MACIERZYŃSTWOMATKA TEŻ CZŁOWIEK

MR. ROBOT.

Mama Kubusia6 comments282 views

Tak trudno pamiętać nam o tym, że… To jeszcze małe dziecko. Mały człowiek. Nie robot.

W styczniu zeszłego roku opublikowałam wpis, który odbił się szerokim echem w internecie, na różnego rodzaju forach dla rodziców. Część biła mi brawo zgadzając się z moim zdaniem, a część krzyczała, że przesadzam. Mowa oczywiście o tekście: „POPŁACZE I ZAŚNIE” (klik).

Kiedy pisałam ten tekst Kuba był jeszcze chłopcem, który nadal był karmiony piersią. Usypianie Kuby nie było zatem w tym czasie specjalnie trudne – przytulał się, pił mleko i zasypiał po kilku minutach. Kiedy w marcu zeszłego roku odstawiłam Kubę od piersi – usypianie nie było już tak łatwe. Musiałam dość długo leżeć z nim w łóżku, głaskać go, przytulać. Mimo to, z dnia na dzień coraz trudniej było sprawić, by zasnął dość szybko. Było to uciążliwe w sytuacjach, kiedy razem z G mieliśmy na wieczór plany i chcieliśmy wyjść – dlatego w takich sytuacjach, to on zazwyczaj usypia Kubę. Nie wiedzieć dlaczego, Kuba przy nim zasypia bardzo szybko. Na co dzień jednak (głównie ze względu na nocne zmiany G) to ja zajmuję się usypianiem Kuby. Wiecie, długie (kosmicznie długie) minuty spędzone na jego opowiadaniach, wydawaniu dziwnych odgłosów, przekręcaniu się z boku na bok. Kolejne długie minuty opowiadania bajek na dobranoc. I zazwyczaj zupełnie mi to nie przeszkadza – dziecko przecież musi wyciszyć się przed snem, co doskonale rozumiem – przecież nam dorosłym również czasem ciężko zasnąć, bo mimo późnej pory po prostu nie jesteśmy śpiący. Gorzej wyglądało to, kiedy nadchodziła północ, ja padałam na twarz, a Kuba nadal nie był śpiący i nie działało nic, a ja po prostu nie wiedziałam co z tym zrobić. Teraz na szczęście już wiem.

Nigdy niestety (a właściwie na szczęście!) nie zrozumiem podejścia niektórych rodziców do dzieci. Traktują je jak roboty – teraz masz zrobić to, teraz to, a za chwilę tamto i koniec. „Bo ja jestem rodzicem i ja decyduję!„, „Idziesz spać i ani słowa już!„. Na szczęście dziecko nie jest robotem, który po wciśnięciu odpowiedniego guzika natychmiast zasypia. Nie jest robotem, który po wciśnięciu innego natychmiast milknie i zajmuje się samym sobą, bądź grzecznie zjada cały obiad. Dziecko to człowiek. Mały, jeszcze nieodpowiedzialny, ale człowiek. Człowiek, który tak samo jak my dorośli – ma swoje potrzeby, swoje upodobania, swoje humory. I nigdy nie będzie  chodził jak w zegarku.

Owszem, to my jesteśmy rodzicami, ale nigdy nie możemy zapominać o potrzebach naszych dzieci. Nie możemy im umniejszać tylko dlatego, że wtedy jest nam wygodnie. Owszem, czasami można oszaleć od ciągłego krzyku i marudzenia dziecka, ale czy naprawdę chcielibyśmy mieć w domu totalnie posłuszne i totalnie niekreatywne dziecko? Takie, które wszystkie nasze polecenia wykonuje bez zająknięcia? Takie, które całe dnie zajmuje się samym sobą i kompletnie nas nie potrzebuje? Takie, które nigdy nie płacze, nie marudzi? JA DZIĘKUJĘ. Czasami kiedy jakimś cudem wyjdę gdzieś sama – słyszę, że kiedy mnie nie ma Kuba jest bardzo grzeczny i w ogóle nie marudzi, że zajmuje się sam sobą i grzecznie się bawi. A kiedy tylko wracam zaczyna marudzić i dokazywać. Na początku myślałam, że to ze mną jest coś nie tak. Teraz wiem, że po prostu przy mnie czuje się bezpiecznie. Wie, że kiedy się popłacze to go przytulę. Wie, że kiedy będzie marudził to czasem i krzyknę. Po prostu wie, że przy mnie może. I to właściwie dar, a nie przekleństwo.

Bądź co bądź blisko tydzień temu, zupełnie przypadkiem odkryłam cudowny sposób, dzięki któremu moje rozbrykane, trzyletnie dziecko zasypia w ciągu kilku minut. Kuba uwielbia kiedy mu śpiewam. Nieważne, czy są to piosenki dla dzieci, czy jakieś zagraniczne piosenki,  czy też po prostu mruczenie. Od kilku dni wieczorem robimy dokładnie to samo. Najpierw leżymy na łóżku (oczywiście Kuba z głową na moim brzuchu bądź innej dziwnej pozycji), a ja opowiadam Kubie bajki. Jedną, lub dwie. Obowiązkową pozycją jest bajka o trzech świnkach i złym wilku. Nie wiem co w niej takiego magicznego, ale Kuba ją uwielbia. Kiedy kończę opowiadać bajkę, proszę Kubę, by się przytulił zapowiadając mu, że… Po cichu zaśpiewam mu piosenkę. Nie muszę dwa razy mówić. Wtula się we mnie, przykrywamy się kołdrą, on zamyka oczy, a ja głaszczę go po pleckach i głowie śpiewając mu cichutko piosenki. Mija kilka minut i Kuba śpi mimo tego, że jeszcze przed chwilą był pełen energii. Nie wiem, czy to chwilowy sukces, czy Kuba pozwoli usypiać się tak jeszcze przez dłuższy czas.

Czasem dużo wymagamy od naszych dzieci. Wiem to sama po sobie. Patrzę na mojego blisko 3,5-letniego syna i myślę sobie, że skoro jest taki duży, to powinien wszystko potrafić zrobić sam. Wydaje mi się, że za często prosi mnie o pomoc, że powinien potrafić zająć się samym sobą na dużo dłużej. Czasem, kiedy mam dość krzyczę, czasem wychodzę, czasem zagryzam zęby i udaję, że nic się nie stało. Kiedy wspomnieniami wracamy do pierwszych tygodni, czy miesięcy życia naszych dzieci, a następnie patrzymy na to, jak „duże” są w tej chwili – to tak trudno pamiętać nam o tym, że…

To jeszcze małe dziecko. Mały człowiek. Nie robot.

  • Brawo! Małe dziecko, ale ma swoje odczucia, potrzeby, ma swoje prawa! Ja staram się zawsze angazować w podejmowane decyzje, by nie czuła, że „to ja tu rządzę”, ale i ona ma coś do powiedzenia :)

  • Lena

    Potrzebowałam tego wpisu… chyba ostatnio w natłoku zajęć i pracy zapomniałam o tym, chcąc aby Iguś robił tak jak ja chce :( Dzięki :*

  • Czasem sama się łapię na tym , że starszą córkę (6letnią) traktuję jak „dorosłą” , zapominam, że Ona ma dopiero 6 lat

  • Potrzebny był mi ten wpis..
    Pozdrawiam

  • ori

    Jak ja zaczynam śpiewać na dobranoc mój młody się śmieje, wręcz rechocze :) Chyba z matki :D Tak było jak miał 1,5 roku, dalej tak jest jak ma 2,5. Więc nie stosuję tej metody, u nas cały czas cycuś.