MATKA TEŻ CZŁOWIEK

Z JAKIEGO POWODU W TYM ROKU WRESZCIE CZUJĘ MAGIĘ ŚWIĄT? +BONUS

Mama Kubusia343 views

Nigdy nie lubiłam Świąt Bożego Narodzenia, choć nie udało mi się znaleźć powodu takiego stanu rzeczy. Dwa lata temu przez moment odczułam świąteczną moc, jednak już rok temu (z perspektywy czasu) wszystko zdawało się być sztuczne. Teraz naprawdę czuję wyjątkową magię, pierwszy raz w swoim życiu.

Mijający już rok był dla mnie wyjątkowo trudny – nigdy tego przed Tobą nie ukrywałam i nadal nie zamierzam tego robić. Już sam początek roku nieźle dał mi w kość pod kątem zdrowotnym, później rozstanie z partnerem, a później już tylko niekończące się badania i wizyty u przeróżnych lekarzy. Schemat zawsze ten sam: wizyta – wstępne podejrzenie – badania – wynik potwierdzający podejrzenie – powtórka badań – czarna dziura. I tak w kółko, miesiącami. Z każdym dniem czułam się coraz gorzej, a w mojej głowie zaczęły się pojawiać coraz gorsze myśli. Przepłakałam wiele nocy tylko po to, by rankiem wstawać i przyklejać sztuczny uśmiech na twarz. Układałam w głowie różne scenariusze, różne rozwiązania, moje serce biło coraz szybciej, a mi z każdym dniem coraz bardziej brakowało sił. Godziłam się z tym, że mogę mieć guza w przysadce mózgowej, że mogę mieć zwyrodnienie plamki żółtej i bieguna tylnego w prawym oku, że mogę mieć hashimoto. Koniec końców zmarnowałam nerwy, pieniądze, a przede wszystkim czas.

Czas, którego nikt nigdy mi nie odda.

Czas, który dla odmiany mogłabym poświęcić na obejrzenie dobrej, koreańskiej dramy, która pomogłaby mi zrelaksować się po ciężkim dniu. Czas, który mogłabym poświęcić na dobrą książkę, która oderwałaby mnie od rzeczywistości. Czas, który mogłabym poświęcić na długą kąpiel w wannie pełnej gorącej wody i piany. Jak widzisz, nie napisałam „czas, który mogłabym poświęcić mojemu synowi„. Spytasz, dlaczego? Wiesz, mimo tego, jak cholernie było ciężko – Kuba był na pierwszym miejscu, właściwie można powiedzieć, że przez te wszystkie badania i wizyty lekarskie przeszłam dla niego. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że Kuba będzie potrzebował mnie jeszcze przez długie lata i nie mogę pozwolić sobie na to, aby zabrakło mnie z powodu mojego zaniedbania. Mimo tego całego syfu, który mnie otaczał i który panoszył się w mojej głowie – Kuba był wtedy dla mnie na pierwszym miejscu. Co prawda, jak wcześniej już Ci wspominałam – nie udało mi się zrealizować wszystkiego, co założyłam sobie na wakacje, jednak z perspektywy czasu – nie odczuwam żalu.

Odczuwam ogromną radość.

Wiesz, może wyda Ci się to dziwne, ale cholernie cieszę się z tego, że udało mi się nabrać do tego wszystkiego dystansu. Spojrzałam na to pod innym kątem, z innej perspektywy. Z czasem przestałam się przejmować, później odetchnęłam, by móc zacząć się śmiać. Szczerze, śmiać się, jak kiedyś.

Otacza mnie jakaś taka dziwna magia. Mój czteroletni syn w tym roku wyjątkowo czeka na Święta Bożego Narodzenia. W przygotowaniach świątecznych może pomóc zdecydowanie bardziej angażując się, niż jeszcze rok temu. W tym roku własnymi rączkami mieszał ciasto do pierników, czego jeszcze rok temu zrobić nie chciał. Czeka nas mega intensywny weekend. Już jutro upieczemy i udekorujemy pierniczki, ciasteczka kruche i maślane. Okna w mieszkaniu ozdobimy sztucznym śniegiem. W niedzielę przyjmiemy gości, a w poniedziałek wspólnie skończymy sprzątanie. Kuba trzymając mnie za jedną rękę, w drugiej będzie trzymał siatkę z papierowymi śmieciami i razem pójdziemy je wyrzucić. Już dzisiaj, podczas pierwszego, świątecznego sprzątania i wcześniej, podczas próbnych wypieków – towarzyszyły nam dziecięce, świąteczne melodie.

I poczułam to.

Poczułam tą magię Świąt, o której odczuciu marzyłam latami. Poczułam to wewnętrzne szczęście. Wreszcie poczułam, że to wszystko nie jest na pokaz. Poczułam, że nikt mi nie karze, nikt mnie nie zmusza, nikt mnie nie napomina. To wszystko robię, bo chcę, bo czuję, że powinnam, bo mam na to ochotę i wiem, że robiąc to sprawię radość najważniejszej dla mnie osobie na świecie. Wiesz o czym mówię, prawda? I właśnie tak chcąc, starając się DLA NIEGO, pomagając mu poczuć magię Bożego Narodzenia – sama ją poczułam. I wiesz, naprawdę, nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak przeogromną radość z tego tytułu odczuwam.

BONUS!

I wiesz co, czując dziś to przeogromne szczęście i patrząc na to, jak jakość mojego codziennego życia zmienia się na plus, postanowiłam, że już dzisiaj, teraz, odpowiem na pierwsze dziesięć pytań, jakie czytelnicy zadali mi w ankiecie, o której pisałam na fan page. Nie było Cię tam jeszcze? Proszę, poświęć chwilę: KLIK. Możesz?

1) Czy rozważasz opcję angażowania się w najbliższym czasie w jakiś związek ? Czy dobrze jest Ci tak jak jest?

Ajjjjjjjjj, ciężkie pytanie. Naprawdę mega ciężkie. Już Ci tłumaczę dlaczego. Dobrze jest mi tak jak jest, teraz mam sporo czasu na wszystko, na co chcę ten czas znaleźć. Doszłam znów do momentu, w którym czuję, że mężczyzna nie jest mi do szczęścia potrzebny. Z drugiej jednak strony, naprawdę nie wiem, jak potoczy się moje życie za jakiś czas. Nie jestem zamknięta na ewentualny związek, jeśli poznałabym kogoś odpowiedniego. Jednak nie pałam też szczególnym entuzjazmem, kiedy o takiej opcji myślę. Po prostu myślę, że co ma wisieć, nie utonie. Nie mogę jednoznacznie odpowiedzieć na te pytanie.

2) Jak często rozmawiasz z Kubą o uczuciach?

Szczerze? Każdego dnia, po kilka razy. Kiedy widzę, że się złości, pytam go, czy tak jest i pytam o powód. Kiedy wydarzy się coś dobrego i Kuba mówi mi, że jest szczęśliwy – proszę go, aby wytłumaczył mi, dlaczego tak jest. Na rozmowę o różnego rodzaju uczuciach najwięcej czasu poświęcamy wieczorem, kiedy przytuleni w łóżku rozmawiamy o wszystkim i niczym. Wolę od początku oswajać syna z uczuciami, jakie mu towarzyszą. Chciałabym, aby w przyszłości potrafił określać swoje uczucia, a przede wszystkim o nich rozmawiać z innymi.

3) Czy nie czujesz się samotna jako kobieta? nie brakuje ci czułości ze strony mężczyzny? nie mówimy oczywiście o Kubusiu :)

W tej chwili, absolutnie nie. Nigdy jakoś nie zagłębiałam się w ten temat, serio. Haha, chociaż nie wiem co będzie, jak w lutym obejrzę premierę kolejnej części Grey’a.

4) Czy związałabyś się z bliskim Ci mężczyzną, gdyby Twój syn był temu przeciwny?

Wiesz, to zależy od tego, z czego wynikałby ten sprzeciw. Jeśli miałby on jakieś sensowne podstawy – NIE. Jeżeli jednak sprzeciw Kuby wynikałby jedynie z zazdrości (w czym nie byłoby nic dziwnego), rozmawiałabym z nim dniami i nocami, tłumacząc mu sytuację. Jeśli o to by nie pomogło – NIE, nie związałabym się. Kuba jest kimś, za kogo jestem odpowiedzialna i jego szczęście w takiej sytuacji byłoby dla mnie ważniejsze, co zresztą udowodniłam już w tym roku.

5) Jak tam sklep? Czy to był dobry pomysł, czy niewypał?

Dziękuję za przypomnienie, bo nie zaglądałam tam niemal od początku jego „założenia”. Kompletnie zapomniałam o sprawie, bo i sam fakt powstania tamtego miejsca nie był dla mnie jakoś szczególnie ważny.

6) Co chciałabyś zmienić w 2017 roku?

Powiem Ci tak, jeśli z początkiem nowego roku, wszystko będzie szło w tym samym kierunku, co teraz – nie chciałabym zmieniać nic. Czuję się pewna siebie, swoich możliwości, czerpię satysfakcję ze swojej codziennej pracy, chociaż tak naprawdę jest to zajęcie niemal 24/7. Nie chcę narzekać, bo jest dobrze. Generalnie chciałabym jednak zmienić swój stosunek do samej siebie i nieco podwyższyć moją mega niską samoocenę.

7) Jak tłumaczysz Kubusiowi brak taty?

Kuba spytał o ten fakt tylko dwa razy. Nie chcąc się powtarzać, posłużę się linkiem do wpisu z blogowego fan page, gdzie o tym wspominałam: klik. Od tamtej pory nic się nie zmieniło.

8) Co się stało z Twoim partnerem, z ktoś byłaś przez jakiś czas?

Z Grześkiem? Hmmm, prawdę mówiąc nie rozumiem głębszego sensu Twojego pytania. Nic się z nim nie stało – rozstaliśmy się w zgodzie i nadal utrzymujemy kontakt. Grzesiek żyje i ma się przynajmniej dobrze.

9) Czy w tym roku zrobiłaś wszystko co zaplanowałaś na samym jego początku?

Absolutnie NIE, zrobiłam wszystko na odwrót. Wszystko poszło totalnie nie po mojej pomyśli, wszystko wyszło zupełnie inaczej, niż planowałam. Teraz jednak widzę, że to ja źle to zaplanowałam, bo życie potoczyło się dobrze. Naprawdę nie skasowałabym żadnego wydarzenia z mijającego roku.

10) Jak Ty to robisz? Że wszystko tak idealnie ogarniasz i że z największego dołu potrafisz się podnieść.

Nie mam na to recepty. Tak samo jak Ty, mam gorsze chwile, nawet takie naprawdę kiepskie. Ogarniam, bo mam dla kogo. Podnoszę się, bo na leżąco niczego nie zrobię. Naprawdę nie widzę tutaj powodu do oklasków, czy klepania po plecach. Po prostu wbrew wszystkiemu i wszystkim robię swoje – jak każda mama!