URODA

Co kryje moja kosmetyczka i jakich kosmetyków używam na co dzień?

Mama Kubusia307 views

O kosmetykach można by rozmawiać godzinami. Zresztą i  u mnie pojawiło się już kilka wpisów ściśle z nimi związanych. Czego jednak używam na co dzień? Jakie marki się u mnie sprawdziły?

SORAYA, hialuronowy mikrozastrzyk, wygładzający krem z transdermalnym kwasem hialuronowym na dzień i na noc, 30+.

Prawda jest taka, że mam tak zniszczoną cerę, że na lajcie mogłabym używać też kremu 40+. A tak całkiem serio – to mój absolutny hit, hit, hit i jeszcze raz hit nad hitami. Przerobiłam chyba z kilkanaście kremów, ale tylko ten spełnia moje oczekiwania, a jego stosowanie przynosi zamierzony efekt.

IMG_20151017_234219

IMG_20151017_234234

KOBO – baza pod makijaż, MY SECRET – korektor, LIRENE – podkład rozświetlający z witaminą C, kolor 03 – beżowy.

Akurat tej bazy użyłam jedynie raz, bo takie specyfiki zostawiam sobie na specjalne okazje. Podobnie jest z korektorem, chyba, że mam więcej czasu i chce mi się bawić w ukrywanie cieni pod oczami. Podkładu Lirene używałam latami, jednak niestety nie tego co trzeba. Jednak jak to mawiają „uczymy się całe życie„.

IMG_20151017_234522

IDALIQ – matujący puder ryżowy, SENSIQUE – puder rozświetlający.

Używam ich na przemian, serio. Mam tak śmieszną skórę, że oba wpasowują się idealnie.

IMG_20151017_234602

SENSIQUE – puder do policzków, MISS SPORTY – tusz do rzęs, MY SECRET – „New Lashes” serum i balsam do rzęs, COULEUR CARAMEL – Eye-liner bio od Ekozuzu.

O tym, że tego fajnego pudru do policzków używam jako cienia do powiek pisałam Wam przy okazji innego wpisu (TU) i naprawdę nic się w tej kwestii nie zmieniło po za tym, że z wiedzy jaką posiadłam wynika, że nie ja jedyna tak robię. Tuszów Miss Sporty używam w sumie od zawsze. Testuję sobie raz taki, raz taki – jednak z tego jestem zadowolona najbardziej. Serum i balsam od My Secret używam średnio dwa razy w tygodniu, przyznaję się bez bicia, nie mam czasu na więcej. A o tym, że ten eye-liner podpił moje serce też Wam już pisałam (TU) i tutaj również nic nie zmieniło się po za tym, że ubolewam nad tym, że mam go coraz mniej…

IMG_20151017_234730

Coś tam z Oriflame.

Serio zabijcie mnie, ale nie pamiętam co to jest. To cudeńko dostałam od mamy Grześka i o ile mnie pamięć nie myli, jest to jakiś wosk z naturalnych składników. Bądź co bądź jest idealny na wszelkiego rodzaju rany, podrapania, poparzenia i tego typu sprawy. Niemal codziennie jest w użyciu, a warto zaznaczyć, że jest też bardzo wydajny.

IMG_20151017_234756

JOHNSON’S BABY – kojący żel do mycia ciała na dobranoc z linii Bed Time.

Pierwszy raz miałam go w rękach, kiedy Kuba był jeszcze noworodkiem. Wtedy też używaliśmy całej linii kosmetyków na dobranoc. Tak, MY używaliśmy, bo bezczelnie podkradałam Kubie ze względu na cudowny lawendowy zapach. I tak zostało do dziś.

IMG_20151017_234915

JOANNA – łagodzący balsam do ciała z serii hialuronowej.

I tu pojawia się dość śmieszna historia. Kupiłam sobie ostatnio balsam do ciała. Ja, ta co nienawidzi się kremować. Kupiłam, brawo ja. Tyle, że to ostatnio było jakiś miesiąc temu, a balsamu użyłam dwukrotnie. Brawo ja po raz drugi. Nie moja wina, że rozkochałam się w olejku od IdaliQ (pisałam o nim TU). Bądź co bądź wierzę, że wytrwam.

IMG_20151017_235057

JOANNA – wygładzający peeling myjący z truskawką.

Od czasu do czasu, ale uwielbiam. Za zapach i efekt.

IMG_20151017_235133

Czy któryś z tych produktów znajduje się w Waszych kosmetyczkach?