PODRÓŻE

SOSNOWIEC, KATOWICE, KRAKÓW – JAK SPĘDZILIŚMY CZAS NA POŁUDNIU?

Mama Kubusia2 comments283 views

Obiecałam sobie jedno – wrócimy tam jeszcze raz, na dłużej, na spokojniej.

DZIEŃ 1

Wyjechaliśmy w środę późnym wieczorem, więc w Sosnowcu znaleźliśmy się o piątej rano – co na bieżąco mogliście przeczytać na naszym blogowym fan page. Kuba przespał całą drogę, a ja w tym czasie siedziałam i po prostu się męczyłam, nie mogłam zasnąć, choć oczy mnie piekły, a do tego wszystkiego cały czas bałam się podczas jazdy. Jak wspominałam – po stłuczce jaka miała miejsce jakiś czas temu przyczepił się do mnie jakiś dziwny lęk. Każda wyprzedzanie, każde skrzyżowanie, każde wymijanie, a także hamowanie – jest dla mnie koszmarem. W dzień radzę sobie tym czytając w trasie książki, nie mogąc robić tego nocą – panikowałam co chwilę… No i tak wykrakałam. Mniej więcej w połowie drogi, kiedy wyjeżdżaliśmy już z Łodzi – wszystkie światła na ulicach były pomarańczowe. I jak na złość znalazł się jakiś palant, który albo próbował wymusić pierwszeństwo, albo po prostu nas nie zauważył. Gdyby nie szybka reakcja mojego taty – z pewnością spędzilibyśmy resztę nocy w szpitalach, a zamiast krótkiego urlopu – czekały by nas badania i dochodzenie do siebie. Na szczęście nikomu nic się nie stało, ale strachu, którego ponownie musiałam się najeść nie zapomnę. Tym sposobem myśl o zrobieniu prawa jazdy muszę odłożyć na później – kierowca, który boi się jeździć? No nie bardzo.
Bądź co bądź po przyjeździe przespałam się dwie godziny, a resztę czasu spędziliśmy bardzo leniwie odwiedzając okoliczne place zabaw. Ku mojemu zaskoczeniu Kuba padł około godziny 17:00 i rozpoczął najdłuższą drzemkę w swoim życiu – wstał o 7:20 dnia następnego. Byłam pewna, że czeka mnie zabawa w środku nocy, podczas gdy mój syn zrobił mi świetny prezent na Dzień Matki.

IMG_20160526_085536

IMG_20160526_150812

IMG_20160526_150904

IMG_20160526_150905

IMG_20160526_170115

DZIEŃ 2

Plan na drugi dzień był niezwykle prosty – wszyscy jadą do Jasnej Góry (a może na Jasną Górę?), podczas gdy ja i Kuba zajmujemy się sami sobą. Mnie bardzo zależało na tym, aby odwiedzić z Kubą miejsca, które pamiętam z dzieciństwa i do których pamiętam drogę. Padło więc na Plejadę – centrum handlowe w Sosnowcu. Nieśpiesznie ubrałam Kubę i potem siebie i ruszyliśmy w drogę. Selfie, które znajdziecie poniżej ma szczególnie znaczenie, bowiem widać na nim baleriny, który zrobiły mi ogromną krzywdę. Po pierwsze – zapomniałam, że do Plejady musimy w jedną stronę dojść blisko 2,8 km. Po drugie – jak idiotka ubrałam NOWE buty na taką drogę. Po trzecie – było gorąco, skwar. Efekt tej mieszanki możecie sobie wyobrazić, ja czuję go do dziś, ale o tym za chwilę. Udało się, doszliśmy do Plejady! Zmęczeni, głodni, spragnieni (bo po co wrzucić picie do torebki, prawda?). Centrum handlowe Plejada jest miejscem, w którym zmuszona byłam kupić sobie tenisówki za 12,99 zł. Co prawda nikt nie trzymał mi pistoletu przy skroni, ale gdyby nie one, nie doszłabym do domu. W trampeczkach w zeberkę pokicałam z Kubą zjeść coś do baru – Kuba standardowo frytki, ja standardowo sałatkę, potem lody i powrót do domu. Kiedy zza drzew zobaczyłam już osiedle odetchnęłam z ulgą, zjedliśmy sobie z Kubą jeszcze kanapki i położyliśmy się spać. Wieczorem odwiedziliśmy jeszcze dwa place zabaw.

IMG_20160527_113701

IMG_20160527_132211

IMG_20160527_134109

IMG_20160527_134610

DZIEŃ 3

Kuba spał bardzo niespokojnie w efekcie czego i ja średnio się wyspałam. Miałam tak spuchnięte oczy, że ciężko było mi je pomalować. Widząc skwar za oknem, od razu zrobiłam sobie samurajskiego koczka, co by mi nigdzie nic nie przeszkadzało. Gotowa do drogi wsiadłam z kuzynką do autobusu, który podwiózł nas do Katowic, a stamtąd jechałyśmy już fajowskim autobusem z klimą do Krakowa. Reszta w tym czasie wygodnie jechała sobie autem. Gdyb tylko postawiłam stopę na Krakowskim terenie wiedziałam, że będzie bardzo źle. Rany z dnia poprzedniego dały o sobie znać, wygodne trampki nie pomogły, plastry pod wpływem temperatury po prostu się odklejały. W Krakowie spędziłam jakieś trzy godziny i w tym czasie cały czas spacerowaliśmy. Tylko Kubie było lżej, bo co chwilę siedział „na barana” u mojego taty. Podczas powrotu wskoczyłyśmy jeszcze z kuzynką do Krakowskiej Galerii, gdzie uraczyłam się żarełkiem z Mc Donald’s, po czym wróciłyśmy do domu.

IMG_0734

IMG_20160528_140919

IMG_20160528_140934

IMG_20160528_141258

IMG_20160528_143935

IMG_20160528_150901

IMG_20160528_151116

IMG_20160528_151244

IMG_20160528_151314

IMG_20160528_151531

IMG_20160528_151615

IMG_20160528_151658

IMG_20160528_151711

IMG_20160528_152102

IMG_20160528_161836

IMG_0776

IMG_0778

DZIEŃ 4

Wstaliśmy prawie o świcie i już kilka minut po trzynastej byliśmy w domu. Na szczęście tym razem dojechaliśmy bez żadnych większych i mniejszych przygód. Pierwszym co zrobiłam po powrocie do domu było rozpakowanie walizki i długa kąpiel w wannie. O drzemce nie było mowy, Kuba mimo tego, że wstał mniej więcej o 6:40 nie był zmęczony i hasał prawie do dwudziestej trzeciej.

W Sosnowcu i Katowiach byłam pierwszy raz od ponad siedmiu lat, Kuba po raz pierwszy w życiu. Kraków podobał mi się bardzo i naprawdę byłabym szczęśliwa, gdybym mogła odwiedzić go jeszcze raz. Z Sosnowca to zaledwie mniej więcej 1,5 godziny autobusami, jednak z Władysławowa już sporo więcej, prawie jak koniec świata. Kubie również bardzo dobrze zrobiło te kilka dni – zrobił się jeszcze bardziej kochany (tak, to możliwe! 💙). Bądź co bądź czas zleciał zdecydowanie za szybko, chcę jeszcze raz!

  • Piękne zdjęcia i super wyprawa :-)

  • Ola

    Mnie prawie każde buty obcierają, na boso poza niektórymi sandałami żadnych nie zakładam. Plastry, skarpetki(choćby krótkie) i trampki i można śmigać nawet z wielkimi pęcherzami :) (plastry compeed też są super)