STREFA MAMY

2017/2018

Mama Kubusia5 comments668 views

Każda z nas bez względu na swój wiek – ma jakieś marzenia. W okresie noworocznym myślimy o nich zdecydowanie częściej. Jaki był dla mnie miniony rok i co planuję w 2018?


If You can dream it – You can do it

Nie spodziewałabym się, że jeszcze kiedykolwiek głośno wypowiem te słowa, które jeszcze kilka lat temu były dla mnie swojego rodzaju życiowym motto. Jednak miesiące dystansu, częstego gryzienia się w język i stawania wyżej nad sprawami, na które nie mam żadnego wpływu przyniosły zamierzony efekt. Udało mi się zaakceptować wiele rzeczy takimi, jakimi są i przestały być wreszcie dla mnie problemem. Znów udało mi się odnaleźć upragniony spokój, swojego rodzaju harmonię, której często mi brakowało.

A to wcale nie było takie proste. Niestety z natury jestem osobą bardzo nerwową, którą łatwo wyprowadzić z równowagi. I o ile mam ogromny dystans do siebie, a wszelkiego rodzaju plotki i inne tego rodzaju rzeczy mam głęboko gdzieś – to czasem denerwują mnie totalne błahostki i to właśnie one potrafią skutecznie zepsuć mi dzień. Ot taka głupota, że kawa mi się rozleje między kuchnią a przedpokojem. Nie było łatwo, ale w końcu udało mi się to przeskoczyć. Denerwowałam się, czasem płakałam, przeklinałam w myślach – jednak koniec końców uświadomiłam sobie, że na wiele rzeczy tak naprawdę kompletnie nie mam wpływu, choćbym na głowie stanęła i po prostu przestałam się tym przejmować. Oczywiście, do dziś zdarza mi się jeszcze przekląć w myślach (a czasem i głośno), w końcu nikt z nas nie jest idealny, prawda?

Podeszłam dużo poważniej do swojego zdrowia i w tym roku zamierzam poświęcić zdecydowanie więcej czasu „dla siebie”. Końcówka minionego roku idealnie pokazała mi do czego może doprowadzić nadmiar nerwów, przeciążanie kręgosłupa i nie zwracanie uwagi na potrzeby własnego organizmu. Ostatnie dwa dni są już zdecydowanie bardziej przyjemne i mam nadzieję, że ten stan utrzyma się na dłużej.

Nauczyłam od nowa tak naprawdę szczerze cieszyć się z małych rzeczy. Z rysunku, który ma mnie przypominać z serduszkiem obok. Z napisanego z największą starannością „mama” czerwoną kredką przez mojego dziecko. Nauczyłam się odpuszczać i nie zmuszać do rzeczy, na które nie mam danego dnia ochoty – to akurat ogromna zaleta pracy zdalnej, kiedy mam gorszy dzień i po prostu nie chce mi się pracować, a terminy nie naglą to mogę bez wyrzutów sumienia spędzić cały dzień w piżamie z Kubą na kanapie zajadając się popcornem i oglądając bajki.

Dotarło do mnie, że im więcej oczekujemy tym bardziej dostajemy od życia po tyłku. I tutaj nie ma kompletnie żadnego znaczenia czy oczekujemy czegoś od życia, od rodziny, od pracodawcy czy od samego siebie. Im mocniej to robimy i im większe mamy wymagania, tym mocniej pewnego dnia możemy upaść. Oczekujemy, wyobrażamy sobie, jak ktoś się zachowa, jak powinien się zachować, kreujemy w głowie to, co naszym zdaniem powinno się wydarzyć – a kiedy tak się nie dzieje, stajemy się frustratami. Taką chodzącą bombą, która może wybuchnąć w każdym momencie. I działa to źle na nas, nasze zdrowie, naszych najbliższych i naszą pracę, na wszystko. Dlatego warto odpuścić, póki jeszcze można.

Warto również odpuszczać znajomości, które pozornie są dobre, jednak koniec końców negatywnie wpływają na nasze życie i kosztują nas wiele nerwów. Nie chcę już więcej marnować czasu na niedopowiedzenia, tłumaczenia i przepychanki. Nie warto starać się i stawać na rzęsach, skoro koniec końców i tak jesteśmy u kogoś na najniższej pozycji. A z drugiej strony warto też umieć przepraszać – jeszcze w okresie świątecznym przeprosiłam osobę, która w moich oczach na to zasługiwała, tak po prostu, po ludzku. Jednocześnie warto pielęgnować te znajomości, które naprawdę są wartościowe. Mam jedną przyjaciółkę, na którą mogę liczyć od wielu lat, bez względu na okoliczności. Znamy się właściwie od dziecka i to ona zna moje największe sekrety. Wie o rzeczach, o których nie ma pojęcia nawet moja rodzina. I wiem, że to się nie zmieni.

W minionym roku przełamałam się wreszcie i postanowiłam nieco wyjść do ludzi w kwestii blogowania – pojechałam na Radomski Plebiscyt Blogowy, uczestniczyłam w See BloggersBlog Forum Gdańsk – a jednocześnie odmówiłam udziału w śniadaniowym programie telewizyjnym, czego wielu znajomych nie mogło zrozumieć. Dla mnie sprawa była prosta – nie czułam tego w tamtym momencie, to nie był mój czas na takie rzeczy.

Jaki był 2017? Prawdę mówiąc bardzo ciężko mi jest go jakoś uogólnić. Były momenty cudowne, ale były też takie mega ciężkie. I choć jeszcze rok temu myślałam, że życie nie jest w stanie niczym mnie zaskoczyć – to teraz wiem, że może to się zdarzyć w każdym momencie, o każdej porze dnia i nocy. Choć miniony rok przyniósł mi wiele rozczarowań w kwestiach prywatnych, to patrząc na to z perspektywy czasu uważam, że wszystko wyszło dla mnie na plus. To tak, jakby śmieci same się wyniosły, tyle.

W związku z tym nowym rokiem mam całkiem sporo planów (zarówno prywatnych, jak i tych związanych z blogiem), choć nie mam też wielkiego ciśnienia na to, aby je zrealizować i nie będę jakoś specjalnie stawała na rzęsach, by odhaczyć je na liście. Jeśli nadarzy się okazja to świetnie, jeśli nie – trudno. Nie mam wobec tego roku jakichś szczególnych oczekiwań i tak jak wspominałam na Fan Page, samej sobie życzę przede wszystkim zdrowia i spokoju.

Wiecie, o czym teraz marzę? Aby utrzymać swoje życie i naszą codzienność w takiej idealnej harmonii, jaka ma miejsce teraz (pomijając kwestie zdrowotne oczywiście). Chciałabym, aby nadal udawało mi się ogarniać czas tak, aby znaleźć go na wszystko. Abym nadal umiała zachowywać spokój, wciąż nie przejmowała się się błahymi sprawami, na które nie mam wpływu i ludźmi, którzy są jak chorągiewki na wietrze. Chciałabym po prostu, by zawsze było tak jak jest teraz, żeby dni, kiedy oboje jesteśmy uśmiechnięci nigdy się nie skończyły.

I tego i Wam życzę.

5 komentarzy

Leave a Response