MATKA TEŻ CZŁOWIEK

Ja, Karolina.

Mama Kubusia11 comments229 views

Lubię pisać o samej sobie i czasem mam taką wewnętrzną potrzebę, z którą nie lubię walczyć. Dziś jest ten wieczór.

Lubię, gdy robi mi się dobrze, słownie, bezdotykowo. Takie gilganie pleców na odległość. Fajnie jest usłyszeć coś miłego, fajnie jest zostać docenionym. Nawet jeśli sama wiesz, że robisz coś świetnie- miło jest czasem usłyszeć to od innych, nawet jeśli ich zdanie nie decyduje o Twoim życiu. Wszyscy to lubią, ale nie wszyscy mają odwagę się przyznać. Ja mam, nie widzę w tym nic złego. Gilganie pleców jest super.

Moja pewność siebie wróciła do stanu z przed lat, chociaż chwilami zastanawiam się, czy nie jest nawet wyżej. Świadomość siebie i własnej wartości. Nie ukrywam tego, że czasami czuję się lepsza od innych w różnych aspektach życia. Dlaczego? Jeśli ja bym w siebie nie wierzyła, to kto zrobiłby to za mnie? A no właśnie. Trzeba znać swoją wartość, trzeba się cenić, trzeba być świadomym swoich zalet- nawet jeśli nazwą Cię człowiekiem próżnym.  W próżności nie ma nic złego, o ile nie przekroczy się delikatnej granicy i nie zacznie spoglądać na innych z pogardą- to już obrzydliwe.

Lubię być wredna i chamska. Czasami sprawia mi to przyjemność, jeśli kogoś nie lubię.

Nie żal mi chorych piesków, kotków, koników i foczek. Rzeczywiście, czasem niefajnie się z nimi dzieje, ale bardziej robi mi się przykro, kiedy pomyślę o tym, że w tym samym momencie jakieś dziecko jest maltretowane, inne płacze z głodu, a trzecie tuli się do zwłok swojej matki. O wiele gorzej się czuję kiedy pomyślę o wychudzonych dzieciach bijących się o kromkę chleba, podczas, gdy ja do dziś obcinam Kubie skórki z kanapek.

Przebieram się kilka razy dziennie. Co innego zakładam rano, w czym innym można mnie zobaczyć po południu, a co innego zarzucam na wieczorny spacer. Z Kubą podobnie. Nie wiem dlaczego tak jest, ale mam tak odkąd pamiętam i lubię to. Lubię się przebierać, lubię różnorodność. Zwracam dużą uwagę na swój wygląd. Z kolei jeszcze rok temu miałam tak, że nie mogąc znaleźć czegoś, w czym czułabym się dobrze- odwoływałam umówione spotkanie.

Lubię hejtować otaczającą mnie rzeczywistość i rozmyślać nad tym jak dziwni ludzie mnie otaczają. Wolę jednak wygadać się Honoracie, niż jak ciota pod anonimowym nickiem puszczać pełne jadu komentarze w internecie. Uważam, że nie ma żałośniejszej formy egzystencji niż zawodowy, internetowy hejter.

Lubię płakać na filmach, naprawdę. „Veronica decides to die„, „Black Swan” i „Requiem for a dream” to moje ulubione wyciskacze łez. Oglądałam wszystkie po kilkanaście razy i w każdym z nich odnajduję coś, z czym się utożsamiam. Kocham płakać na „Titanicu„. Mam ogromny sentyment do „Breakfast at Tiffany’s„.

Kupuję w Biedronce, dużo rzeczy. Osobiście polecam bagietki czosnkowe, popcorn do mikrofalówki i mrożony szpinak. Nadal nie rozumiem mentalności ludzi, którzy uważają, jakoby zaopatrywanie się w dyskontach było powodem do wstydu. Jeśli w osiedlowym sklepie zapłacę za szpinak 6 zł, a w Biedronce 3 zł (a nawet lepsza jakość!), to nie lepiej zaoszczędzić i za resztę zrobić sobie dobrze?

Kocham mojego syna nad życie. Jest moim numerem jeden. Jestem gotowa zniszczyć każdego, kto w jakimkolwiek stopniu spróbuje zniszczyć jego. Nawet słowem. Oko za oko- to za mało.

Znalazłam idealny szablon. Tak, znowu. Tym razem przyjdzie mi jednak za niego zapłacić i wierzę, że będzie to dobra motywacja przed późniejszymi zmianami. Nowy szablon będzie jasny, strasznie przejrzysty i zaopatrzony we wszystko to czego potrzebuję. Premierę planuję pod koniec lutego.

Latem korzystałam z faktu, że Kuba późno chodzi spać i ostatnimi czasy do zmroku chadzaliśmy ulicami naszego miasta. Mówiłam Wam już, że nie lubię Władysławowa latem? Mam ku temu jeden, jedyny powód: turyści. Serio. Nie da się przejść spokojnie, na plaży tłumy, kolejki w sklepach gigantyczne, a do tego niemal na każdym kroku spotkać się można z ogromnym brakiem kultury. Żeby było milej- ulicę od naszego bloku znajduje się Luna Park, w którym głośna muzyka rozlega się do późnych godzin. Mam za to darmowe imprezy- muzykę z plażowych namiotów słyszę przez całą noc. Nie wiem co gorsze- to, czy krzyczące minionym latem od rana do wieczora mewy?  Mam nadzieję, że w tym roku nie zniszczą mi snu. Naprawdę miałam ich dość.

Lubię na coś czekać, bardzo. Ekscytuje mnie odliczanie do czegoś istotnego. W tym momencie jest to wyjazd do Warszawy, który już za tydzień. Jednak im bliżej, tym więcej znaków zapytania się pojawia. Numerem jeden jest bolące gardło Kuby- od dziś aplikuję mu syropek i czekam na cud, bo inaczej z wyjazdu nici. Wspominałam już, że nie był chory od wakacji?

Ryczę jak bóbr na „Twinkle, twinkle little Star”. Naprawdę. Ta pioseneczka wyciska ze mnie wszystkie łzy, aż dostaję gęsiej skórki.

A może drogi czytelniku, opowiesz mi coś o sobie?

blog grafika — kopia — kopia — kopia

  • Anonim

    Haha, mistrzyni autopromocji! :D

  • Kasia

    Ej ja też ryczę na Twinkle Little Star!!!!!

  • A ja się boję „Twinkle, twinkle…” odkąd kieeedyś dawno temu Marcin grał w jakąś przerażającą grę, w której ta piosenka była wykorzystana. Nie lubię jej słuchać bo tylko z tą grą mi się kojarzy ;))

  • Karolina! Przyznam, że kiedy na ciebie trafiłam wydawałaś mi się hmmm troche ‚zimna’ jeśli wiesz co mogę mieć na myśli. Jednak wiem, że pozory lubią mylić, bo sana kiedyś zostałam oceniona jako wyrozumiała tylko dlatego, że jestem rozgadana i czasami ironiczna. Dziś uważam cie za naprawde fajną dziewczynę z pomysłem na siebie i swoim, nie ugiętym spojrzeniem na świat! Tak trzymaj:)

  • A ja bym oddała wszystko by móc słychać tych mew od rana do nocy przez 365 dni ;)

    Ps.Też potrafię być wredna jędza jak ktoś za skórę mi zajdzie

    • Jeśli więc w tegoroczne wakacje usłysze mewy, spakuję je wszystkie i prześlę Ci kurierem!

  • Daria

    To jak będziesz w Warszawie, to koniecznie wpadnij do Teatru Małego Widza :)) My też w weekend (sobota) się wybieramy :P