ZDROWIE

BRZOZA – MÓJ WRÓG

Mama Kubusia495 views

Do niedawna nie przejmowałam się tym co jem, ani tym bardziej faktem, że coś aktualnie pyli. Obecnie mając już pewną wiedzę popartą badaniami – zaczynam wiązać fakty i muszę przyznać, że bardzo mi się to nie podoba.

Do niedawna o alergii wiedziałam jedynie tyle, że miał ją mój młodszy brat, kiedy był dzieckiem. Często chorował i co chwilę jeździli z nim na różnego rodzaju testy. Wiem też, że z czasem w efekcie leczenia farmakologicznego objawy ustały i temat został zamknięty. Nigdy w życiu nie podejrzewałabym, że w wieku dwudziestu siedmiu lat przyjdzie mi robić skórne testy alergiczne, po których lekarz zdiagnozuje u mnie alergię na brzozę i roztocza. Żeby było ciekawiej, czekają mnie jeszcze testy na różnego rodzaju alergie pokarmowe, bo być może mogę mieć problem z szeroko pojętym nabiałem, co ostro objawiało się u mnie w dzieciństwie. Bądź co bądź, nigdy nie zwracałam uwagi na to, że jakieś drzewko czy trawa mają obecnie najwyższe pylenie, no bo niby po co, prawda?

W ciągu roku przez większość czasu mam zatkany nos, wodnisty katar, a łzy leją mi się z oczu tonami, kiedy tylko opuszczę mury swojego bloku. No i kichanie, prawdziwa zmora. Myślałam jednak, że to efekt niskiej odporności i po prostu co chwilę łapie się mnie jakieś lekkie przeziębienie. I naprawdę nigdy, ale to nigdy nie powiązałabym faktów, gdy nie sytuacja, jaka miała miejsce w dniu mojego badania tomografii siatkówki.

Otóż wyobraźcie sobie sytuację: już po całym badaniu, cała w skowronkach postanawiam zapalić papierosa pod drzewkami, co by mi nerwy spuściły z tonu. Tak, po raz pierwszy od prawie dwóch miesięcy mogłam wreszcie spokojnie odetchnąć, cieszyć się pierwszymi pozytywnymi wynikami. No i tak sobie palę, palę. Kuba czeka z moją mamą w samochodzie, a tu nagle łezki ciurkiem i woda z nosa. Kicham raz, kicham drugi, wracam do samochodu. Moja mama patrzy na mnie zastanawiająco i mówi: „Patrz, to są brzozy.„. Koniec końców jest taki, że już po kilku godzinach miałam całkowicie zatkany nos, z którego płynęła woda i kichałam dosłownie co kilka minut.

W efekcie tego wszystkiego postanowiłam po raz pierwszy zgłębić temat dokładniej. Po diagnozie sprawdziłam po prostu kiedy pyli brzoza, a kiedy roztocza są szczególnie „niebezpieczne” i tyle. Nie drążyłam, jednak kichanie doprowadziło mnie do takiego stanu, że chciałam wiedzieć wszystko. I tym sposobem dowiedziałam się, że w okresie pylenia brzozy (czyli w tym roku od marca do maja), powinnam unikać jedzenia: bananów, jabłek, kiwi, brzoskwini, czereśni, orzechów, migdałów, selera, marchewek, curry i pomidorów. Żyć nie umierać, co?