MATKA TEŻ CZŁOWIEK

ZABIJ SWOJE MYŚLI

Mama Kubusia639 views

Wiele jest pięknych blogów, blogerek. Wiele jest rodzin kompletnych, gdzie obydwoje małżonków pracuje i stać ich na wiele, mogą o wiele więcej niż taka samotna mama, która przeciera szlaki na własnej drodze. Która dąży do poprawy swojego bytu i swojego dziecka.

Ostatnimi czasy udało mi się ponownie nakierować wszystko na właściwy tor – swojego bloga, swoją pracę, a przede wszystkim swoje życie. Od kilku tygodni wreszcie czuję, że wszystko znów idzie w dobrym kierunku, że udało mi się pokonać te wszystkie trudności, jakie od wielu miesięcy stawały na mojej drodze do lepszego jutra. Udało mi się wreszcie oddzielić sprawy zdrowotne, od spraw codziennych, powiedzmy bieżących – chociaż tak naprawdę są one przez cały czas powiązane niezależnie od tego, z której strony na to patrzę.

Odczuwam ogromną radość i czerpię wielką inspirację z racji tego, że ponownie otrzymuję od Was wiele wiadomości, które nie tyczą się wyłącznie błahostek, ale i Waszych problemów zdrowotnych, życiowych, czasem miłosnych. Z jednej strony w pełni zdaję sobie sprawę z tego, że nie jestem upoważniona do tego, aby komukolwiek z Was udzielać rad – i choć część z Was uważa inaczej, ja wychodzę z założenia, że naprawdę nie robię niczego nadzwyczajnego wychowując sama syna, kocham swoje dziecko i robię dla niego wszystko tak samo, jak rodzice w pełnych rodzinach. Z drugiej jednak strony bardzo cieszy mnie fakt, że część z Was, to właśnie mnie wybiera na powierniczkę swoich rozterek i tajemnic. To bardzo miłe, ale i jest to też swojego rodzaju odpowiedzialność, ponieważ mimo tego, że zawsze w korespondencji z Wami podkreślam, że to jedynie mój punkt widzenia, to powinniście kierować się swoimi uczuciami i potrzebami – z powodu jednej z takich konwersacji miała miejsce ogromna tragedia. Nie chcę wywlekać tutaj szczegółów tej sytuacji, jedynym, co chciałabym ponownie podkreślić to fakt, że mimo słuchania rad innych, nawet przyjaznych nam osób – powinniśmy zaufać naszej intuicji, bo jedynie my jesteśmy w stanie określić jakie konsekwencje może przynieść nasza decyzja i do jakich czynów może posunąć się inna, bliska nam osoba w efekcie tej decyzji.

Dostałam dzisiaj przemiłego mejla, wiecie – taka wiadomość, która wlewa do Twojego serca sporą dawkę miłości, która sprawia, że uśmiechacie się od ucha do ucha, taka wiadomość, dzięki której odczuwacie satysfakcję i czujecie  się docenione, a jednocześnie brakuje Wam właściwych słów, by móc logicznie na nią odpowiedzieć.

To wcale nie jest tak, że jestem twarda jak kamień i nigdy nie płaczę. To nie jest tak, że nie muszę martwić się o jutro, o pieniądze. To wcale nie jest tak, że ja zawsze widzę wszystko przez różowe okulary i znajduję wyjście z każdej sytuacji. Z różnych źródeł wiem, że właśnie tak niektóre osoby mnie postrzegają i nie mam im tego za złe, chociaż taki obraz mojej osoby daleko odbiega od rzeczywistości.

Jakiś czas temu zrozumiałam, że najgorsze zło – te, które nas otacza, które spędza nam sen z powiek, które powoduje, że nasze serce szybko, a nasze ręce trzęsą się jak galaretka, to najgorsze zło – siedzi w naszych głowach. To my to zło tworzymy, kreujemy i karmimy naszym strachem. To jedynie my sprawiamy, że to zło rośnie do niewyobrażalnych rozmiarów i z czasem zaczyna nas łamać, paraliżować, odbierać nam chęci do życia i nadzieję na lepsze jutro. Tym złem są nasze myśli, od których czasem nie potrafimy się odgonić. Zamiast karmić je naszym lękiem i niepewnością, powinniśmy je zabić, najszybciej jak to możliwe.

Mimo mojego założenia, że z każdej sytuacji da się znaleźć wyjście, a wszystkie przykre momenty są jedynie po to, abyśmy wyciągnęli z nich odpowiednią lekcję na przyszłość – mnie też dopadają takie myśli. Czasem, kiedy obudzę się rano, zanim jeszcze otworzę oczy – moje serce już bije jak oszalałe. Mam wtedy dziwne wrażenie, że w czasie, kiedy spałam wydarzyło się coś złego, że muszę szybko ogarnąć sytuację, by zapobiec katastrofie. Czasem mam takie dni, kiedy wolałabym zasnąć i obudzić się dnia następnego, albo jeszcze później. Tyle, że życie w ten sposób to niestety droga donikąd. Nieważne, czy żyjemy same z dzieckiem, czy mamy męża u boku – takie myśli i trwanie w nich, to naprawdę nic dobrego.

Dotarło jednak do mnie coś ważniejszego i to już bardzo dawno temu. Bez względu na to, czy macie partnerów, czy wychowujecie dzieci same – Wasze ukochane dzieci uzależnione są od Waszych emocji i powiedzmy „stanu psychicznego”. Dzieci są w stanie od razu zauważyć, czy jesteśmy w dobrym, czy złym humorze. Widzą, czy mamy ochotę przeleżeć cały dzień bijąc się z myślami, czy mamy masę energii do zabawy z nimi. I wedle tego, również ich humor w danym dniu ulega zmianie.

I głównie dlatego zazwyczaj staram się odganiać wszelkie złe myśli. To właśnie dla mojego syna – zabijam je, zanim zdążą jeszcze brutalnie spustoszyć moją codzienność. Robię to dla niego, bo jego szczęście i bezpieczeństwo są dla mnie najważniejsze. Doskonale wiem, że kiedy ja będę zadowolona, pełna energii i szczęśliwa – taki będzie również mój syn.

img_20161124_220430