AZJAKSIĄŻKI

YI MUN-YOL – „NASZ SKRZYWIONY BOHATER”

Mama Kubusia357 views

Dziewięćdziesiąt sześć stron szalenie trudnej powieści, która niemal każdym zdaniem zmusza  do chwili refleksji. Książka autora z Korei Południowej, której ostatnie zdania sprawiły, że płakałam razem z głównym bohaterem.

img_20161102_093315

Han Byong-tae miał dwanaście lat, kiedy w skutek degradacji ojca -który wcześniej był pracownikiem administracji publicznej – przeniósł się wraz z rodziną z Seulu, do jednego z miasteczek na prowincji Korei Południowej. Byong-tae wierzył, że skoro wcześniej uczęszczał do prestiżowej szkoły, to bez problemu stanie się liderem i zyska uznanie w nowym miejscu. Już pierwszego dnia doznał wielkiego rozczarowania i uświadomił sobie, jak bardzo szkoła na prowincji różni się od tej, w której z dumą uczył się wcześniej. Chłopiec był bardzo pewny siebie, dobrze się uczył i posiadał zdolności plastyczne. Myślał, że zostanie powitany z szacunkiem zarówno przez nauczyciela, jak i nowych kolegów. To złudne marzenie szybko prysło. W Seulu najważniejszy był nauczyciel i to do niego uczniowie przychodzili z wszelkimi kłopotami. Jednak w tym miasteczku, w tej szkole i w klasie liderem był gospodarz klasy – Om Sok-dae, któremu wychowawca ufał bezgranicznie. Byong-tae wyszedł z założenia, że mimo wysokiej pozycji Sok-dae, której kompletnie nie rozumiał, nie może pokazać swoich słabości. Niestety, marzenie chłopca o byciu liderem w grupie zostaje jeszcze brutalniej zdeptane, kiedy staje się ofiarą pośrednich działań Sok-dae. Byong-tae podejmuje walkę przeciw liderowi, a jego życie na prowincji zamienia się w koszmar. Dopiero z czasem udaje mu się na swój sposób stać ulubieńcem Sok-dae, jednak nowy nauczyciel, który opiekuje się klasą – całkowicie zmienia panujący porządek. Demaskuje on wszystkie przewinienia Sok-dae i z pozycji lidera, zmienia go w bezradnego, płaczącego ucznia.

img_20161102_093341

Ta powieść koreańskiego pisarza Yi Mun-Yol brutalnie skradła moje serce. Już w pierwszych zdaniach bez problemu odnalazłam się w lekturze, która wywołała we mnie lawinę skrajnych uczuć. Potrafiłam dokładnie wyobrazić sobie twarze chłopców, ich miny podczas wypowiadania słów, a także postać pewnego siebie Sok-dae, która od początku była dla mnie niezwykle intrygująca i z którą nie wiedzieć dlaczego, na swój sposób się utożsamiałam. „Nasz skrzywiony bohater” z pewnością nie jest jedną z tych pozycji, po przeczytaniu której szybko zanika w pamięci. To opowieść o buncie, władzy i ogromnej, wręcz przerażającej, ale i niezwykle prawdziwej potrzebie akceptacji.

Któż z nas nie potrzebuje akceptacji? Bez względu na to, czy mowa o pozycji w pracy, w szkole, w rodzinie – pragnie jej każdy z nas. Kiedy przez dłuższy czas przychodzi nam przebywać w jakiejś grupie osób – desperacko chcemy być akceptowani. Nikt z nas nie chce zostać wyśmiewanym i poniżanym na każdym kroku wyrzutkiem. I tak naprawdę taką (małą, lub większą) walkę o akceptację przeszedł każdy z nas. Najpierw będąc dzieckiem – w szkole, a później w dorosłym życiu.

Otworzyłem oczy i znów spojrzałem w stronę Sok-dae. Zabierali go, a on ocierał rękami w kajdankach krew z kącików ust. Rzucił spojrzenie w moją stronę, kiedy mnie mijał, ale chyba mnie nie rozpoznał…
Piłem do późna, siedząc obok śpiących dzieci i żony. Chyba nawet uroniłem kilka łez, ale nie potrafię powiedzieć – za siebie, za niego, z ulgi wobec świata i życia, a może za nowe zmartwienia… Do dziś nie umiem sobie tego wytłumaczyć.