MATKA TEŻ CZŁOWIEK

Zły czar.

Mama Kubusia10 comments271 views

Przyznajcie się, kto to zrobił?

Od kilka dni prześladuje nas pech. Wiecie, taki wredny i wścibski, który nie odpuszcza.

Zaczęło się niewinnie, kiedy w sobotę w dotąd niewyjaśnionych okolicznościach odkręcił mi się kolczyk na twarzy i zniknęła kulka. Na kilka minut przed zamknięciem zdążyłam dobiec do jubilera i kupić dwa nowe kolczyki. Jeden okazał się zdecydowanie za krótki, drugi zdecydowanie za długi, więc ostatecznie stary kolczyk dorobił się nowej kulki, Bogu dzięki, że pasowała.

Tego samego dnia późnym popołudniem mój telefon odmówił posłuszeństwa. Zaciął się, wyłączył i umarł. Wszelkie próby reanimacji spełzły na niczym, więc odpuściłam. Po blisko trzech godzinach włączył się sam, a do mnie dotarło, że najwyższy czas na nowy telefon. Możecie się śmiać,  ale wybór nowego telefonu to naprawdę niełatwa sprawa. Wahałam się między Iphonem 4S, Samsungiem S4, Xperią Z1 Compact, a Iphonem 5C. Lubię jednak być wierna jednej marce. Przeważył spory wyświetlacz i stanęło na Samsungu S4. Bialutkim. Nieważne, że tak przeklinany przeze mnie Alcatel jest ze mną od sześciu miesięcy i jest jeszcze na gwarancji, jednak szkoda mojego czasu i nerwów. Badziewia nie da się naprawić, to tak jakby z ćwiartki materiału uszyć spodnie.

Koszmar zaczął się w niedzielę. W sobotni wieczór jak zawsze położyłam się spać. Nic specjalnego. W niedzielny poranek obudziłam się z przerażającym bólem dziąsła. Okazało się, że nagle zaczęła przebijać mi się górna ósemka. Ot tak, bez żadnego ostrzeżenia. Dziś jest już zdecydowanie lepiej, ale chwilami odchodziłam od zmysłów.

W niedzielę wydarzyło się coś jeszcze. Padł internet, padł i powstać nie chciał. W domu wszyscy spali, a ja biedna siedziałam w łóżku i korzystałam z internetu w telefonie. Ile byków narobiłam pisząc na tym okropnym urządzeniu wie tylko Honorata. W poniedziałek rano już chciałam biec po internet mobilny do Play, ponieważ walka z kablami, hasłami i wszystkim, co polecono nam zrobić spełzła na niczym. Już w kurtce, w butach, czapkę nałożyłam i wyjść chciałam i co? Internet wrócił. Na szczęście został.

Odkąd Kuba jest właścicielem własnego fotelika samochodowego (jakby ktoś pytał- Maxi Cosi Tobi, świetny!)- bardzo chętnie jeździł samochodem. A że nie robił tego od kilku tygodni, na samą wieść o wczorajszym wypadzie na zakupy uśmiechał się od ucha do ucha. Wszystko super, wpięty w fotelik, rozebrany do bluzy, słodyczy nie jadł, temperatura w porządku, żadnych śmierdzidełek. Mimo to, Kuba przed samą Gdynią postanowił potężnie zwymiotować. Przeżywałam to strasznie, ponieważ tak naprawdę zwymiotował pierwszy raz w swoim życiu, strasznie przy tym płacząc. Oczywiście zagadka niewyjaśniona.

Dziś rano obudziłam się z okropnym bólem szyji. Powiększony węzeł chłonny- postawienie tej diagnozy zajęło mi kilka sekund. Przewiało mnie minionego wieczoru, kiedy śpiącego Kubę, przykrytego moim płaszczem niosłam do domu. Leżał na mym lewym ramieniu, z prawej strony szyja oberwała.

Myślicie, że to koniec naszej farsy? Jesteście w błędzie.

Najgorsze miało miejsce dziś po wieczór, właściwie późnym popołudniem. Kuba wesoło tańczył do swojej ulubionych piosenki, trzymając mnie za rękę. Nie wiem jakim cudem, ale upadł na podłogę. Wstał pokracznie, wtulił się we mnie i aż prężył z bólu. Myślałam, że mocniej się uderzył, więc tuliłam go i głaskałam po głowie. Po chwili poczułam coś mokrego na szyji. Odsunęłam go od siebie, a moim oczom ukazała się ogromna plama krwi. Płynęła z jego ust prosto na mnie, niemalże ciurkiem. Początkowo myślałam, że wybił sobie ząbka. Ale moment- tak mocno nie upadł. Zabrałam go do łazienki, przemyłam buźkę, namoczyłam swój sweterek. Poprosiłam go, by otworzył buźkę, po czym wywinęłam dolną wargę na wierzch. Wtedy przeszły mnie dreszcze, takie jak nigdy. Okazało się, że wbił sobie dwa górne ząbki tak mocno, że przegryzł sobie wargę, w efekcie czego rozdzielała się ona na dwie części. Spanikowałam, już chciałam jechać na SOR i błagać, by to zszyli. Na szczęście moja mama zachowała zimną krew i uświadomiła, że nie jest aż tak źle i w takiej małej buźce szybko się zrośnie. Z racji tego, że moja mama to mądra kobieta- posłuchałam jej i tym razem. Nalałam wody do wanny, wykapałam Kubulka. Zrobiłam mu kolację. Nie zjadł ani kanapek, ani serka, pić też nie chciał. Próbował, jadł przez łzy, nie mógł, bolało za bardzo. Dzięki Bogu nie bolało kiedy pił mleko z piersi, bo w przeciwnym wypadku oboje mielibyśmy ciężką noc…

Mam nadzieję, że to już koniec dziwnych zbiegów okoliczności, nieszczęśliwych wypadków i całego tego pecha. Przepraszam, zapomniałam- jutro mam wizytę u dentysty. Co może się wydarzyć? Znieczulenie nie zadziała?

EDIT 21:15:

WŁAŚNIE PADŁ MI APARAT. „BŁĄD OBIEKTYWU”, ZA KAŻDYM RAZEM.

  • Monika Dz.

    ojej, ta ostatnia sytuacja najgorsza :( ja takie pasmo miałam na początku września. średni Filipek się poparzył w nóżkę, najstarszy Marcin źle się adaptował w przedszkolu, zepsuła mi się pralka, zachorował najmłodszy Jaś. Ile się przez ten pierwszy tydzień września napłakałam, to tylko ja wiem. Przez 5 dni nie zjadłam ani kęsa, żyłam kawą.

  • kicia779

    Nie wierzę w zadne zabobony…ale w uroki wierzę. Moje dzieci często dostawały uroków. Teraz już mniej więcej wiem kto z Sąsiadów ,znajomych potrafi zauroczyć choć czasem może nawet sobie z tego sprawy nie zdaje…a jak jesteśmy gdzieś z dziećmi gdzie jest dużo ludzi to po przyjeździe do domu już automatycznie uroki odczyniam. Może i to śmieszne …ale ja wiem że z grzecznego dziecka w wijąco -płacząco zlośliwe w ciągu minuty bez powodu jest nierealne…Podam Ci sposób jak odczynić urok…ten rzucony na dziecko. Możesz się śmiać . Możesz mnie olać…ale napiszę: przeciągnij po czole dziecka koniuszkiem językia najpierw w jedną stronę i spluń za siebie,potem w drugą stronę i też spluń za siebie…potem przeciągnij koniuszkiem jedno oczko i spluń i drugie oczko i spluń….jeśli wydaje Ci się że to mało za jakiś czas powtórz. Skąd wiem że sąuroki…bo czoło dziecka ma mocno słony smak…uroki odczyniaj bez świadków. To jest sposób mojej teściowej. Zawsze działa. Jeśli ktoś rzucił urok na Ciebie …popluj dłoń złożoną w pięść i ptzekedź po czole w jedną stronr potem powtórz w drugą. Czasem zmęczenie i ból głowy znika bez śladu…jest jeden warunek …musisz zrobić to z przekonaniem że ppzbędziesz się uroków…jeśli potraktujesz to jak głupie no ale dobra …nic z tego nie będzie. Powodzenia…

    • Kicia, ja w uroki też wierzę. Kubusia sami przeciągaliśmy przez spódnicę z moim tatą i pomogło… Potem równo co dwa miesiące mieliśmy jakiegoś pecha. Równiutko, zawsze coś. Ale to były większe „pechy” niż chwilowy brak internetu, czy zepsuty telefon. Ostatnio nie brałam tego w ogóle pod uwagę i nie liczyłam, ale to co mamy od soboty to jakaś masakra…

    • kicia779

      Pomyślałam jeszcze o jednej rzeczy…może warto dać na mszę ..w intencji duszy w czyśćcu cierpiącej…wiem że tak można …i w tejże intencji odmówif pacierz …nie wiem czy jesteś wierząca…ale jeśli tak warto jakiegoś księdza o to zapytać.

    • Kicia wybacz ignorancję, ale nie mam do tego głowy. Właśnie mi aparat padł….

  • Anka

    Jej, rzeczywiście dużo jak na …. hm, raptem cztery dni? Trzymajcie się!!!

  • Marika

    O kurcze, nieźle Wam się pech przyplątał… Chociaż o wypadku Kuby i aparacie nie wiem czy można mówić jak o pechu. To już fatum jakieś :/

  • Kamila

    A jak warga Kubulka??

  • Mama Madzi

    My w tamtym roku wylądowaliśmy na SOR w I dzień świąt moja mała spadła z wersalki i przywaliła wargą o nogę stołu efekt miała rozwaloną buzie od wargi aż po nos normalnie zrobiły się usta na dwie części :( Oczywiście chcieli szyć na żywca co się nie zgodziłam, i kazali nam jechać 40km do Szczecina na chirurgie dziecięcą gdzie już był późny wieczór zszyli ładnie pod narkozą mieli nas wypuscić po 2 h do domu a zostaliśmy na noc!!! To byla nagorsza dla mnie i mojego dziecka noc nie samo to że musiałam spać na krzesełku czy podłodze ale to że moje dziecko już odzwyczaiło się od łóżeczka ze szczebelkami a ją położyli także całą noc spała mi na rekach :(((( Całe szczęście że wszystko ładnie się zagoiło i nie widać śladu :)