PODRÓŻE

Gdzie zniknęliśmy na tydzień?

Mama Kubusia2 comments762 views

Zero internetu, bankomatów, a w oddalonych o parę kilometrów sklepach- brak możliwości płacenia kartą. Taki kosmos.

WP_20150823_002

Początkowo byłam trochę zła. Mieliśmy jechać na jedną noc, a tu nagle okazało się, że jedziemy na trzy. Z jednej strony cudownie, a z drugiej- miałam (i nadal mam) spore zaległości w pracy, które muszę nadrobić do niedzieli. A wiedziałam, że tam gdzie jedziemy nie ma szans na internet…

Gdzie dokładnie byliśmy? Prawdę mówiąc nie pamiętam. Wiem, ze Kartuzy, wiem, że niedaleko Gowidlino i Sulęczyno. Jeden z kilku domków, oddalony od jeziora o kilkadziesiąt metrów. Zero szans na internet, zero szans na bankomat. Najbliższy sensowny sklep oddalony o kilka kilometrów- nie można było płacić kartą, bankomatu i internetu ani śladu. Nie ukrywam, że był to dla mnie problem i ciężko było mi to w ogóle ogarnąć. XXI wiek, a ludzie mają dostępu do bankomatu. Istny kosmos.

To wszystko miało jednak ogromne plusy. Zero myślenia o pracy, zmniejszona intensywność myślenia o blogu. Cisza, dzicz, jeziora, lasy, wędki. Największe wrażenie zrobiły na mnie gwiazdy nocą. Przyznam szczerze, że czegoś takiego nie widziałam jeszcze nigdy. To, co widzimy w miastach nocą jest kompletnie nieporównywalne. Tam, w środku lasu, gdzie nocą nie świeci się żadne światło- niebo wygląda zupełnie inaczej. Po prostu gwiazda na gwieździe. Do tej pory jestem pod wrażeniem i ubolewam nad tym, że nie mogłam zrobić zdjęcia. Do tego wszystkiego widoki, które jak do tej pory widziałam tylko na wpuszczonych w internet zdjęciach. Radość Kuby z biegania po zbożu…

Kuba? Pierwszego dnia pytał o bajki. Potem mu przeszło. Od rana do wieczora biegał, w efekcie czego codziennie spał pod wieczór, a późnymi wieczorami wytrwale siedział z nami. Zaliczył kilka upadków, w tym wpadnięcie w krzaki, które skończyło się pociętymi rękoma. Zaliczył upadek ze stromych schodach w domku, w efekcie czego od tamtej pory wreszcie poruszał się po nich ostrożnie.

Wróciliśmy w środę późnym popołudniem i jeszcze tego samego dnia zachorowałam. Po za tym, że bolała mnie głowa i nic nie mogłam przepuścić przez gardło- czułam każdą, nawet najmniejsza chrząstkę w swoim ciele. I tak dwie noce z rzędu. Dopiero dziś czuję się lepiej i mam nadzieję, że będzie już tylko lepiej.

Oczywiście pokazuję Wam tylko kilka z ponad dwustu czterdziestu zdjęć, które zrobiłam podczas naszych wakacji. Większości z nich nie zobaczycie niestety nigdy, mimo tego, że to one są najpiękniejsze. Dlaczego zostaną tylko dla nas? A bo jak wspominałam już dawno, Grzesiek na blogu się nie pojawi. ;-)

WP_20150823_014

WP_20150823_016

WP_20150823_020

WP_20150823_046

WP_20150823_052

WP_20150823_053

WP_20150824_008

WP_20150824_015

WP_20150824_020

WP_20150824_032

WP_20150824_033

WP_20150824_034

WP_20150824_040

WP_20150825_011

WP_20150826_002

WP_20150826_11_10_26_Pro

WP_20150826_11_12_27_Pro

WP_20150826_12_37_14_Pro

WP_20150826_13_00_14_Pro

WP_20150826_13_39_03_Pro

WP_20150826_13_41_55_Pro

  • Jak tam cudownie !!! Czasami taki wypad jest potrzebny :-)

  • rrruda

    ale super spędziłaś czas…marzy mi isę taki reset;)))