MACIERZYŃSTWOZABAWA

SPÓJRZ NA ŚWIAT OCZAMI DZIECKA

Mama Kubusia10 comments614 views

W natłoku codzienności i z uwagi na to, że jest to tak strasznie oczywiste – bardzo łatwo nam o tym zapomnieć. Wymagamy od dzieci wiele, brak nam cierpliwości, łatwo wyprowadzić nas z równowagi.


Jakieś dwa lata temu opublikowałam wpis, który odbił się szerokim echem w internecie i na różnego rodzaju forach dla rodziców. Część biła mi brawo zgadzając się z moim zdaniem, inna część krzyczała, że przesadzam. Mowa oczywiście o tekście: “POPŁACZE I ZAŚNIE”. Kiedy pisałam ten tekst Kuba był jesz­cze chłop­cem, na­dal kar­miony pier­sią. Usy­pia­nie Kuby nie było zatem w tym cza­sie spe­cjal­nie trudne – przytulał się, pił mleko i zasy­piał po kilku minu­tach. Pamię­tam dosko­nale, że kiedy jed­nak odsta­wi­łam Kubę od piersi – usy­pia­nie nie było już tak łatwe. Musia­łam dość długo leżeć z nim w łóżku, gła­skać go, przy­tu­lać. Mimo to, z dnia na dzień coraz trud­niej było spra­wić, by zasnął dość szybko. Wie­cie, dłu­gie (kosmicz­nie dłu­gie) minuty spę­dzone na jego opo­wia­da­niach, wyda­wa­niu dziw­nych odgło­sów, prze­krę­ca­niu się z boku na bok. Kolejne dłu­gie minuty opo­wia­da­nia bajek na dobra­noc. I zazwy­czaj zupeł­nie mi to nie prze­szka­dza – dziecko prze­cież musi wyci­szyć się przed snem, co dosko­nale rozu­miem – prze­cież nam doro­słym rów­nież cza­sem ciężko zasnąć, bo mimo póź­nej pory po pro­stu nie jeste­śmy śpiący. Gorzej wyglą­dało to, kiedy nad­cho­dziła pół­noc, ja pada­łam na twarz, a Kuba na­dal nie był śpiący i nie dzia­łało nic, a ja po pro­stu nie wie­dzia­łam co z tym zro­bić. Teraz na szczę­ście już wiem.

Nie­stety (a wła­ści­wie na szczę­ście!) ni­gdy nie zro­zu­miem podej­ścia nie­któ­rych rodzi­ców do dzieci. Trak­tują je jak roboty – teraz masz zro­bić to, teraz to, a za chwilę tamto i koniec. „Bo ja jestem rodzi­cem i ja decy­duję!”, „Idziesz spać i ani słowa już!”. Na szczę­ście dziecko nie jest robo­tem, który po wci­śnię­ciu odpo­wied­niego guzika natych­miast zasy­pia. Nie jest robo­tem, który po wci­śnię­ciu innego natych­miast milk­nie i zaj­muje się samym sobą, bądź grzecz­nie zjada cały obiad. Dziecko to czło­wiek. Mały, jesz­cze nie­od­po­wie­dzialny, ale czło­wiek. Czło­wiek, który tak samo jak my doro­śli – ma swoje potrzeby, swoje upodo­ba­nia, swoje humory. I ni­gdy nie będzie cho­dził jak w zegarku.

Śpie­szymy się, gonimy, roz­dwa­jamy mię­dzy pracą i domem. Chcemy, aby wszystko gotowe na już, na teraz, natych­miast.

Wście­kamy się o błahe, total­nie cza­sem nie­istotne rze­czy, które zdają się ura­stać do rangi świa­to­wego pro­blemu. Zbyt wolno zje­dzony obiad, źle ubrane buty, koszulka zało­żona nie na tę stronę, co trzeba. Brudna od farb podłoga, roz­rzu­cone po całym domu zabawki i ska­ka­nie po kałuży, kiedy się spie­szymy. Zada­wa­nie w kółko tego samego pyta­nia, nie­chęć pój­ścia spać, maru­dze­nie przy poda­niu leku. Pła­ka­nie zbyt głośno, maru­dze­nie za czę­sto. Cza­sem nie­wielka rzecz dopro­wa­dza nas do bia­łej gorączki. A prze­cież to wszystko i tak mija w momen­cie, w którym dziecko przy­tula się do nas. Niczym dzia­ła­nie cza­ro­dziej­skiej różdżki. I wtedy żału­jemy tej zło­ści, tych ner­wów, cza­sem nie­po­trzebnie wypo­wie­dzia­nych słów.

Owszem, to my jeste­śmy rodzi­cami, ale ni­gdy nie możemy zapo­mi­nać o potrze­bach naszych dzieci. Nie możemy im umniej­szać tylko dla­tego, że wtedy jest nam wygod­nie. To prawda – cza­sami można osza­leć od cią­głego krzyku i maru­dze­nia dziecka, ale czy naprawdę chcie­li­by­śmy mieć w domu total­nie posłuszne i total­nie nie­kre­atywne dziecko? Takie, które wszyst­kie nasze pole­ce­nia wyko­nuje bez zająk­nię­cia? Takie, które całe dnie zaj­muje się samym sobą i kom­plet­nie nas nie potrze­buje? Takie, które ni­gdy nie pła­cze, nie maru­dzi? JA DZIĘKUJĘ. Cza­sami kiedy jakimś cudem wyjdę gdzieś sama – sły­szę, że kiedy mnie nie ma Kuba jest bar­dzo grzeczny i w ogóle nie maru­dzi, że zaj­muje się sam sobą i grzecz­nie się bawi. A kiedy tylko wra­cam zaczyna maru­dzić i doka­zy­wać. Na początku myśla­łam, że to ze mną jest coś nie tak. Teraz wiem, że po pro­stu przy mnie czuje się bez­piecz­nie i przy mnie może poka­zać wszyst­kie emo­cje. Wie, że kiedy się popła­cze to go przy­tulę. Wie, że kiedy będzie maru­dził to cza­sem i krzyknę. Po pro­stu wie, że przy mnie może. I to wła­ści­wie dar, a nie prze­kleń­stwo. To taka bezgraniczna nić zaufa­nia.

Cza­sem dużo wyma­gamy od naszych dzieci – wiem to sama po sobie. Patrzę na mojego 5-let­niego syna i myślę sobie, że skoro jest taki duży, to powi­nien wszystko potra­fić zro­bić sam. A przy­naj­mniej pra­wie wszystko. I cza­sem wku­rzam się, kiedy chce by zapa­lić mu świa­tło od łazienki, kiedy ja aku­rat odpi­suję na waż­nego mejla. Innym razem wydaje mi się, że za czę­sto prosi mnie o pomoc, że powi­nien potra­fić zająć się samym sobą na dużo dłu­żej. Cza­sem, kiedy mam dość krzy­czę, cza­sem wycho­dzę, cza­sem zagry­zam zęby i udaję, że nic się nie stało. Kiedy wspo­mnie­niami wra­camy do pierw­szych tygo­dni, czy mie­sięcy życia naszych dzieci, a następ­nie patrzymy na to, jak „duże” są w tej chwili – to tak trudno pamię­tać nam o tym, że…

To jeszcze małe dziecko. Mały człowiek. Nie robot.

Warto spoj­rzeć na cały ten pokrę­cony świat wła­śnie oczami naszych dzieci. Zau­wa­żyć, że odle­głość mię­dzy jego rączką, kiedy stoi na pal­cach a pstrycz­kiem do zapa­le­nia świa­tła w łazience naprawdę jest spora – a w jego oczach, jesz­cze więk­sza. Ta kałuża pod blo­kiem naprawdę może stać się base­nem, w któ­rym dziecko ska­cze. A ten tor zbu­do­wany na plaży naprawdę jest torem wyści­go­wym na pustyni.

W oczach naszego dziecka wszystko wygląda ina­czej, wszystko jest więk­sze, bar­dziej zaska­ku­jące i inte­re­su­jące. A my, rodzice – tak czę­sto o tym zapo­mi­namy.



Tor – WADER
Samochodziki – WADER

  • Plaża i ten garaż, no odnalazłabym się w tym maksymalnie :)

  • Małgorzata Skiba

    Karolina, jesteś idealną Mamą. Bardzo mi przypadł do gustu ten artykuł. I wzruszył. Myślę identycznie.

    • Gosiu, nie ma mam idealnych, a jeśli nawet gdzieś są to uwierz, że do ideału bardzo mi daleko. ;)

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Niestety, czasem tez tak mam. Bywam zabiegana, znerwicowana, zbyt wymagająca – choć usiłuję z tym walczyć i staram się mieć na uwadze, że przecież dziecko za mną nie nadąży i że nie o “nadążanie” w dzieciństwie chodzi.

  • Jak Ty tam ten garaż zatargałaś? :) Przepiękne zdjęcia i cudny wpis <3

    • Nawet nie wspominaj… :D Lekko nie było! Haha.

  • To prawda, to co dla nas jest błahe, u nich czasem rośnie do wielkiej skali, ich problemy i potrzeby różnią się od naszych, ale są równie ważne i poważne. Długo się tego uczyłam, uczę czasami nadal – nikt nie jest nieomylny, jesteśmy tylko ludźmi, ale staram się każdy problem załatwiać tak, jakby był moim.

  • Tak to jest, myślimy że dziecko przy nas jest takie niegrzeczne, a tak na prawdę one odreagowują wszystko i są sobą.