MATKA TEŻ CZŁOWIEK

Warszawa.

Mama Kubusia13 comments343 views

Do tego wpisu będę wracać setki razy, ze względu na dużą ilość zdjęć.

Kiedy w piątkowy poranek budzik zadzwnił kilka minut po trzeciej, miałam ochotę rzucić telefonem przed siebie i udawać, że nie słyszałam alarmu. Zimno, ciemno, deszczowo, Kuba słodko spał, ja się nie wyspałam- wszystko to skłaniało mnie do tego, by po prostu nie jechać. Pewna jestem, że gdyby nie fakt, iż straciłabym pieniądze wydane na bilety i musiałabym uiścić stówkę na poczet niewykorzystanej rezerwacji w hotelu, poważnie rozważyłabym opcję odpuszczenia wyjazdu. Jeszcze przed czwartą rano byłam umalowana, ubrana, moje włosy na swój sposób okiełznane- co mogliście zobaczyć na naszym Instagramie. Kubę wybudzałam przez kilka minut i dopiero słowa o tym, że spóźnimy się na pociąg sprawiły, że otworzył szeroko oczy. Ubrałam go, zjadł śniadanie i powędrowaliśmy na dworzec w asyście mojego taty i silnego wiatru. Podróż do Gdyni zleciała szybko. Na miejscu mieliśmy sporo czasu, więc spełniając prośbę Kuby- udaliśmy się do Mc Donald’s.

2

Bez problemu znaleźliśmy kolejny pociąg, który grzecznie czekał na nas na stacji- właściwie żadnej łaski nie robił, bo byliśmy przed czasem. Podróż minęła nam na oglądaniu Świnki Peppy, robieniu zdjęć i jedzeniu bananów. Trochę wymienialiśmy wiadomości z Moniką, trochę z Honoratą. Jakoś zleciało, choć przez cały czas ogarniała mnie panika na myśl o tym pieprzonym warszawskich dworcu…

3

4

5

6

7

Dojechaliśmy. Wysiedliśmy z pociągu, sami. Jedna kobietka była na tyle uprzejma, że wskazała nam drogę do toalety. Szkoda tylko, że do głównego holu pokierowała nas okrężną drogą. Ale to nic, trochę zwiedziliśmy. Czekając na Honoratę jedliśmy frytki z dworcowego Mc Donald’s, gdzie kasjer i pani manager zachwycali się kolorem moich włosów. Ale udało się, po kilkunastu minutach dołączyła do nas Honorata, pół godziny później Monika z Filipem.

Cel mieliśmy jeden: odnaleźć przystanek tramwajowy, którego linia doprowadzi nas do hotelu. Niewiele oczekiwałyśmy prawda? No niewiele, bardzo niewiele. Niewiele, które okazało się być jakąś kosmiczną paranoją, ponieważ wszyscy ludzie, których pytałyśmy o drogę i wskazówki zdawali się być totalnymi idiotami, którzy dopiero się urodzili. „Tutaj nie ma tramwaju„, „Przystanek jest przeniesiony„, „Ten tramwaj nie jeździ od kilku lat„. Nawet kierowca autobusu nie był w stanie poinformować mnie, gdzie znajduje się przystanek. Tym sposobem każda z nas straciła po piętnaście złotych na zakup biletu całodobowego. A to już prawie jeden kurs taksówką.
Zniesmaczona Honorata udała sie taksówką prosto na salę, w której odbyło się później pocieszakowe spotkanie. My z Moniką i dziećmi postanowiłyśmy spróbować ostatni raz. Monika zagadała jakąś straszną babkę, która była po prostu kosmiczna, żeby nie powiedzieć chamsko: stara i głupia, serio. Zdarzają się takie. Najpierw próbowała nam wmówić, że jeśli wejdziemy po schodach do góry, to nie zobaczymy żadnego tramwaju, bo nie ma tam przystanku (a był), poinformowała nas też, że za kurs taksówką do hotelu zapłacimy 50 zł i za to mogłybyśmy lepiej coś dzieciom kupić (zapłaciłyśmy 20 zł). Następnie ta kwoka zwróciła się do mnie słowami: „Boże, jaki Pani ma okropny kolor włosów. Powinna go Pani zmienić. Bardzo źle Pani wygląda, już jak nie powiem kto…” i kontynuowała swój pieprzony monolog, na który odpowiedziałam jej tylko: „To Pani zdanie, ja mam swoje, inne.„, po czym obróciłam się, by dogonić Monikę. Wkurwiła mnie ta baba niemiłosiernie. Nie tym, że miała inne zdanie, nie tym, że coś jej się nie podobało. Moją wściekłość wywołało słowo: „POWINNAŚ„, którego nienawidzę.

8

9

11

12

Udało się,  dojechaliśmy. Dzięki Bogu w hotelu panowały już normalne warunki, a na swoich stanowiskach pracowały bardzo miłe i kompetentne osoby. Zameldowałyśmy się, odebrałyśmy karty, okazało się, że pokój Moniki i Filipa, jest dokładnie naprzeciw naszego. Idealnie. Ogarnęliśmy się wszyscy, a następnie zabrałyśmy się z Moniką, za poszukiwania taniej sieci taksówek. Kiedy podłączyłam się do wifi, zaniemówiłam. Nie wiem, czy to tak dla jaj, czy na serio. I chyba wolę nie wiedzieć.

13

Kiedy dotarłyśmy do Hulakula, byłam głodna, zmęczona, śpiąca i jedynym o czym marzyłam, był powrót do hotelu. Z Kubą było podobnie, ale on na widok kolorowych piłek i ogromnego placu zabaw dla dzieci po prostu odżył w moment i pobiegł się bawić. Początkowo świetnie radził sobie beze mnie, ale już po szesnastej jedynym co powtarzał było: „mleko i spać„. Spotkanie fianałowe Zwierzaków Pocieszaków samo w sobie nie było złe, ale nie byłam w stanie się nawet na nim skupić. Wciąż myślałam o łóżku. Rozdałam kilka autografów, podczas których śmiałam się w duchu. Nie, nie z osób, które o nie prosiły, broń Boże. Ale to takie kurewsko śmieszne uczucie. Piszesz sobie bloga, potem wierszyk i nagle autografy. WTF?

Podczas spotkania moje dziecko mnie zaskoczyło, niezwykle pozytywnie. Wykazał się ogromną samodzielnością, przez co nie mogłam zamknąć oczu ze zdziwienia. I tak jak na co dzień nie przepada za towarzystwem dzieci, tak świetnie bawił się z małą Matyldą, córką Karoliny. Oboje znaleźli sobie po różowym wózku i wspólnie z nimi spacerowali. Karolina wspominała, że jeszcze oglądali się za sobą, czy aby na pewno oboje idą. Widzicie, taka miłość.

Zła jestem, bo z Honoratą mam tylko te dwa zdjęcia, a to na spotkaniu z nią zależało mi najbardziej. Prawdę mówiąc, do Warszawy pojechałam wyłącznie po to, by spotkać się z Honoratą i z Moniką. Nie pojechałam tam, by uśmiechać się i być miłą, bo to nie w moim stylu. Miałam swój cel i go realizowałam. Ktoś miał z tym problem? No właśnie, ktoś, nie ja. Ale wróćmy do Honoraty. Bidulka moja chora tego samego wieczoru wracała już do domu. Nie ukrywam, że byłam kurewsko wściekła z tego powodu. Cóż, trudno, zdarzają się i takie sytuacje. Choroba nie wybiera, o czym pozwoliła mi się przekonać niedzielna jelitówka. A mówiła Honorata: „Zróbmy selfie pod pałacem!„, mówiła…

Na spotkaniu był tort. Duży, kolorowy, pocieszakowy. Podobno wyśmienity, ale nie wiem, nie jadłam, nie lubię. Specjalnie dla nas wykonała go cukiernia Sweet Home. Oczywiście nie zabrakło również prezentów dla wszystkich uczestników spotkania. Nie zabrakło licytacji fantów od kilku marek. Dziękujemy zatem: Nuvia Lab, Dress You Up, Realash (właśnie, kurde, miałam smarnąć dziś powiekę!), CupSell, PifPaf, HobiBobi, Sweet&Love, Printu, PixBook, Wydawnictwu OVO,  maybe4baby, Slash Dot Dash / . ,, InFarmacji, oraz OmegaMed.

A teraz uwaga, dużo zdjęć.

14

15

16

17

18

19

21

22

23

24

25

26

27

28

29

Po spotkaniu nasza dwójka, Honorata i Monika z Filipem- wskoczyliśmy do taksówki. Pominę swoje zmęczenie, oraz fakt, że obaj chłopcy niemal padli w samochodzie. Ciężko było ich utrzymać, ale jakimś cudem się udało. Po powrocie do hotelu plan był jasny: ogarniamy się i o 19:00 idziemy na pizzę, z wszystkimi uczestnikami warsztatów, które odbywały sie następnego dnia. Tyle, że ja nie miałam ochoty pójść na pizzę. Byłam kurewsko zmęczona i śpiąca, oraz dodatkowo mega smutna z powodu wyjazdu Honoraty do domu. Kuba też nie chciał iść, pytałam kilkakrotnie. Spytany o to równiez przy Monice i kilku innych dziewczynach, przecząco krzyknął, po czym wleciał do pokoju. Sprawa jasna, nie idziemy. Umyć się pod prysznicem nie chciał, więc przebrałam go w piżamkę i oboje położyliśmy się na łóżku. Trochę przytulanek, mleczka, Kuba prawie śpi. „Prawie” robi jednak ogrmną różnicę, bo już po chwili Kuba gotowy był do zabawy. Usiadł sobie na łóżku i poprosił o włączenie bajki. A co tam, był na nogach od 4:30, zmęczony, przepełniony emocjami- niech sobie ogląda. Oglądaliśmy oboje. Kiedy poczułam, że jestem głodna, spytałam Kubę, czy chce iść do sklepu, który podobno miał znajdować się zaraz pod hotelem. Kuba przeszczęśliwy, chce bułkę. Ubraliśmy się szybko, Kuba ciuchy prosto na piżamę, zjeżdżamy windą w dół, wychodzimy- wieje. Kuba uznał, że chce na ręce i gdyby nie fakt, że od blisko osiemnastu godzin był na nogach- kazałabym mu iść. Obeszliśmy hotel dookoła, dupa, sklepu nie ma. Zrezygnowana wróciłam z Kubą do hotelu, gdzie dopadliśmy już Monikę i wspólnie udaliśmy się od sklepu. Obie kupiłyśmy sobie po 2% piwie z lemoniadą, szaleństwo co?  Krótko po powrocie do hotelu, Kuba zasnął w dość dziwacznej pozycji. Oczywiście niezastąpiona okazała się Karolina- mama Tyldzi, która przy zastawionych krzesłem drzwiach pilnowała, czy Kubulek śpi, podczas gdy ja pędziłam windą z drugiego piętra, na to wiatrzycho, tylko po to, by płuca przewietrzyć. Swojej lemoniady wzięłam może pięć łyków, resztę wylałam do umywalki i chwilkę po dwudziestej trzeciej wylądowałam w łóżku. Nie mogłam spać. Wkurwiał mnie cyfrowy zegarek umieszczony pod telewizorem, na wprost naszego łóżka. Nie dało się go wyłączyć.

32

33

34

35

Alarm bezlitośnie rozdzwonił się kilka minut po siódmej. Kuba dzień zaczął od smakowej wody, czipsów i Świnki Peppy. O 7:30 było śniadanie, bardzo dobre śniadanie. Dużo wszystkiego, same dobroci. Nawet sobie kulek Nequik odsypałam do miseczki na później, na co wpadła Monika. Przesypałyśmy je do foliowego woreczka i chłopcy później zjadali je ze smakiem. Suchymi bułkami też nie pogardzili. A my dwie usmażymy się w piekle. Czy to kradzież?

36

37

38

39

MOJA MAMA!

Kuba pokochał windę, do dziś opowiada wszystkim o tym, że jeździł na poziom A. Ja też przywykłam. Cholera, po tylu latach panicznego strachu. Warsztaty rozpoczęły się o 9:00. Kuba nie odstępował mnie na krok. Siedział albo na krześle obok, albo na moich kolanach. Tą drugą opcję wybierał jednak zawsze, gdy w pobliżu pojawiało się inne dziecko. Rzucał wtedy hasło: „MOJA MAMA” i tulił się bez końca. Do dziś tak ma. Wystarczy spytać: „Kubusiu, czyja mama?” i rzuca mi się na szyję krzycząc do wszystkich: „Moja mama! Moja!„! Zajebiste uczucie, serio.

40

41

42

43

44

45

46

48

49

50

51

52

53

54

55

56

58

59

60

61

62

Chcąc nie chcąc uczestniczyłam tylko w pierwszej części wasztatów z Fundacją My Pacjenci. Po przerwie obiadowej Kuba miał dość i chciał się bawić, oczywiście w moim towarzystwie. Trochę do dupy, bo przecież jechaliśmy głównie na te warsztaty, prawda? Ale co mogłam zrobić, mój syn ma dopiero dwa lata i skoro żąda mojej obecności, to moim zasranym obowiązkiem jest mu ją zapewnić, choćby nie wiem co. Nawet jeśli, ktoś miałby się na mnie pogniewać, a później obrobić mi dupę. Wiecie, później Bogu dziękowałam, że zostałam przy Kubie. Jakiś czas potem upadł. Upadł tak strasznie niefajnie, że jego twarz wylądowała na małym samochodziku, a z jego buźki poleciała krew. Krzyczał i tupał nóżkami. Zabrałam go do łazienki, rozcięta warga, pomyślałam sobie tylko „kurwa znowu, biedne dziecko„. Na dodatek wypadły mu trucizna i fleczer, myślałam, że oszaleję. Zarówno ze złości, jak i z bezsilności, bo dokładnie pamiętam jak kilka dni temu płakał podczas wizyty. Musiałam mu ręce i nogi trzymać, tak się wiercenia bał. A tak, stracone pieniądze (kolejny raz, już nie wiem który…) i czeka nas szybsza wizyta u dentysty. Najważniejsze, że warga nie oberwała aż tak mocno, jak wydawało mi się na początku i na buzi Kuby namalował się uśmiech. Tyle, że przez długi czas nie chciał zejść z moich rąk. To też czuję do dziś. Kręgosłup bolał mnie rano tak zajebiście, że myślałam, że umrę.

63

64

65

66

Znów bylismy śpiący i zmęczeni. Marzyłam już, by znaleźć się w swoim łóżku, w domu. Po zakończeniu warsztatów, pojechałyśmy z Moniką i dziećmi na dworzec, gdzie wpadliśmy jeszcze do Mc Donald’s. Wpadłam na tego samego kasjera, który zapamiętał moje poprzednie odwiedziny. Zjedliśmy, udaliśmy się na peron. „Ding, dong.  Pociąg… blablbla… przyjedzie na tor blablabla z dziesiącio-minutowym opóźnieniem, opóźnienie może ulec zmianie… Ding doong!„. Kurwa!!!- tylko to wcisnęło mi się na usta. Kuba siedział na torbie, na dwrocu zimno. Nie było jednak tak źle, pociąg szybko nadjechał i szybko znaleźliśmy się w naszym przedziale. Trafiliśmy na tą samą obsługę pociągu. Biorąc pod uwagę fakt, że oboje byliśmy już wyczerpani i śpiący- podczas podróży powrotnej nie obyło sie bez krzyku, buntów i rzucania się po podłodze. W Gdynii znaleźliśmy się szybko, stamtąd odebrał nas mój znajomy samochodem. Oczywiście Kuba zasnął kilkanaście kilometrów od domu, więc po prostu przeniosłam go do łóżka, zrobiłam co trzeba i sama położyłam się spać.

67

68

69

70

71

Kuba przeżywa Warszawę, bardzo. Chce pojechać jeszcze raz. Ciągle wspomina o windzie i poziomie A. Zapamiętał trzy ciocie: Honoratę (potrafi wypowiedzieć jej imię!!!), Monikę (spróbowałby nie!) i Martę (z bloga Tosinkowo, która oczarowała chyba wszystkich). Swoją drogą, Kuba uważa, że Martę polubił najbardziej. To ona trzymała go na rękach i pozwoliła mu pisać po jego rączkach pisakami. Myślicie, że to dlatego? Pamięta salę zabaw, dużą ilość piłek i małą Matyldę.

Ogólnie wypad zajebisty, serio, tylko, że… Wszystko w biegu, zero czasu na to, by usiąść na dupę i nie robić kompletnie nic. Zero czasu na to, by odpocząć i wyłączyć myślenie choć na chwilę.  Jednak cel osiągnięty- spotkałam się z Honoratą, spotkałam się z Moniką.

Misja zaliczona, czas na kolejny level.

72

blog grafika — kopia — kopia — kopia

  • malgorzata stryjecka

    super : :) Kubuś uroczy , i tak szczerze to ja by tym dentysta sie tak nie przejmowała:P Mleczaki i tak wypadną a dziecko może się zrazić . Moja ma 6 lat do dentysty chodzimy dopiero od roku lakujemy stale ząbki a popsute maja wypaść ale oczywiscie to Twoja decyzja.

    • Gdyby to nie były ząbki z przodu, to pewnie bym odpuściła. Kubie nachodziły na siebie 2 i 3 po lewej stronie i z racji tego, że nie dało się dokładnie- umyć pojawiła się próchnica. :(
      A odpuścić nie mogę, bo takie dwa rozwiercone kiełki strasznie sprawiają mi ból podczas karmienia… :(

  • Myślę,że mimo zmęczenia będziesz ten wypad dobrze wspominać. Moja Karina jeszcze nie śpi i jak zobaczyla fotki to wołała „Buba Buba” :D
    Widze Kubuś też lubi piosenkę „Jadą Misie” :)
    A ta baba by pewnie ode mnie usłyszała kilka słów :D

    • Ucałuj Karinkę!
      Ja nie miałam ochoty się z tym babskiem szarpać, gołym okiem widać, że psychiczna jakaś… :D

  • dopiero teraz czytam jakie miałyście perypetie z dotarciem do hotelu. Masakra. Co do spotkania, fajnie było :) zresztą mi się mało co nie podoba, taka karma :P a Kuba? rewelacyjny Smyk! jak ja się cieszę, że mnie zapamiętał :))) ciotka ponosiła, uśmiechy zagarniała (Ludzie! Kuba się uśmiecha naprawdę! :), i pozwoliła rysować ;) a, że ucierpiały rączki Kubusia i ciotki bluzka? pffff….szczególik :P
    uściski!

  • Aż żałuje, że jednak nie pojechałam :)

  • AD

    Ej, tak szczerze… to na prawdę nie trzeba być „debilem” żeby nie wiedzieć gdzie w centrum Warszawy jest dany przystanek tramwajowy. Jestem tam dzień w dzień. I po prostu wiem, że z racji budowy metra, remontów dróg i tysiąca innych rzeczy trasy i przystanki zmieniają się co tydzień. Za tym się nie da nadążyć. Jedyną opcją są aplikacje mobilne. Trzeba się porządnie przygotować wcześniej… ale zazwyczaj to i tak nic nie daje :P

    Więc no… Z tymi „debilami” nie było miłe. Albo raczej nie było zasłużone zapewne :)

    Dobrego wieczoru!