MACIERZYŃSTWO

ZŁA MATKA.

Mama Kubusia1 comment251 views

Każda kobieta, która kocha swoje dziecko- chce być dla niego najlepszą mamą na świecie. I dopóki byliśmy z Kubą sami wydawało mi się, że taką właśnie mamą byłam. Zderzenie z rzeczywistością bywa czasem bardzo bolesne…

Wyobraźcie sobie drogie mamy, że nagle jaki czas po urodzeniu dziecka, po wielu nieprzespanych i przepłakanych nocach, po wielu ciężkich psychicznie przejściach, rozczarowaniach i rozterkach- decydujecie się na samotne macierzyństwo. Choć sytuację, w której matka jest po jakimś czasie w stanie utrzymać siebie i dziecko, jednocześnie mieszkając u rodziców- nazwałabym samodzielnym macierzyństwem, a nie samotnym. Bycie samotnym jest o wiele bardziej przykre… Bądź co bądź decydujecie się na taki krok. I choć początkowo nie macie stu procentowej pewności, czy aby na pewno robicie dobrze- trzymacie się tej decyzji kurczowo. Po czasie widzicie, że była to decyzja najlepsza z możliwych, wraz z dzieckiem żyjecie spokojnie i szczęśliwie. Wiecie jednak, że tak naprawdę dziecko ma tylko Was. I w ten sposób żyjecie dwa lata. Tak naprawdę we dwoje, choć w mieszkaniu są jeszcze Wasi rodzice.  Tak naprawdę macie tylko siebie.

Staracie się zapewnić dziecku wszystko czego potrzebuje. Czasem zapożyczacie się, później oddajecie, często stajecie na głowie, aby mieć pewność, że niczego mu nie zabraknie. W tym samym czasie ojciec dziecka nie wykazuje żadnego kontaktu, żadnych chęci- nic. Tak, jakby zapadł się pod ziemię. W gruncie rzeczy to dobrze- dziecko właściwie go nie znało, a przynajmniej nie burzył on Waszego uporządkowanego już na swój sposób świata, którego udało Wam się przez ten okres zbudować.

Zawsze stawiacie dziecko na pierwszym miejscu. Jego potrzeby, jego oczekiwania, jego bezpieczeństwo. Mimo tego, że macie swoje pasje, pracę w domu- dziecko w ciąż jest najważniejsze. Zresztą pewna jestem, że również w przypadku pełnych rodzin, jest to rzecz całkowicie naturalna. Chcecie, by Wasze dziecko miało nawet to, czego Wy nie mieliście w dzieciństwie. Prowadzenie bloga w znacznym stopniu Wam to umożliwia. Waszemu dziecku niczego nie brakuje, a Wy jesteście dumne, że się udaje. I słusznie. Jesteście też dumne z tego, że dziecko nie widzi Waszych łez, kiedy w nocy płaczecie zastanawiając się nad tym, czy poradzicie sobie później. Kiedy dziecko pójdzie do szkoły, kiedy zacznie pytać o „tatę”- mimo, że to słowo jest dla niego zupełnie obce.

Nagle po prawie trzydziestu miesiącach samodzielnego wychowywania dziecka- stara miłość z przed lat spada na Was w najmniej oczekiwanym momencie. Wszystko zaczyna się jakość układać w całość. Rodzi się sympatia i zaufanie między dzieckiem, a Waszym nowym partnerem- która z czasem przeradza się w miłość. Jesteście szczęśliwi w trójkę i wszystko jest takie idealne. Jest tak piękne, że czasem płaczecie ze szczęścia w nocy, kiedy nikt nie widzi- bojąc się, że to tylko cudowny sen, z którego zaraz się obudzicie.

Zła matka.

Z czasem jednak ze łzami w oczach przed samymi sobą musicie przyznać się do czegoś, co boli Was najbardziej. Mimo usilnych, samodzielnych starań- wcale nie byłyście tak dobrymi mamami, jak Wam się to wydawało. I to taki cios w samo serce, które zadajecie sobie same. I taki chyba boli najbardziej. To swojego rodzaju porażka, dotkliwe zderzenie z rzeczywistością.

Uświadamiacie sobie jak bardzo ograniczałyście własne dziecko. Mam tu na myśli nawet zwykłe wyjście na zakupy, gdzie przez cały czas trzymałyście go za rękę. Owszem, dziecko nie protestowało, bo nie wiedziało, że mogłoby pójść samo. I nagle dzięki Waszemu partnerowi poszło. Raz, drugi, trzeci. Teraz chodzi samo przez cały czas zatrzymując się przed przejściami dla pieszych. Wy bałyście się, że Wasze dziecko jest za małe na samodzielne spacery kilka metrów od Waszego boku, podczas gdy naprawdę świetnie sobie radziło.

Okazuje się również, że wcześniejszy system wychowania bez nagród i kar okazał się totalną klęską. Dialogi przestają mieć jakikolwiek sens, ponieważ Wasze dziecko uważa, że może wszystko. Tak, rozpieściłyście je. I same widzicie ten błąd. Jednak głośne przyznanie się do tego błędu oznaczałoby (oczywiście dla Was samych) wychowawczą porażkę. Zdajecie sobie sprawę z tego, że dziecku potrzebne są zarówno kary, jak i nagrody. I ten łagodny system działa. Zdaje egzamin na szóstkę.

Nagle okazuje się, że Wasze maleństwo wcale nie jest maleństwem. Okazuje się, że to całkiem zaradny chłopiec, którego to Wy chciałyście uchronić przed wszelkim złem tego świata. I mimo tego, że Wasze dziecko świetnie radzi sobie z nowym światem, czasem zdaje się gubić, między Waszym nowym domem, domem dziadków (Waszych rodziców) i domem rodziców Waszego partnera. Czasem daje Wam tak cholernie w kość, że macie ochotę wyjść. Innym razem życie w trójkę i zachowanie dziecka maksymalnie Was rozczula. Dla Waszego dziecka otworzyło się wiele nowych drzwi, miliony możliwości. Pozytywnych możliwości. Tych, dzięki którym odkrywa coś nowego, a na jego twarzy pojawia się ogromny uśmiech.

To tylko Wy gryziecie się nocami z myślami… Już wiecie, że nie byłyście tak wspaniałymi mamami.

  • Oj znam to uczucie.Mam troje dzieci,najstarsza córka ma szesnaście lat,a najmłodszy synek dwa i pół.Córkę wychowywałam przez cztery lata sama.Zawsze była ta najukochańszą i jedyną,rozpieszczona Olusią.Zawsze kiedy już miałam czegoś zabronić,ktoś mówił”ustąp jej,przecież wychowuje się bez ojca”,a ja słuchałam tego kogoś,bo tak było łatwiej i wygodniej.Teraz po szesnastu latach wiem,że byłam złą matką,i nie dlatego,że chciałam dać wszystko,ale dlatego że niczego nie odmawiałam.Teraz często słyszę-„ty suko”,”jesteś poj…na”itd,zwłaszcza kiedy czegoś odmawiam.Płaczę często,ale nic nie mogę zrobić,bo co?Ty masz jeszcze czas na stawianie granic,tak,jak ja to zrobiłam przy kolejnych dzieciach.I wiesz co?Czytam Cię od dawna i myślę,że jesteś wspaniała mamą,bo kochasz swojego synka najbardziej na świecie.