LIFESTYLEZDROWIE

#PROJEKTSIŁOWNIA – DLACZEGO WYBRAŁAM SIŁOWNIĘ LUAN I CO MA Z TYM WSPÓLNEGO DECATHLON?

Mama Kubusia6 comments521 views

Czerwcowy, leniwy poranek na plaży. Ty, Twoi najbliżsi, promienie słońca, szum fal i śmiech dziecka. Sielanka, po prostu sielanka, którą przerywa szybkie spuszczenie wzroku poniżej jego wysokości. TAK DŁUŻEJ BYĆ NIE MOŻE.

Jeszcze tego samego dnia oglądałyśmy z mamą zdjęcia z minionych wakacji, które zrobione były na plaży. Obie byłyśmy w strojach kąpielowych, obie zadowolone z ówczesnego wyglądu. Niestety, lata lecą i jeśli człowiek nie robi nic ze sobą, a dodatkowo ma spore problemy zdrowotne, które drastycznie zmieniają sylwetkę – robi się już mniej przyjemnie. Niby obie bez problemu wchodzimy w ubrania z przed roku, niby nosimy to S (czasem XS – wiadomo, zależnie od rozmiarówki), no ale to już nie „TO”… Mama zaśmiała się wtedy do mnie, że mogłybyśmy zapisać się na siłownię. Początkowo sama śmiałam się z tej propozycji, ale po kilku godzinach przemyśleń uznałam, że jest to świetny pomysł. Nie dość, że miałybyśmy świetną okazję ku temu, aby wzmocnić naszą relację to dodatkowo zrobiłybyśmy dla siebie samych coś dobrego. Podobno sport czy wspólna pasja łączą ludzi, prawda?

Siłownia Luan

We Władysławowie zapotrzebowanie na siłownie jest spore, a fajne miejsca można śmiało policzyć na palcach jednej ręki, przy czym kilka palców jeszcze wolnych zostanie. Siłownia Luan, mieszcząca się w trzygwiazdkowym Pensjonacie Luan była więc pierwszą i zarazem jedyną, o której pomyślałam – dodatkowo te miejsce było również bardzo polecane na lokalnych grupach w internecie. Obiekt ma świetną lokalizację – centrum miasta, blisko dworca PKP i PKS, zaraz przy głównej ulicy, kilkaset metrów od mojego domu – lepiej trafić nie mogłam. Niezliczona ilość sprzętu (naprawdę próbowałam to zrobić, ale pogubiłam się licząc różnej masy ciężary!), klimatyzacja, prysznic, telewizja, muzyka. Trzy sale: pierwsza pozwalająca się rozgrzać, druga typowo do treningu siłowego, trzecia część – to kardio, więc bieżnie i rowerki). Ceny również bardzo przystępne, bowiem koszt jednorazowego wejścia (dla jednej osoby, na dowolną ilość godzin w danym dniu) to dwadzieścia pięć złotych, zaś karnet miesięczny (imienny, uprawniający do nielimitowanej ilości wejść i czasu tam spędzonego) to sto dwadzieścia złotych.

Muszę przyznać, że bardzo stresowałam się pierwszą wizytą, która była jednocześnie pierwszą wizytą na siłowni zarówno dla mnie, jak i dla mojej mamy. Wyobrażałyśmy sobie już tłum ludzi podnoszących ciężary, podczas gdy trafiłyśmy idealnie – siłownia była pusta, co pozwoliło nam dokładnie zapoznać się ze sprzętem i jego przeznaczeniem. Od razu zdecydowałyśmy się na bieżnię i po dziś dzień to właśnie ona jest naszą ulubioną formą aktywności. Spodobał mi się również trening nóg na „rowerku” – jest moją drugą opcją z racji tego, że nie powinnam dźwigać, tym bardziej teraz mając szwy na obojczyku. A właśnie… te szwy sporo namieszały. Trzeciego dnia udało mi się już przejść i przepedałować 9 km, po czym następnego dnia chirurga założył mi szwy, które bardzo skutecznie uniemożliwiły mi jakąkolwiek aktywność. W efekcie tego na siłownię wróciłam dopiero wczoraj mimo tego, że szwy zostaną ze mną do piątku. I wiecie co? Po takim tygodniu przerwy czułam się, jakbym na siłowni byłam pierwszy raz. 6 km było dla mnie potwornym wysiłkiem!

Decathlon łączy rodzinę

Co z tym wszystkim na wspólnego marka Decathlon? Tak naprawdę jest z nami od kilkunastu miesięcy. Najpierw przy okazji hulajnogi i rowerka Kuby, później przy okazji prezentów mikołajkowych dla rodziców i dbania o Kubę w okresie zimowym. Właśnie dlatego wiedziałam, że również w przypadku siłowni nie mogę zaufać nikomu innemu. Razem z mamą zostałyśmy wyposażone w mega komplety, składające się z: butów, skarpetek, krótkich spodenek, koszulek, biustonoszy, koszulek, ręczników, bidonów i torb, które pomieszczą to wszystko. Całą zawartość pokazywałam Wam jeszcze przed wyjazdem z Kubą zarówno na InstaStory, jak i na Fan Page. Kiedy spojrzycie na pierwsze ze zdjęć (niżej) – wyobraźcie sobie, jakie zainteresowanie wzbudziłyśmy z mamą na mieście, kiedy pierwszy raz spacerowałyśmy na siłownię! Nie było osoby, która by na nas nie spojrzała, ale wiesz co? To też na swój sposób nas połączyło – obie śmiałyśmy się nie tylko z sytuacji, ale i z samych siebie, bo przecież grunt to dystans, prawda?

#ProjektSiłownia

Nie dać się ukryć, że w dorosłym życiu relacja matki i córki dla obu jest niezwykle ważna – śmiało mogę powiedzieć, że moja mama jest moją najlepszą przyjaciółką.  Fajnie jest mieć taką możliwość, by niemal każdego dnia wyrwać się z mamą na dwie godziny i nie tylko poplotkować, ale i zrobić coś dla naszego ciała i lepszego samopoczucia. Można pożartować, można porozmawiać na poważne tematy, podzielić się zmartwieniami i czymś pochwalić – a to wszystko podczas biegu, truchtu, marszu czy pedałowania. I wiecie co? Życzę każdemu takiej relacji.

  • Ja już się doczekać nie mogę <3

  • No widzisz, a ja nawet nie wiedziałam, że we Władku jest taka siłownia – to fakt, że takich miejsc, jak na taką miejscowość jest jak na lekarstwo. Ja bardzo lubię sportowe ciuchy z Decathlonu, szczególnie na zimę, oddychające, termoaktywne. Ale powiedz mi skąd ta szara bluza – narzutka na zdjęciu? :)

    • Mówisz o tej z ostatniego zdjęcia? Jest granatowa, jeansowa i mam ją już jakieś dwa lata. Jest albo z SheIn, albo z Romwe. :)

    • Jest super fajna :)

  • www.meandmyspace.pl

    Jakbym czytała o sobie tylko wolniej podejmuję decyzję o kupieniu karnetu. Chyba mam za dużo wymówek :)