URODA

Kosmetyczny haul zakupowy: styczeń 2016.

Mama Kubusia2 comments278 views

W tym miesiącu do moich pudełek i kosmetyczki wpadło sporo nowości, ale i kilka pozycji po długim czasie wróciło do łask. Jak się sprawdziły?

IMG_20160119_191559

Złuszczający zabieg do stóp, Marion.

Głupia ja, głupia ja, głupia ja, ale od początku. Jakieś dwa lata temu wpadł mi w ręce jakiś peeling do stóp. Wiecie, dwie skarpetki napełnione specjalnym płynem, zakładamy na godzinę, a po kilku dniach pozbywamy się niepotrzebnej skóry i odcisków. Efekt tamtego zabiegu był naprawdę imponujący. Zamawiając zabieg Marion spodziewałam się chociaż podobnego efektu. Owszem, skóra się złuszcza i tracimy to, co niepotrzebne – jednak efekt jest zdecydowanie mniej intensywny niżeli w przypadku zabiegu, z którym wtedy miałam styczność. Na moje nieszczęście oczywiście nie pamiętam jego nazwy, a szkoda.

IMG_20160119_191643

Głęboko oczyszczający płatek na nos, Marion.

Która z nas chociaż raz nie walczyła z wągrami? Bądź co bądź z płatkami oczyszczającymi pod nos spotkałam się pierwszy raz w życiu i zamówiłam je przy okazji wspomnianego wyżej peelingu do stóp. Płatek w użytkowaniu niezwykle prosty – czyścimy nos i na zwilżoną skórę przyklejamy plaster na dziesięć minut, po czym odrywamy go od dołu. I tutaj brawa dla Marionbo efekt rzeczywiście jest widoczny od razu.

IMG_20160119_191804

Toner (Poppy Red), La Riche Directions.

O mojej słabości do tonerów i częstych zmian koloru włosów chyba nie muszę wspominać, prawda? „Poppy Red” jest moim ulubionym kolorem. Kiedyś wiele z Was pytało mnie, na ile wystarcza jedno opakowanie. Cóż, przy mojej długości włosów (lekko za ramiona) – potrzebuję prawie dwóch opakowań toneru, aby dokładnie pokryć całe włosy.

IMG_20160119_191857

Lakier 2 Step System (czerwony), Eveline.

Szukając odpornego na odpryski lakieru na wesele, przypadkowo trafiłam na dwuetapowy lakier od Eveline. Zasada prosta – najpierw malujemy paznokcie czerwonym lakierem, czekamy aż wyschnie i nakładamy żel. „Długotrwały manicure”? Niestety, nie w moim przypadku. Już następnego dnia rano na moich paznokciach pojawiły się pojedyncze odpryski. Efekt może byłby cudowny, gdyby całe dnie leżeć i niczego nie dotykać. Jak dla mnie szału nie ma, niczym nie różni się od zwykłego lakieru. Co oczywiście nie oznacza, że u kogoś innego nie będzie lepiej.

IMG_20160119_191825

Zabieg regenerujący do rąk, Perfecta.

Uwielbiam, uwielbiam i jeszcze raz uwielbiam. Dłonie po tym zabiegu są tak gładkie i nawilżone, że jest to po prostu niewyobrażalne. I ten cudowny zapach peelingu.

IMG_20160119_190846

IMG_20160117_114223

IMG_20160117_114237

Zielona baza pod makijaż, Delia.

Ach, ile to ja się nasłuchałam o zielonych bazach, o zielonych cieniach korygujących, o tym, że idealne na ukrycie zaczerwienionych miejsc. No produkt jakby stworzony wprost dla mnie. Z marką Delia miałam styczność jedynie dzięki rozjaśniaczom do włosów, więc bazę zamawiałam z ogromnym dystansem – nie wierzyłam, że jej działanie jest naprawdę tak imponujące. Najpierw wypróbowałam ją na rękach, byłam ciekawa czy poradzi sobie z pokryciem blizn. Poradziła. Oszalałam. Na twarzy również sprawdza się po prostu idealnie. Chyba nie zamienię jej na nic innego.

IMG_20160119_191354

Baza pod cienie do powiek, Wibo.

Do zakupu bazy pod cienie do powiek przekonała mnie Gośka. Wcześniej nie widziałam potrzeby posiadania jej w swojej kosmetyczce mimo tego, że  cieni używam regularnie. Czasem moja powieka zdawała się pod wpływem cieni stawać jakby zrolowana. Teraz już tak nie jest. Brawa dla bazy pod cienie!

IMG_20160119_191312

Cielista kredka do oczu, Lovely.

Pierwszy raz w życiu z jasną kredką do oczu miałam styczność u Gosi. Kiedy zobaczyłam, że rzeczywiście powiększa ona optycznie oko, postanowiłam się w nią zaopatrzyć. Kredka z Lovely sprawdza się całkiem dobrze.

IMG_20160119_191217

Korektor w płynie Perfect Stay (001 Light), Miss Sporty.

Wreszcie udało mi się znaleźć idealny korektor, którego odcień został stworzony jakby dla mnie. Świetnie maskuje cienie pod oczami, które u mnie naprawdę są tragiczne.

IMG_20160119_191112

Czerwona konturówka, Lovely.

Wcześniej do malowania ust używałam jedynie szminki i cieniutkiego pędzelka, którym najpierw nadawałam im kształt. Nie widziałam potrzeby posiadania konturówki. Zawsze źle mi się kojarzyło samo to słowo. Z konturówką jest u mnie jak z bazą pod cienie – niby różnica pozornie niewielka, ale efekt długotrwały.

IMG_20160119_191446

Paletka cieni „Nude make up kit”, Lovely.

Pierwszy raz kupiłam ją jakiś rok temu i pamiętam, że byłam z niej bardzo zadowolona. Pamiętam też jak posypała mi się cała podczas jednej z podróży od Grześka do domu, kiedy jeszcze razem nie mieszkaliśmy. Generalnie paletka w pełni spełniałaby moje oczekiwania, gdyby nie fakt, że… Bardzo się sypie, a dodatkowo Gosia pokazała mi różnicę między intensywnością tych cieni, a chociażby cieni z Marizy.

IMG_20160119_191029

Czerwona szminka (109 Red Wine), Freedom.

Zakup totalnie przypadkowy, w Pepco. Wiecie, idziecie do sklepu po coś, a wracacie z czymś zupełnie innym. Kolor mnie satysfakcjonuje.

IMG_20160117_113950

IMG_20160117_114018

Czerwony błyszczyk (101 Love), Freedom.

Błyszczyk kupiłam razem ze wspomnianą wyżej szminką i muszę przyznać, że świetnie się z nią komponuje. Kolor mega żywy i co najważniejsze – nie klei ust.

IMG_20160119_191723

Laser rozjaśniający, AA.

Najciekawsze zostawiłam na sam koniec. To absolutny hit tego miesiąca. Cały zabieg składa się z trzech etapów, których wykonanie trwa około trzydziestu minut. Po tym zabiegu moja skóra była zdecydowanie gładsza i po przebudzeniu się rano za każdym razem widzę, że niektóre przebarwienia na mojej twarzy są dużo mniejsze. Oczywiście nie u każdego efekt będzie zadowalający – w końcu na każdą z nas działają inne kosmetyki, prawda? Jednak jak dla mnie jest to absolutny i bezdyskusyjny numer jeden!

  • No ładne zakupy poczyniłaś :D
    Normalnie dumna z Ciebie jestem :D

  • Widzę, że Gosia jest sprawczynią przynajmniej połowy tych wszystkich dobroci :) I bardzo dobrze! :)