PARENTING

KROKI MILOWE – ROZWÓJ DZIECKA Z WIEKU 9-12 MIESIĘCY

Mama Kubusia4 comments456 views

Okres między dziewiątym, a dwunastym miesiącem życia Kuby był najbardziej intensywnym czasem w naszym życiu, licząc od momentu, w którym mój syn pojawił się na świecie. Jak wspominam te wakacje i dlaczego były tak istotne?

Dzieci w ostatnim kwartale swojego pierwszego roku życia są już zdecydowanie bardziej sprytne, mądrzejsze i wykazują się intencjonalnymi zachowaniami. To ważny czas, w którym zaczynają rozumieć coraz większą ilość wypowiadanych przez nas słów, podejmują pierwsze próby wstawania, chodzenia z podparciem, a później niepewnie stawiają pierwsze, samodzielne kroki. W tym okresie dzieci próbują również wypowiadać pierwsze słowa i zaczynają się z nami w ten sposób komunikować – i choć w większości nie potrafią jeszcze powiedzieć wszystkiego, co chciałyby nam przekazać – rozumieją nas doskonale.

ROZWÓJ DZIECKA W WIEKU 9-12 MIESIĘCY

Doskonale pamiętam tamten czas. Mój syn dorastał tak szybko i niemal każdego dnia zaskakiwał mnie czymś nowym. Wciąż nie mogłam uwierzyć, że z maleńkiego, zaledwie 2,5-kilogramowego chłopca wyrósł już mały chłopczyk, który za chwilę będzie obchodził pierwsze urodziny. Jeszcze jakiś czas temu był maleńkim bobasem, który przez większość czasu wisiał na piersi i spał, a nagle zaczynał wykonywać coraz więcej czynności i wypowiadać pierwsze słowa. Nie miał już żadnego problemu z przemieszczaniem się po mieszkaniu, dosięganiem rzeczy znajdujących się na półkach, czy ze wskazywaniem rzeczy, o które go poprosiłam. Chętnie przysłuchiwał się dziecięcym piosenkom, śmiał się głośno, kiedy klaskałam „kosi, kosi, łapki…„, a zabawa w „akuku!” była jego ulubioną – co zresztą do dzisiaj sprawia mu ogromną radość, w formie zabawy w chowanego. Uwielbiał wrzucać plastikowe foremki do sortera, przeglądać nowe książki i słuchać mojego głosu podczas wieczornych opowieści, które miały na celu wyciszenie go przed snem. Pamiętam jak lubił, kiedy trzymając go na rękach podchodziłam z nim do lustra w dużym pokoju, gdzie najpierw robił zdziwioną minę, a następnie uśmiechał się i dotykał rączką swojego odbicia. Pamiętam też pierwsze upadki i przegryzione wargi, do których dochodziło podczas prób samodzielnego chodzenia.

W tym czasie nie byłam jednak kimś, kto stawał za dzieckiem krok w krok i wyręczał je we wszystkim. Nie mam oczywiście na myśli tego, że pozostawiałam syna samego sobie i zajmowałam się czymś innym, absolutnie. Zawsze byłam obok, byłam w zasięgu jego wzroku, aby nie pozbawiać go poczucia bezpieczeństwa. Jednak nie wyręczałam go w próbach samodzielnego wstawania, nie przekładałam za niego grubych kart w książeczkach. Dopingowałam go i starałam się być raczej kimś, do kogo zawsze może przyjść, kiedy coś pójdzie nie tak. Starałam się być kimś, do kogo może przytulić się w trudnych chwilach i kto pomoże mu zrozumieć targające nim emocje. Pamiętam dokładnie, że mimo tego, że Kuba był wtedy niespełna rocznym dzieckiem, wiele czasu spędzałam na tłumaczeniu mu różnych zjawisk, zachowań, konsekwencji. Kiedy upadał i płakał, przytulałam go i tłumaczyłam, co przyczyniło się do tego, a następnie dopingowałam go w kolejnej próbie. Nigdy nie byłam osobą, która podczas małej tragedii dziecka mówiła mu, że nic się nie stało – zresztą na ten temat popełniłam kiedyś obszerny wpis, który znajdziecie w archiwum i pod którym nadal podpisuję się rękoma i nogami.

W tym ważnym okresie postawiłam na budowanie silnej i zdrowej relacji dzieckiem. Poświęciłam czas na wspomaganie go w jego rozwoju i wierzę, że właśnie dlatego – moje dziecko jest teraz takie, jakie jest. Jestem pewna tego, że to właśnie tamte miesiące przyczyniły się do tego, jak wygląda teraz moja relacja z synem – a osoby, które są z nami blisko często to potwierdzają. Kilka moich koleżanek, które mają dzieci w wieku bardzo zbliżonym do Kuby, wspominają czasem, że ich dzieci nie chcą już przytulać się jak kiedyś i nie czerpią tak ogromnej radości ze wspólnie spędzonego czasu. Owszem, ich dzieci kochają rodziców, co przecież jest naturalne, jednak znajome wspominają, że ich relacja z dzieckiem nie jest już tak silna, jak kiedyś. Ja niestety nijak nie mogę się do tego odnieść. Kuba każdego dnia daje mi odczuć, jak bardzo jestem dla niego ważna i wcale nie mówię teraz o byciu „mamisynkiem„, a o świadomości dziecka, że zawsze może liczyć na moją pomoc. Mimo swojej samodzielności, nadal uwielbia się przytulać, dawać buziaki. Jestem świadoma, że to właśnie pierwszych kilkanaście miesięcy życia dziecka kształtuje jego charakter, światopogląd, otwartość na emocje i sposób radzenia sobie z nimi. I właśnie dlatego jestem pewna, że dobrze przeżyliśmy z Kubą tamten czas.

W końcu nie na darmo mówi się, że czym skorupka za młodu nasiąknie…

  • Jejkuuuu pamiętam takiego Kubusia <3
    Moja Karina w lipcu będzie miała 4 lata i jest strasznym przytulaskiem, kocha się tulić. Wiktoria (9 niebawem) też, ale już mniej niżeli Karina. Więź z dzieckiem jest bardzo ważna :)

  • o kurcze, kiedy Kubuś był taki malutki jeszcze się nie znałyśmy. ja już nie pamiętam okresu do 12 miesiecy moich dziewczyn, a kiedy oglądam zdjęcia zastanawiam się, kiedy to było.

    • Aigooo… To prawda! Wtedy jeszcze się nawet nie znałyśmy! :O Jak to możliwe?