MATKA TEŻ CZŁOWIEK

INTUICJA

Mama Kubusia7 comments624 views

Co robisz, kiedy targają Tobą wątpliwości związane z rozwojem, chorobą, czy wychowaniem Twoje dziecka? Co robisz, kiedy nagle zaczyna się ono zachowywać w szokujący dla Ciebie sposób, a źródła tego zachowania nie potrafisz namierzyć? Niech zgadnę – przeglądasz internet? To Twój błąd.

Mimo tego, że swojego pierwszego bloga założyłam mając siedemnaście lat – już wcześniej moje profilowe cieszyły się popularnością w internecie. Pod koniec roku 2007 założyłam photobloga o nazwie „xgwiazdkax„, wszystkie moje konta na profilach społecznościowych nosiły nazwę „Plastic Superstar„. Liczbę odwiedzin notowałam wtedy w kilkunastu tysiącach dziennie. To  było coś, ale było też „coś za coś„. Moja cierpliwość skończyła się, kiedy podczas jednej z imprez w plenerze w Gdańsku robiłam siusiu na uboczu i byłam pewna, że nikt mnie nie widzi. Nagle, w trakcie tej czynności usłyszałam krzyki: „O Matko, to Ona! To Gwiazdka! Zobacz, to Plastic Superstar! Ej, to Gwiazdka, to Karolina!„. Nie dość, że czułam się skrępowana, to dodatkowo po raz pierwszy w życiu naprawdę dotarło do mnie, że brakuje mi prywatności. To były czasy, kiedy młodzież doskonale mnie znała, ja byłam popularna i wydawało mi się, że to było fajne. Owszem, było, bo niosło za sobą wiele przyjemnych sytuacji. Nie było jednak fajne w praktyce, bo mimo tego, że czułam się fajnie z tym całym fejmem, rozpoznawalnością na imprezach, mimo tego, że miałam najlepszego przyjaciela, z którym mieszkałam – CZUŁAM SIĘ SAMOTNA. Pewnego dnia, wiosną, ot tak, bez większego zastanowienia skasowałam photobloga i profile społecznościowe. Czasem żałuję, bo wiem, że gdybym tego nie zrobiła – dziś żyłabym w zupełnie innym świecie i nie martwiłabym się o hajs, ani nic innego.

Jednak nie na tym chciałam się skupić.

Jakieś cztery lata żyłam spokojnie. Oczywiście mimo zamknięcia kont i utworzenia nowych, teoretycznie bardziej prywatnych – w sieci wciąż byli ludzie, którzy za mną podążali. Z jednej strony było to miłe, z drugiej niestety, coraz częściej spotykałam nie tyle z kulturalną krytyką, co po prostu z chamskim, bezczelnym hejtem. Nieważne co opublikowałam, nieważne w jaki sposób – zawsze znalazł się KTOŚ, kto wybrzydzał. I to w bardzo niekulturalny sposób. Chamsko wyśmiewano moje upodobania, zainteresowania. Cokolwiek nie powiedziałam – było to wyśmiewane, dosłownie szykanowane. Zaczęło mnie to męczyć. Bardzo. Ponownie skasowałam stare konta i utworzyłam nowe. Niestety osoby, które obrały sobie za cel – zniszczenie mnie – i tak mnie znalazły. Udało mi się zniknąć z siebie dopiero w momencie, gdy utworzyłam konto pod obcojęzycznym imieniem i nazwiskiem.

I wtedy zaszłam w ciążę.

Jak doskonale wiecie nie był to dla mnie dobry czas. Mój ówczesny partner mnie oszukiwał w bardzo ważnych sprawach. Ukrył długi, ukrył nawet fakt, że jest już ojcem innego dziecka, na które mimo nakazu sądu nie płaci nawet alimentów. Byłam jego zabawką, a mimo tego, zakochana, miesiącami łudziłam się, że uda nam się stworzyć rodzinę. Całe dnie spędzałam sama żyjąc o suchym chlebie i zupkach chińskich. Dla niego najważniejsze wtedy były dwie rzeczy: jego Honda i imprezy. Powoli zbieram się do publikacji tekstu dotyczącego mojej ciąży. Zbieram się od dwóch lat. Ten tekst jednak z pewnością ujrzy kiedyś światło dzienne, tym bardziej, że wiem, że moja  sytuacja nie była odosobnioną. Wracając do tematu… Moja mama płakała mi do słuchawki, prosiła, bym wróciła do domu, a ja mimo to – ja uparcie broniłam tego człowieka. Byłam głupia, teraz to wiem. Nie chcę i nie będę mówić o nim źle, bo jednak jest on dawcą życia mojego syna. To dzięki niemu mam obok siebie największe szczęście w moim życiu. Jednak… Odeszłam, urodziłam Kubę i nagle…

Poczułam się źle…

Wcześniej zapisałam się na jednym z for dla mam, które gromadziło mamy rodzące w tym samym miesiącu. Zżyłyśmy się, poznałyśmy. Wiecie kiedy zaczął się cyrk? Kuba miał niecałe 4 miesiące, a ja z każdym dniem czułam się coraz bardziej samotna. Miałam wsparcie rodziców, jednak mimo to, zawsze płakałam w wolnym czasie. Zdarzyło mi się dosłownie dwa razy (doskonale pamiętam te sytuacje) płakać w obecności maleńkiego Kuby. I wiecie jakie odpowiedzi otrzymałam? Bardzo złe, nie zacytuję, bo już nie pamiętam. Próbowano zrobić ze mnie potwora, sugerowano mi, że mogłabym zabić własne dziecko. Dacie wiarę? Oczy prawie wyskoczyły mi, kiedy czytałam te głupoty. Nie wiedziałam, czy się bać, płakać, czy śmiać.

Internet wie najlepiej!

W tamtej chwili skończyłam z poszukiwaniami rozwiązania problemu w internecie. Od tamtego dnia już nie pytałam koleżanek na portalach. Zdałam się na siebie. Nieważne jak ciężko było mi samej z maleńkim dzieckiem, postanowiłam, że dam radę. Wiedziałam, że muszę i że to dziecko ma tylko mnie. Zrozumiałam, że inne matki nigdy nie zrozumieją naszej sytuacji, mimo tego, że próbowały. I wtedy dotarło do mnie coś jeszcze – WARTO ZAUFAĆ INTUICJI. To najlepsze co mamy my – ludzie. W głębi serca tylko my wiemy, co dla nas najlepsze. Nie mamy, te z internetu. Nie mamy, te z Facebooka. Nie mamy, które są aktywne w grupach na forach i społecznościówkach.

Czasem, słuchając innych – możemy jedynie zrobić krzywdę sobie i dzieciom. Inne osoby nie znają motywów naszego działania – mogą oceniać nas jedynie na podstawie konkretnych czynów, czy wydarzeń i tego, w jaki sposób się zachowałyśmy. Od tamtego dnia, nigdy już nie szukałam realnych rozwiązań problemów w internecie. Owszem, z ciekawości wpisywałam jakieś hasła w Google.

Dotarło do mnie jednak, że jedyną osobą, która zna odpowiedź na wszystkie pytania związane ze mną i z moim synem – jestem JA. Dotarło do mnie, że kiedy jest potrzeba, nie szukam rozwiązań w internecie, ale idę z synem do lekarza. Nieważne, czy to kropki na plecach, wrastające paznokcie, czy kilkudniowa gorączka.

Zaufaj sobie i swojej intuicji. To najlepsze, co możesz zrobić.

  • Andrzej

    szczere.. Gdybym sugerował się tym co piszą w internecie, to moje dziecko najprawdopodobniej już by nie żyło. Co do for dla mam. Moja żona była w grupie mam dzieci z października i byla masakra. Co druga najmądrzejsza. Będę zaglądał do Ciebie częściej Pozdrawiam

  • Kiedy urodził sie moj pierwszy syn przez pierwsze 2-3 lata zawsze jak tylko zaczynalo mu cos dolegac, zanim nie dotarlam do pediatry wstukiwalam objawy w google i…siwialam. Dosłownie. TO taki czort że zawsze dopasuje Ci je do najgorszych chorób. Najgorsze bo takie dzialanie uzaleznia. Dopiero po któryms razie, kiedy forumowe mamy stwierdzily ze moj syn (wcale go nie widzac) juz dawno powinien lezec na sali operacyjnej. One głupio radziły, ja głupia pytałam…Na szczęscie wyroslam z tego.

  • masz rację, intuicja to jest to czym również i ja się kieruję.