MATKA TEŻ CZŁOWIEK

Nie mamy skrzydeł by latać, a mimo tego to nasz cel.

Mama Kubusia2 comments238 views

Nigdy nie sądziłabym, że kiedykolwiek będę tak szczęśliwa jak teraz. Nigdy nie wierzyłam w to, że to w ogóle możliwe. Nigdy nie ufałam stwierdzeniu, że takie prawdziwe szczęście i uczucie spełnienia w ogóle istnieją.

WP_20150310_029

Ostatnie tygodnie są czasem burzliwych zmian w moim życiu. Właściwie w naszym życiu, bo we wszystkim uczestniczy przecież ktoś, kto bez względu na wszystko, zawsze będzie dla mnie najważniejszy- mój syn. Syn, który tak usilnie i namiętnie testuje ostatnimi dniami moją cierpliwość. Syn, który doprowadza mnie często do białej gorączki. Syn, przez którego nie wytrzymuję nerwowo i czasem zamykam się na chwilę w łazience, by po prostu pobyć sama ze sobą. Syn, który doprowadza mnie do takiego stanu, że potrafię spalić trzy papierosy w ciągu godziny. Syn, który tak słodko wypowiada jedno z najpiękniejszych słów na świecie: „mama”. Syn, który tak szczęśliwie podróżuje wszelkimi środkami lokomocji, strasznie się przy tym ekscytując. Syn, którego szczęście jest moim priorytetem, niezależnie od tego gdzie i kiedy się znajduję. Syn, którego kocham najbardziej na świecie i który uśmiecha się do mnie z tak ogromną miłością w oczach. Syn, który zasypia wyłącznie wtulony we mnie, co daje mu ogromne poczucie bezpieczeństwa.

Po urodzeniu Kuby całkowicie zatraciłam się w macierzyństwie. Oddałam mu się w stu procentach zupełnie zapominając o tym, że po za byciem matką- jestem również kobietą, odrębną jednostką, człowiekiem. Z każdym kolejnym dniem byliśmy sobie coraz bliżsi, przecież tak naprawdę mieliśmy tylko siebie. Mimo tego, że byli dziadkowie, znajomi, przyjaciele- tak naprawdę wciąż byliśmy sami. Nie było nikogo, kto opiekowałby się nami tak, jak niekiedy tego potrzebowaliśmy. Z tego też względu stałam się samowystarczalna w różnych aspektach życia. Nauczyłam się żyć bez mężczyzny u boku, Kuba nawet nie miał możliwości posmakować ojcowskiej opieki. Przywykłam do tego na tyle, że zaczynało mi się to podobać.

Z czasem jednak zapragnęłam od życia czegoś więcej. Nie chciałam być już tylko Mamą Kubusia, chociaż nią pozostanę do końca swojego życia, a nawet do skończenia świata i o jeden dzień dłużej. Chciałam czegoś mocniejszego, chciałam, by moje życie było mocniejsze, bardzie intensywne i obfitowało w coś więcej niżeli tylko wychowywanie dziecka, względną opiekę nad domem, pracę i bloga. Z czasem zaczęłam jasno określać sobie cele i dążyć do nich. Czasem były to małe, posypane cierpieniem kroczki. Innym razem były to kamienie milowe, które zdobywałam  w bardzo krótkim czasie. Kiedyś powiedziałam, a nawet chyba napisałam tutaj, że jeśli kiedykolwiek, jakiemukolwiek mężczyźnie uda się do nas zbliżyć i będzie mi zależało na nim chociaż w połowie tak bardzo, jak na moim dziecku- będzie najszczęśliwszym facetem na ziemi. Dziś wiem, że uczucie względem dziecka, a mężczyzny- to dwa zupełnie inne uczucia, które da się pogodzić.

Targało mną ostatnio wiele wątpliwości, związanych głównie z blogiem i powiązanych z nimi profilami społecznościowymi. Uświadomiłam sobie, że za wiele spraw ujrzało niegdyś światło dzienne. Zrozumiałam, że czasem dałam się ponieść emocjom i napisać coś pod wpływem chwili. Internet nie zapomina, a ludzie nie wybaczają. Na szczęście chwilę później przypomniałam sobie, że nawet te najtrudniejsze wpisy niosły za sobą lawiny odpowiedzi- pozytywny odbiór, niezwykle szczere wiadomości, podziękowania. I chociaż gdzieś mam to, jak bardzo mnie ktoś nie lubi- cieszę się, że naprawdę udało mi się pomóc tak wielu osobom. Uśmiecham się myśląc o tym, jak wiele osób czerpało- i czerpie nadal- różnego rodzaju inspiracje z wpisów; dla jak wielu osób był on motorem do działania.

Doszłam do momentu, w którym całkowicie poważnie pomyślałam o zamknięciu, a przynajmniej zawieszeniu bloga chociaż na jakiś czas. Miało to miejsce chwilę po tym, jak zdecydowałam się na przenosiny do Zenboxa i zmianę nazwy. Byłam już naprawdę blisko. I wiem, że byłby to jeden z największych błędów w moim życiu.
Nie potrafię ot tak przekreślić czegoś, co budowałam tak długo i co tak świetnie funkcjonuje. Nie potrafię przekreślić czegoś, co pozwala mi na swój sposób poczuć się spełnioną, co przyniosło mi tyle możliwości. Czegoś, dzięki czemu jestem tu i teraz. Nie mogłam przekreślić Was.

Doszłam do takiego momentu, w którym wiem, że wzięłam na siebie trochę za dużo na raz. Za dużo w życiu osobistym, na swój sposób zawodowym, za dużo współprac i spraw do załatwienia. Od miesiąca brakuje mi nawet czasu na konieczne wizyty u lekarza. Postanowiłam znaleźć go pojutrze. Mimo wszystko lubię ten bieg, chcę biec szybciej i mocniej. Zdecydowanie go lubię, mimo tego, że chwilami czuję się jak mała, bezbronna dziewczynka, którą trzeba chronić przed całym złem tego świata. Jak dziś.

  • Pamiętam jeszcze nie dawno jak oschle pisałaś,że nie chcesz się z nikim wiązać… a teraz w każdym poście jaki piszesz widać,że odkąd poznałaś „kogoś” jesteś szczęśliwa i przelewasz całe serce w bloga… :) Bardzo pozytywnie i mimo,że znam Cię tylko z tego co piszesz… widzę,że przeszłaś wewnętrzną metamorfozę… i bardzo pozytywnie Cię odbieram… Wszystkiego Najlepszego i trzymam kciuki :)

  • zbiqu

    Powodzenia Karolki;)