MATKA TEŻ CZŁOWIEK

5 rzeczy, które kocham w swoim obecnym życiu.

Mama Kubusia1 comment195 views

Dawno już nie oddychałam tak spokojnie i pewnie, jak robię to teraz. Dookoła widzę coraz więcej pozytywów, a ewentualne minusy przecierają się już mgłą. I tak, wreszcie mogę znów krzyczeć: kocham swoje życie!

Narzekać zawsze jest łatwiej – usiąść i wyliczać to czego się nie ma, a mogłoby się mieć, wyliczać to czego zazdrościmy innym, czego nie lubimy w sobie, wyliczać to co chcielibyśmy zmienić w naszym życiu. To dużo prostsze niżeli wyliczenie naszych pozytywnych cech i wypowiedzenie na głos, że naprawdę w czymś jesteśmy dobrzy. Czasami jednak po takiej z pozoru błahej wyliczance uświadamiamy sobie, że mam zdecydowanie więcej, niż nam się wydawało.

Co kocham w swoim obecnym życiu?

Wolność, niezależność i możliwości.

Dawno już nie czułam się tak swobodnie jak teraz. Kiedy wpadnie mi do głowy jakiś szalony pomysł, mogę zrealizować go bez wahania, nie musząc przy tym nikogo pytać o zdanie, czy ewentualne przyzwolenie. Mogę znów do woli zmieniać wystrój pokoju, wzory na pościelach. Mogę bez wcześniejszego planowania wsiąść w samochód i jechać gdziekolwiek, bez zastanawiania się czy komuś innemu odpowiada termin podróży. W mijającym miesiącu odwiedziliśmy z Kubą więcej miejsc, niżeli w całym minionym roku – o czym przeczytacie już na początku czerwca. Mogę bez krępacji śpiewać w domu podczas wspólnego gotowania z Kubą (mówiłam już, że ostatnio coraz częściej z pozytywnym rezultatem próbuję swoich sił przy garnkach i patelniach?).

Swobodę w kupowaniu ubrań.

Nie ukrywam, że rozmiar zawsze miał i nadal ma dla mnie ogromne znaczenie. Kiedyś przed zakupem nowej koszulki, czy spodni musiałam je mierzyć. Teraz jedynie sięgam wzrokiem po wieszakach w sieciówkach, a jeśli coś wpadnie mi w oko, to sięgam po rozmiar XS i gnam prosto to kasy. Cieszę się, że nie marnuję już długich minut w przymierzalniach, w których często nie wygląda się nazbyt korzystnie, o czym zresztą zapewne każda z Was miała okazję niejednokrotnie się przekonać.

Uśmiech mojego dziecka!

Odkąd zaczęłam oddychać pełną piersią – robi to również moje dziecko. Kilka dni temu opowiadałam Wam o tym, jak odzyskałam swoje dziecko na nowo. Widzę, że naprawdę odżył i on. Nie ma już buntowania, fochów bez powodu, krzyczenia i negowania wszystkiego co do niego mówię. Znów mogę spokojnie wyjść z nim za rękę na długi spacer, bez nerwów i obaw, że za chwilę mi ucieknie. Owszem, jak każdy, tak i Kuba ma czasem gorszy dzień, ale wtedy zazwyczaj zamiast się buntować, większość czasu po prostu się przytula robiąc smutną minkę, która jeszcze bardziej mnie rozczula.

Bliskość morza.

Przez większość życia kompletnie nie doceniałam faktu, że od plaży dzieli mnie zaledwie króciutki spacer, który nigdy nie zajmuje mi więcej niż pięć minut.Teraz, po prawie dwudziestu siedmiu latach zaczyna mnie to cieszyć. Ta świadomość, że w każdej chwil mogę wskoczyć w krótkie spodenki, spakować Kubie do plecaka zabawki i wybrać się z nim do największej piaskownicy. Przez całe życie drażniły mnie odgłosy mew, które latały nad moim osiedlem i nie pozwalały spać od bladego świtu – teraz o dziwo słucham ich ze spokojem, co odkryłam dzisiejszego poranka. Zaczęłam wreszcie doceniać fakt, że coś, na co ludzie czekają prawie cały rok, coś na co odkładają pieniądze – mam pod nosem, na wyciągnięcie ręki przez cały czas.

Maszyna!

Wiecie, że kocham szyć. Po długiej przerwie znów wróciłam do swojego hobby, czego efekty zapewne zobaczycie tutaj w przyszłym tygodniu, po moim powrocie z południa. Szycie na maszynie to mój najlepszy sposób na odstresowanie, na danie upust swojemu przypływowi energii. A jeśli dodatkowo efekt końcowy cieszy moje oko i napawa mnie ogromną satysfakcją – to czego chcieć więcej?

anigif

  • Oj tego morza to zazdroszcze i pozdrawiam z krakowa