LIFESTYLE

DZIECKO DO CHOLERY NIE JEST PSEM!

Mama Kubusia8 comments2408 views

Ostatnimi laty w internecie pojawiło się wiele świetnych kampanii reklamowych, które w mniejszym lub większym stopniu wzruszały nami dogłębnie. Większość z nich dotykała także mnie, po za tą jedną jedyną, po obejrzeniu której moja wściekłość dotarła do niebezpiecznej granicy ekstremalnego wybuchu.

DZIECKO NIE JEST PSEM

Wbrew pozorom jestem bardzo tolerancyjna. Przez lata przyjaźniłam się i mieszkałam z facetem, który był gejem i poznałam ten świat od środka. Przebywałam w różnych środowiskach, które miały bardzo skrajne poglądy. Czego jak czego, ale braku tolerancji z pewnością nie można mi zarzucić. Nie lubię tylko ciapatych.

Jakiś czas temu natknęłam się na wywiad z panią Krupą, które rzekła, że psy są dla niej jak dzieci. W pierwszej  chwili pomyślałam, że zwariowała. Skąd mogła wiedzieć, skąd te przemyślenie, skoro dzieci nie miała i nie ma? To podobna schiza do pieprzenia księdza na ambonie o życiu w rodzinie. Po chwili jednak wywiało mi ten temat z ucha i przeszłam do porządku dziennego. Myślałam, że to jedynie przypadek, bo jak do cholery można porównywać dzieci do szczeniaków? Serio chcemy żyć w świecie, w którym godność noworodka sprowadzana będzie do godności psa? Śmiem twierdzić, że nie.

Ochłonęłam. Zapomniałam i miałam na dzieję nigdy więcej takich bzdur nie czytać, nie widzieć i nie słyszeć.

Mija kilka dni i w oczy wpada mi rzekomo świetna kampania reklamowa. Wiecie, rodzina adoptuje dziecko, na początku jakoś idzie, ale dziecko stwarza problemy, więc rodzice postanawiają się problemu pozbyć. Ojciec wywozi dziecko na odludzie, zostawia je i nagle w lusterku widzi psa zamiast córki.

SERIO?!

Naprawdę żyjemy w czasach, kiedy dzieci i człowieczeństwo porównywane będzie do zwierząt i psów? Naprawdę chcemy takiej równości wobec ludzi i zwierząt? No to super, niech psiak idzie do szkoły, potem do pracy i zarabia na swoje utrzymanie. Naprawdę uważa się, że zwierzęta powinno traktować się tak samo, albo i lepiej niżeli członków rodziny?

Nie mogę tego pojąć, a widziałam już wiele. Rozumiem, że komuś może być żal cierpiących zwierząt. W tym samym czasie jednak cierpi o wiele większa liczba dzieci, nad którymi nikt nawet nie uroni łzy. Spójrzcie sami – wystarczy w internecie udostępnić zdjęcie pobitego psa, którego skatował człowiek, a rozgłos ogromny. Niektóre dzieci codziennie są katowane, poniżane, bite, wykorzystywane – a jakoś wszyscy milczą, nikt nie wspomni nawet słowem.

Skoro ludzie nie boją się reagować na przemoc w stosunku do psów, to dlaczego nie reagują na przemoc wobec dzieci?! I nie chcę obrzucać tutaj ścierwem obrońców zwierząt, bo dobrze, że są ludzie reagujący na ich krzywdę. Jednak…

W moim skromnym mniemaniu – porównywanie psów do dzieci jest okazem upadku ludzkości.

  • Popieram. Osoby, które ową kampanię komponowały, nagrywały itd nie przemyśleli tego, że człowiek, to nie zwierzę. Kumam, że chodziło im o to, że: „dziecku tak nie zrobisz, to czemu robisz psu?”, ale do cholery (przepraszam) zastanówmy się jaka jest mimo wszystko (!) hierarchia. Mogliby tyle innych ciekawych kampanii skomponować. I tak jak piszesz – jest tyle katowanych dzieci, ludzie napiszą tylko „Biedne dziecko, co za debil, powinien iść siedzieć”, ale nikt mu nie pomoże. Ze zwierzętami postępuje się inaczej. :/

  • Mi się ta kampania spodobała, bo w dosadny sposób przedstawia problem porzucania zwierząt, co dzieje się stanowczo za często i mówi o braku odpowiedzialności ludzi. Nie odczytałam tego jako porównywanie dzieci do psów, tylko posłużenie się kontrowersyjnym sposobem przekazu. W ten sposób ludzie mówią o tej reklamie i wiecej zaciekawionych ją ogląda. Tego typu kampanie temu służą. Mają wywołać silne reakcje.

    • Kochana, nie chcę negować Twojego zdania, bo każdy ma prawo do własnego.
      Kampania miała wywołać szum i wywołała.
      Jednak w moim odczuciu… Jak ze łzami w oczach zobaczyłam porzucone dziecko, a nagle psa, poczułam się oszukana i tyle.

    • Nie wiem czemu ale ja od początku oglądając tą reklamę miałam wrażenie, że to będzie coś o zwierzaku i może dlatego nie zaskoczyła mnie tak ta pointa. A już wiem dlaczego, bo znalazłam link do tego filmiku na grupie wielbicieli kotów ;)

    • Anna

      Wydaje mi się również, że wychodzi tutaj nadinterpretacja. Zwierzę, podobnie jak dziecko pojawia się w naszym życiu, bo dokonaliśmy (w większości) WYBORU. Podjęliśmy się opieki nad żyjącą istotą, zdecydowaliśmy na wszelkie konsekwencje tego WYBORU zarówno dobre jak i złe. Prawdopodobnie do tego chciano nawiązać w kampanii, że jeśli z członkami rodziny jesteśmy na dobre i na złe to podobnie powinno się postępować ze zwierzętami.

  • Nie wiem o jaką kampanię chodzi, ale mogę przypuszczać, że chodziło o pokazanie, że zwierzę to też członek rodziny. To istota żywa, która odczuwa ból, głód, a nawet tęsknotę czy samotność. Nie sądzę by twórcy chcieli znizyć wartość człowieka do poziomu zwierzęcia. Chcieli pewnie pokazać, że zwierzę także zasługuje na ludzkie traktowanie, bo przecież zasługuje.

  • Magda

    Co do reklamy to nie chce mi się szukać. Pewnie jednym się spodoba innym nie. Swoją drogą chyba od tak stworzonej reklamy widziałam ostatnio ciekawszego mema – facet na łańcuchu patrzy na machającego mu psa (oczywiście osoba w kostiumie), który wsiada do samochodu, mniej więcej z napisem, że właściciel musi zostać bo pies jedzie na wakacje. Może mniej kontrowersyjne, ale też dobrze obrazuje. Swoją drogą można było pokombinować na przykład tak, że ów mężczyzna ma sen, że rodzina zostawia go przykutego do drzewa i z psem jedzie na wakacje. Zlany potem budzi się i głaszcze leżącego w nogach psa. Pewnie pomysłów na kampanię można by piętrzyć wiele.

    Kolejna kwestia – „ludzkie traktowanie”. Oczywiście broń Boże znęcać się nad zwierzętami. Nie czepiam się też samego sformułowania, pewnie sama takowego bym użyła bez refleksji, ale (nie umiem tego dobrze obrać w słowa) „określając” takimi pojęciami wydaje mi się, iż rozmywamy własnie tą granicę (cyt. „Naprawdę żyjemy w czasach, kiedy dzieci i człowieczeństwo porównywane będzie do zwierząt i psów? Naprawdę chcemy takiej równości wobec ludzi i zwierząt? No to super, (…)”). Skoro ludzko traktować to ktoś może wpaść na pomysł aby wywalczyć dla zwierząt rentę. :D A ilu ludzi traktuje się mniej ludzko od zwierząt. To taka mała dygresja i głębsze filozofowanie.

    Ostatnia kwestia, która na początku zirytowała mnie w tym tekście. Odnoszę się również (z pamięci) do wcześniejszych wypowiedzi na ten temat. Cyt. „To podobna schiza do pieprzenia księdza na ambonie o życiu w rodzinie.” Dlaczego? Ksiądz nie może mówić nic o życiu w rodzinie? Czy księża lub siostry zakonne mnożą się przez pączkowanie w seminarium lub zakonie? Czy firmy sprzedające nasiona mają jakieś specjalne oferty dla seminariów i starzy księża hodują nowych w doniczkach na parapecie? Bo z tego co zdążyłam zauważyć to posiadają oni rodziców, rodzeństwo, siostrzeńców, bratanice, dziadków, wujostwo – po prostu rodzinę. Chyba, że znikają oni w trójkącie Bermudzkim w chwili urodzenia się przyszłego księdza. Ale to by znaczyło, że ktoś odgórnie ustala, że ten będzie księdzem, a tamten nie. No i czy byłoby obecnie ponad 7 miliardów ludzi na świecie zakładając ilość duchownych od początku powstania chrześcijaństwa, nie wiem. Strach rodzić dzieci.
    Do sedna – mężczyzna/kobieta wychowuje się w rodzinie, wierzącej lub nie, poznaje pewne wartości, uczy się funkcjonowania w niej, współpracy, relacji z najbliższymi, doświadcza wielu sytuacji (dobrych i złych), nieraz tragedii, jest naocznym świadkiem relacji swoich rodziców. Miał/a kolegów, koleżanki, poznawał ich rodziny i relacje ich łączące, itd. Tak jak każdy z nas! Podejmując decyzję o wstąpieniu do seminarium/zakonu nie traci tego doświadczenia. Wręcz przeciwnie – pogłębia je napotykając ludzi, którym posługuje, a którzy dają, niejednokrotnie, piękne świadectwo swojego życia rodzinnego albo odwrotnie – niezbyt udanego. Czy mamy zakładać, że księża są upośledzeni i nie umieją tego zapamiętać lub poddać analizie porównawczej i potem wnioski wygłosić na ambonie? Podobne argumenty można znaleźć na inne kwestie „nauczania kościoła”, ale nie o tym temat. Skoro ksiądz nie może wypowiadać się na temat rodziny bo nie ma dzieci, to na jakiej podstawie mówi się o czym księża mogą rozprawiać a o czym nie? Przecież przeciętny człowiek nie kończył seminarium. I wkraczamy w błędne koło. Rozpisywać można by się godzinami, ale szkoda niedzielnego popołudnia. :)

  • K

    Ta dziewczynka to aktorka, która gra rolę psa. I robi to bardzo dobrze, zwłaszcza gdy zaczepia ludzi zabawką, bo psy jak chcą się bawić to właśnie tak robią. Ludzie trapią ją za uszkiem, machają jej przed nosem zabawką – tak się traktuje psy a nie dzieci. Oszukana? Oszukane to są psy, którym daje się dom a potem się je wyrzuca.