#PROJEKTREMONT

#PROJEKTREMONT – FOTOTAPETA

Mama Kubusia3 comments688 views

Jednym z noworocznych postanowień, o którym nie mówiłam głośno był gruntowny remont. Od podłóg, poprzez łóżko, materace i meble, na ścianach kończąc. I dziś zatrzymamy się właśnie na wspomnianych ścianach, a właściwie jednej z nich.


#ProjektRemont

Dlaczego nie mówiłam o tym głośno? Ponieważ sama nie byłam w stu procentach pewna tego czy na pewno uda mi się chociaż częściowo zrealizować to, co sobie zaplanowałam. Tak naprawdę cała ta “akcja” była takim moim cichym pragnieniem, o którym na swój sposób bałam się mówić. Zazwyczaj jest przecież tak, że kiedy pochwalimy się czymś zbyt szybko to niestety jakimś nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności życie rzuca nam kłody pod nogi i nie udaje nam się tego zrealizować. Miałam okazję doświadczyć tego niejednokrotnie, dlatego nauczona doświadczeniem postanowiłam milczeć.

Z różnych względów – tych mniej i bardziej oczywistych – za cel na ten rok obrałam sobie wymianę i zmianę wszystkiego. Zmieniłam towarzystwo, zmieniam kolor włosów, więc idąc za ciosem postanowiłam zmienić również rzeczy użytkowe, które aż same się o to prosiły. Jakiś czas temu pokazywałam Wam już pierwszy efekt tych zmian, jakim były nowe materace – po dzień dzisiejszy śpi mi się o niebo lepiej. I ten mój mały projekt nie jest czymś co zamknę w pierwszym kwartale tego roku, ponieważ pod każdym względem byłoby to niemożliwe. Efekt może być taki, że zamierzone cele zrealizuję dopiero za półtorej czy dwa lata – to mnie jednak nie zniechęca.

Ściany i fototapeta

Przed wymianą brzydko wyglądającej już fototapety planowałam zmienić kolor na ścianach. Sprawa okazała się jednak nie być taka prosta, ponieważ najzwyczajniej w świecie nie mogłam zdecydować się na żaden inny kolor. Myślałam na bielą, ale ciągłe czyszczenie ścian doprowadziłoby mnie z pewnością do szaleństwa. Myślałam o połączeniu czerni i bieli, ale po wizualizacji dotarło do mnie, że będzie zbyt kontrastowo, co obfitowałoby jedynie moim bólem głowy – co miało miejsce również wtedy, kiedy zafundowałam sobie czerwone ściany. Lubię szarość na naszych ścianach, więc postanowiłam jej nie zmieniać, a skupić się na nowym wzorze fototapety.

Chciałam, żeby było uniwersalnie, a zarazem świeżo i na swój szalony sposób charakterystycznie. Po przejrzeniu wielu stron ze wzorami zdecydowałam się na ten jeden jedyny, który wpadł mi w oko właściwie od razu. Wahałam się jedynie czy trójkąty mają być w pełni kolorowe czy mają posiadać jedynie kolorowe ramki. Wybrałam pierwszą opcję i kiedy otrzymałam mejlem wizualizację wiedziałam, że podjęłam dobrą decyzję. Chciałam połączyć uniwersalną czerń i biel z odcieniem żółtości i złota – a ten wzór okazał się być idealny. Nie chciałam kwiatów, kolejnych strzałek, gwiazdek czy serduszek. Oczekiwałam czegoś co sprawdzi się bez względu na dodatki. I znalazłam – dokładnie TEN wzór.

Realizacją mojego zamówienia zajął się oczywiście FOTEKS. Kto śledzi nas na Instagramie ten być może widział InstaStory, gdzie pokazywałam z bliska obraz na płótnie (również w ich wykonaniu) z N Seoul Tower. Tam każdy szczegół jest widoczny, każde światełko, każde piętro, każda lampka i gwiazda na niebie. Po prostu został zrobiony tak dobrze, że do dziś uśmiecham się na jego widok.

Z racji tego, że planowałam okleić całą ścianę zdecydowałam się na to, aby całość została podzielona na trzy równe części – to znacznie ułatwia naklejanie na ścianę, nie wyobrażam sobie tańczyć z kawałkiem długim i szerokim na prawie trzy metry. W montażu oczywiście pomógł mi mój tato, za co jestem mu bardzo wdzięczna. Idealne naklejenie fototapety czy tak sporej naklejki na całą ścianę jest chyba niemożliwe. Poprzednią naklejkę montowałam na ścianie sama i choć początkowo wydawało mi się, że jest super – z czasem pojawiły się rażące w oczy błędy, niedociągnięcia i wybrzuszenia. Kolejnym utrudnieniem jest fakt, że z racji starego budownictwa ściany mamy okropnie krzywe. Po przyklejeniu pierwszego brytu i spojrzeniu na niego z boku byłam pewna, że coś poszło nie tak, bo widziałam same wybrzuszenia. Oczywiście – mogłabym posilić się deskami gipsowymi (i ten sposób wykorzystaliśmy kiedyś przy montażu kafelek w łazience), jednak to zmniejszyłoby szerokość pokoju o te kilka ładnych centymetrów, w efekcie czego odmierzone co do centymetra meble nie mogłyby się ponownie zmieścić.


Mimo tego, że fototapeta wisi u nas już od blisko dwóch tygodni – to cały czas cieszy mnie tak samo. Patrząc na nią czuję się, jakbym była bardziej “u siebie” niżeli wcześniej. Zdecydowałam też, że na tej ścianie nie powieszę żadnego obrazu ani ramki. Płótno z koreańską N Seoul wisi tymczasowo nad komodą, a w blogowym SM pokazywałam Wam już, jakie plakaty sobie przygotowałam.

3 komentarze

  1. Świetnie się to komponuje! Jak będziemy młodym robić pokój, to chyba pomyślę tym razem właśnie nad fototapeta, bo malowanie ścian, mnie po prostu już do jasnej…..doprowadza :)

Leave a Response