MATKA TEŻ CZŁOWIEK

OD NOWA.

Mama Kubusia2 comments551 views

Każdy z nas ma czasem taki moment w życiu, kiedy ma ochotę rzucić wszystko w cholerę, przenieść się do innego miejsca i zacząć wszystko od początku. Mamy dość monotonii, a czasem nawet ludzi, którzy z różnych względów są blisko nas. U mnie do niedawna trwało totalne wariactwo, wielka burza w mojej głowie, nad którą starałam się zapanować. Chociaż podobno… Każdy dzień jest świetną okazją ku temu, by zacząć od nowa – bez względu na wszystko.

 

Zacznijmy może od tego, że jak właściwie każda z Was – miałam tam jakieś swoje, prywatne postanowienia noworoczne, do których jak co roku podeszłam z ogromnym dystansem – w końcu niemożliwym jest określenie celów na najbliższe dwanaście miesięcy, podczas gdy jedna wizyta u lekarza może zaważyć na całym dalszym życiu. Powinnam wiedzieć o tym już w zeszłym roku, jednak jak widać taka zdolność interpretacji i jeszcze głębszej analizy uwidacznia się u mnie dopiero teraz. Nieważne – ważniejszym jest fakt, że jednym z moich celów było: większe poświęcenie uwagi i czasu samej sobie. Wiecie jak to dzisiaj jest – praca, dom, dziecko. Zarabianie, płacenie – bilans zysków i strat. I tak kurcze w kółko, zawsze coś się dzieje, zawsze jest coś do zrobienia. Ze względu na swój stan zdrowia postanowiłam w grudniu, że wraz z nowym rokiem poświęcę więcej czasu na odpoczynek i sen. Obiecałam znaleźć więcej czasu na to, co lubię, co sprawia mi przyjemność, co pozwala mi się odprężyć. I chyba pierwszy raz udało mi się tak szybko i tak mocno wprowadzić noworoczne postanowienie w życie – nigdy jednak nie pomyślałabym, że tak diametralnie zmieni to samą mnie w tak krótkim czasie. A wystarczyło kilka tygodni…

Wystarczyło kilka tygodni, żebym ponownie i jeszcze dogłębniej przewartościowała dosłownie wszystko. Począwszy od tego, na czym i na kim mi zależy i co jest dla mnie ważne, poprzez to co lubię i co sprawia mi przyjemność, kończąc na tym, co tak naprawdę czuję i jakie mam poglądy, czy zdanie w danej kwestii. Miało miejsce kolejne przewartościowanie wszystkiego, którego kompletnie bym się nie spodziewała planując czas dla siebie jeszcze w starym roku. Początkowo nie mogłam sobie z tym poradzić, potem nie potrafiłam udawać, że coś lubię, a koniec końców przestałam robić rzeczy, na jakie nie miałam ochoty. Przestałam pisać, kiedy nie miałam nic do napisania i przestałam mówić, kiedy nie miałam nic do powiedzenia. I wyszło mi to na dobre, pozwoliło na swój sposób spojrzeć jeszcze głębiej w siebie, co z perspektywy przykrych doświadczeń minionego roku  wydawało mi się niemożliwe – myślałam, że to właśnie wtedy przeszłam największą, wewnętrzną metamorfozę, a okazuje się, że miała ona miejsce dopiero teraz, ot tak bez większej przyczyny. Mocno, nagle, niespodziewanie – niczym burza w ciepły, wiosenny dzień.

Z całą pewnością to wszystko wpłynęło również na moją obecność zarówno na blogu, jak i na Facebook’u, czy Instagramie. Widzę to chociażby po tym, jak bardzo sam Facebook znów obciął mi zasięg, bo się na niego wypięłam i nie płacę hajsu za promowanie danej treści, które w dłuższej perspektywie wyszło mi na minus. Im więcej płaciłam, tym bardziej obcinano mi naturalny zasięg.
Potrzebowałam dystansu, powietrza, czasu i określmy to „wirtualnej samotności”. Odbiło się to też na mojej pracy, bo odrzuciłam duże zlecenie za fajne pieniądze tylko po to, aby zrealizować mniejsze, które nawet w połowie na równało się wartości pieniężnej temu pierwszemu. I to był ten pierwszy raz, kiedy tak naprawdę powiedziałam sobie, że mimo ciągłego zapotrzebowania i małego wiatru w portfelu – hajs nie jest najważniejszy. Owszem pieniądze są ważne i jak już kiedyś wspomniałam – totalnymi hipokrytami są osoby, które mówią, że pieniądze nie są ważne i nie mają żadnej wartości. To nieprawda. Pieniądze są ważne – to dzięki nim stać nas na jedzenie, ubrania, opłaty, różnego rodzaju rachunki, zachcianki. Pieniądze może nie są najważniejsze, ale są ważne i to bardzo – chyba, że ma ktoś na koncie miliony i może sobie pozwolić na pełną beztroskę w tej kwestii żyjąc z dnia na dzień i nie martwiąc się o jutro. Sorry, ale ja na aż tak wysoki poziom komfortu pozwolić sobie nie mogę i podejrzewam, że większość z Was również nie.

W ostatnim czasie spotkałam i rozmawiałam z wieloma osobami, które jednoznacznie stwierdziły, że kompletnie mnie nie poznają. Mijają mnie na ulicy i dopiero, gdy usłyszą moje „hej” odwracają się i z uśmiechem na ustach mówią o tym, że mnie nie rozpoznały. Ja zawsze wtedy śmieję się, że będę bogata – kto zatem ukradł mi hajs z konta? Żarty żartami, ale same wiecie, że nie to mam na myśli. Zdecydowanej większości moich bliskich znajomych nie podoba się „moje obecne ja„, które jest na swój sposób jeszcze bardziej olewcze niż wcześniej. I mogłabym się tym szczerze przejąć, gdyby nie fakt, że obecnie mam zdecydowanie bliższe i głębsze relacje z najbliższą rodziną, co sprawia mi ogromną przyjemność – i właśnie na tym najbardziej mi zależy. Przestałam zawracać sobie głowę osobami, które jedynie mąciły spokój codziennego życia i negatywnie wpływały na moje samopoczucie. Zrobiłam to z dnia na dzień, pod wpływem impulsu usunęłam je po prostu z mojego życia. Olałam kolejną partię ludzi, którzy przychodzili do mnie jedynie w momencie, w którym czegoś potrzebowały. I jak to mówią: „żyje się lepiej„.

Miałam ochotę na zmiany, ogromne zmiany. Może nie tak burzliwe jak dwa lata temu, kiedy mniej więcej w tym samym czasie z kimś się związałam – co zmiany o podobnej sile uderzeniowej. Sile, która dotknęłaby mnie bezpośrednio, natychmiastowo i dodała mocy moim postrzępionym skrzydłom. Sile, dzięki której znów zaczęłabym latać, z uśmiechem na ustach i sprytnym manewrem wymijać niebezpieczeństwo, jakim ponownie spróbuje zaskoczyć mnie los. Zupełnie jak kiedyś, kiedy byłam kapitanem statku na drodze swoje życia. Nagle jednak rola kapitana przestała być dla mnie wystarczająca. Chciałam być pilotem, rozhulać swoje skrzydła i wznieść je wysoko ponad ciemne chmury – tak jak kiedyś trzymałam ster swego statku i radziłam sobie z falami. I właśnie tę siłę znalazłam w sobie zupełnie niespodziewanie.

Nie da się ukryć, że ogromny wpływ na te moje wewnętrzne zmiany miało moje zamiłowanie do Korei Południowej, które zakorzeniło się w moim sercu na dobre. Wszystkie te rzeczy, które obejrzałam i które przeczytałam całkowicie zmieniły moje podejście najpierw do świata, a potem i samej siebie. Nie da się przejść przez zbiór mądrości Konfucjusza bez pozostawienia trwałego śladu w duszy i w głowie, bez nieświadomego nawet przewartościowania wszystkiego. Nie chciałabym mówić tutaj o bardziej prywatnych aspektach związanych z tymi zmianami, choć niczego nie mam do ukrycia. Po prostu kwestię tego, co dokładnie i w jaki sposób jeszcze przewartościowałam pozostawię dla siebie.

Jedynym, co mogę jeszcze powiedzieć kończąc swój wywód, który ma już ponad tysiąc słów (!!!) – nie bójcie się zmian i nie bójcie się zaczynać od nowa. Każdy dzień jest świetną okazją ku temu, by wejść w głąb siebie, przewartościować wszystko i z uśmiechem na twarzy spojrzeć w lustro.