MACIERZYŃSTWOPARENTING

Mama, co to jest? Mama, co to było? Mama, co robisz?

Mama Kubusia5 comments149 views

Dużo bardziej drażniące jest setne „Mama, co robisz?” wypowiedziane w ciągu kilkunastu minut. Szczególnie jeśli w przeciągu tego kwadransu niezmiennie robię to samo.

Na komodzie leżała mała sprężynka od długopisu. Siedząc z laptopem na kanapie obserwowałam idącego po nią Kubę. Widziałam skupienie z jakim wziął ją w ręce i zaciekawienie w oczach. Nie zdążył do mnie podejść, a mnie już zrobiło się gorąco. Wiedziałam o co spyta i po chwili usłyszałam to najgorsze pytanie na świecie- „Mamaaaa, co to jest?„. Dobrze, przegięłam- to nie jest najgorsze pytanie na świecie. Dużo bardziej drażniące jest setne „Mama, co robisz?” wypowiedziane w ciągu kilkunastu minut. Szczególnie jeśli w przeciągu tego kwadransu niezmiennie robię to samo. Czy można oszaleć? Zdawać by  się mogło, że tak. Mi też często wydaje się, że zaraz nie wytrzymam, wyjdę z siebie i stanę obok- ileż przecież razy można pytać o to samo? Ile razy w ciągu dnia można zadawać to samo pytanie, nawet w odniesieniu do różnych sytuacji? Jak widać można, setki razy.

Nie jestem idealną matką i z całą pewnością do wzoru matczynego postepowania mi bardzo daleko. Nie jestem i nigdy nie byłam żadnym wzorem do naśladowania, wbrew temu co możecie od niektórych usłyszeć. Fakt, że przez blisko dwa i pół roku sama wychowywałam dziecko nie czyni ze mnie męczennicy, której trzeba koniecznie postawić pomnik. I mimo tego, że łechta to czasem moje wyuzdane ego- uważam, że męczennikami były osoby zamknięte w obozach koncentracyjnych. Dobrze- doszliśmy więc do tego, że idealną matką nie byłam, nie jestem i z całą pewnością nigdy nie będę. Lubię burknąć i krzyknąć kiedy w sumie aż tak nie trzeba. Lubię też przymknąć oko wtedy, kiedy niekoniecznie trzeba je przymykać. Lubię pozwolić dziecku na zjedzenie czekolady przed śniadaniem, lubię pozwolić iść spać bez kąpieli.

Dlaczego? Dlatego, że mogę. Ot tak, na opak, dla zasady. Kiedy urodził się Kuba nie miałam żadnego planu na idealne macierzyństwo. Nie miałam żadnej wizji swojego rodzicielstwa, którą mogłabym wcielać w życie i realizować dzień po dniu. Wszystko robiłam po omacku, metodą prób i błędów. I wcale nie było tak, że te błędy popełniałam częściej. W przeciwieństwie do mojego syna dość szybko wyciągam wnioski. Moje dotychczasowe metody coraz częściej przenoszą odwrotny efekt. Nie, one właściwie ostatnio nie przynoszą żadnego efektu. Zdarzają się sytuacje, w których Kuba ma mnie głęboko gdzieś i robi co chce. Brawa dla mnie za to, że głośno potrafię się do tego przyznać… Dziękuję! Choć prawdę mówiąc zdarza się, że i ja w takich sytuacjach myślę sobie: „aaa, niech sobie robi co chce!„. Naprawdę, czasem tak mam. I naprawdę czasem drażni mnie fakt, że Kuba chwilami bardziej słucha Grześka niż mnie. Choć nie, ten fakt mnie nie drażni. Ten fakt akurat sprawia, że myślę sobie: „zajebiście, nie muszę sie użerać” i moja wewnętrzna bogini zaczyna tańczyć. Tak, tak- użerać, wszyscy wiemy jakie potrafią być dzieci i uwierzcie, że pod tą anielską buźką Kuby kryje się niezły diabełek. Naprawdę.

I z jednej strony jestem bardzo dumna. Od jakichś dwóch tygodni moje dziecko wie, która strona jest prawa, a która lewa. Pokaże prawą rączkę, pokaże lewą nóżkę, prawe oko też. Dumna jestem też, bo znów mamy ogromny skok w kwestii mowy i z dnia na dzień dosłownie obserwuję jak Kubie wciąż poszerza się słownictwo. Z jednej strony zastanawiam się jakim cudem, skąd, dlaczego, jak to tak; a z drugiej myślę sobie, że to mega zajebiście. Tak, zajebiście. Jaram się, że moje dziecko tyle mówi, szczególnie biorąc pod uwagę jego rówieśników. Owszem, z całą pewnością jest sporo dzieci, które mówi znacznie jeszcze niż mój Kuba. Mnie jednak wystarczy to co mamy, a mamy naprawdę wiele. Nawet mi to maleństwo „Jagódki” zaśpiewa, pierwszą zwrotkę i refren! Tak, będę go chwalić, pewnie do końca swoich dni.

Ale tak samo jak chwalić go będę, tak na nerwy coś poproszę, bo mimo, że nie daję mu niczego poznać, to kolejnego „mama, co to jest?” nie wytrzymam. Choć to dobrze, że pyta- ciekawy świata jest. Po mnie to ma, z pewnością.

.

A najnowsze promocje Lidlowe już widzieliście?
s3_viewer_small_Lidl_01

  • Marlena

    Jak ja Cię rozumiem. Też się cieszę, że mój synek jest ciekawy świata, ale czasem nie zdążę mu odpowiedzieć na jedno pytanie, a zadaje już następne… :-) A pytanie „Mama co robisz” też mnie już czasem frustruje z racji częstotliwości jego wypowiadania. :-P

  • hihihi mam to samo :D „czemu?” „co to?” „gdzie byłaś?” – to jest najlepsze, bo pada często kiedy stoję obok i nigdzie nie byłam! :P mogę udzielać milion odpowiedzi, a i tak padnie kolejne „czemu?”. To chyba taki wiek, bo mój Krzyś też dwulatek :) Ale kiedy rola się odwraca i to ja go spytam np. Dlaczego rzucił autem odpowiada „Bo tak!” i koniec :D Ale rzeczywiście momentami to wnerwiające.

  • Jest ! Myślałam, że to ja wariuje :)
    Nie jestem sama :)
    „Mamoooo, co to”
    „Dlaczego?” razy milion.
    „Po co”
    Sryliard razy dziennie. Kaftan, białe ściany, bez klamek, na tydzień chociaż. Proszę :)

  • Katarzyna

    a ja nie moge sie doczekać, jak moje takie gadatliwe będzie :)

  • Angelika

    Dzisiaj moj synek pytal co to jest dziura np. W spodniach, pudelku, oj bylo ciezko wytlumaczyc 2 lata i 4msc dziecku, ale dalam rade chyba zrozumial.. tez mowi wszystko kazdy sie dziwi , a te jego pytania mama co to, mama co robisz czasami juz nie moge jak pyta po raz setny, o to samo, ale jak zasypia to czasami mi tego brakuje , My mamy juz chyba tak mamy .Kubus to fajny facet, i bardzo milo sie czyta , wszystko to o czym piszesz:*