MATKA TEŻ CZŁOWIEK

WIEDŹMA.

Mama Kubusia7 comments243 views

Życie jest przewrotne. Kiedy nie widzimy sensu dalszej egzystencji- jesteśmy zdrowi i z czasem wszystko zaczyna się nam układać. Kiedy jednak już się ułoży i to po naszej myśli, a my mamy ochotę czerpać z życia możliwie najwięcej- dostajemy takiego kopa w dupę, że wcale nie mamy ochoty się podnosić.

Do dziś świetnie pamiętam okres w swoim życiu, kiedy właściwie każdego dnia towarzyszyły mi myśli samobójcze. Zresztą, opowiadałam Wam o tym prawie rok temu we wpisie Suicide is painless….Kto czytał, ten wie, że Kuba okazał się ratunkiem, na otaczające mnie gówno; a kto nie czytał- powinien nadrobić zaległości.

Nie lubię publicznie narzekać, a przynajmniej nie na siebie i swoje samopoczucie. To tak jakby usiąść w kącie i krzyczeć: „Jestem taka biedna, zlitujcie się!„. Mało tego, każdy z nas ma tyle swoich problemów, że rzadko kiedy mamy ochotę czytać jeszcze o cudzych. Opowiadałam Wam jednak kiedyś, że publiczne narzekanie tutaj na blogu przynosiło mi same satysfakcjonujące rezultaty. Kuba zaczął lepiej spać, lepiej znosił podróż wózkiem i samochodem. Nawet od wakacji nie chorował (nie licząc dwudniowego kaszlu na początku tego roku).
Nigdy nie próbowałam jednak przekładać tego sposobu na siebie. Wiecie, tak sobie usiąść i wykleić jakiś ckliwy wpis o tym, jak to mi źle i jak okropnie się czuję. Nie widziałam sensu w użalaniu się nad sobą, nie widziałam sensu w zatrzymywaniu się nad tym, w szukaniu powodów i opowiadaniu całemu światu o tym, jak cholernie boli mnie głowa. Niby po co? Każdego boli głowa, ot wielka mi przypadłość. Z czasem jednak wszystkie dolegliwości zaczęły zbierać się w jedną, wielką, śmierdzącą kupę, na myśl o której dostawałam jeszcze silniejszego bólu głowy. Dlatego starałam się nie myśleć, w ogóle tematem nie przejmować, zapomnieć. Nie wyszło. Ta wspomniana kupa gówna urosła do takich rozmiarów, że po prostu się o nią potknęłam i upadłam.

JESTEM WIEDŹMĄ.

Kilkoro z Was już w grudniu zwróciło uwagę na to, jak wielki nacisk kładłam podczas składania życzeń na zdrowie. Na to, jak pisałam o jego ulotności. O tym, że bez niego nic nie ma znaczenia. Wiecie, teraz mogę już napisać otwarcie to, o czym powiedziałam kilku osobom jeszcze w starym roku- miałam przeczucie. Po prostu wiedziałam, że po wejściu w Nowy Rok mój stan zdrowia ulegnie znacznemu pogorszeniu. Ot tak, nagle, bez szczególnego powodu. Po prostu podświadomie to czułam i czekałam na to, co nastąpi.

Kiedy słuchałam opowieści o tym, jak ktoś zrujnował sobie zdrowie w tydzień- wewnętrznie pukałam się w głowę. Przecież to niemożliwe- myślałam- trzeba by ostro pić wódkę, nie jeść kompletnie nic, a narkotyki żreć garściami. To niewykonalne, chociaż z pewnością jakiś inteligent by się znalazł.
Dziś wiem, że to możliwe.
Każdego dnia na mojej szczotce, po porannym czesaniu znajduję co raz większe kłęby włosów. W minioną niedzielę prawie dostałam zawału, kiedy kilkakrotnie wyciągałam ze szczotki garści włosów (podczas jednego szczotkowania). Każdego dnia widzę co raz gorzej, mimo okularów. Obraz staje się mniej ostry, strasznie rozmazany, po prostu nieczysty. Każdego poranka budzę się z przeraźliwym bólem nerek, który delikatnie ustaje po wizycie w toalecie. Każdego wieczoru kładę się spać z bólem głowy. Właściwie nie kładę się spać- ostatnimi czasy po prostu zamykam oczy, czasm szybciej niż Kuba. Nie potrafię już siedzieć nocami przed komputerem, po prostu nie mam na to siły. Obrzydziły mnie wszelkie większe sklepy- jest mi tak źle, słabo i duszno. Zwykłe zakupy stały się więc czymś mało przyjemnym. I wiecie co? Potrzebowałam niespełna tygodnia, by osiągnąc taki stan. Potrzebowałam kilku badań, by to wszystko potwierdzić. A teraz potrzebuję kupa w dupę, solidnego, by nabrać sił.

Nie poddam się jednak, po prostu nie mogę. Jestem jedyną opiekunką Kuby, jeśli mnie zabraknie, to… Trafi pod opiekę ojca, którego nie zna i który po prostu ma go w dupie. Na to nie pozwolę. Muszę walczyć. A przede wszystkim muszę odpocząć. Tylko wiecie co? Nie mam na to  czasu. Serio. Nie mogę sobie pozwolić nawet na jednodniowy pobyt szpitalu z noclegiem, by poddać się szczegółowym badaniom. Moje dziecko zasypia wyłącznie pijąc moje mleko i nigdy w życiu jeszcze nie zasypiał inaczej. Taki nasz codzienny rytuał, od pierwszego dnia jego życia. Moi rodzice pracują, a nie ma możliwości, aby Kuba podczas mojej nieobecności trafił do kogoś innego. Nikt nie zna Kuby na tyle, aby móc chociażby zrozumieć to, co mówi, czy czego oczekuje, co lubi, za czym nie przepada. Nikomu nie ufam na tyle, by powierzyć opiekę nad swoim dzieckiem na tak „długi” czas. A co najważniejsze, Kuba nie ufa nikomu na tyle, by spędzić z kimś tyle czasu beze mnie. Każdy ma swoje „ale”- nasze jest takie. A uwierzcie, że nie chciałabym, by ten czas był dla Kuby dodatkowo stresujący. Wystarczy, że ja sram w gacie. Może nie dosłownie, ale w jakimś tam stopniu się denerwuję.

Z nerwów i w przypływie chwilowego impulsu ściągnęłam doczepiane pasemka, w efekcie czego znów mam włosy do ramion. Jednak biorąc pod uwagę tempo ich utraty, za parę dni mogą być już do brody. W najbliższym czasie wrócę do blondu, nie mam siły na cotygodniowe nakładanie toneru i wkurwianie się po każdym ich umyciu na spłukany kolor.

Czeka nas ciężki okres i ja, jako wiedźma wróżę sobie, że będzie dobrze i damy radę. RAZEM. I Kuba i ja. Nie pozwolę na to, aby ani cukrzyca, ani anemia, ani problemy ze wzrokiem i nerkami pozbawiły mnie sił na aktywnie spędzony czas z moim dzieckiem- tak, jak miało to miejsce jeszcze kilka tygodni temu. Chcę znów wyciągać z każdego dnia dwieście procent. Nie pozwolę, by jakieś pieprzone choróbska wypaliły ze mnie tą iskrę, która chwilowo przygasła. Kto jak kto, ale ja się nie poddam.

Nie mogę, mam dla kogo żyć.

Jeśli jesteście zdrowi- doceńcie to, serio. I mówię to ja, osoba, która przez ponad dwadzieścia pięć lat miała to gdzieś.

blog grafika — kopia — kopia — kopia

  • Marlena Pietkiewicz

    Dokładnie! Masz dla kogo żyć i wierzę, że twoja wiara w to, że będzie lepiej pozwoli Ci wrócić szybko do zdrowia! :*

  • Dasz radę Karola !

  • Ola

    Dasz radę! W rytm jednej z waszych ulubionych piosenek: „Bo jak nie ty, to kto …” :)

  • malgorzata stryjecka

    Wydaje mi sie ze w końcu i tak nadejdzie dzień kiedy będziesz musiała zostawić Kubusia na parę dni , mysle ze jak bys sie położyła na piątek , sobota , niedziela do szpitala a dziadkowie zapewnili Kubusiowi mase zajec nie byłoby tak złe. Pomyśl ze byc moze te badania uratują ci życie , pozwolą na dobra diagnostykę.
    Albo jest drugie wyjście załatwiasz z dyrektorem placówki ze na noc wychodzisz , wiem ze tak sie da !Moja znajoma była na oddziale od 7 do 17 , a w papierach ma moralny pobyt w szpitalu

  • Diana

    Dasz radę, Karolina, dużo dużo zdrowia!

  • Powodzenia i oby zdrowie Ci dopisało!
    Moja Miśka ma 32 mc, od małego zasypia przy piersi, od zawsze jesteśmy razem. Nie potrafię sobie wyobrazić jak bardzo musiałaby cierpieć, gdybym zabrała Jej rytuały. Czwarty akapit drugiej części mogłabym od Ciebie skopiować i się pod tym podpisać. Czuję dokładnie to samo…