MOŻE NAD MORZE?PARENTINGPODRÓŻE

Czym zająć dziecko w podróży?

Mama Kubusia2 comments212 views

Na to pytanie każdy z nas- rodziców, odpowiedzi szukał przynajmniej raz. My mamy już swoje sposoby na urozmaicenie ciągnącej się dziecku w nieskończoność podróży.

WP_20150305_16_18_30_Pro

WP_20150305_16_18_42_Pro

WP_20150305_020

Jeszcze rok temu Kuba był dzieckiem, które nie lubiło podróżować. Był idealnym przykładem nieznośnego i płaczącego całą drogę dziecka- bez względu na to, czy podróż trwała kilka minut, czy już godzinę. Wyprawa autobusem za każdym razem kończyła się długą chorobą- bez względu na pogodę i to, jak ciepło/lekko Kuba był ubrany. Samochód? Z całą pewnością pamiętacie jak szukałam sposobu na przyzwyczajenie Kuby do jazdy samochodem, kiedy przełomowym momentem okazała się chwila, w której Kuba stał się posiadaczem własnego fotelika samochodowego (Tobi od Maxi Cosi). Oswojenie Kuby ze środkami wszelkiej lokomocji zajęło mi ponad półtorej roku, ale było naprawdę warto.

Od kilku miesięcy nie ma tygodnia, w którym nie wsiadalibyśmy w pociąg, autobus, tramwaj, bus, czy w samochód. Kuba przyzwyczajony jest do jazdy dosłownie wszystkim, dzięki czemu unikam krzyku przy wejściu- co jeszcze rok temu było zjawiskiem zupełnie „normalnym”. Wiadomo jednak, że każde dziecko ma czasem gorszy dzień i nawet krótka podróż potrafi zamienić się drogę przez mękę…

Jaki jest nasz złoty środek?

Kiedy próbowałam zająć Kubę w podróży zabawkami- zabierałam kilka jego ulubionych i liczyłam na szczęście. Często oczywiście bywało jednak tak, że idealnym podsumowaniem były słowa: „przeliczyłam się„. Egzaminu nie zdały również książki, które z kolei w domu chętnie były przez niego oglądane strona po stronie. Wiem, że w przypadku nieco starszych dzieci świetnie sprawdzają się składane stoliczki, oraz gry które uczą, jednak uważam, że na tego typu zabawy Kuba jest jeszcze trochę za mały.

Kuba jest obecnie na etapie zadawania miliona pytań na sekundę. „Co to jest? Gdzie jesteśmy? Co robisz? Gdzie byłaś? Co masz? Co to było?„- ot, taki stały zestaw pytań, na które żadna z odpowiedzi nie jest wystarczająca. Tak zazwyczaj mija nam zdecydowana większość każdej podróży. Szczególnie wtedy, kiedy Kuba ochoczo podziwia wszystko co jest za oknem. Jeśli mijamy place zabaw, albo wzdłuż drogi biegną tory- mam dziecko „z głowy” na jakiś czas. Równie absorbującym zajęciem jest dla Kuby śpiewanie piosenek. Hitowe „Jagódki„, „Pieski małe dwa„, czy „Jedzie pociąg z daleka” są stałym repertuarem. Ostatnimi czasy moja mama nauczyła Kubę wierszyka „Mamo, mamo, coś Ci dam…” i zdarza się, że potrafi kilkanaście minut w kółko recytować wierszyk, oczekując po tym głośnych oklasków i buziaka.

Prawdę mówiąc nie ma czegoś takiego jak złoty środek w kwestii zajmowania dziecka w czasie podróży. Każdy maluch jest inny, więc często zdarza się tak, że coś, co u innych spisuje się na medal- w naszym przypadku jeszcze pogarsza sytuację.

WP_20150412_003 (2)

WP_20150314_031

WP_20150313_015

  • Anonim

    Ale z Kuby słodziak, strasznie urósł ostatnio.

  • Mój złoty środek to usiąść z tyłu z dzieckiem i rozmawiać i czytać książeczki. Często po prostu siada spać i tyle :)