MATKA TEŻ CZŁOWIEK

NIE WSZYSTKO ZŁOTO, CO SIĘ ŚWIECI.

Mama Kubusia1 comment226 views

Czyli o tym, jak trudno czasem dostrzec kłodę leżącą pod naszymi nogami, ruszyć mocniej do przodu i o tym, że większość problemów tworzymy sami w głowie.

Ostatnie tygodnie to dla mnie bardzo intensywny czas pełen fajnych projektów, sporej ilości pomysłów i wielu rozmów z innymi ludźmi. Szczególnie mocnym momentem było See Bloggers, na którym przez zdecydowaną większość czasu słuchałam, analizowałam i rozmyślałam. Spory udział w tym wszystkim ma mój dobry znajomy – Arkadiusz Szczudło, z którym podczas tych dwóch dni odbyłam wiele merytorycznych rozmów i które chcąc nie chcąc również zmieniły nieco moje myślenie i podejście.

Wczoraj wróciłam do domu zmęczona i jedynym o czym wtedy marzyłam był długi, naprawdę długi sen. Nie byłam jednak zmęczona samą obecnością na See Bloggers, co przytłoczona wnioskami, do których doszłam podczas długiego powrotu do domu z niedzielnych prelekcji. Prawdę mówiąc byłam jednocześnie przytłoczona i naładowana wewnętrzną energią, pomysłami, planami. Przez kilka godzin szukałam sensownego rozwiązania czy jakiegoś złotego środka, aż wreszcie na chwilę przed północą, zamiast położyć się spać postanowiłam obejrzeć film.

Cóż, ja, jak to ja i tym razem szukałam jakiegoś ciekawego, koreańskiego tytułu. Z racji tego, że w swoim notatniku mam dokładnie rozpisaną listę pozycji, które chcę obejrzeć – z doborem nie miałam większego problemu. Padło na „미녀는 괴로워 – 200 Pounds Beauty„. Planowałam trochę się pośmiać i zrelaksować, aby chociaż na chwilę przestać myśleć o tym wszystkim co miało miejsce w ostatnim czasie. I rzeczywiście – początkowo było śmiesznie. Nie przewidziałam jednak tego, że w przeciwieństwie do dram historycznych czy melodramatycznych – ten film może mieć totalnie zaskakującą fabułę i z komedii przerodzić się w lekki dramat.

Dramat otyłej kobiety, która poddaje się operacji plastycznej całego ciała, od stóp do głowy. Dramat kobiety, która dzięki nowemu wyglądowi cieszyła się ogromną popularnością i spełniała swoje marzenia, ale i jednocześnie zaczęła tracić wszystkich tych, których kochała. Dramat kobiety, która myślała, że wygląd pomoże jej zdobyć serce ukochanego. Dramat kobiety, która przed samą sobą próbuje przyznać się do tego, że wcale nie chce być tą nową kobietą. Kobiety, która przed ogromną publiką przyznaje się do oszustwa wizerunkowego i opowiada całą swoją historię. Zalana łzami mówi o tym, że tak naprawdę ona to nie ona, że tak naprawdę jest to starą (domyślnie – otyłą) kobietą.  Przeprasza, płacze, milczy – a wszystko na wielkiej scenie koncertowej. I wiecie co? Ta publika, zamiast ją zlinczować czego chyba wszyscy by się spodziewali – płakała razem z nią.

Tłum krzyczał „W porządku!„.

Tak, tak, ja wiem co teraz myślisz – „To tylko film, w realnym życiu byłoby inaczej” – i wiesz, co? Masz rację. W filmach zazwyczaj mają miejsca zaskakujące zwroty akcji. Jednak moim zdaniem nie oznacza to, że w realnym życiu nie może być tak samo. Najlepsza przyjaciółka okazuje się być wredną i fałszywą suką. Śmiertelny wróg staje się mocnym sojusznikiem. Brzydkie kaczątko królową balu, a miss świata dziwką w burdelu. Wieloletni partner okazuje się być palantem, a przykładna matka nagle ma kochanka na boku.

W naszym życiu też mają miejsce zaskakujące zwroty akcji. I właśnie takim mocnym zwrotem akcji w moim życiu były ostatnie tygodnie. Nagle okazało się, że wiele rzeczy nie było tak jak myślałam, nie były warte tyle na ile je ceniłam. I choć jeszcze minionej nocy głośno przełykałam ślinę śledząc losy głównej bohaterki filmu, to rano głośno już piszczałam z radości czytając wiadomość od Blog Forum Gdańsk.

wiesz, ja lubię te nagłe zwroty akcji bez względu na to czy są pozytywne czy nie. Wtedy czuję, że żyję. Nawet jak boli, to człowiek czuje, że żyje – tyle, że mocniej i czasem brakuje mu tchu. Czasami dopiero dzięki takiemu nagłemu zwrotowi akcji zdajemy sobie sprawę z tego, jak wiele kłód leżało pod naszymi nogami, a my po prostu nie potrafiliśmy ich dostrzec wciąż szukając jakiegoś sensownego rozwiązania. Dopiero wtedy zdajemy sobie sprawę, że coś czym tak bardzo się przejmujemy jest tak naprawdę wytworem naszego mózgu.  I to, że coś się nagle zmienia, że ma miejsce taki nagły i mocny zwrot akcji nie znaczy, że musi być źle, że musi być gorzej. Ja przykładowo dopiero od jakiegoś czasu widzę jak jeszcze świeże sprawy, które nie tak dawno były dla mnie trudne – wyszły mi na plus. Widzę jak decyzje, które podjęłam odbijają się pozytywnie w mojej codzienności. Prawda jest taka, że wielu ludzi boi się zmian. Lubimy stabilność. Boimy się innej codzienności niż ta, do której przywykliśmy. Czasem nawet świadomie tkwimy w jakimś syfie wyłącznie z powodu strachu przed zmianą. Zmianą, która jest jedną wielką niewiadomą, czymś nieznanym i która w najgorszym wypadku może okazać się przejściem z deszczu pod rynnę.

Czego nauczyły mnie ostatnie tygodnie? Trzech prostych rzeczy. Białe nie zawsze jest białe, czarne nie zawsze jest czarne i nie wszystko złoto, co się świeci.

 

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    To prawda – pomiędzy bielą i czernią istnieje jeszcze mnóstwo odcieni szarości. Mi też niektóre zmiany i zwroty akcji ostatecznie wyszły na dobre – choć w momencie kiedy następowały bałam się ich jak diabli.