MATKA TEŻ CZŁOWIEK

CZASEM WARTO ZAMKNĄĆ USTA

Mama Kubusia2 comments459 views

Już dawno złapałam mega dystans wobec wszystkiego, co dzieje się dookoła. Nie kręcą mnie chwytliwe tematy dające setki wyświetleń i udostępnień. Nie kręci mnie robienie szumu wokół czegoś, co na to zwyczajnie nie zasługuje.

Ten temat planowałam poruszyć już dawno temu, miał on być odpowiedzią na Wasze liczne pytania odnośnie tego, dlaczego nie wypowiadam się w „ważnych” kwestiach. Nie zajęłam żadnego stanowiska w sprawie ustawy związanej z aborcją, w czasie szumu związanego z likwidacją gimnazjów, nie przeżywałam też głośno śmierci kolejnego dziecka będącej skutkiem bezmyślności rodziców, nie wypowiadałam się też głośno na temat różnego rodzaju zamachów, za którymi stało tak zwane Państwo Islamskie (jeśli fakt, że napisałam z wielkich liter to błąd – poprawcie mnie proszę). Unikałam tematów, za którymi kryły się udostępnienia, komentarze i zasięgi. Milczałam w wielu kwestiach, podczas gdy niemal wszyscy dookoła mnie krzyczeli i prawie zabijali się w imię obrony własnego zdania.

Dlaczego?

Jestem świadoma tego, jak wiele osób tutaj zagląda i posiadam też w głowie sporą listę tematów, które wywołałyby „małe” zamieszane i ściągnęły tutaj tłumy ludzi. Jeszcze jakieś dwa, trzy lata temu z całą pewnością nie patrzyłabym z założonymi rękami na to, jak inni rozpisują się we chwytliwych kwestiach – z pewnością sama byłabym jedną z tych, które pierwsze podchwyciły temat. Dziś, podchodzę do tego z ogromną rezerwą i nie podchodzę do niektórych tematów bliżej, niżeli do kreski, którą sama sobie namaluję patykiem na piasku. Dlaczego?

Być może dorosłam i nie bawi mnie już wojna o to, kto tak naprawdę ma rację, kto jej nie ma, kto jest bliżej prawdy. Nie bawi mnie już zbawianie świata i uświadamianie ludzi. Nie bawi mnie już pogoń za liczbą udostępnień i komentarzy, które pojawiają się zawsze przy mocniejszych tematach, które aktualnie są na czasie. Dziwnym zbiegiem okoliczności zaczęłam cenić sobie swojego rodzaju wewnętrzny spokój i stabilne życie – na każdej płaszczyźnie. Przecież za każdym mocniejszym tematem kryje się lawina komentarzy, których należy pilnować i nie dopuszczać do sytuacji, w której komentujący zaczynają obrzucać się wzajemnie błotem. Nie chcę tracić na takie rzeczy czasu tym bardziej, że w naprawdę wielu kwestiach mam nieco odmienne zdanie niż „większość”, która krzyczy… Wiecie, każde, nawet takie małe zamieszanie ZAWSZE wywołuje jakąś (brzydko mówiąc) gównoburzę, a ja nie chcę tracić na to czasu. Nie bez powodu kilka miesięcy temu założyłam nowe konto na Facebooku i trzymam się daleko od wszelkich afer.

Ja bardzo cieszę się z faktu, że znikają gimnazja i mam nadzieję, że nikt tej decyzji nie zmieni. Jeszcze bardziej cieszy mnie fakt, że prezydent Trump zakazał wjazdu do Stanów osobom, których narodowość jest na „zakazanej liście” – może wreszcie ktoś zrobi porządek (uprzedzając – nie znam poglądów tego człowieka, chociaż czasem zdarzy mi się trafić na jakiś artykuł, nie popieram go, ani też nie neguję jego działań, jest mi całkowicie obojętny). A jeszcze bardziej śmieszy mnie fakt, że szanowna pani Merkel neguje jego decyzję, kiedy to tak naprawdę przez nią ma miejsce ten cały chaos w Europie. Aborcja to dla mnie wrażliwy temat, bo choć uważam, że „należy się” ono osobom zgwałconym  (i w jeszcze kilku innych przypadkach), to okropnym byłoby, gdyby stała się ona ogólnodostępnym środkiem antykoncepcyjnym – jednakże, kompletnie nie moją sprawą jest, kto i kiedy dokonuje aborcji, jeśli postępuje w zgodzie z własnym sumieniem.

Tak jak nie lubię, kiedy ktoś wchodzi w moje życie z brudnymi butami – tak sama staram się już nie oceniać żadnych kontrowersyjnych działań innych ludzi. To niczego nie zmienia, po za zmianą ciśnienia we krwi. Oczywiście zdarza mi się, w prywatnym życiu wrzucić kilka uwag tu i ówdzie, jednak naprawdę żałuję tego zazwyczaj już po kilku minutach, kiedy muszę czytać o tym, że ktoś jakąś sugestię odbiera od razu jako hejt i robi z tego sprawę wagi państwowej. To działa też w drugą stronę – doskonale wiem, że wśród osób, które tutaj zaglądają jest kilka takich trolli, które jedynie czekają na właściwy moment, aby wytknąć mi palcem cokolwiek. Zresztą, nie tylko mi. Jest nawet taka jedna osoba, której działania podchodzą już pod stalking i jest generalnie masakra, a mój znajomy prawnik poleca mi w tej kwestii jedynie prokuraturę… I jakkolwiek komicznie to brzmi, serio nie jest to śmieszne.

Dlatego właśnie dobrze złapać dystans do tego wszystkiego i zamiast kłapać jęzorem na prawo i lewo – przemyśleć sobie, przedyskutować temat z najbliższymi znajomymi, podenerwować się, pośmiać się – zostawić swoje uwagi dla siebie. Nie kręci mnie robienie szumu wokół czegoś, co na to zwyczajnie nie zasługuje. I wiem, że wśród Was – zdecydowana większość jest podobnego zdania.

Kurcze, w piątek popołudniu wyszłam po raz pierwszy od ponad roku bez Kuby. Nie liczę tutaj jednorazowego wyjścia na piwo do kumpla, który mieszka ulicę dalej. Wyszłam, wyjechałam, po raz pierwszy i nie było mnie od 16:30 do 21:40. Pojechałam z kumpelą na drugą część Grey’a. I kurde, ledwo dojechałyśmy do centrum handlowego, w którym mieści się kino, a ja już śmiałam się do niej, że zaraz zacznę tańczyć, niczym młoda mama, która pierwszy raz wyszła gdzieś bez dziecka. Serio, to było COŚ. Czułam się wolna, nieograniczona, a dodatkowo wiedziałam, że KTOŚ na mnie w domu czeka. Kurcze, zebrałam tyle pozytywnej energii, to wyjście dodało mu tylu sił, że nie potrafię tego opisać słowami. Przypomniało mi się, że nie jestem wiecznie smutną Karoliną, ale Karoliną, która w śmieszny sposób rzuca sarkazmem na prawo i lewo i kurcze ktoś się z tego śmieje. To było dla mnie wow, jakbym odkryła siebie na nowo. Kurcze, dziwnie mi to obierać w słowa, bo tego jak czuję się od wczoraj – nie da się nimi opisać. Ogromne WOW.

I właśnie dlatego kurcze już jakiś czas trzymam się daleko od afer, od pisania wpisów pod wyświetlenia. Robię to co czuję, co chcę robić, a po wczorajszym wypadzie wróciła mi moc. Taka inna niż dotychczas, docierająca do mnie na innej płaszczyźnie. I to jest cholera super! Przymierzam się coraz mocniej do zrobienia wielkich rzeczy i zabrania się za projekty, które odkładałam już od dawna na później. Przeglądam sobie nawet sposób działania i efekty, jakie przynieść mógłby system crm online, kiedy udałoby mi się dopiąć na ostatni guzik to, co sobie zaplanowałam. Jak wiecie jestem osobą, która uwielbia, kiedy wszystko jest poukładane, dopięte, a przede wszystkim funkcjonalne. Nie lubię rozbijać się na milion miejsc, zdecydowanie wolę mieć wszystko w jednym miejscu, w zasięgu swojej ręki.

I takiego spokoju życzę również Wam!

  • Marcelina Rzepa

    Ja dopiero zaczynam blogowanie. Na początku strasznie się spinałam, że nie mam tyle lajków ile bym chciała, że komentarzy na blogu znikoma ilość, że zdjęcia nie zawsze idealne. Po pewnym czasie stwierdziłam jednak, że nie warto tak się denerwować. Blog ma być przede wszystkim dla mnie, a jeśli ktoś z chęcią go poczyta, da lajka czy zaobserwuje to będzie mi bardzo miło :)

    rzepaczki.pl