MATKA TEŻ CZŁOWIEK

NIEWDZIĘCZNA.

Mama Kubusia4 comments178 views

Mam w życiu cholernie dużo szczęścia.

Kiedy obudziłam się dzisiaj rano wiedziałam, że mam dużo luźniejszy dzień niż te, które za mną. W końcu łóżko przyjedzie najszybciej jutro, a ściany malowane będą w piątek rano. Wiedziałam też, że to najlepsza pora na to, by wreszcie popracować – w końcu zrobiłam sobie kilka dni przerwy, trzeba to więc nadrobić. Za coś trzeba żyć. Plan był prosty: kawa, śniadanie, spacer z Kubą, obiad, a potem praca. Kiedy weszłam do pokoju z kawą moim oczom ukazał się zakatarzony Kuba. Odechciało mi się wszystkiego. Nie zjadłam więc śniadania, jedynie Kubie podsunęłam kanapki na talerzu. Miał apetyt, więc wiedziałam, że nie jest tak źle. Za oknem szaro i buro, więc zrezygnowałam ze spaceru. Tym bardziej, że Kuba zaczął kichać i kaszleć co chwilę. Na obiad od niechcenia lazania z paczki. Szpinak i sos pomidorowy – ciekawe połączenie.

Przyszedł czas na pracę. Włączam laptopa, sprawdzam listę. Nie ma tego dużo, więc nawet uśmiechnęłam się do siebie pod nosem. Odpalam program, zapisuję tytuł tekstu i… Bum, wena mija. Poszukując motywacji włączyłam YouTube. Po chwili złapałam się na tym, że od ponad dwóch godzin słucham piosenek, które sprawiają, że moje gardło dławi się łzami.

Odpalam papierosa wciąż dławiąc łzy. Uświadamiam sobie jak bardzo jestem nieszczęśliwa, jak mało w życiu mam szczęścia. W głowie tworzę sobie listę swoich porażek i skupiam się na nich coraz mocniej. Zastanawiam się co jeszcze zbije mnie z życiowego toru w najbliższym czasie. Myślę o tym, czy może być jeszcze gorzej. Uświadamiam sobie, że nie mam nic.

„Mamuuusia, chodź do mnieee!”

Wołanie Kuby dobiegło z pokoju, nieco stłumione odgłosami z bajek. Wracam do niego, pytam, czy coś się stało. Kuba, ze świecącymi oczami (jedna z oznak zbliżającej się choroby, lub przeziębienia) oznajmia, że chce się przytulić. Ściskam go mocno i uświadamiam sobie, że…

Mam w życiu dużo szczęścia.

Mimo wszystko. Mimo tego, że teraz tak bardzo boli i boleć będzie jeszcze długo, mam w życiu cholernie dużo szczęścia. Przede wszystkim mam obok siebie najfantastyczniejszego, małego mężczyznę na świecie. To, że chwilami doprowadza mnie dosłownie do szału niczemu nie umniejsza. Jest kimś, kto będzie zawsze, będzie kochał zawsze. Bez względu na wszystko. Zawsze będę mamą, a on zawsze będzie moim synem – i tego nie zniszczy nikt, ani nic. Tego nie ugryzie też ząb czasu.

Wchodzę do pokoju, w którym rażą jeszcze niebieskie ściany, po czym spoglądam na regał, komodę. Tak idealne, białe. Zapracowałam na nie sama. Spoglądam w róg pokoju i widzę już śliczną fototapetę w strzałki (dokładnie taką jak tło tutaj na blogu!) na ścianie, obok której już za kilka dni stanie łóżko moje i Kuby. Piętrowe, białe, z szufladami, idealnie wykończone. Nasze. Spoglądam w górę i widzę czarno-białą lampę. Obok okna leży już materiał na nowe rolety. Na podłodze stoją dwie puszki farby w odcieniu zimowej szarości. I uśmiecham się do siebie, bo wiem, że sama na to zapracowałam. Nikt nie dał mi niczego za darmo. Jedynym co dostałam za darmo i bezinteresownie było olbrzymie i niezmienne wsparcie Honoraty. Ale przecież od tego właśnie są przyjaciele, prawda?

Mam dach nad głową, mam cudownego syna, za chwilę będę oglądać i dotykać wymarzony kącik pokoju, o którym marzyłam latami. Mam cudowną przyjaciółkę (Boże, znów o Honoracie!) , która gdyby napisała o mnie książkę – zarobiłaby miliony, uwierzcie. Doskonale jednak wiem, że tego nie zrobi – wtedy i ja mogłabym dokonać tego samego i cały świat by nas znienawidził.

Mam w życiu cholernie dużo szczęścia. Przecież wciąż żyję. A to co nas nie zabija, jedynie nas wzmacnia. Bez względu na to, co to jest.

  • M.

    Kurde, Ty nawet kiedy cierpisz to potrafisz motywować. To chyba jeden z powodów, dla którego nigdy nie przestanę tutaj
    zaglądać do Ciebie na bloga.

  • mam dokładnie tak samo. Kiedyś wydawało mi się, że już nigdy nie będę umiała odczuwać radości. Czasami wydaje mi się, że
    jest mi źle, bo nie mam wszystkiego. Nie mam tego, co chciałabym mieć. A potem patrzę na to, co mam. Co zbudowałam,
    osiągnęłam sama lub z pomocą innych. To chyba powinno być dla mnie najważniejsze. I dostaję takiego kopa, że mam ochotę
    przenosić góry :) Ty też jesteś tym kopem. Czasami nie rozumiem jak dwie tak zupełnie inne osoby jak my mogą się dogadać, a
    potem nie mogę sobie przypomnieć jak ja sobie radziłam bez Ciebie.