KSIĄŻKI

ILONA ADAMSKA – „LWICE BINZNESU” | RECENZJA KSIĄŻKI?

Mama Kubusia2 comments456 views

Swoją krótką przygodę z książkami motywacyjnymi skończyłam kilka miesięcy temu. Po przeczytaniu kilku pozycji uświadomiłam sobie, że treści w ogóle do mnie nie docierają i nie wywołują we mnie uczuć, których oczekiwałby ich twórca. Zdecydowałam się jednak poświęcić czas książce Ilony Adamskiej – „Lwice biznesu”. Czy było warto? 

Nie ukrywam, że książka trafiła w moje ręce wyłącznie ze względu na Honoratę – to rozmowy z nią byłam ciekawa, a do całej reszty nastawiłam się bardzo sceptycznie. Myślałam początkowo: „A co mnie jakieś inne kobiety obchodzą, skoro ich nie znam?”… Nie życzyłam nikomu źle, nawet w myślach – jednak po prostu nie byłam zainteresowana tym, jak komuś układa się życie, jak doszedł do miejsca, w którym się znajduje i jak zapracował na swój sukces. Każdy ma przecież swoje życie i to nim powinien się zajmować. Przeczytałam więc wywiad z Honoratą, odłożyłam książkę na półkę i myślałam, że to koniec.

Był to jednak dopiero początek. Pewnego październikowego wieczoru, kiedy czułam się przytłoczona bieżącymi sprawami i nie mogłam wykrzesać z siebie nawet pięćdziesięciu procent tego, co zazwyczaj – potrzebowałam takiego swojego rodzaju motywacyjnego kopa. Czegoś, co pobudzi mnie do działania. Kiedyś, takim motorkiem napędowym było dla mnie szycie, jednak i to, choć sprawa mi wiele radości – nie cieszy już jak kiedyś. Nie to, żebym już nie lubiła szyć, jednak straciłam do tego zapał już jakiś czas temu. Tego wieczoru Kuba już spał, a ja ze swoim brakiem motywacji czułam się jak najbardziej nieszczęśliwa osoba na świecie. Ot tak, bez żadnego powodu, bo przecież nie będę zganiała wszystkiego na napięcie przedmiesiączkowe mimo tego, że mogłabym. Kompletnie nie chciało mi się spać – mimo zmęczenia, moje powieki nie chciały się zamknąć. Pragnęłam czegoś, jakiegoś bodźca, który kopnie mnie w tyłek i mimowolnie popchnie do przodu. Po krótkiej i mało znaczącej wymianie zdań z Honoratą, spojrzałam na swoją półkę z książkami. Przeczytałam wszystkie pozycje, jakie wtedy się na niej znajdowały, po za jedną. Jej biały bok z imieniem i nazwiskiem autorki, oraz tytułem – z daleka wyróżniał się wśród kolorowych pozycji.

Ilona Adamska – „Lwice biznesu

Są pełne pasji i ambicji, wytyczają odważne cele, doskonale sprawdzają się zarówno w prowadzeniu i rozwijaniu własnego biznesu, jak i w pełnieniu kluczowych funkcji kierowniczych i zarządczych. Z odwagą spełniają swoje marzenia – umiejętnie łącząc życie zawodowe z prywatnym. Nie zrażają się porażkami.  Wyciągają lekcje z błędów i z uśmiechem  na twarzy pokonują przeszkody w drodze do sukcesu.

Część zdania, którą podkreśliłam tutaj grubszą czcionką, w jakiś dziwny sposób wywołała uśmiech na mojej twarzy. W tych kilku słowach odnalazłam część siebie i zanim zajrzałam do środka książki przypomniałam sobie, jak wiele trudności w moim stosunkowo krótkim życiu (przecież mam jedynie dwadzieścia siedem lat) udało mi się już pokonać. Ta część z Was, która jest ze mną niemal od początku doskonale wie o czym mówię, na tym blogu pojawiło się przecież kilka tekstów ściśle związanych z moją burzliwą przeszłością…

Książka Ilony Adamskiej liczy sobie zaledwie sto czterdzieści osiem stron, wypełnionych po brzegi rozmowami z kobietami, które śmiało można nazwać kobietami sukcesu. Prowadzą one własne biznesy, które przynoszą im całkiem niezłe dochody. Mają swoje rodziny i często również dzieci, które tak jak dzieci każdej z nas – pragną miłości i wspólnie spędzonego czasu. Kobiety te na swoich kontach mają nie tylko dochody, ale i porażki, które w jakiś sposób je umocniły, pozwoliły spojrzeć na coś z innego perspektywy i pobrać bezpłatną lekcję życia na przyszłość.

Kim jest kobieta sukcesu?

Książka Ilony Adamskiej nie tylko sprawiła, że poczułam się niezwykle zainspirowana – już następnego dnia rozpisałam sobie cały plan na listopad, o czym wcześniej, wspomnianego wieczoru mogłabym jedynie pomarzyć. Ta książka zmusiła mnie również to refleksji o tym, czym jest sukces? Kim jest kobieta sukcesu? Czy to naprawdę musi być bizneswoman? Czy kobietą sukcesu nie może być zwyczajna dziewczyna, każda z nas?

Oczywiście, że TAK. Doszłam do wniosku, że każda z nas może być kobietą sukcesu, przecież dla każdej z nas słowo sukces oznacza zupełnie coś innego. Każda z nas ma zupełnie inne priorytety, cele, marzenia. Każda z nas ma również inną przeszłość i zupełnie inny bagaż doświadczeń.

Mój sukces?  Mimo wszystko, jestem tu i teraz, a dodatkowo, mimo problemów zdrowotnych, które wynikają z powikłań związanych z chorobą tarczycy – mam się całkiem dobrze. Pracuję w domu, sama decydując o godzinach i czasie swojej pracy. Zarabiam pieniądze nie wychodząc z domu i ostatnimi miesiącami wiedzie mi się naprawdę dobrze. Mam wspaniałego syna, który potrafi już tak wiele, że czasem mimowolnie moje oczy zachodzą łzami. Już dawno mogłabym usiąść i płakać. Rozpaczać nad tym, że jesteśmy z Kubą sami. Rozpaczać nad tym, że niemal każdy mój wieczór wygląda tak samo…

Ale cholera, ja lubię to swoje życie! Gdybym mogła cofnąć się w czasie, niczego bym nie zmieniła. Niczego też nie żałuję, nawet największych błędów i „głupoty” z młodzieńczych lat. Swego czasu wpadłam w przysłowiowe „gówno” i choć chwilami wydawało mi się, że byłam na jego samym dnie – udało mi się wychylić po za nie głowę. Z czasem udało mi się też wyjść z niego i pozornie zapomnieć, że w ogóle kiedyś znajdowałam się w takim miejscu. Pozornie – ponieważ każde, a szczególnie te najbardziej przykre i bolesne doświadczenia – są dla nas cennymi lekcjami. Bez tych najgorszych sytuacji, jakich doświadczyłyśmy – nie byłybyśmy takie same. Byłybyśmy uboższe, zdecydowanie.

Kobietą sukcesu może zostać każda z nas. Jedynie od nas samych zależy, co określamy tym słowem i jakie ma ono dla nas znaczenie.

img_20161113_200054

untitled-1

  • boskie to zdjęcie :) dziękuję Ci za miłe słowa i za ogromne wsparcie od… wow… już kilku lat :D

    • Wsparcie mówisz…?
      To co ja mam powiedzieć?