MATKA TEŻ CZŁOWIEK

THE SHOW MUST GO ON!

Mama Kubusia9 comments338 views

Inside my Heart is breaking, my Make-up may be flaking, but my Smile still stays on.

Ten wpis od blisko miesiąca wisiał w szkicach. Przybierał już różne formy, miał różne tytuły. Poprawiałam go setki razy, aby chociaż raz mieć pewność, że każdy zrozumie ten tekst tak, jak chcę, by go zrozumiał. Chciałam mieć pewność, że nie będzie niedomówień, choć one zapewne i tak się pojawią. Przecież wszystkim nie dogodzę.

Innym wcale dogodzić nie chciałam, nigdy. Problem pojawił się jednak, kiedy przestałam dogadzać samej sobie, jakkolwiek to brzmi. Początkowo nie zauważałam problemu, choć właściwie sytuacji tej nie można nazwać problemem. To nie problem, raczej zapędzenie. Powoli zaczęłam stawać się kimś, kim nigdy nie chciałam być. Stałam się typem człowieka jakim sama gardziłam jeszcze nie tak dawno. W pogoni za własnym szczęściem i satysfakcją przestałam dostrzegać to, co tak naprawdę ważne. Przestałam dostrzegać ludzi. Zapomniałam, że tam po drugiej stronie też bije czyjeś serce. Liczyłam się ja, moje potrzeby, moja satysfakcja. Oczywiście na równi ze szczęściem Kuby i moich najbliższych. Reszta przestała mieć znaczenie. Zapędziłam się w pogoni za tym, co chciałam i co udało mi się osiągnąć w sferze prywatnej. Zapędziłam się w tym biegu, a kiedy zatrzymałam się, by ponownie nabrać sił, kied zabrakło mi tchu na dalszy bieg- dookoła siebie zobaczyłam zgliszcza. Wszystko czego dotykałam, na czym stawiałam stopę, na co spojrzałam- zamieniało sie w płonącą ruinę. I początkowo było mi z tym naprawdę  dobrze, bo czułam się silna. Ale kiedy stanęłam, by nabrać tchu, nie miałam się czego złapać. Upadłam. I leżałam tak długo, wśród płonących ruin tego, co tak długo uparcie budowałam.

Siedziałam w środku tego  syfu, otoczona wysokim murem, którego progu nikomu nie pozwoliłam przestąpić. Stałam się tak cholernie samowystarczalna, że w ogóle przestałam dostrzegać innych ludzi. Przestałam liczyć się z tym, co myślą, co czują, jak reagują. Sprawianie im bólu było dla mnie chlebem powszechnim, stałym rytuałem, przyjemnością. Wiedziałam co jest dobre dla mnie, dla mojego dziecka. I tylko tym się kierowałam. Reszta przestała mieć jakiekolwiek znaczenie. Empatia, pomoc drugiej osobie, czy zwykły uśmiech w kierunku obcej osoby stały się czymś zupełnie niemożliwym. Zawsze byłam wredna, jednak to, kim się stałam zaczęło przerażać mnie samą. Zaczęło mnie osaczać i ciągnąć w dół, a ja nie miałam siły sie oprzeć. Nie czułam potrzeby i nie widziałam sensu, by cokolwiek zmieniać. Było mi dobrze.

Po raz pierwszy oczy otworzyłam w noc poprzedzającą Wigilię, kiedy zapłakana siedziałam i wpatrywałam się w ekran laptopa. Wtedy po raz pierwszy zawiodłam samą siebie, po raz pierwszy posmakowałam tego gorzkiego kielicha, który z premedytacją napełniany był przeze mnie każdego dnia. Właśnie tego wieczoru pomoc zaproponowała mi Wiola. Ot tak, mimo, że wcześniej rozmawiałysmy ze sobą zaledwie kilka razy. Pomogła mi w chwili, w której nie oczekiwałam pomocy od nikogo. W chwili, w której po raz pierwszy od dawna sama przed sobą przyznałam się do tego, że nawaliłam. Wtedy coś we mnie pękło, po raz pierwszy. Wtedy zrozumiałam, jak bardzo pozory mogą mylić i jak łatwo jest ocenić kogoś zbyt pochopnie, zbyt okrutnie, zbyt krzywdząco. Wtedy dotarło do mnie, że ktoś, kogo skreśliłam na starcie właściwie bez żadnego wyraźnego powodu- pomógł mi, ot tak, bez zbędnych pytań- uznając, że dobro wraca. Dobro rzeczywiście wraca, sama przypominałam sobie te słowa niejednokrotnie w swoim życiu, najczęściej z dzikim uśmiechem satysfakcji na twarzy.

I to chyba właśnie Wiola sprawiła, że coś we mnie pękło. To ona zupełnie nieświadomie musnęła moje zaślepione powieki, które wtedy jeszcze nie chciały pozwolić oczom patrzeć. Z każdym kolejnym dniem zaczęłam odczuwać większe zmęczenie tym, jak wszystko dookoła mnie zaczęło wyglądać. Nie pasowało mi coraz więcej rzeczy, coraz więcej sytuacji wywoływało u mnie silny ból głowy. Choć to, co zaczynałam odczuwać nie było zwykłym bólem. To zupełnie inny smak, który do niedawna był mi tak bardzo obcy. Nie, to nie smak porażki. To po prostu smak popełnionego błędu.

Ten blog od jakiegoś czasu już nie jest tym, czym pierwotnie miał być. Nie chcąc jednak przerzucać tego smaku goryczy na moje dziecko, przeniosłam go tutaj. To tu dawałam upust swoim negatywnym emocjom, które tak bardzo starałam się ukryć przed Kubą. Coraz częściej zaczęłam odczuwać, że to miejsce nie jest już moje, a kobiety, którą nigdy nie chciałam być. Kobiety szczęśliwej, pewnej siebie, ale i nie liczącej  się z nikim i z niczym.

Chciałabym podziękować Honoracie, za to, że bardziej lub mniej świadomie wspierała mnie przez cały ten czas. Za to, że po prostu była, siedziała ze mną po nocach i wysłuchiwała tego, co miałam do powiedzenia. Cały  ten syf przyniósł mi jedną, ogromną korzyść- świadomość tego, na kim naprawdę mogę polegać. Dziękuję.
Dziękuję też Wam za cierpliwość, mimo wszystko.

Przyszedł czas, by posypać głowę popiołem, na znak skruchy. Nie napiszę, że jest mi przykro. To niewłaściwe uczucie, nie to czuję. Odczuwam jedynie niesmak, a w ustach mam resztki wypitej goryczy, która okazała się być najgorszym smakiem na świecie. Nie sztuką jest bowiem ślepo brnąć w gówno i nadal niszczyć to, co się budowało. Prawdziwa sztuka i prawdziwa lekcja życia zarazem, to świadomość tego, kiedy się zatrzymać. To ten moment, w którym mówimy stop i zaczynamy zbierać wśród płonących ruin to, co jeszcze tak bardzo nie parzy obolałych dłoni.

To jest dorosłość.
Polecam wszystkim.

blog grafika — kopia — kopia — kopia

  • Marika

    Zawsze wiedziałam, że jesteś dobrą „dziewczynką”, która tylko na chwilę zbłądziła. Czułam, że się opamiętasz. A za ten wpis w moich oczach zyskałaś jeszcze więcej. Bo tak jak napisałaś sama- nie sztuką jest popełnić błąd, a przyznać się do niego. Ściskam. :*

  • Kasia

    Brawo Karolina! Brawa!

  • jestem pod ogromnym wrażeniem i wiem, że ten wpis jest dla Ciebie bardzo ważny. jestem z Ciebie mega dumna, bo dobry dzieciak z Ciebie :P

  • Anka

    A ja się trochę dziwie, znaczy się nie Tobie, a ludziom. Jak byłaś zła i napisałaś co myślisz, to rzucili się na Ciebie. A teraz milczą. To dopiero niedojrzałe i nieładne.
    Trzymam za Ciebie mocno kciuki, bo jesteś super dziewczyną i świetną mamą!

  • Nie wiem dlaczego, ale poczułam sie trochę jakbyś pisała o mnie. Nie w 100%, ale w wieloma zdaniami mogłabym sie utożsamić. Cieszę się,że udało ci się to przezwyciężyć :)