MATKA TEŻ CZŁOWIEK

NAJPIĘKNIEJSZE PRZYJAŹNIE RODZĄ SIĘ W DZIECIŃSTWIE

Mama Kubusia4 comments809 views

Niewiele pamiętam z tego, co działo się jakieś dwadzieścia trzy lata temu – sama byłam wtedy sześciolatką, która z lekkim strachem w sercu i oczach puściła dłoń matki, a po chwili świetnie odnalazła się w grupie rówieśników.


Nie pamiętam, jakie relacje łączyły nas w podstawówce. Może to dziwne, bo jednocześnie doskonale przypominam sobie z dziewczyny naszej paczki, która układała piosenki na szkolną wycieczkę w góry i klasowych przystojniaków, do których wszystkie wtedy wzdychałyśmy. Cała nasza piątka miała przezwiska i stale trzymałyśmy się razem, aż do końca podstawówki. Wtedy jeszcze nie wiedziałyśmy, jak wiele nas różni i jak chwilami strasznie udajemy tę przyjaźń, wbijając sobie noże w plecy za każdym razem, kiedy było to konieczne i sytuacja była dla nas bardziej korzystna. Mimo to uważałyśmy się za przyjaciółki na śmierć i życie. Szkoda tylko, że ten moment “śmierci” nadszedł tak szybko.

O ile dobrze kojarzę, w gimnazjum z naszej paczki zostały już tylko wspomnienia. Nie pamiętam dlaczego, nie wiem czy nagle i w jaki sposób, ale właśnie w tym czasie zbliżyłam się właśnie do niej. Może to za sprawą chłopaka z równoległej klasy, na którego obie zwróciłyśmy uwagę? Wybrałyśmy to samo liceum i tą samą klasę, razem jeździłyśmy do szkoły i na większości lekcji siedziałyśmy w tej samej ławce. Doskonale pamiętam, jak na nudnych lekcjach historii uczyła mnie rysować głowy postaci z anime. Kiedy zaczęłam wyglądać inaczej, niż reszta rówieśników – była dla mnie mocnym wsparciem nawet wtedy, kiedy nie było mnie obok niej. Może to dlatego, że ona jedyna tak naprawdę miała okazję bliżej mnie poznać? Po pierwszym roku zmieniłam szkołę pod wpływem nowych znajomych i impulsu, i choć wtedy ten pomysł wydawał mi się cudownym, z perspektywy czasu był to błąd, z którego nieświadomie nie zdawałam sobie sprawy przez następne dwa lata. Byłam kimś, kogo albo się kochało, albo nienawidziło – i to dosłownie. Nawet osoby, które mnie nie znały – miały swoje zdanie na mój temat. Nie pamiętam dobrze mojej relacji z nią na przestrzeni tych dwóch lat. Czy nadal była intensywna, a może bardzo daleka? Naprawdę nie mam pojęcia i zapewne już nigdy sobie tego nie przypomnę. Choć tak naprawdę robiłyśmy sobie wtedy #selfie, choć nie było to jeszcze mocne. Pewnym jest jednak, że była wtedy jedną z nielicznych osób, która wśród szydzących czy ubliżających mi – mówiła o mnie dobrze. I na swój sposób jestem jej za to bardzo wdzięczna, choć nie mówię o tym głośno.

Crystal Castles – Crimewave. Ta piosenka kojarzy mi się z tamtą nocą i właśnie z nią. Miałyśmy zupełnie inne gusta muzyczne, ale tę piosenkę bardzo polubiła.

Kiedy wyprowadziłam się do Gdańska – wciąż utrzymywałyśmy kontakt. Nie jestem pewna, bo od tego czasu minęło już jakieś dziesięć lat, ale chyba odwiedziła nas kiedyś i imprezowała z nami w jednym z klubów. Cholera, nie do końca mogę sobie przypomnieć okoliczności, ale taka sytuacja z całą pewnością miała miejsce.


Jej dziecko było pierwszym noworodkiem, jakie kiedykolwiek wzięłam na ręce. Pamiętam, że bardzo bałam się o to, czy nie zrobię mu krzywdy, a z drugiej strony wiedziałam, że za kilka miesięcy będę tulić własne dziecko. To ona spacerowała ze mną latem późnymi wieczorami, kiedy byłam w zaawansowanej ciąży i to dzięki niej nie zwariowałam. Jako jedyna osoba na świecie nie wydawała żadnych osądów, cudownych rad. Tylko z nią i jej siostrą mogłam wtedy rozmawiać o wszystkim i niczym, spacerując po ciemnym mieście.

To ona została Mamą Chrzestną Kuby – z mojej strony nie było w ogóle możliwości, abym wybrała kogoś innego. To jedna z nielicznych osób na świecie, której powierzyłabym opiekę nad Kubą w wyjątkowych sytuacjach i z całą pewnością nie miałabym żadnych obaw o to, co dzieje się z nim w danym momencie. Wiem, że i Kuba ją lubi – wiecie, że nawet rozpoznał nas obie na zdjęciu sprzed dziesięciu lat?

Jej starszy syn jest w wieku Kuby i od września razem pójdą do zerówki. Mimo tego, że jak to dzieci – skarżą czasem na siebie i się obrażają czy kłócą – śmiem twierdzić, że bardzo dobrze się dogadują. Kuba już nie może doczekać się wspólnego nocowania, które im obiecałyśmy.

I wiecie co, dopiero w chwili, w której usiądę i o tym wszystkim pomyślę – zdaję sobie sprawę z tego, jak ważną odgrywa ona w moim życiu rolę. Dopiero po analizie różnych trudnych sytuacji uświadamiam sobie, że była jedyną osobą, na którą zawsze mogłam liczyć. Nie miało znaczenia czy to wczesny ranek czy środek nocy – kiedy potrzebowałam, zawsze na możliwy sposób była przy mnie. NIGDY się ode mnie nie odwróciła. Ja na co dzień nie potrafię wyrażać emocji względem innych osób i bardzo tego nie lubię. Wiecie – przytulanki na dzień dobry, buziaki na do widzenia. Jedynym wyjątkiem jest tutaj Kuba, które tulę i całuję kilkadziesiąt razy dziennie, ale to chyba zrozumiałe. Po tylu latach śmiem twierdzić, że i ona nie jest w tych kwestiach wylewną osobą, co wcale nie działa na jej niekorzyść – wręcz przeciwnie.

Kiedyś trafiłam na jakieś hasło mówiące o tym, że jeśli przyjaźń przetrwa bodajże siedem lat, to przetrwa całe życie. Nie wiem, ile w tym prawdy, ile naciągania autora tekstu w celu wzbudzenia emocji, ale to akurat nieistotne. W naszym przypadku to śmieszne hasełko się sprawdziło.

4 komentarze

  1. U mnie te przyjaźnie z dzieciństwa i młodości nie przetrwały . Z czasem bardzo się zawiodłam na niektórych osobach, one pewnie też w jakimś sensie zawiodły się na mnie – i jakoś od tamtej pory wolę być outsiderką, samotniczką i nie nazywać nikogo przyjacielem.

  2. Lata temu mieliśmy chyba nieco inne podejście. Mi nie przetrwały przyjaźnie z młodzieńczych lat, ale mimo wszystko nie ubolewam :)

  3. U mnie najsilniejsze przyjaźnie / które przetrwały próbę czasu, to te zawarte w wieku 18-25 lat. Z dzieciństwa niewiele Pamiętam :).

Leave a Response