SINGLE PARENTING

CZY WARTO TKWIĆ W ZWIĄZKU (I BYĆ NIESZCZĘŚLIWĄ) WYŁĄCZNIE ZE WZGLĘDU NA DZIECKO?

Mama Kubusia16 comments551 views

To pytanie jest jednym z tych, które najczęściej zadawały mi inne mamy jakiś czas temu. Moim zdaniem odpowiedź na tego typu pytanie jest tylko jedna.

Nie jestem ekspertem od związków i nigdy nim nie byłam, jednak śmiało mogę stwierdzić, że wiem co jest dobre dla mnie, chociaż czasami dojrzewanie do pewnych decyzji jest długie, męczące i bardzo bolesne.

Jak pewnie wiesz, nigdy nie chciałam mieć dzieci (klik). W takim razie wiesz również, że dzień, w którym na teście zobaczyłam dwie kreski, był wtedy najgorszym dniem w moim życiu. Oczywiście z perspektywy czasu – już nim nie jest, jednak teraz porozmawiamy nieco o czasie przeszłym. Dwie kreski na ciążowym teście zobaczyłam w momencie, w którym wewnętrznie przymierzałam się do tego, aby zakończyć toksyczny dla mnie związek. Te dwie kreski zmieniły wszystko i przykryły mnie naprawdę grubym kocem złudzeń. Jak nastolatka zaczęłam wierzyć w to, że fakt, że w naszym życiu pojawi się dziecko, może wszystko zmienić. Tkwiłam w tym gównie, dawałam ranić i poniżać się każdego dnia tylko dlatego, że naiwnie wierzyłam, że kiedy na świecie pojawi się nasze dziecko – będzie lepiej.

Najbliżsi znajomi reagowali różnie. Część z nich wspierała mnie i uważała, że dobrze robię będąc tam gdzie byłam, bo przecież dziecko musi mieć oboje rodziców. Większość jednak nie mogła wyjść z podziwu dla mojej głupoty dając mi o tym znać bardzo delikatnie i kłamiąc, że trzyma kciuki. Nie trzymali ich, ja też nie trzymałam, bo widząc, że z dnia na dzień jest coraz gorzej po prostu pozbywałam się złudzeń.

Dostałam wiele wiadomości od mam, które nie wiedziały (a niektóre niestety nadal nie wiedzą) co robić. Piszą do mnie o tym, jak źle dzieje się w ich związkach, ile przykrości muszą znosić. O tym, że raczej nic nie da się już zrobić, ale nie potrafią odejść. Piszą o swojej bezradności i niemożności podjęcia ostatecznej decyzji, bo… Przecież jest dziecko (już na świecie, bądź jeszcze w drodze). Ja przed taką decyzją stawałam prawie cztery lata temu i muszę przyznać, że wywróciła ona moje życie do góry nogami w dużo mniejszym stopniu niżeli sam poród. Dodatkowo z pełną świadomością swoich słów mogę napisać, że była to najlepsza decyzja jaką podjęłam w życiu i gdybym stanęła przed tym wyborem ponownie – nic by się nie zmieniło.

SAMODZIELNA MATKA

Znam kobiety (w ciąży, bądź już z dzieckiem/dziećmi), które na sam wydźwięk tych dwóch słów dostają dreszczy. Utarło się kiedyś, że samotna matka jest ucieleśnieniem wszystkiego co najgorsze, a jej dziecko jest po prostu bękartem. Na szczęście dzisiaj takie podejście jest już znacznie mniej widoczne, ale niestety nadal zdarzają się odosobnione przypadki (o czym sama kiedyś miałam okazję się przekonać). Podejrzewam jednak, że osobom, które tak ochoczo rzucają obelgami w kierunku samodzielnych mam nigdy nie przyszło do głowy, bo określić ich raczej mianem silnej, odpowiedzialnej, rozsądnej i kochającej. Bo niby po co? Lepiej rzucać mięsem. Przede wszystkim łatwiej. Dużo łatwiej jest rzucić przykrym komentarzem, niż zapoznać się szczegółowo z historią kobiety.

Pewnie już teraz część z Was zastanawia się, dlaczego tak natrętnie używam określenia „samodzielna mama”, zamiast „samotna mama”. Kim jest człowiek samodzielny? A kim jest człowiek samotny? Ja miałam to szczęście być samodzielną. Tak naprawdę nigdy nie byłam samotna, choć początkowo sama tak myślałam. Zawsze miałam obok siebie Kubę – czy w brzuchu, czy potem już po drugiej stronie. Mając obok siebie najukochańszą osobę na świecie nie można być samotnym. Sądzę więc, że określenie „samotna matka” jest uwłaczające i po prostu niesprawiedliwie.

Jakiś czas temu rozmawiałam ze starą znajomą. Wiecie, z taką, którą ma się w znajomych na społecznościówce i z którą rozmawia się raz na kilka długich miesięcy, ale którą mimo wszystko się lubi, ot tak, z sentymentu. Z jej strony padło jedno pytanie, po przeczytaniu którego miałam ochotę odłączyć mojego laptopa od ładowarki i po prostu uderzyć nim w ścianę. Ów pytanie brzmiało: „A co u taty Kubusia?”. Przepraszam, przeklnę, ale ja się pytam – jakiego do cholery taty? Taty? Tatusia? Ach, rozumiem, że chodziło o tego dawcę, co to własnego dziecka od trzech lat prawie nie widział? Do tego osobnika żalu nie mam, jednak ogromnie drażni mnie nazywanie go ojcem Kuby, bo nim nie jest. Jest jedynie dawcą i jedynym co zawdzięcza mu mój Kuba to fakt, że pojawił się na świecie. Ktoś rzecz może, że to dużo, że to najważniejsze. Nieprawda. Jak wiele dzieci pałęta się po domach dziecka, tylko dlatego, że rodziców przerosło rodzicielstwo? Nadal uważacie, że spłodzenie dziecka jest najbardziej istotną kwestią, jaką można dla niego zrobić? Ja mam na ten temat nieco odmienne zdanie. Kuba nie ma taty i koniec. Jest ktoś, dzięki komu pojawił się na świecie i tyle.

Wracając jednak do tematu podjęcia tej ważnej decyzji. W związku jest źle i naprawdę są sytuacje, że nic zrobić się nie da. „Odejść, nie odchodzić, kurcze, przecież dziecko”… To błędne koło. Sami odpowiedzcie sobie na jedno pytanie – kiedy małe dziecko jest szczęśliwe? Mnie wydaje się, że wtedy, kiedy jest bezpieczne i otoczone miłością. Nie da się stworzyć rodzinnej i przede wszystkim bezpiecznej atmosfery w takim wypadku. I mówię o tym na podstawie własnych doświadczeń. Ciągły strach o jutro, który uwidacznia się w matce dziecka, niestety ale przekazywany jest również dziecku. Małe dziecko odczuwa wszystko zdecydowanie bardziej niż my. Szczególnie, jeśli karmione jest mlekiem matki. O tym również mówię z autopsji. Jeśli szczęśliwa i spokojna będzie mama, takie będzie też dziecko, które przy niej zostanie.

Chcecie wiedzieć czy ciężko jest być samodzielnym rodzicem?

Owszem, to podwójna robota i dosłownie po kilka godzin snu na dobę. Robotę dwojga ludzi trzeba wykonać samemu, a przede wszystkim samej zająć się dzieckiem. To podwójny stres i podwójne zmartwienia, podwójne obowiązki, ale i… Podwójna miłość. A to coś, co wynagradza wszystko. W moim przypadku było to niesamowitym motorem do działania – ta świadomość, że mam tylko Kubę, a on ma tylko mnie. Wiedziałam, że muszę walczyć o lepsze jutro, starać się, stawać na głowie. Czy mi się udało? Jestem pewna tego, że tak.

Ciężko było w chwilach, w których w kość dostawało się ze strony dwulicowych znajomych. Zapewne i Wy takich macie, niestety tego w życiu uniknąć się nie da. Śmiali się oni z tego, że w wieku dwudziestu trzech zostałam „samotną matką z dzieckiem u boku”, podczas gdy oni nadal mogli imprezować i „cieszyć się życiem”. Szkoda tylko, że w tym momencie minęło trzy i pół roku, a ja mam obok siebie kogoś, kto zawsze będzie mnie kochał i kogo zawsze będę kochać ja, ponad wszystko i wszystkich. Oni dalej tkwią w monotonii między imprezą, a imprezą i nie wiedzą co dalej zrobić ze swoim życiem. Ja bez względu na wszystko i wszystkich – mam cel, oni niestety nadal go nie mają. Wygrałam.

Owszem, będzie ciężko, kiedy Kuba podrośnie i jakoś będę musiała mu to wytłumaczyć. Nie będzie to jednak tak ciężkie, jak mogłoby być, gdybym do dziś dnia tkwiła w tamtym toksycznym związku.

Zawsze kiedy napisze do mnie jakaś mama i spyta o to co mam robić, odczuwam odpowiedzialność za słowa, które wypowiem. Nigdy nie zapomnę mamy, która nie otworzyła drzwi swojemu partnerowi po kolejnej zakrapianej imprezie i który odebrał sobie potem życie. To był dla mnie wstrząs i na swój sposób czułam się za to współodpowiedzialna, ponieważ wspierałam tamtą mamę. Jednak tak naprawdę jedynym co robiłam, było wspieranie i opowiadanie o własnych doświadczeniach. Dlatego tak ważnym jest, aby w tym momencie, po przeczytaniu tego tekstu – broń Boże nie brać go jako wskazówkę. To, że mi się udało nie oznacza, że uda się innej mamie. Oczywiście nie oznacza to, że musi się nie udać – wszystko jest kwestią indywidualną i nie ma złotej recepty na wszystko.

Jednak powtarzam, że gdybym ponownie stanęła przed takim wyborem – ponownie wybrałabym spokojne i bezpieczne życie dla swojego dziecka i siebie.

  • M.

    Pamietam jak kiedys sama Ci mowilam, ze szvzesliwa mama = szczesliwe dziecko. Tak bardzo nie chcialas wtedy jeszcze w to wierzyc. I i po sobie i po Tobie wiem, ze podejmowanie takich decyzji jest trudne. Ciesze sie, ze Ci sie udalo i twardo stoisz na nogach. Sciskam i Ciebie i Kube.

  • Anonim

    Dałaś mi sił tym wpisem, bo właśnie odeszłam w 3 miesiącu. Nie jest lekko. Przypadkiem tu trafiłam z jednej z grup na FB. Dziękuję.

    • Trzymam mocno kciuki i za Ciebie i za dziecko. Jeśli masz mocne wsparcie, NA PEWNO Wam się uda, choć początkowo łatwo nie będzie. Jestem żywym dowodem na to, że MOŻNA. :) Nie dziękuj, po prostu bądź silna!

  • Wszystko rozumiem ale sa sytuacje gdzie miedzy rodzicami układa sie źle ale ojciec jest swietnym tatą a matka mamą. tu zaczyna sie problem, Bo jak odejść od kogos kto jest cudownym…wrecz idealnym tatusiem…kto dziecko jak ty stawia na pierwszym miejscu?. Rozstajac sie odbierasz to dziecku…bo choć tata bedzie zabieral co weekend i odwiedzał codziennie to nie to samo. po rozstaniu matka bedzie szczęśliwa alr dziecko niekoniecznie. wtrdy trzeba eybrac miedzy swoim szczesciem a szczesciem dziecka…ja wybralabym szczescie dziecka

    • Z jednej strony masz rację, aczkolwiek uważam, że dziecko patrzące na wieczne kłótnie rodziców również nie będzie szczęśliwe.

  • k.

    Mialam napisane dlugi komentarz o tym jak odchodze od faceta, ktory mimo ciazy planowanej, nie ma pracy,rzucil ja. A ja za 4tygodnie rodze a on dalej bez pracy. Facet 25lat …. Mial prace,na dzien,dwa,tydzien.od wrzesnia nie mial pracy dluzej niz miesiac. To jest odpowiedzialny facet? I wielkie zdziwienie ,ze odchodze,ze „zaplanowalam sobie bycie samotna matka” . …. Moglabym wypisywac jeszcze kilka powodow, ciagle podejrzenie o zdrade(siedze w domu,zle znosze ciaze….) , kolezanki? A liczy sie mama? Kazda jedna mnie olala bo nie moglam wychodzic. Bo jak to . on tez chce z nami. Stala kontrola. Strasznie zaborczy. … A jeszcze dzis napisal mi ze zastanawiq sie jak zaszlam w ciaze skoro on nie mogl miec dzieci. Nie wiem kto mu powiedzial ze nie moze,skoro sam planowal je ze mna. I jestem pewna na 110% ze jest jego. Bo przeciez nie moglam z nikim wychodzic ani nikt do mnie. Bo on tez zawsze musial byc przy tym spotkaniu ….
    Chcialam sie wygadac . i tak jeszcze duzo tkwi we mnie. Oczywiscie to ze pisze i zaczepia sie z laskami na fb to inna sprawa i on sie wypiera tego ,a ja mam dowod ze tak robi.
    Szczerze? Gdybym wiedziala ze to taki palant,zerwalabym z nim przed ciaza , nie ryzykujac zdrowiem dziecka.bo tyle stresow mam przez niego ze mimo farbowania bede siwa majac 22 lata !
    Jak tylko urodze ,wysle pismo o alimenty. Bo on i tak pracy nie ma, a nawet jak bedziemy zyc w zgodzie,nie mam pewnosci ze bedzie mi dawal pieniadze. A tak,komornik sam je sobie „wezmie”. :)

    • Brakuje mi słów…
      Bądź silna, masz dla kogo! :*

  • m.

    Ja stoję przed podobnym dylematem od jakiegoś czasu… Kiedys, zanim dowiedzialam się o ciąży dużo złych rzeczy robilam, ale nigdy nie zdradzilam. Ale on wie swoje. Minęły od tego czasu dwa lata, rozstalismy się wtedy ale ciąża nas połączyła. Wielka miłość, szczęście… Do czasu. Na poczatku pomoc w domu, super. Później ja bylam bez siły, mały przez 3 pierwsze miesiące wciaz na piersi, 24/7. Mi tez ciężko, lekka depresja, bez sił. Moja mama dużo pomagała, jemu to przeszkadzalo. Rok temu wzielismy ślub, było super. Kocham bardzo, ale po ślubie coś zaczęło się psuć. Ja zaczelam mowic, ze nie pasuje mi to, ze on nie robi nic. Ok – pracuje. Ale dzień na dzień. Dzień wolny – śpi. Calutki. Albo siedzi w drugim pokoju i dlubie sobie w swoich rzeczach. Nie spedzamy czasu razem wcale… On nie chce bo kiedyś ja zachowywałam się źle. Bo ja wydaje pieniądze (robię zakupy)… Bo ja go ponizam, bo mi nie pasuje… Mamy na głowie MOPS bo założyłam mu po awanturze niebieska kartę. Nie wyspal się i awantura gotowa. Dosyć sporo narkotykow zażywa. A ja wciąż daje mu szanse. Jedna, druga, piątka i dziesiata. I nie potrafie znalezc siły by odejść. Bo chwilami jest dobrym tata… Ale widzę jak to odbija się na Kubie, jak cierpi bo ja jestem sfrustrowana i przy byle gownie na niego krzycze… Bo ja go kocham. Nie wiem co robić…

    • Nie jestem od dawania rad, jednak uważam, że szczęście dziecka jest najważniejsze.

    • Obawiam się, że z kimś, kto zażywa narkotyki w sporych ilościach, nie zbudujesz trwałego związku :(
      No i nie jest to w takim razie najlepszy opiekun dla dziecka.
      Powodzenia i dużo siły! :*

  • Ola

    Ogólnie to Ty nie byłaś już nastolatką kiedy zaszłaś w ciążę …

  • malennkalg

    Skad ja to znam , podobna sytuacja tyle ze dwojka dzieci ! Tez odeszłam , toksyczne zwiazki nie sa dobre dla dzieci dla rodzicow rowniez.. szkoda nerwow ! Teraz mam poukladane zycie moje dzieci sa szczesliwe , ja tez.. :))

  • Ola

    :)