KSIĄŻKI

DLACZEGO MĘŻCZYŹNI KOCHAJĄ I POŚLUBIAJĄ ZOŁZY?

Mama Kubusia3 comments273 views
IMG_0691

Wielokrotnie określano mnie mianem „zołzy”, a ja głupia początkowo myślałam, że nie ma w tym żadnego powodu do dumy. Na szczęście szybko się opamiętałam i teraz pełna dumy sama określam się tym mianem.

Utarło się jakoś, że zołza jest kim złym, zakochanym w sobie bez pamięci, gburowatym, często bezczelnym a nawet chamskim, po prostu słowo to stało się ucieleśnieniem kobiecej wredności. Kiedy byłam dużo młodsza miałam podobne skojarzenia i określenie to nigdy nie kojarzyło mi się dobrze. Wszystko zmieniło się na chwilę przed tym, zanim Kuba pojawił się na świecie. Zresztą rok temu przecież kategoria „Strefa Mamy” nosiła miano „Suchej Zołzy” – co oczywiście wymyśliła wielokrotnie wspominana przeze mnie Honorata.

„Bloga Mamy Kubusia odkryłam rok temu, może trochę ponad. Przez przypadek. Kilka takich przypadków sprawiło, że trafiałam na jej nowe posty i zaczęłam czytać je regularnie. Nie komentowałam, nie udostępniałam, po prostu czytałam przed snem. Podobał mi się jej tok myślenia, choć do samej Karoliny ze zdjęć miałam mieszane uczucia. Kolor włosów, którego nigdy sama bym sobie nie zafundowała, waga zbliżona do mojej dziewięcioletniej córki, i wyraz twarz zdradzający jej paskudny charakter. Wysuszona zołza – być może nawet tak o niej wtedy myślałam.”
-Webska „To coś więcej…

Jeszcze zanim właśnie ona określiła mnie mianem zołzy wiedziałam, że w określeniu tym nie ma kompletnie niczego złego, a jest wręcz przeciwnie. W dzisiejszych czasach zołzą jest kobieta, która przede wszystkim nie jest miłą dziewczynką, która nadskakuje wszystkim, aby tylko zrobić im dobrze i zebrać za to pochwały, bądź by ktoś pogłaskał ją po głowę, czy zwrócił na nią uwagę. Taką osobą nie byłam nigdy, wychodziłam z założenia, że albo mnie ktoś lubi, albo nie i nie będę stawała na rzęsach, aby było inaczej. Moja godność od zawsze była dla mnie ważniejsza od ośmieszania się i dogadzania innym.

Współczesna zołza jest kobietą pewną siebie, która twardo stąpa po ziemi i pod żadnym pozorem nie pozwoli sobie wejść na głowę, choćby nie wiem co. Jedynym czasem, w jakim dawałam sobą pomiatać, pozwalałam bezwzględnie się poniżać, ranić i jeszcze starałam się być miłą dziewczyną był wielokrotnie przeklinany przeze mnie okres ciąży, jednak z perspektywy czasu wiem, jak bardzo targały mną wtedy emocje i hormony, jak bardzo dałam się zaślepić i omotać. Bóg na szczęście chciał, że w porę otworzyłam oczy, a rosnące w moim ciele dziecko dało mi tak porządnego kopniaka, że powiedziałam dość i obiecałam sobie, że nigdy nie pozwolę więcej na to, aby ktoś mnie tak traktował. I po dziś dzień jest tak, że kiedy zaczynam wyczuwać, że na jakiejkolwiek płaszczyźnie mojego życia robi się nieciekawie, czuję się niefajnie, a czasem i okropnie – grzecznie dziękuję i się wycofuję. Nie, nie uciekam, ucieka grzeczna i miła dziewczyna, którą ktoś pogoni – ja jedynie postępuję w zgodzie ze sobą, swoimi przekonaniami i swoim sumieniem. Jedyną osobą, której pozwoliłabym się obedrzeć z własnej godności jest mój syn, jednak to kwestia absolutnie bezdyskusyjna, bowiem każda normalna matka dla swojego dziecka zrobiłaby wszystko.

Zołza zna swoją wartość i nie ma potrzeby udowadniania nikomu, że jest najlepsza. Ze mną jest podobnie – wiem ile jestem warta, ale nie muszę o tym nikomu opowiadać, bowiem osoby, które mnie znają zdają sobie z tego sprawę. Nie przejmuję się tym, że ktoś ma o mnie złe zdanie – niech ma, jego wola, nie będę mu niczego udowadniać. Gdzieś mam to, czy ktoś udaje przy mnie miłego tylko po to, aby wyciągnąć ze mnie pikantne szczegóły z życia prywatnego, aby potem obrócić się i wbić mi nóż w plecy – ja z uśmiechem na twarzy sprzedaję mu taką historię, dzięki której oczy wychodzą mu na wierzch.

Nie zależy mi na tym, aby pokochał i poślubił mnie jakiś konkretny mężczyzna, w efekcie czego nie interesuje mnie, dlaczego mężczyźni kochają i poślubiają zołzy. Jednakże po przeczytaniu tych książek uświadomiłam sobie, że moja opinia o współczesnej zołzie jest identyczna jak Sherry Argov i choć nie czuję się z tym ani dobrze, ani źle, miło jest wiedzieć, że ktoś na świecie ma podobnego podejście do określenia „zołza” jak moje. Czy polecam Ci tę książki? Tak, z czystym sumieniem, a przede wszystkim tę pierwszą: „Dlaczego mężczyźni kochają zołzy?„. Obie napisane są lekkim piórem, z ogromnym dystansem i poczuciem humoru. Ich się nie czyta, je po prostu się chłonie, a przynajmniej tak było w moim przypadku.

IMG_0692

IMG_0693

  • rrruda

    kobiety sile twardo stapające po ziemii te tzw „zołzy” z moich obserwacji….meżczyxni unikają jak ognia. dlaczego?? bo za za bardzo inteligentne. za bardzo inteligentne by dawać soba kierowac. za bardzo inteligentne by wciskać sobie bajeczki. umiejętnie rozważaja i analizują i wyciągają ze wszystkiego korzyści by im byo dobrze. przy zołzie trzeba się starac zabiegać doceniać i zaskakiwac. zołzę trzeba wyjśtwkowo traktowac i dopieszczac jak należy. a faceci nie lubięsię strac są zbyt eniwi i to ich męczy. wolę prosto szybko i łatwo wziaxć coś i uż jest ich…potem bez trudu zostawić i zabrac coś innego. nie lubią się starac bo to zbyt wiele wysiłku. temu wybierają kobiety proste głupawe takie „typowe blondynki” takimi ławiej kierowac łatwiej wymusić coś na nich by jemu byłó dobrze łatiej okłamać wciskać jakieś bajeczki. a potem łatwiej…zostawic i wymienić na inny model.

    inteligentna silna niezależna i sprytna zołza często zostaje sama. bo nie będzie tracić życia na spędzanie go z byle kim.

    ale jesli już kogoś pokocha – ten dostanie wszystko co najlepsze. a jeśli nie bedzie tego potrafił docenić to będzie miał przechlapane na resztę swojego życia.

  • rrruda

    tak jak i ze mną;)