#PROJEKTMARZENIE

WŁASNE M.

Mama Kubusia1 comment923 views

I głęboko wierzę w to, że nastąpi kiedyś taki dzień, w którym z uśmiechem na twarzy i ciepłem w sercu przekręcę kluczy w drzwiach, za którymi będzie krył się mój własny świat, przepełniony miłością i spokojem.

Własne cztery kąty są marzeniem wielu z nas. Niektórzy mają tyle szczęścia, że już na starcie mają zapewniony ten luksus. Inni ciężko pracują latami, aby dorobić się własnego mieszkania. Są też ludzie, których nie stać na zaciągnięcie olbrzymiego kredytu na poczet własnego kąta, jednak głęboko wierzą, że kiedyś nastąpi ten szczęśliwy dzień. Osobiście należę do tej ostatnie grupy.

Twardo stąpam po ziemi i zdaję sobie sprawę z tego na co mnie stać, a o czym w chwili obecnej mogę jedynie marzyć. Nigdy nie ukrywałam, że marzy mi się własne mieszkanie, w którym Kuba będzie miał swoje małe królestwo. Dom z ogrodem, w którym latem jadalibyśmy śniadania, po czym Kuba pluskałby się w basenie ze zjeżdżalnią.

Miałam dziś tak cudowny sen, że po przebudzeniu starałam się jeszcze zasnąć, aby pożyć jeszcze w tamtym miejscu. Śniło mi się, że wygrałam sporą sumę pieniędzy w jakiejś loterii. Generalnie to mało realne, ponieważ tego typu gier unikam jak ognia nie wierząc w wygraną. Nie pamiętam jaka była to suma, jednak w zupełności wystarczyła mi ona na zakup i urządzanie mieszkania, a sporo jeszcze zostało.

URZĄDZANIE MIESZKANIA

Dom był cudowny – parterowy, z małym ogródkiem, otoczony dookoła zielonymi i równo ściętymi krzaczkami. Ogromny salon z kominkiem, sporej wielkości łazienka i dodatkowe cztery pokoje – po prostu spełnienie moich marzeń. Mieszkanie z mojego snu było w stanie surowym i czekało mnie to co lubię najbardziej – planowanie, projektowanie, urządzanie i dekorowanie. Byłam w swoim żywiole. Cały dom lśnił białymi podłogami, a przez okna wpadała spora ilość promieni słonecznych. Pierwszym pomieszczeniem, za które się zabrałam był pokój Kuby. Ściany w kolorze delikatnego błękitu, białe meble, sporo koszy z zabawkami, stolik, krzesełko. W mojej sypialni ściany skąpane były w delikatnym, pudrowym różu i jasnych szarościach. Sporej wielkości białe łóżko, pokaźne biurko z wygodnym fotelem i wymarzona toaletka z lustrem. W łazience znalazła się wygodna wanna, w której bez problemu mogłam się położyć i rozprostować nogi. Kuchnia skąpana w bieli, połączonej z szarościami i pastelową żółcią. W salonie, na wprost kominka spoczęła duża i wygodna kanapa z milionem poduszek, który mi tak lubimy się z Kubą rzucać. Po prostu przytulne gniazdko, jak ze snów.

DOM ZE SNÓW

Choć jestem realistką, gdzieś w środku głęboko wierzę w to, że moje największe marzenie kiedyś się spełni i choć marzy mi się dom z ogródkiem, z pewnością nie pogardziłabym mieszkaniem na nowo wybudowanym osiedlu. Nie mam jeszcze na to planu, nie mam funduszy, ale wiem, że kiedyś dopnę swego. Po prostu wierzę, że może się udać. Podejrzewam, że największą  dawkę emocji dałoby mi urządzanie własnego gniazdka. Wybór paneli, farb, mebli i dodatków – z pewnością byłabym w swoim żywiole. A potem… Potem mieszkałabym już w swoim własnym M, budziła się we własnym łóżku.

I choć to moje największe marzenie zdaję sobie sprawę z tego, że z pewnością zrealizuję je jako ostatnie.

/foto: pinterest