyganka uciekła z córką w popłochu. Musiałam chyba krzyczeć, bo kilka osób wyszło na klatkę sprawdzić co się dzieje. Po cygankach nie było już śladu, a na mojej dłoni odznaczyły się głęboko zęby tej małej.

I wtedy zmądrzałam.

Mimo młodego wieku, po raz pierwszy dotarło do mnie, że naprawdę nie warto reagować na jakiekolwiek zaczepki ludzi na ulicy. Mówię tutaj oczywiście o żebrzących o pieniądze cyganach, czy alkoholikach, którym zabrakło na wino. Ewentualnie o zwykłych żurach, którzy pytają o papierosy. I nie mówię tutaj o poszkodowanych przez los bezdomnych, którzy naprawdę proszą o kromkę chleba. Poznałam kiedyś takiego, latem. Poprosił o talerz zupy w barze, w którym pracowałam. Miał szczęście, że tego dnia nie było szefa, a szefowa- dostał talerz gorącej zupy, a na wynos spakowałyśmy mu drugie danie i pieczywo. Radość i wdzięczność w jego oczach były niewyobrażalne. Smutne, duże oczy błyszczały wtedy strasznie.
Zakupy robimy z Kubą codziennie, głównie w sklepie, w którym pracuje moja mama. Taki większy sklep samoobsługowy. Często przesiaduje przed nim cyganka. Choć przesiaduje to złe określenie. Klęczy na jakiejś szmacie, czy gazecie. Czasem jest z dzieckiem, czasem sama. Od roku jednak jest to niezmiennie ta sama kobieta. I zawsze ta sama śpiewka. Dziecko chore, ona biedna. Nauczyłam się wchodzić do sklepu kompletnie nie zwracając na nich uwagi, mimo, że nadal za każdym razem czuję na sobie jej wrogie spojrzenie. Szału prawie dostałam, kiedy dotknęła raz mojego Kubę siedzącego w wózku za rękę i życzyła mu wszystkiego dobrego. W oczach miała tyle jadu i nienawiści, co ja kiedy pomyślę o tym, że ktoś mógłby skrzywdzić mojego syna. Miałam ochotę ją udusić, serio. Nie chcąc jednak wdawać się w bezsensowne dyskusje, szybkim krokiem weszliśmy do sklepu. Po cygankę przyjeżdża podobno drogi, ekskluzywny samochód. Potwierdzić nie mogę, nie widziałam.

Jednak nie daję na ulicy. Nigdy, nikomu. Pod sklepem też nie daję. Nie ma wyjątków, nie ma odstępstw. Mam serce, ale wolę okazywać je w inny sposób. Wolę pomóc zaufanym osobom, niż przypadkowo napotkanym naciągaczom. Nie dam pieniędzy cygance, której potem ktoś je zabierze. Nie dam pieniędzy alkoholikowi, aby pogłębiał swój nałóg- niech ktoś inny ma go na sumieniu. Mnie nie kręcą takie gierki. Jak to mówią- dasz komuś palec, sięgnie po całą rękę. Wolę wesprzeć jakąś fundację, czasem akcję charytatywną. Wolę klikać w brzuszek Pajacyka, czy obejrzeć Mikołajkowy Blok Reklamowy. I wierzę, że w ten właśnie sposób pomogę bardziej.

Ps. Nie mam nic do cyganów i nie planuję tu broń Boże propagować żadnego rodzaju nagonek na ludzi z powodu odmienności rasy, czy tam koloru skóru. Po prostu mam do cyganów uraz i nawet jeśli nie wszyscy są jak ci, których napotykam- wszyscy niosą brzemię stereotypu. To tak jak z blondynkami, to brzemię też dźwigałam długo.

  • Kiedyś na deptaku Kieleckim, na moście, podbiegł do mojej mamy chłopczyk, cyganek. Moja mama akurat kupiła sobie za ostatnie pieniądze frytki na wynos w barze, bo wszystkie sklepy były już pozamykane i nie mogła kupić nic treściwszego i szła na autobus do domu. Podbiegł i poprosił, żeby go poczęstowała. Serce jej się łamało na pół, kiedy widziała jego duże oczy osadzone w chudej twarzyczce. Dała mu więc dopiero co kupione frytki. Podbiegła jego matka (tudzież inna opiekunka), złapała za te frytki i wrzuciła do rzeki, krzycząc, że moja mama to sknera i że frytki zamiast pieniędzy daje…
    Kiedyś po występie mojej koleżanki siedziałam z nią i jej rodzicami w restauracji. Jedliśmy pizzę. W pewnym momencie do środka wszedł bezdomny, podszedł do naszego stolika i poprosił o kawałek pizzy, bo nas było tylko czworo. Już wyciągnęłam dłoń po kawałek, żeby mu dać, kiedy ojciec tej koleżanki złapał moją dłoń i z takim wstrętnym uśmieszkiem zwrócił się do bezdomnego: „Masz ręce, masz nogi to idź do pracy i sobie zarób na jedzenie, a jak nie to zdychaj z głodu.”. Byłam w szoku…
    Kiedyś na ulicy podszedł do mnie starszy pan. Zapytał, czy mogłabym mu kupić wczorajszy chleb, bo jest tańszy od dzisiejszego, a on nie jadł od kilku dni. Bez wahania weszłam do najbliższej piekarni i kupiłam dwa świeże chleby.

    Pieniędzy nie daję nigdy, chyba że utalentowanym muzykom, którzy wychodzą na ulicę. Ale nauczona jestem tak, że gdy ktoś prosi o jedzenie, to choćbym sama miała nie zjeść tego dnia, daję/kupuję choćby jeden chleb…

  • Do mnie ostatnio pod biedronką podszedł bezdomny,ale było ewidentnie widać,że jest to poszkodowany przez los bezdomny, miał góra (!) 30 lat.
    Wstyd mu było,ale mówił tak mądrze,z oczu błyskał intelekt, skromnie i ze wstydem spytał czy miałabym chociaż dwa złote,bo chciałby się napić gorącej herbaty (wieczór był chłodny-nie miałam serca odmówić). Zaproponowałam mu,że obok na stacji kupię mu kawę albo herbatę,co chce.

    Zgodził się. Dziękował stokroć. Weszłam z nim na stację, kupiłam mu gorącą herbatę oraz kanapkę. Zapłaciłam za jeszcze jedną herbatę i powiedziałam,że jak ten Pan przyjdzie to mają mu ją wydać. Kasjerka sobie zapisała jego dane i obiecała,że mu wyda gdy przyjdzie ponownie. Bardzo mi dziękował ,w jego oczach był smutek,żal i trudno opisać jak się czułam.

    Nie mam wiele,ale wiem że on ma jeszcze mniej. Mnie te 20 zł w tym momencie nie interesowało,bo wolałam pomóc komuś,kto ma znacznie mniej niż ja.

  • Ja tez nie daje pieniedzy. Jezeli już to robię przelewy dla osób potrzebujacych pomocy.

  • Pieniędzy nie dam, ale za to coś do zjedzenia jak najbardziej! Niestety kiedyś jak jeszcze mieszkałam w Pl, chodził po bloku pewien mężczyzna z kobietą, Prosili o jakieś drobne pieniądze na jedzenie. Powiedziałam, że mam drobnych ale mogę im dać coś do jedzenia. Zrobiłam im trzy bułki z sałątą, szynką itd i co później zobaczyłam przez okno? Jak je wyrzucają do śmieci…