LIFESTYLEZDROWIE

#PROJEKT SIŁOWNIA – PRYWATNA LEKCJA POKORY

Mama Kubusia4 comments944 views

Kiedy kilka tygodni temu mój karnet na siłownię został wypisany nie spodziewałam się jeszcze, jak ciężka czeka mnie droga i jak mocna będzie to dla mnie lekcja… pokory.

Plan miałam ambitny i początkowo realizowałam go bez większych problemów. Przez pierwsze dni codziennie stawiałyśmy się z mamą na siłowni i dumnie pokonywałyśmy kolejne kamienie milowe na bieżni. Satysfakcja rosła, ale w tym samym czasie urosły też moje problemy ze zdrowiem. Początkowo starałam się o tym nie myśleć i zaciskać zęby – przecież za każdym sukcesem stoją łzy i pot. Jednak czymś, co całkowicie wykluczyło mnie z jakiejkolwiek aktywności fizycznej były szwy na moim obojczyku – o czym zresztą opowiadałam Wam na Facebooku. Od momentu, w którym je zdjęto Siłownię Luan odwiedziłam może trzy, cztery razy – w przeciwieństwie do mojej mamy, która zmotywowana ćwiczyła codziennie i zdobywała coraz dłuższe dystanse –  i na tym moja przygoda się skończyła. Dlaczego?

Mogłabym teraz napisać o tym, jak cudownie było przez miesiąc chodzić do najlepszej siłowni w mieście i opowiadać o tym, ile to kilometrów nie przebiegłam, nie przeszłam i nie przejechałam. Jednak jak doskonale wiecie cenię sobie szczerość nawet wtedy, kiedy boli. Owszem, siłownia jest najlepsza w mieście i sądzę, że nikt nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Świetne wyposażenie, super ceny, fajna atmosfera i miła obsługa. Niestety, to ja nie podołałam. Nie, nie ja – ja, gdybym się uparła, dałabym radę tyle, że z opłakanym skutkiem. Nie podołał mój organizm – a w szczególności serce, które sprawiało problemy nawet po kilometrze żółwiego marszu. Musiałam coraz częściej robić przerwy podczas ćwiczeń, coraz mocniej się męczyłam – mimo tego, że naprawdę nie miałam parcia i wszystko było na spokojnie. Jednak kiedy pewnego, niedzielnego ranka obudziłam się i kłucie w serce przyprawiało mnie o zawroty głowy – powiedziałam sobie dość.

A to wcale nie było łatwe.

Najtrudniejszym było przyznanie się przed samą sobą – okej, nie dasz rady, to nie na Twoje zdrowie, czas odpuścić. Poważnie – to był bardzo przełomowy i stosunkowo trudny moment w mojej głowie. Osoby, które są ze mną dłużej dobrze wiedzą o tym, że rzadko się poddaję i jeśli sobie coś zaplanuję to robię wszystko, aby osiągnąć swój cel. Lubię zaciskać pięści i dalej wspinać się pod stromą górę, ale tym razem nie było to możliwe.

Wiecie, co? Ta sytuacja jednak mnie nie podłamała i doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że jeszcze kiedyś (być może w okresie zimowym, kiedy czuję się zdecydowanie lepiej) wrócę na Siłownię Luan. W końcu pełne wyposażenie z Decathlonu dalej jest w mojej torbie. Wyciągnęłam wnioski, odbyłam prywatna lekcję pokory i idę dalej. I naprawdę wierzę w to, że nie jest to jeszcze koniec mojej przygody z siłownią tym bardziej, że czułam się tam naprawdę świetnie.

  • Sandra Sułek-Mieszczanin

    Karolina, nie teraz to może kiedyś :) pamiętaj nic na siłę. By wytrwać trzeba naprawdę być tego fanem. U mnie powoli mija 9 tydzień z połamanym śródstopiem a mimo to ćwiczę. Walczę sama ze sobą, z niedogodnością i często dyskomfortem. Większość ćwiczeń modyfikuję bo nie mogę jeszcze stawiać nogi na podłodze… jest ciężko ale dla mnie to pasja, którą pokochałam. Efekty widzisz na moim insta :) zaczynałam bez butów, stroju, bidonu a zamiast ciężarków miałam wodę w butelkach :)
    Fajnie, że i Ty próbowałaś :) że dostałaś szansę i chciałaś zobaczyć kawałek czyjegoś świata i hobby :) Nie każdy nadaje się na siłownię ;) za to w inne miejsca pasuje idealnie :)
    Buziaki Kochana :*

  • Honorata Dyjasek

    Rozmawiałam jakiś czas temu ze znajomą, która ubiegłoroczny urlop spędziła we Władysławowie właśnie w Pensjonacie Luan. Powiedziała, że jest to najlepsze miejsce w jakim była, a miała na myśli nie tylko prestiż miejsca, ale też jakość usług, bo pracownicy podobno są przesympatyczni 😊

  • Bożena Jędral

    Pot i łzy nie dla mnie. Wolę wygodne kapcie i kocyk. Jednak moja córka żyje sportem. Bardzo jej kibicuję. Oczywiście nie znam lepszego sklepu ze sportową odzieżą niż Decathlon, nawet podczas zakupów pokazywałam nasze łupy wyprzedażowe. Uprawia akrobatykę i taniec. Nie wyobrażam sobie, by kiedykolwiek musiała zrezygnować z tego.

  • Ewelina

    Po tym co napisałaś aż mnie korci aby wrócić na siłownię. Szkoda tylko, że mieszkasz tak daleko. U mnie w mieście są 3 duże kluby. Chętnie bym porównała.