MACIERZYŃSTWO

7 najgorszych momentów w macierzyństwie.

Mama Kubusia17 comments311 views

Gdzie się nie obejrzę, wszystko jest przekolorowane, posłodzone i polukrowane. A macierzyństwo to niestety nie tylko kwiatki, serduszka i słodkie buziaki.

1. PORÓD.

Nie ukrywajmy- już na starcie nie jest łatwo, musimy nasze dziecko wydać na świat. I chociaż efekt końcowy warty jest poświęcenia, bo przecież wreszcie tulimy naszego malucha- droga do tego na ogół jest bardzo męcząca i bolesna, szczególnie końcówka. Miałam to szczęście rodzić SN i gdybym ponownie stanęła przed tym wyborem- nie wahałabym się ani chwili, z własnej woli nigdy nie zgodzę się na CC (oczywiście o ile w grę nie będzie wchodziło życie moje, czy dziecka).

2. PIERWSZA NIEPRZESPANA NOC.

Śpij póki możesz…„- ile z Was usłyszało to zdanie w ciąży? Ja setki razy i naprawdę nie rozumiałam, dlaczego wszyscy na okrągło mi to powtarzali. Do czasu. Kuba mimo KP cierpiał na bardzo bolesne kolki. Nieprzespane, przelane łzami noce były na porządku dziennym, yyy, nocnym. Pierwsza taka noc jednak zawsze zostaje w pamięci na długo. Pierwsze zmęczenie, pierwsza chwila bezsilności, pierwsze łzy wylane z dzieckiem. A miało być tak różowo, prawda?

3. PIERWSZA CHOROBA- PIERWSZA WIZYTA U LEKARZA I W SZPITALU.

Niech pierwsza kamieniem rzuci ta, której nie zaszkliły się oczy przy pierwszej chorobie dziecka. No, która, która?! Wszystkie beczałyśmy, wszystkie czułyśmy się bezradne, wszystkie tuliłyśmy i modliłyśmy się o to, aby choroba naszego malucha przeszła na nas, by tylko się już dziecko nie męczyło. Bo przecież takie malutkie jeszcze. Znacie to skądś?
Pamiętam pierwszą wizytę u lekarza w związku z chorobą Kuby. Miał pięć miesięcy i od razu zaczął swoją przygodę od zapalenia oskrzeli. Pierwszej wizyty w szpitalu również nie zapomnę- jeśli dobrze liczę to Kuba miał osiem miesięcy, był koniec czerwca, na ulicach tłok, jeden namiot handlowy obok drugiego, bo przecież hajs musi się zgadzać. I my, stojący w korku wśród rzeszy turystów. Rozkrzyczany Kuba z bolącym brzuszkiem i gorączką. I godzina czekania na przyjęcie w szpitalu.

4. PIERWSZE ZŁAMANIE.

Tak, tak. Nie każdy maluch może pochwalić się złamaniem mając ledwo roczek. A mój Kuba mógł, ponieważ zdolna matka tak ubierała dziecku kurtkę, że nie zauważyła, że wyciągną rękę z rękawka. I pyk. Między palcem serdecznym, a malutkim. Płaczu zero, więc szpital dopiero następnego dnia. Tam uświadomiono mnie, że do złamania nie mogło dojść podczas ubierania kurtki, a ewentualnie podczas prób chodzenia (Kuba akurat w tym czasie uczył się chodzić i często upadał). Mimo tego, że obyło się bez gipsu, a jego palec tylko na miesiąc okryty był szyną i bandażami; mimo tego, że wiedziałam, że to nie moja wina- i tak męczyły mnie wyrzuty sumienia. Jestem matką, powinnam była dopilnować!

5. PIERWSZE ZAPALENIE PIERSI.

Jak czasami czytam o tym, że karmienie piersią to tylko miód i orzeszki- to krew mnie zalewa. Mimo tego, że jestem zwolenniczką karmienia piersią, sama karmiłam Kubę przez 29 miesięcy- to nie krzyczę z tłumem, że to takie super i nie ma minusów. Są. Czasem spore. Szczególnie, kiedy dziecko podłapie nie wiadomo skąd pleśniawki i przerzuci je na swoje mlekodajki. Kto przeżył zapalenie piersi ten wie, że to nic przyjemnego. Choć słowa „nic przyjemnego” są nieadekwatne do odczuwanego przy każdym karmieniu bólu.

6. PIERWSZA KREW.

No przyznać się teraz, która nie panikowała i omal nie zemdlała, kiedy jej maluch po raz pierwszy wyrżnął głową, lub buzią w coś twardego i polała się krew? Nigdy nie zapomnę, jak niespełna roczny Kuba celowo wywalił twarzą w podłogę, z impetem. Krew lała się tak, że pewna byłam, że to z nosa. A tu tylko warga przegryziona. Kolejne razy nie robiły już na mnie aż tak wielkiego wrażenia.

7. PIERWSZY BUNT.

Ach, takie  cudowne dzieci mamy, takie słodkie, pachnące i cudowne. Takie grzeczne i posłuszne, a przy tym urocze. Tak tak, wszystkie tak sobie wmawiałyśmy- do czasu, kiedy tym cukiereczkom nie powyrastały rogi. Pamiętacie swoje zdziwienie (a może nawet i osłupienie), kiedy Wasze maluchy po raz pierwszy zbuntowały się tak naprawdę na poważnie? Kiedy „NIE” oznaczało „NIE” i w ogóle nie można było liczyć na współpracę z ich strony. Pocieszę matki małych dzieci- z czasem ten pierwszy bunt zamienia się w codzienność.

  • Magda G.

    100% prawdziwości w tekście,u nas kolki trwały 3 msc. mąż pracuje na 3 zmiany… wyobraź sobie 3 msc. kolek od 19.00 do mniej więcej 5 nad ranem, płakałam z nią :(

    • U nas też kolki trzy bite miesiące, noc w noc, dzień w dzień… Tyle, że u nas zaczynało się około 14:00 i tak do 18:00, a w nocy od około 22:00 do prawie rana. I też płakałam z Bubim. :(

  • Marlena P.

    Jak na razie przeszłam przez to wszystko oprócz złamania, ale wiem co to znaczy gips u dziecka, bo syn urodził się z wadą stóp i od pierwszego tygodnia przez kilka miesięcy miał co tydzień zmieniane gipsy na nogach…

    • Nieciekawie z tym gipsem, ale mam nadzieję, że wszystko już ok! :)

  • Aga

    Zgadzam się z każda literka! Jednak jak dotychczas , najgorsze u nas były nie kolki , nie pierwsza noc , choć tez moe było rozowo, najgorzej wspominam zapalenie piersi , oooo tego bólu jak przy karmieniu to chyba nawet przy porodzie nie czulam hehehe :-)

    • Hahahha, zgadzam się- ból po porodzie znika od razu, a w przypadku zapalenia piersi trzeba się pomęczyć nieco dłużej! ;p

  • U mnie z tych wszystkich punktów najgorsza była pierwsza krew… leciała jak szalona, nie chciała krzepnąć mimo małej ranki, wylądowaliśmy w szpitalu, a kilka dni później oznajmili mi, że synek ma najcięższą postać hemofilii.

    Złamania nie było (puk, puk), zapalenia piersi też nie miałam, a poród sam w sobie nie był taki zły ;) Dużo gorsze było szycie, miałam wrażenie, że zszywają mi pośladki ;)

    • Ze mnie też zawsze leci jak ze…. a krzepliwość niby w porządku. ;))

  • pkt piątego nie zaznałam pkt czwarty mogłabym połączyć z szóstym – może złamania nie było ale rozbicie łuku brwiowego z dwoma szwami. poród u mnie przy bólu zęba to rozkosz a do niespanie przywykłam pracuję na nocki;)))) pierwszy bunt – no niestety im dziecko starsze tym bardziej wyrafinowany;) pkt trzeci. choroba chorobą przeziębienie grypy jakieś infekcję choć stresujące jeszcze do przeżycia ale wizyta w szpitalu – byłam z młodszym synkiem, miał wtedy zapalenie płuc i całe święta Bożego Narodzenia spędziliśmy w szpitalu. mam do dziś po tym traumę. i ja i dziecko. przebywaliśmy tydzień i oby nigdy więcej

  • Oj tak, pamiętam pierwszą krew u Nikoli :( też przygryziona warga, a mój niemąż ledwo sobie z nami poradził, ja zaczęłam w końcu panikować i płakać gorzej niż Nikola, i oczywiście niemiłosiernie słabo, wręcz omdlenia ;)

  • I to jest właśnie prawdziwe macierzyństwo! Teksty tego typu powinna czytać każda kobieta przed zajściem w ciążę! !!
    Aby później nie było rozczarowań :) Pozdrawiam

  • Kasia

    Ja bym jeszcze dodała pierwsze poparzenie. Podmuchałam zupę i podałam a w środku gorące, ryczałam razem z Ryśkiem,dobrze,ze teściowa obok to szybko zareagowała,bo ja spanikowałam.

  • Pingback: 12 najchętniej czytanych wpisów w 2015 roku. – Mama Kubusia()