URODA

Natura(lnie) i fajnie.

Mama Kubusia3 comments838 views

Widzę, że lubicie kosmetyki. I cieszy mnie to, bo ja również je polubiłam. I będzie ich tu więcej. I więcej.

Na wstępie znów chcę przekazać buziaczki dla mojego ulubionego portalu (nie tylko dlatego, że dla niego piszę) – VitWoman, dzięki któremu wpadła mi w łapki kolejna porcja kosmetyków, tym razem wprost z Drogerii Natura. Jako, że teoretyczną wiedzę o kosmetykach posiadam taką, jaką posiada przeciętna polka – wierzę, że również Wy, kolejny raz sprawdzicie wraz ze mną, co fajnego można znaleźć i jak się  sprawdza. Na wstępie może zaznaczę, że moja skóra i paznokcie w żaden sposób nie ucierpiały podczas tych wszystkich testów. A więc do dzieła!

Puder rozświetlający Sensique.

Do niedawna, w kwestii kosmetycznej słowo „rozświetlający” oznaczało brzydkie błyszczenie się twarzy, która będzie wyglądała jak tłusta, ociekająca jakąś oliwką. Serio. Dopiero kilka tygodni temu znajoma uświadomiła mnie, że właśnie takich kosmetyków potrzebuje moja sucha, wrażliwa i niestety cierpiąca na trądzik różowaty cera, która jest przed zabiegiem mikrodermabrazji. Jako, że niedawno zachwycałam się pudrem matującym, który w połączeniu z moim ulubionym podkładem rozświetlającym, zdawał się być idealny- nieco sceptycznie podeszłam do tego pudru. I… Jestem zaskoczona. Bo moja skóra nie jest tłusta, nie ocieka jakąś dziwną oliwką. Jest fajnie rozświetlona, a przy tym zmatowiona. Wygląda na lekko opaloną, tak jak reszta mojego ciała. I to mi się podoba!

IMG_20151011_171505

IMG_20151011_171517

IMG_20151011_171524

VELVET BLUSH, Sensique.

Ta… do policzków. Używam do powiek. Serio. Wiecie, że kocham lekkie brązy na powiekach, a ten kosmetyk daje właśnie taki efekt. Matowienia, wygładzenia, przyciemnienia. Idealnie komponuje się z moim eye-linerem. I gdzieś mam to, że to kosmetyk do polików, dla mnie będzie kosmetykiem do powiek. ;)

IMG_20151011_171618

Baza pod makijaż, KOBO.

Bazę pod makijaż po raz pierwszy w życiu wypróbowałam, kiedy jakiś rok temu znalazłam ją u mojej mamy, która wybierała się na rodzinne wesele. I pomyślałam sobie: „a, zobaczę, co to za dziwactwo i czemu ma służyć.„. Spodobało mi się, bo makijaż trzymał się jakby lepiej i dłużej. Dlatego, kiedy w swojej paczce zobaczyłam tę bazę, a o marce „KOBO” słyszałam wiele dobrego – prawie skakałam pod sufit. Bazę wypróbowałam przy okazji imienin Grześka mamy i naszego babskiego spotkania, jakie miało miejsce w ostatni weekend. Makijaż wykonałam przed południem i zazwyczaj bywało tak, że pod wieczór już się mazał. I tu plus mega i ukłony dla KOBO – kawał dobrej roboty. Nic się nie rozmyło, nie rozmazało, nie pokryło się dziwną mgłą!

IMG_20151011_171712

Tusz do rzęs, Ideal Volume Mascara, KOBO.

Jeśli od razu napiszę, że tusz po prostu zajebisty, to powiecie: „a dostała, to reklamuje…„. A same pewnie wiecie, że da się wyczuć, kiedy blogerka kłamie. Wiecie też, że to droga donikąd, bo w efekcie takich działań tracimy wiarygodność. Bądź co bądź, nie wyobrażam sobie życia bez tuszu do rzęs – tak samo, jak nie wyobrażam go sobie bez eye-liner’a. Nienawidzę tuszów, które sklejają rzęsy, tworzą obrzydliwe grudki. Tutaj rzęsy są idealnie rozdzielone i długie, czym same zachwycałyście się na moim Instagramie.

IMG_20151011_171818

New Eyelashes, Lash Balm & Serum, MY SECRET.

Hue, hue. Wierzcie lub nie, ale moje rzęsy potrzebowały regeneracji. Jestem leniwa (czasami i do niedawna), w efekcie czego często zdarzało mi się sypiać w pełnym makijażu. Co prawda rano, kiedy budził mnie Kuba nie był on już taki pełny, ale był. Rzęsy nie odpoczywały nigdy, przez długi czas. I tu nagle o, takie  cudo. Pomyślałam: „a co tam, spróbuję!„. Najpierw nałożyłam serum na linie rzęs, a potem wysmarowałam porządnie same rzęsy. Grzesiek z niedowierzaniem spoglądał na nie, kiedy były dosłownie białe – jak u królowej śniegu. Bądź co bądź, te białe serum do rzęs wydłuża je MAKSYMALNIE, serio. Są mega białe, ale i mega długie. Kosmetyk świetnie sprawdza się… Jako baza pod tusz. No ja przynajmniej spróbowałam i efekt sobie chwalę, bardzo.

IMG_20151011_171841

IMG_20151011_171913

IMG_20151011_171933

Która z nas nie lubi od czasu do czasu po prostu sobie usiąść i pomalować paznokcie? KAŻDA. A te co z jakichś tam powodów nie mogą, też o tym marzą – mimo tego, że zaraz pewnie będą krzyczały, że nie. Lakier lemonkowy po prostu świetny, chwilami zdaje się być przygaszoną, pastelową cytrynką, a w świetle słońca błyszczy neonową żółcią. A czerwień… Co tu dużo mówić, mój ulubiony kolor lakieru i szminki. Oba zostają ze mną.

IMG_20151011_171954

Camouflage, Cover Stick, MY SECRET.

Tutaj za dużo nie napiszę. Każda z nas wie do czego służy i jak działa korektor. Ten spisuje  się świetnie. I tyle. ;)

IMG_20151011_172022

IMG_20151011_172108

Kredka, fioletowa. No przepraszam, ale… NIE, NIE, NIE. Nie mój odcień, nie mój kolor. Przepraszam. Rysuje ładnie, wyraźnie. Ale nie dla mnie, zdecydowanie.

IMG_20151011_172129

IMG_20151011_172230

  • Black Cat

    Kosmetyki fajne, na pewno za jakiś czas wypróbuję, zwłaszcza serum do rzęs :)

    A ja tak jeszcze pytanie z innej beczki: właśnie mam zamiar zamówić kilka rzeczy ze strony She In. Długo czekałaś na przesyłkę? Bo mam zamiar zamówić płaszcz jesienno-zimowy i boję się, że będę czekać bardzo długo (pewnie do wiosny). I powiedz jeszcze jaka jakość tych rzeczy, które zamawiałaś, zwłaszcza płaszcz :) Pozdrawiam :)

    • Wiesz, ja z jakości na ogół jestem zadowolona. Oczywiście, czasem zdarza się, że coś wygląda nieco inaczej, ale rzadko. Czekam zazwyczaj około 10 dni. ;)

  • Pingback: Co kryje moja kosmetyczka i jakich kosmetyków używam na co dzień? – MAMA KUBUSIA()